niedziela, kwietnia 11, 2021

#339 "Dziewczyna, kobieta, inna" - Bernardine Evaristo /przedpremierowo/

#339 "Dziewczyna, kobieta, inna" - Bernardine Evaristo /przedpremierowo/

Cenię książki, które wymykają się ze sztywnych ram i wychodzą poza utarte schematy. Takie, które zaskakują trafnością spojrzenia i nie stronią od niewygodnych pytań, na które nie ma gotowych odpowiedzi. Takie, które opowiedziane są odważnym, oryginalnym głosem i zmuszają czytelnika do wyjścia z własnej strefy komfortu, konfrontując go z tym, co nieznane i obce. Takie, które ukazując różne punkty widzenia, zwiększają świadomość i poszerzają horyzonty. Takie, które przemawiają w bardziej osobistym tonie, dotykając fundamentalnych życiowych wartości. I taka właśnie jest książka Bernardine Evaristo, brytyjskiej pisarki, laureatki The Man Booker Prize for Fiction 2019 (pierwszej czarnoskórej kobiety, która otrzymała to literackie wyróżnienie). "Dziewczyna, kobieta, inna" (w świetnym polskim przekładzie Agi Zano) to ważna, ambitna i błyskotliwa opowieść - polifonia dwunastu kobiecych głosów, które przeplatają się na przestrzeni lat w Wielkiej Brytanii, balansując na granicy akceptacji i odrzucenia, łącząc się w jedną wspólną pieśń o tożsamości, poszukiwaniu swojego miejsca i odkrywaniu siebie.

Amma to czarnoskóra dramatopisarka i lesbijka, obecnie po pięćdziesiątce - jej nowa sztuka wystawiana jest w londyńskim National Theatre. Yazz to inteligentna i ambitna córka Ammy, studentka. Dominique, przyjaciółka Ammy, wyemigrowała do USA i tkwi w toksycznym związku. Shirley to nauczycielka, która czuje się obca w społeczności Ammy. Hattie ma 93 lata i mieszka na farmie w północnej Anglii. Carole pracuje w londyńskim City i wydaje się, że osiągnęła życiowy sukces. Jej matka Bummi obawia się jednak, że córka odrzuciła całkiem swoje afrykańskie korzenie. La Tisha jest kierowniczką w supermarkecie i młodą matką. Megan zmienia imię na Morgan, gdy odkrywa, że jako osoba niebinarna nie identyfikuje się z żadną płcią.

"Dziewczyna, kobieta, inna" już od pierwszych chwil zwraca uwagę niekonwencjonalnym stylem narracji i innowacyjną formą. Bernardine Evaristo balansuje na granicy prozy i poezji - wersy pozbawione kropek oraz małych i wielkich liter płyną swobodnie, wyznaczając specyficzny rytm. Nie ma tutaj dialogów. Ważne jest słowo, a nie tradycyjna konwencja. Za słowem podążają bohaterowie, ich światy i historie. Różnorodność to bez wątpienia wiodący motyw powieści. I jeden z tych aspektów, który zachwycił mnie najbardziej. Bernardine Evaristo z czułością i wrażliwością zagłębia się w życiowe doświadczenia i emocje, odmalowując poruszające portrety dwunastu kobiet. Każda z nich mierzy się z "odmiennością" - różni je kolor skóry, tożsamość i orientacja płciowa, wiek, pochodzenie, status społeczny i poziom wykształcenia. Na co dzień muszą zmagać się z przejawami dyskryminacji m.in. ze względu na płeć, brakiem akceptacji, rasizmem i odrzuceniem. Są wśród nich nauczycielki, artystki i sprzątaczki, feministki, żony i kochanki, studentki, matki i córki - zwykłe kobiety, które z pozoru dzieli wiele, ale w rzeczywistości łączy jeszcze więcej. Poznajemy je z różnych perspektyw, co jest niezwykle interesujące. Widzimy, jak postrzegają same siebie oraz jak wyglądają w oczach innych kobiet. Chociaż każda z nich ma w książce swój własny rozdział, ich historie przeplatają się ze sobą na wiele sposobów (odrywanie tego stanowi wspaniałe literackie doświadczenie), by ostatecznie stworzyć szerszy, pełniejszy obraz - portret współczesnego społeczeństwa. "Dziewczyna, kobieta, inna" to w dużej mierze opowieść o zmaganiach, ale też o miłości, przyjaźni, wsparciu, solidarności. O zagadnieniu tożsamości w różnych jej aspektach - kulturowym, płciowym, społecznym, seksualnym i międzypokoleniowym. Evaristo mierzy się ze stereotypami i podejmuje tematy związane m.in. z rasizmem, społecznością LGBTQ+, kolonializmem, feminizmem i patriarchatem. Jej bohaterki walczą o lepszą przyszłość, realizację marzeń i życie w zgodzie z samą sobą. Właściwie można powiedzieć, że książka Evaristo rzuca światło na to, co pominięte i o czym nadal często nie mówi się głośno. Głęboko poruszające dla czytelnika są doświadczenia kobiet - traumatyczny gwałt zbiorowy, prześladowania w szkole, przemoc domowa, wykluczenie, ubóstwo, narkotyki i poczucie niedopasowania. Każda z tych osób czegoś szuka - akceptacji, wolności, wspólnej przeszłości lub lepszej przyszłości, ukochanej osoby, miejsca, które może stać się domem, nadziei... Zachwycił mnie niepowtarzalny sposób zaprezentowania książkowych postaci. Evaristo stworzyła literacką przestrzeń, w której "inni" mogą opowiedzieć swoją historię. Ta książka podejmuje wiele ważnych współcześnie, ale też ponadczasowych tematów. Bywa dowcipna, smutna i refleksyjna. Wzbudza przeróżne emocje i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Bardzo dobrze łączy też w sobie intymność i uniwersalność. Dwanaście historii pokazuje nam doskonale, co to znaczy czuć się kimś innym. Uświadamiają, jak na wiele różnych sposobów może przejawiać się dyskryminacja w codziennym życiu. Opowiadają o maskach, które zakładamy, by dopasować się do otoczenia i jak niewiele wiemy o innych (i często wcale nie pragniemy, by było inaczej). Jak powszechna jest gra pozorów, ignorancja i obojętność. Z drugiej jednak strony ta powieść ma w sobie ogromne pokłady empatii. Jest żywiołowa i energiczna. A co najważniejsze wzbogaca literacko nasze życiowe doświadczenia. Dla mnie książka Evaristo ma słodko-gorzki smak. To szczery głos odzierający z iluzji - o ludzkiej krzywdzie i zagubieniu w odpowiedzi na brak akceptacji, ignorancję i dyskryminację, ale niosący też wartościowe przesłanie - że znacznie więcej nas łączy niż dzieli, a różnice między nami czynią nas wyjątkowymi. Poczucie odrębności w książce Evaristo prowadzi często do konfliktów i trudności w relacjach zawodowych i rodzinnych, ale jednocześnie stwarza możliwość bycia razem - zrozumienia, wybaczania, wspierania się. Fabuła popycha bohaterów, a tym samym również czytelników w stronę empatii i większej świadomości. Choć jest to książka o czarnoskórych kobietach w Wielkiej Brytanii, przemawia nie tylko do czarnoskórych kobiet w Wielkiej Brytanii. Różne doświadczenia nie tworzą barier i nie budują murów, lecz mosty - łączą. To wielka moc prozy Evaristo.


"tu nie chodzi o to, żeby coś czuć, żeby mówić, 
tylko być
razem"

"Dziewczyna, kobieta, inna" jest niczym kolaż - brytyjski, kobiecy, ludzki. To niekonwencjonalna, mądra, wrażliwa i odważna książka, po przeczytaniu której czułam się tak, jabym przeżyła dwanaście różnych żyć, wzbogacona literacko o nowe, wartościowe spojrzenie. I życzyłabym sobie w tym roku więcej tak wspaniałej literatury. Polecam.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.


Tytuł oryginalny: Girl, Woman, Other
Tłumaczenie: Aga Zano
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 14 kwietnia 2021
Liczba stron: 494

środa, kwietnia 07, 2021

#338 "Rowerem przez II RP" - Bernard Newman

#338 "Rowerem przez II RP" - Bernard Newman

"Moja książka stanowi relację z podróży - może nieco nieformalną i chaotyczną, lecz, no cóż, taka właśnie była ta wyprawa. Nie trzymałem się ustalonego rozkładu. Cały bagaż zmieścił mi się w wojskowym plecaku przymocowanym pasami do bagażnika. Jako wierzchowiec służył mi najzupełniej zwyczajny angielski rower, pieniędzy miałem może ze 20 funtów" - tak o swojej rowerowej podróży po Polsce z 1934 roku pisał Bernard Newman, brytyjski podróżnik i autor, który w okresie międzywojennym odwiedził ponad 60 krajów. Jego reportaż "Rowerem przez II RP" odsłania przed nami zupełnie inną Polskę niż tę, którą znamy obecnie. Odrodzone po 123 latach niewoli państwo polskie musiało zmierzyć się z wieloma trudnościami - scalić w jedno tereny, które pod zaborami rozwijały się z różną prędkością, zlikwidować podziały powstałe wskutek przynależności do trzech państw zaborczych, zmierzyć z kryzysem gospodarczym i stawić czoła napięciom na tle narodowościowym, etnicznym i religijnym. Państwo polskie miało też inne granice niż obecnie i stanowiło barwny tygiel kulturowy. Bernard Newman zabiera nas zatem w podróż po "kraju, którego już nie ma" - przedwojenne Warszawa i Kraków, ale też Śląsk, Kresy Wschodnie, Wilno, Lwów, Gdańsk, Huculszczyzna i Zakopane to tylko niektóre z miejsc, które autor odwiedził wraz z Georgem, swoim dwukołowym towarzyszem. Wrażenia z wyprawy spisał, a w rezultacie powstał ciekawy dziennik z podróży, który teraz, po wielu latach, możemy poznać w polskim przekładzie. Jak wygladała międzywojenna Polska oczami Brytyjczyka?

"Poznawałem Polskę taką, jaka mi się ukazywała, czy też raczej - jaką widziałem. Większość wiadomości zdobywałem na miejscu, od Polaków i mniejszości narodowych. To nie jest przewodnik po Polsce. Starałem się uczciwie przedstawić jej problemy. Nie występuję w roli jej obrońcy - to nie jest książka pisana na zamówienie - ale od razu przyznam, że świetnie się czułem wśród Polaków i ogromnie ich polubiłem"

Bernard Newman postanowił wybrać się do Polski, by przybliżyć swoim rodakom kraj, o którym wiedzieli wówczas niewiele, a który miał kluczowe znaczenie dla losów Europy. Zapiski z podróży w zamierzeniu miały być skierowane do szerokiego grona Brytyjczyków niezorientowanych w sprawach Polski. Bernard Newman skoncentrował się zatem na osobistych spostrzeżeniach i korzystając z własnej wiedzy oraz informacji pozyskanych od napotkanych mieszkańców stworzył interesujący i przystępny tekst. Widać wyraźnie, że był bystrym obserwatorem - jego komentarze i prognozy w większości zaskakują trafnością i przenikliwością. Co prawda Newmanowi nie udało się ustrzec przed błędami - na szczęście Wydawnictwo i tłumaczka zadbali, by w przypisach wyjaśnić niejasności i skorygować wszelkie nie do końca zgodne z prawdą zapiski, nie ingerując jednak w tekst i dochowując wierności relacji autora (to również wspaniale uświadamia, jak rewelacyjnym i przydatnym wynalazkiem jest Internet - Newman, podróżując po Polsce w 1934 roku, nie miał tak łatwego dostępu do wiedzy i informcji, jak my obecnie:). "Rowerem przez II RP" to wyprawa nietypowa i pełna niespodzianek. Newman zaglądał nie tylko do dużych miast, ale sporo czasu spędził na też na wsi (a nawet w pociągu czy na górskim szlaku). Na swojej drodze spotkał różnych ludzi, wysłuchał wielu ciekawych historii, skosztował lokalnych potraw, poznał miejskie legendy oraz zwiedził atrakcje turystyczne. I z pewnością można stwierdzić, że zobaczył spory kawałek ówczesnej Polski. Warto jednak zaznaczyć, że publikacja nie stanowi laurki - są zachwyty, ale też rozczarowania. Newman często mówi o Polsce i jej mieszkańcach z życzliwością, ale nie brakuje też krytycznego spojrzenia doprawionego angielską mentalnością, szczerości i specyficznego humoru (niektóre komentarze autora w obecnych czasach nie byłyby akceptowalne) - mierzy się ze stereotypami, narodowymi przywarami i bolączkami. Wydaje się, że największym walorem tej książki jest możliwość poznania II RP z punktu widzenia naocznego świadka - przez pryzmat ówczesnego stanu wiedzy i światopoglądu. Relacja Newmana czasami zachwyca i intryguje, a czasem złości - i w tym cały jej urok. Na czas lektury warto więc odejść nieco od współczesnych osądów i interpretacji oraz spojrzeć na książkę Newmana jak na cenne świadectwo epoki -  "Rowerem przez II RP" to prawdziwa gratka dla miłośników historii i podróżników.

Gdańskie Stare Miasto, procesja Bożego Ciała w Łowiczu, warszawska Cytadela i dzielnica żydowska, klasztor na Jasnej Górze, krakowski Wawel, tatrzański Zawrat, białowieskie żubry, wileńska Ostra Brama i dużo więcej...

Książkę Bernarda Newmana przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Bez wątpienia obraz ówczesnej Polski, który wyłania się z relacji autora, różni się od często wyidealizowanych kadrów znanych m.in. z seriali i filmów fabularnych (ukazujących zwykle codzienność artystów, polityków, członków wyższych sfer, co stanowiło zaledwie wycinek międzywojennych realiów). Spostrzeżenia autora i rozmowy, które przeprowadził z mieszkańcami, w tym również członkami mniejszości narodowych i etnicznych, bardzo dobrze uświadamiają, jak skomplikowaną i wielobarwną mozaiką, szczególnie pod względem kulturowym i wyznaniowym, była II RP. Publikacja pokazuje też między wierszami, jak duże spustoszenie spowodowały lata pod zaborami, o czym świadczą m.in. różnice w rozwoju poszczególnych regionów, poziomie życia i wykształcenia mieszkańców. Aspekt historyczny książki jest zatem naprawdę interesujący, również z uwagi na tło polityczno-społeczne, które Newman lekko zarysowuje w tekście (jak choćby rozpatrując sytuację polskiego Pomorza nazywanego przez Niemców "korytarzem"). "Rowerem przez II RP" to także gratka dla fanów podróży - wiele ciekawych miejsc, atrakcji turystycznych, krajobrazów i mniej uczęszczanych szlaków. I obraz prawdziwego życia ukazany przez Newmana bez upiększania, ale często z życzliwością i zainteresowaniem. Książkę uzupełniają czarno-białe fotografie oraz mapki, na których autor zaznaczał przebieg trasy (w sumie przebył około trzech tysięcy kilometrów). "Rowerem przez II RP" to unikatowa publikacja - ożywiony kawałek historii na wyciągnięcie ręki i ciekawe spojrzenie z punktu widzenia obcokrajowca. Dla mnie - interesujące literackie doświadczenie, warto przeczytać, szczególnie jeżeli kwestie historyczne i podróżnicze są wam bliskie.





Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont.


Tytuł oryginalny: Pedalling Poland
Tłumaczenie: Ewa Kochanowska
Data wydania: 24 marca 2021
Wydawnictwo: Znak Horyzont

wtorek, kwietnia 06, 2021

#337 "I znowu cię zobaczę" - Agata Przybyłek

#337 "I znowu cię zobaczę" - Agata Przybyłek

Czy prawdziwa miłość zdarza się tylko raz w życiu? Czy warto otworzyć się na nowe uczucie? Czy obdarzając kogoś zaufaniem, narażamy swoje delikatne serce na zranienie? Czy miłość zawsze znajduje właściwą drogę?

Nieszczęśliwy wypadek odebrał Tamarze to, co najcenniejsze - ukochanego męża i szczęśliwe życie, które wspólnie budowali. Kobieta została sama z dziećmi i potrzebowała czasu, by pogodzić się z bolesną stratą. W końcu nadeszły jednak dni, gdy zaczęła z nadzieją patrzeć w przyszłość.  Szarmancki Wiktor z łatwością skradł jej serce, ale po kilku spotkaniach Tamara zauważyła ze smutkiem, że znacznie więcej ich dzieli niż łączy. W tym samym czasie los stawia na jej drodze Pawła. Między nim i Tamarą zaczyna rodzić się nieśmiałe uczucie. Mężczyzna skrywa jednak pewien sekret. Czy odważy się wyznać prawdę? I czy Tamara otrzyma szansę na miłość i szczęście?

"I znowu cię zobaczę" to dziewiąta część "domowej serii" Agaty Przybyłek. Choć książki te nie są ze sobą powiązane fabularnie i można je czytać w dowolnej kolejności, to bez wątpienia łączy je wiele - subtelność i wrażliwość pióra autorki, nastrojowy klimat oraz cała gama intensywnych uczuć, które znamy z codziennego życia. Każda powieść składająca się na tę wyjątkową serię to poruszająca, słodko-gorzka historia pełna wzlotów i upadków, trudnych wyborów, rozstań i powrotów oraz skomplikowanych ludzkich losów. Agata Przybyłek pięknie pisze o uczuciach - wzrusza, otula ciepłem, przynosi nadzieję i skłania do refleksji. Czasami zdarza się, że kolejne książki cyklu rozczarowują. W przypadku "domkowej serii" Agaty Przybyłek jest wręcz odwrotnie - każda nowa historia wydaje się jeszcze wspanialsza od poprzedniej. I widać wyraźnie, jak z roku na rok rozwija się warsztat pisarski autorki. Opowiadać tutaj na blogu o takich książkach to przyjemność :)

"Czasami w chmurach tworzyły się swoiste dziury i przebijały z nich ciepłe promienie słońca. Tamarę zawsze cieszył ten widok. Miała wrażenie, że to Wojtek się do niej uśmiecha. Jakby dawał jej znać, że akceptuje wybory żony nawet zza granicy życia i śmierci oraz że jest dumny z tego, jak radzi sobie sama"

"I znowu cię zobaczę" to opowieść, w której pierwsze skrzypce odgrywa miłość. Główna bohaterka tęskni za czułością i bliskością - pragnie otworzyć się na nowe uczucie i dzielić życie z drugim człowiekiem. Marzy o spokojnym, rodzinnym życiu, które przed kilkoma latami tak niespodziewanie utraciła. Tym razem Agata Przybyłek przedstawia nam historię miłosnego trójkąta - w życiu Tamary pojawiają się dwaj mężczyźni. Jeden z nich usilnie zabiega o względy bohaterki i nie przyjmuje do wiadomości odmowy. Drugi z kolei z łatwością trafia do serca Tamary, ale jednocześnie skrywa pewien sekret. "I znowu cię zobaczę" to romantyczna historia rodzącego się nieśmiało uczucia. Ma w sobie dużo ciepła, nadziei i coś, co sprawia, że czytelnik angażuje się w nią emocjonalnie. Bardzo przypadł mi do gustu kierunek, w którym autorka poprowadziła fabułę oraz element zaskoczenia - dzięki niemu historia trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. Nowa powieść ma przyjemny, sielski klimat oraz barwne dialogi. Znajdziemy w niej wiele uroczych i pięknych momentów, ale też takich, które wywołują smutek lub szybsze bicie serca. Sądzę, że ten "domek" to idealna propozycja dla wrażliwych dusz -  Agata Przybyłek z przenikliwością zagląda do serc swoich bohaterów i ze wszystkich uczuć, których doświadczają, tka przepiękną opowieść o sile miłości i nadziei, macierzyństwie, drugich szansach i zaufaniu. Nie chcę zdradzać zbyt wiele - pozwólcie się zaskoczyć i oczarować :) Przeczytałam jednym tchem i serdecznie polecam. Urok tej powieści i świetne pióro Agaty Przybyłek to gwarancja wspaniale spędzonego czasu.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Data wydania: 23 marca 2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432

poniedziałek, kwietnia 05, 2021

"Świat prosi o ratunek" - kwietniowy numer Miesięcznika Znak

"Świat prosi o ratunek" - kwietniowy numer Miesięcznika Znak
Nie da się naprawić świata, robiąc to tylko dla dzieci i młodzieży. I nie da się go naprawiać, dbając tylko o klimat – mówi w najnowszym „Znaku" Magdalena Budziszewska.

Wzrost emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Topnienie lodowców i podnoszenie się poziomu wód. Postępująca urbanizacja i zwiększająca się konsumpcja. Wycinanie lasów. Wszechobecny plastik. Zanieczyszczenie środowiska i zmniejszenie populacji dzikich zwierząt. Zagłada bioróżnorodności... Niekorzystne zmiany środowiskowe na Ziemi postępują szybciej niż się tego spodziewano. Traktujemy Ziemię jak swoją własność, ale rzadko myślimy o niej w kategoriach wspólnego dobra, o które należy się troszczyć. Zapominamy, że nasza planeta poradzi sobie bez nas doskonale, ale my bez niej nie przetrwamy. Co możemy zrobić, by zatrzymać katastrofę klimatyczną? Jak rozbudzić w sobie wdzięczność wobec natury? I jak rozmawiać z dziećmi o przyszłości? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w kwietniowym numerze Miesięcznika Znak - January Weiner, Marcin Popkiewicz, Karol Trammer, Magdalena Assanowicz, Marta Dymek, Magdalena Budziszewska i Urszula Zajączkowska opowiadają o ekologii w różnych jej aspektach (edukacji, transporcie, energetyce, designie i żywności) oraz uświadamiają, jak wiele możemy zrobić dobrego dla siebie i naszej planety. Inspirujące rozmowy na niezwykle ważny temat. Ale to nie wszystko :) W nowym numerze przeczytamy też o współczesnych Indiach na rozdrożu, czyli o szafranowym nacjonalizmie i walce o Tadż Mahal, a także o "książkach na uchodźstwie" czyli o książkach z niemieckich bibliotek, które po II wojnie światowej znalazły się w Polsce. Jeżeli lubicie malarstwo, to z pewnością zainteresują was świetne teksty o Sandro Botticellim oraz o Abym Warburgu, pionierze współczesnych nauk wizualnych. Ale nie będę ukrywać, że najbardziej zachwyciły mnie tematy literackie - piękna i poruszająca proza Aleksandry Zielińskiej oraz artykuł o "Pierwszej krwi" - wichrzycielskiej debiutanckiej powieści Ireny Krzywickiej opowiadającej o dojrzewaniu oraz walce z patriarchatem i dyskryminacją. A czy zwróciliście uwagę, że w Muminkach Tove Jansson roi się od katastrof - powódź, wybuch wulkanu, śnieżyca, trąba powietrzna...? Dlaczego? O tym opowiada Joanna Guszta ("zawsze warto czytać Muminki" - i też tak uważam :). Więcej wam nie zdradzę, ale jedno jest pewne - ten numer to świetna intelektualna rozrywka - dużo ciekawych tekstów i ważnych tematów. Aleksandra Zielińska pisze, że "jako czytelniczka szuka płaszczyzny do wymiany poglądów, inspiracji, dyskusji czy wspólnoty". I taki jest ten kwietniowy numer. Pochłonęłam z przyjemnością. Fantastyczne, jak bardzo takie czasopisma poszerzają horyzonty. Wiem, to brzmi trochę jak wyświechtany frazes, ale naprawdę tak właśnie jest :) Polecam.


Jakie czasopisma czytacie albo kiedyś czytaliście? Książki, podróże, gotowanie, a może coś innego? :)

piątek, kwietnia 02, 2021

#336 "Taką, jaka jesteś" - Klaudia Bianek

#336 "Taką, jaka jesteś" - Klaudia Bianek

Życie potrafi zaskakiwać - pląta nam ścieżki, zmienia plany i podrzuca niespodziewane scenariusze. Czasami brutalnie zamyka nam drzwi przed nosem, dając surową lekcję pokory. Zawsze jednak zostawia uchylone okno - iskierkę nadziei. Przekonała się o tym Eliza, bohaterka serii książek Klaudii Bianek. Gdy pewnego dnia w wypadku motocyklowym zginął jej ukochany mąż, a spokojne, rodzinne życie legło w gruzach, kobieta pogrążyła się w rozpaczy. Każdy kolejny dzień stał się wyzwaniem. A Eliza miała dla kogo żyć - jej wsparcia i miłości potrzebowały ośmioletnia córka i czteroletni syn. I choć bohaterka książki wierzyła, że prawdziwie można kochać tylko raz, serce udowodniło jej, że jest inaczej. Filip wniósł w życie Elizy światło - uśmiech, czułość, namiętność. Dzięki niemu zaczęła powoli rozkwitać i przekonała się, jak wielką moc ma miłość - potrafi uleczyć serce i rozproszyć mrok. Filip i Eliza uwierzyli, że mogą zbudować trwały, silny związek i wspólną przyszłość. Los szykuje jednak dla nich kilka niespodzianek... Czy czas wyleczy wszystkie rany? Czy miłość znajdzie właściwą drogę?

Kocham Cię. Zawsze i na zawsze.

"Taką, jaka jesteś" to trzecia i ostatnia część pastelowej serii książek obyczajowych Klaudii Bianek. Autorka zabrała nas w niezwykłą podróż przez zakamarki kobiecego serca i podarowała nam poruszającą opowieść o trudnej drodze przez stratę, ból i żałobę po miłość, czułość i szczęście, których tak bardzo pragniemy. Na trzeci tom czekałam z niecierpliwością - i bez wątpienia było warto. "Taką, jaka jesteś" stanowi piękne zakończenie dla burzliwej historii Elizy i Filipa. Ostatnie strony bardzo mnie wzruszyły, a całość napełniła nadzieją i przyjemnym ciepłem. Seria pastelowa z łatwością utorowała sobie drogę do mojego serca i zostawiła w nim ślad. Wspaniałe czytelnicze doświadczenie.

Pozwól mu pokochać Cię taką, jaka jesteś

Za każdym razem zachwyca mnie dojrzałość i wrażliwość pióra Klaudii Bianek oraz sposób, w jaki buduje książkową rzeczywistość. Zarówno sami bohaterowie, jak i relacje między nimi są silnie osadzone w codziennym życiu - bez lukrowej otoczki czy zbędnego dramatyzmu. Ich wzloty i upadki oraz rozterki i pragnienia przypominają nasze własne zmagania, co sprawia, że z łatwością stają się czytelnikowi bliscy. Jednym z jaśniejszych elementów serii pastelowej jest również aspekt psychologiczny i wrażliwość, z jaką Klaudia Bianek odmalowuje świat uczuciowy postaci. Najważniejszy jest człowiek i przeżywane przez niego emocje. Autorka z dużą przenikliwością kreśli portret kobiety, która pogrąża się w rozpaczy, doświadczając bolesnej straty, ale z czasem otwiera się na nową miłość. Klaudia Bianek pokazuje, jak trudna może być to droga - naznaczona wątpliwościami, poczuciem winy, ale też tęsknotą za czułością, ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa. Historia Elizy wzruszyła mnie i wielokrotnie skłoniła do refleksji. Polubiłam obecną na kartach książki słodko-gorzką mieszankę smutku i szczęścia oraz różne odcienie miłości, szczególnie tej macierzyńskiej. I wspaniale było móc obserwować uczucie rodzące się między bohaterami. Sposób poprowadzenia tego wątku bardzo przypadł mi do gustu. W ostatniej części Klaudia Bianek ponownie porusza istotne kwestie dotyczące m.in. depresji, śmierci i żałoby, przebaczenia, zaufania, macierzyństwa i skomplikowanych relacji rodzinnych. "Taką, jaka jesteś" to życiowa powieść obyczajowa, w której każdy z nas może znaleźć coś ważnego.

"Nadeszły pierwsze ciepłe dni po długiej, śnieżnej zimie. Nadeszła wiosna. Kolejny nowy początek"

Seria pastelowa wyróżnia się nie tylko pięknymi, kwiatowymi okładkami, ale przede wszystkim dojrzałością, intymnością i sporym ładunkiem emocjonalnym. Klaudia Bianek pięknie pisze o uczuciach i odmalowuje w książkach wszystkie barwy naszego życia. Podarowała nam opowieść o uzdrawiającej sile miłości, nowych początkach i trudnej drodze do szczęścia. O zaskakujących kolejach losu i nadziei, która pomaga stawić czoła przeciwnościom. Serdecznie polecam całą serię - jedna z moich ulubionych. Warto przeczytać.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Data wydania: 23 marca 2021
Seria: pastelowa (część trzecia)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 334


wtorek, marca 30, 2021

#335 "Zaraza. Najskuteczniejsi zabójcy naszych czasów" - David Quammen

#335 "Zaraza. Najskuteczniejsi zabójcy naszych czasów" - David Quammen

"Nikt nie wie, dokąd powędruje kulka we flipperze. Równie dobrze za cztery dni liczba zachorowań może sięgnąć dziesiątek tysięcy. A za pół roku wuhańskie zapalenie płuc może odejść w niepamięć. Lub wręcz przeciwnie" - takie słowa Davida Quammena znajdziemy w przedmowie polskiego wydania książki "Zaraza. Najskuteczniejsi zabójcy naszych czasów". Pochodzą one z artykułu autora opublikowanego w "New York Timesie" 28 stycznia 2020 roku, a zatem na samym początku pandemii koronawirusa. Trudno było jeszcze wtedy przewidzieć, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja. Niestety spełnił się czarny scenariusz, a domowa izolacja, dystans społeczny, praca zdalna, ograniczenia w przemieszczaniu się, kryzys gospodarczy i finansowy, lęk, depresja oraz przeciążenie służby zdrowia na stałe zagościły w naszej codzienności. Choć na przestrzeni lat ludzie zmagali się z wieloma zagrożeniami - wystarczy wspomnieć choćby ebolę, HIV, wirus Zika, grypę hiszpankę, SARS czy MERS - żadne z nich nie sparaliżowało współczesnego świata w tak dużym stopniu jak COVID-19. I chyba wydaje się, że straciliśmy nieco czujność. Tymczasem koronawirus przypomniał nam, że globalna pandemia to nie wizja science-fiction, a realne niebezpieczeństwo.

"Zaraza" to publikacja, która po raz pierwszy została wydana w USA w 2012 roku. Jej autor, David Quammen,  jest amerykańskim pisarzem specjalizującym się w literaturze naukowej i przyrodniczej. W marcu jego książka trafiła na księgarskie półki w polskim przekładzie Rafała Śmietany nakładem Wydawnictwa Znak. I choć przyznam szczerze, że wszelkie tematy dotyczące pandemii ostatnio bardzo mnie męczą, to cieszę się, że otrzymałam propozycję zrecenzowania tej publikacji - okazała się fascynującym  reportażem naukowym, który mimo sporych gabarytów (niemal 640 stron) czyta się z dużym zainteresowaniem. Od dżungli w Gabonie przez miejskie dachy w Bangladeszu, wybiegi dla koni na przedmieściach Brisbane i lasy w amerykańskim Connecticut aż po laboratorium w Kinszasie i hotelowe korytarze w Hongkongu - David Quammen podąża śladem śmiercionośnych wirusów odzwierzęcych tzw. zoonoz, które potrafią przełamywać bariery międzygatunkowe - przenosić się ze zwierzęcia na człowieka, infekować go i mutować, doprowadzając nawet do wybuchu epidemii. Każdy rozdział to inny patogen (i choroba, którą wywołuje), m.in. wirus Nipah i Hendra, Ebola, SARS, gorączka krwotoczna Marburg, HIV, ale też malaria i borelioza. Autor omawia ich początek, a zatem miejsce i sposób pojawienia się, opisuje pacjentów zero i pierwsze medyczne przypadki oraz prace, które miały na celu zidentyfikowanie patogenu. Wyjaśnia też, co wpływa na transmisję wirusa i przebieg epidemii.

Dlaczego niektóre choroby przychodzą i odchodzą, a inne wywołują epidemię? Czy można to przewidzieć? Gdzie po raz pierwszy pojawił się wirus HIV? Które zwierzęta są rezerwuarami śmiercionośnych patogenów? Jak wygląda praca w laboratoriach o najwyższym stopniu bezpieczeństwa biologicznego? Jak szybko potrafią zmieniać się wirusy?

Reportaż Quammena to kawałek rzetelnej wiedzy zaprezentowanej w przystępny sposób w iście detektywistycznym stylu (co z łatwością udziela się czytelnikowi). Jednocześnie widać wyraźnie, że celem książki jest wzbudzenie większego zrozumienia i świadomego zainteresowania tematyką chorób odzwierzęcych, zwłaszcza tych o pandemicznym potencjale. Autor nie podąża drogą sensacji, a sama publikacja jest rzeczowa i wyważona, z dużą dawką życiowego realizmu i w oparciu o wiedzę i doświadczenie.   "Zaraza" to opowieść o przeszłości i teraźniejszości, ale w pewnym stopniu również prognoza przyszłości. Argumenty Quammena dotyczące m.in. zagrożeń wynikających z przeludnienia i degradacji środowiska naturalnego brzmią przekonująco i pozwalają spojrzeć na kwestie wirusów w szerszym kontekście. "Zaraza" to również interesująca podróż po świecie - autor tropi nietoperze, goryle i makaki, przemierza dżunglę, zagląda do jaskiń, ale też do laboratoriów, w których prowadzone są badania nad najbardziej śmiercionośnymi wirusami. Ten aspekt książki, podobnie zresztą jak konkretne przypadki medyczne oraz przytoczone opinie ekspertów, okazał się dla mnie wyjątkowo ciekawy. Autor nie zasypuje czytelnika faktami i naukową terminologią, a wybierając to, co istotne, tworzy inteligentną, przemyślaną, a momentami nawet humorystyczną opowieść o świecie, w którym krzyżują się ścieżki człowieka i zwierząt. Dowiedziałam się naprawdę wiele - to bez wątpienia najlepsza i najbardziej pouczająca książka o wirusach i chorobach odzwierzęcych, jaką miałam okazję czytać (i tak bardzo aktualna). David Quammen zgromadził pasjonujący materiał i zaprezentował go w doskonałym stylu. Serdecznie polecam. "Zaraza" to świetna publikacja dla miłośników literatury faktu i każdej ciekawej świata osoby. Warto przeczytać i wiedzieć więcej.





Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.


Tytuł oryginalny: Spillover: Animal Infections and the Next Human Pandemic
Tłumaczenie: Rafał Śmietana
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 24 marca 2021
Liczba stron: 640

sobota, marca 27, 2021

Książkowe nowości - kwiecień 2021

Książkowe nowości - kwiecień 2021

Uwierzycie, że na horyzoncie widać już kwiecień? Dawno z takim utęsknieniem nie czekałam na wiosnę, ciepło i słońce :) Po rewelacyjnym marcu, który dosłownie zasypał mnie nowościami, czas na kwietniowe zapowiedzi wydawnicze. Jesteście ciekawi, jakie książki tym razem trafią na księgarskie półki? Jeśli tak, zapraszam was na subiektywny przegląd - wybrałam te, które najbardziej zwróciły moją uwagę (o części z nich będę miała przyjemność opowiedzieć wam tutaj, na blogu).

Literatura piękna

"Dziewczyna, kobieta, inna" - Bernardine Evaristo, przekład Aga Zano, Wydawnictwo Poznańskie, premiera 14 kwietnia.

"Zwyciężczyni Nagrody Bookera w 2019 roku. Książka dekady wg „Sunday Times” i „Guardiana”, Książka roku m.in. wg „Time’a”, „Washington Post”, „New Yorkera” i „Kirkus Reviews”. Znajdziecie tutaj Wielką Brytanię, o jakiej jeszcze nie czytaliście. Od Newcastle do Cornwall, od narodzin wieku dwudziestego do pierwszych dekad wieku dwudziestego pierwszego. Oto dwanaście postaci i ich podróż przez życie. Każda z nich czegoś szuka – kogoś bliskiego, celu w życiu, przynależności, domu, kochanki, matki, utraconego ojca, czy choćby odrobiny nadziei. Przede wszystkim zaś jest to oszałamiająca, pulsująca życiem powieść o kobietach. O ich sile, słabościach, bolączkach, powodach do szczęścia, pragnieniach i miłości. Opowiada o artystkach, bankierkach, nauczycielkach, sprzątaczkach, gospodyniach domowych – w różnym wieku i na różnych etapach życia. To książka, o której powinno być głośno. I będzie" (źródło: opis wydawcy)

"Wiosna" - Ali Smith, przekład Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo WAB, premiera 14 kwietnia.

"W  Wiośnie głos Ali Smith przesycony jest nadzieją. Trzecia, po świetnej Zimie i rewelacyjnej Jesieni, część głośnego cyklu Pory roku to pełna uroku opowieść o związkach międzyludzkich i nadziei na lepsze jutro. Co łączy Katherine Mansfield, Charliego Chaplina, Shakespeare’a, Rilkego, Beethovena, brexit, współczesność, przeszłość, północ, południe, wschód, zachód, mężczyznę opłakującego dawne czasy, kobietę uwięzioną w czasach obecnych? Wiosna. Wielka łączniczka. Zwracając uwagę na migrację opowieści w czasie i nawiązując do motywów z Peryklesa, jednej z najbardziej opornych i zwariowanych sztuk Shakespeare’a, Ali Smith snuje nieprawdopodobną opowieść o nieprawdopodobnych czasach. W dobie murów i zamknięcia Smith otwiera drzwi. Czasy, w których żyjemy, zmieniają swoją naturę. Czy zmienią też naturę opowieści? Nadzieja umiera ostatnia" (źródło: opis wydawcy)

Literatura faktu

"Zemsta. Zapomniane powstania w obozach zagłady" - Michał Wójcik, Wydawnictwo Poznańskie, premiera 14 kwietnia.

"W czasie II wojny światowej funkcjonowało na ziemiach polskich kilka obozów zagłady, których jedynym celem było wymordowanie ludności żydowskiej. Do dziś pokutuje przekonanie, że Żydzi się nie bronili, „szli jak barany na rzeź”. Tymczasem żydowski opór to mało znana karta tej wojny. We wszystkich tych obozach istniała konspiracja, która doprowadziła do zbrojnych wystąpień i buntów.  Dzięki heroicznej postawie więźniów, walczących z minimalną ilością broni, często na noże i gołe pięści, dwa z nich uwieńczone zostały spektakularnym sukcesem. Również za sprawą kobiet – żydowskich bohaterek. Dzięki wnikliwym badaniom Michał Wójcik, autor nagradzanej i bardzo dobrze ocenianej „Treblinki’43”, przedstawia w swoim intrygującym stylu te mało znane fakty. Niemniej interesujące są wątki poświęcone rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu oraz kontrowersyjna kwestia pomocy Żydom ze strony AK i struktur państwa podziemnego" (źródło: opis wydawcy)

"I love Korea. K-pop, kimchi i cała reszta" - Daniel Tudor, przekład Ryszard Oślizło, Wydawnictwo Mova, premiera 14 kwietnia.

"Odkryj świat k-popu, taekwondo, Gangnam Style i kimchi! Wyrusz w podróż po zaułkach Seulu i zakamarkach koreańskich trendów. Poznaj tętniący energią przewodnik kulturowy, który porwał serca czytelników na całym świecie. Daniel Tudor, brytyjski dziennikarz, pisarz i przedsiębiorca od kilku lat mieszkający w Korei, jako samozwańczy geek wnikliwie przygląda się kulturze koreańskiej w przeróżnych jej odsłonach. Błyskotliwie i dowcipnie omawia niesamowite koreańskie trendy, które podbijają internet, i zdradza ich genezę, wszystko ilustrując znakomitymi zdjęciami. Przytacza rozmaite ciekawostki, zwraca uwagę na wyznaczniki koreańskiej kultury – od buddyzmu po sztukę tradycyjną i taekwondo. Opowiada o specyfice relacji interpersonalnych, charakterystycznych symbolach i zwyczajach, a także oczywiście o gwiazdach popkultury. Jako dodatkową atrakcję oferuje miniprzewodnik po swoich ulubionych atrakcjach w Seulu. „Geek w kraju k-popu” to znakomita propozycja dla tych, którzy kochają Koreę całym sercem, tych, którzy chcieliby dowiedzieć o niej trochę więcej, oraz dla tych, którzy dopiero mają zamiar poznać fenomen koreańskiej fali, która podbija cały świat" (źródło: opis wydawcy)

Powieść biograficzna

"Frida Kahlo i kolory życia" - Caroline Bernard, przekład Emilia Skowrońska, Wydawnictwo Znak Horyzont, premiera 14 kwietnia.

"Odważna, silna, zdecydowana. Kobieta, która stała się ikoną. Meksyk, 1925 rok. Frida marzy o karierze lekarza, jednak straszny wypadek niweczy jej plany. Przykuta do łóżka przegląda kolorowe albumy i uczy się malować, tworząc pierwsze autoportrety. Traci pełną sprawność, ale odnajduje prawdziwą pasję – sztukę. Zachęcona przez ojca pokazuje swoje obrazy słynnemu malarzowi Diego Riverze. Dziewczyna zakochuje się w nim do szaleństwa, nie bacząc na dzielącą ich różnicę wieku, ani jego reputację kobieciarza. Diego nie tylko pokazuje jej niezwykły świat artystycznej bohemy, ale również przynosi jej cierpienie. Motywuje ją i popycha do działania, a jednocześnie rani licznymi zdradami. Malarka nie potrafi żyć z nim, nie potrafi żyć bez niego. Wie, że nic nie jest wieczne, dlatego rzuca się w wir życia i sztuki. Oczarowuje paryskich surrealistów i słynnego Picassa, rozkochuje w sobie Trockiego. Frida żyje na własnych zasadach, wbrew oczekiwaniom społecznym i stereotypom. Idzie swoją drogą. Jednak dojdzie nią do miejsca, w którym będzie musiała zakwestionować wszystko, w co dotychczas wierzyła" (źródło: opis wydawcy)

Literatura obyczajowa

"Dwór rusałek" - Dorota Gąsiorowska, Wydawnictwo Znak, premiera 14 kwietnia.

"Stary dwór nad jeziorem i tajemnica, którą rozwikłać może jedynie ktoś o wyjątkowo wrażliwym sercu… Olga zawsze czuła, że nie pasuje do coraz szybciej pędzącego świata. Cicha i nieśmiała, nie oczekuje od życia zbyt wiele. Prowadzi księgarenkę w samym sercu Wilna i marzy o wspólnym życiu z ukochanym. Jednak przebiegły los ma wobec niej inne plany. Olga niemal z dnia na dzień traci wszystko: księgarnię, w którą włożyła całe serce, i mężczyznę, który jak się okazuje, od dłuższego czasu ją oszukiwał. Zupełnie zagubiona, przypadkiem trafia do dworu na Podlasiu, położonego nad przepięknym jeziorem. I kiedy już wydaje się, że odnalazła bezpieczną przystań, dziewczyna wpada na trop tragedii sprzed lat. W dodatku zbliża się rusałczy tydzień, a wraz z nim śmiertelne niebezpieczeństwo. Znad jeziora tymczasem coraz częściej dobiega tajemniczy śpiew… Czy Oldze uda się uniknąć losu kobiet, które wcześniej mieszkały we dworze? Czy pozna smak prawdziwej miłości, nie płacąc za to najwyższej ceny? Dwór rusałek to druga część trylogii „Dni mocy”. Każdy tom opowiada o szczególnym czasie w słowiańskim kalendarzu" (źródło: opis wydawcy)

"Szczęście na czterech łapkach" - Agata Przybyłek, Agnieszka Lis, Anna Kasiuk, Joanna Szarańska, Karolina Wilczyńska, Klaudia Bianek, Lidia Liszewska, Robert Kornacki, Natalia Sońska, Sylwia Trojanowska, Wydawnictwo Czwarta Strona, premiera 14 kwietnia.

"Poznaj niezwykłe opowiadania o zwierzętach, które dostały kolejną szansę na szczęście. Mała Karmelka, urocza Ella i żywiołowy Skiper z nadzieją spoglądają przez kratki kojców na wolontariuszy odwiedzających schronisko. Ciepłe posłanie, pełna miska i miłość człowieka to ich największe marzenia. Tak niewiele trzeba, aby je spełnić! Autorzy najlepszych powieści obyczajowych podarowali podopiecznym schroniska w Przyborówku historie pełne ciepła i nadziei. Dziewięć opowiadań, w których czworonożni bohaterowie znajdują upragniony dom, tęsknią, zakochują się, a niekiedy nawet ratują życie! W rzeczywistości wielu z nich wciąż jeszcze czeka na swoją szansę. Może to właśnie Ty pomożesz im odzyskać wiarę w lepsze jutro? Część dochodu ze sprzedaży antologii zostanie przekazana na rzecz Fundacji Przytuliska u Wandy" (źródło: opis wydawcy)

Powieść historyczna

"Bibliotekarka z Saint-Malo" - Mario Escobar, przekład Patrycja Zarawska, Wydawnictwo Kobiece, premiera 14 kwietnia.

"Taki list mógł napisać tylko ktoś, kto kocha książki miłością bez granic. Jocelyn Ferrec, bibliotekarka i pasjonatka literatury, boryka się z samotnością po tym, jak jej ukochany mąż Antoine wyruszył na front. Nie mija wiele czasu, kiedy kobieta staje w obliczu kolejnego dramatu. Latem 1940 roku do Saint-Malo wkraczają wojska niemieckie, a ich brutalne prześladowania mają dotyczyć także biblioteki, w której pracuje Jocelyn. Niemiecki kapitan Hermann von Choltiz otrzymuje odgórny nakaz zniszczenia wszelkich wywrotowych książek w Saint-Malo. Utrudnia to fakt, że jest ON wielkim miłośnikiem literatury ze słabością do wspaniałej bibliotecznej kolekcji Jocelyn. Między tą dwójką nawiązuje się zupełnie nierealna przyjaźń. Książki ich łączą, jednak wojna dzieli. Swoje przeżycia Jocelyn opisuje w liście do słynnego pisarza Marcela Zoli, którego książki zajmują szczególne miejsce w jej sercu i księgozbiorze. Rozpoczyna przepiękną korespondencję o przepełnionym tragicznym szaleństwem świecie, w którym zmuszona jest żyć, ale w którym miłość jest w stanie pokonać nawet wojnę" (źródło: opis wydawcy)

Kryminał, thriller, sensacja

"Terapeutka" - B.A. Paris, przekład Maria Gębicka-Frąc, Wydawnictwo Albatros, premiera 14 kwietnia.

"Na tym osiedlu wszystko jest doskonałe. Nawet zbrodnia… Alice i Leo wprowadzają się do świeżo wyremontowanego domu na ekskluzywnym zamkniętym osiedlu. Właśnie spełnia się ich marzenie. Ale pozory mogą mylić. Wkrótce Alice zaczyna poznawać sąsiadów i odkrywa przerażający sekret domu, w którym zamieszkała. Co więcej, odczuwa coraz silniejszą więź z Niną, terapeutką, do której wcześniej ten dom należał. Tragiczne wydarzenia sprzed lat stają się obsesją Alice. Tym bardziej że gdy tylko z kimkolwiek porusza ten temat, wszyscy nabierają wody w usta. Mieszkańcy ekskluzywnego osiedla pilnie strzegą swoich sekretów. I nie są tak doskonali, jak się na pozór wydaje…" (źródło: opis wydawcy)

Literatura podróżnicza

"Bruksela. Zwierzęcość w mieście" - Grażyna Plebanek, Wydawnictwo Wielka Litera, premiera 14 kwietnia.

"Nowa the capital of Europe. Zadeptywana przez urzędników Parlamentu Europejskiego, zamieszkiwana przez stare, bardzo bogate rodziny rentierów, ale też krzycząca współczesną sztuką uliczną i oszałamiająco różnorodna jak Wieża Babel. Bruksela – a dobrze ją znam, od lat się przyjaźnimy – to miasto kobiet i psów, sikających dzieci i lwów, ptaków i drzew. Pal sześć zabytki. Grażyna Plebanek – czujna obserwatorka, ostra w swoich sądach, czasem szorstka, a czasem zaskakująco czuła – pokazuje, w jaki sposób brak zakorzenienia i bycie obcą przekłada się na spostrzegawczość i kulturową wolność. Jako emigrantka od wielu lat mieszkająca w Brukseli radzi: podczas zwiedzania tego miasta unikajcie oczywistych atrakcji turystycznych, nie wsiadajcie do autobusów, które obwiozą was po najważniejszych zabytkach. Zamiast tego zdajcie się na instynkt: weźcie głęboki oddech i pójdźcie za własnym nosem. Tropcie, szukajcie, zagubcie się i znajdźcie. Wypatrujcie tego, co nieoczywiste, dzięki czemu zbacza się z trasy. Wykreślajcie własne mapy. Bądźcie jak Zinneke – beztrosko łobuzerski i odważny kundel, który zna tu wszystkie uliczki.Bruksela. Zwierzęcość w mieście to subiektywny przewodnik po miejscach, których nie znajdziecie na liście najpopularniejszych europejskich zabytków. To próby poszukiwania dzikości tuż obok centrum europejskiej praworządności. W mieście, w którym można zmyć makijaż, zdjąć wymyślne ciuchy i buty na obcasie. Gdzie można grzebać do woli w starych antykwariatach i odnajdywać w nich skarby" (źródło: opis wydawcy)


A na koniec kwietniowy numer miesięcznika "Znak" - „Świat prosi o ratunek” - premiera 31 marca.


"Nie da się naprawić świata, robiąc to tylko dla dzieci i młodzieży. I nie da się go naprawiać, dbając tylko o klimat - mówi w najnowszym „Znaku” Magdalena Budziszewska. Jak pokazał raport opublikowany w „Nature Climate Change”, po porozumieniach paryskich roczna emisja CO₂ do atmosfery zamiast spadać – wzrastała. Tymczasem na osiągnięcie neutralności klimatycznej mamy coraz mniej czasu. Naukowcy z McGill University przekonują, że wzrost średniej globalnej temperatury może przekroczyć punkt krytyczny (1,5ºC) nie – jak dotąd sądzono – w połowie wieku, ale już w latach 2027–2042. Mimo destrukcyjnych skutków działalności człowieka wciąż obserwujemy zjawiska przywracające nadzieję, budzące podziw i rozkosz bycia z naturą. Nieprzerwanie mamy co i dla kogo ratować. David Attenborough w książce Życie na Ziemi pisze, że: „W naszych rękach leży teraz nie tylko nasza własna przyszłość, ale także przyszłość wszystkich innych istot, z którymi dzielimy tę planetę”. Co robić, by zatrzymać katastrofę? Które rozwiązania są najskuteczniejsze? Jak kształtować swoje relacje z naturą? W jaki sposób rozmawiać z dziećmi o przyszłości? Odpowiadają: January Weiner, Marcin Popkiewicz, Karol Trammer, Magdalena Assanowicz, Marta Dymek, Magdalena Budziszewska i Urszula Zajączkowska. Ponadto w numerze:
🔹Wojna o Tadż Mahal. Hinduski nacjonalizm kontra muzułmanie z Indii
🔹Aby Warburg. Jak opowiedzieć historię Zachodu w obrazach?
🔹„Położnik wyjął ze mnie kamień” – proza Aleksandry Zielińskiej
🔹Książki na uchodźstwie. Powojenne losy niemieckich zbiorów w Polsce
🔹Felietony Olgi Gitkiewicz, Filipa Springera i Janusza Poniewierskiego" (źródło: opis wydawcy)


piątek, marca 26, 2021

"Niełatwe powroty" - Aleksandra Rak - Zapowiedź /patronat medialny/

"Niełatwe powroty" - Aleksandra Rak - Zapowiedź /patronat medialny/

Patrycja wiele lat temu wyjechała do Irlandii i tam ułożyła sobie życie. Martyna skupia się na rozwijaniu własnego biura architektonicznego. Klaudia mieszka z ojcem i pomaga mu w prowadzeniu pensjonatu w Bieszczadach. Siostry od dawna prawie nie utrzymują ze sobą kontaktu – więcej je dzieli, niż łączy. Kiedy ich ojciec dostaje zawału i walczy o życie w szpitalu, kobiety się spotykają. Po latach nie jest im łatwo znaleźć wspólny język, a każda rozmowa wywołuje bolesne wspomnienia. Na dodatek okazuje się, że pensjonat, należący do ich rodziny od pokoleń, stoi na skraju bankructwa. Siostry muszą postanowić, co dalej. Czy uda im się porozumieć? Czy uratują podupadający pensjonat ojca? I czy na pewno o każdą miłość warto walczyć?

Pierwsza część serii obyczajowej Pensjonat na wzgórzu.



Książka zostanie wydana nakładem Wydawnictwa Dragon i mam przyjemność objąć ją patronatem medialnym. Niedługo opowiem wam więcej.

Premiera 14 kwietnia.

czwartek, marca 25, 2021

#334 "Ostatni trop. Tajemnica zaginięcia sióstr Lyon" - Mark Bowden

#334 "Ostatni trop. Tajemnica zaginięcia sióstr Lyon" - Mark Bowden

W ciepły wiosenny dzień 25 marca 1975 roku dwunastoletnia Sheila Lyon i jej dziesięcioletnia siostra Kate wybrały się do centrum handlowego Wheaton Plaza. I nigdy nie wróciły już do domu. Ich zaginięcie wywołało medialną burzę nie tylko w Waszyngtonie, ale w całym kraju - wszystkie gazety i stacje telewizyjne relacjonowały poszukiwania. Ludzie zasypywali policję informacjami, ale żadna z nich nie okazała się pomocna. Nieznany nikomu "mężczyzna z magnetofonem", który rzekomo wywabił siostry z centrum handlowego i był przedstawiany jako główny podejrzany, przepadł bez wieści, podobnie jak Sheila i Kate. Śledztwo utknęło w martwym punkcie, a zdarzenie uznano za niewyjaśnione. Przełom nastąpił trzydzieści osiem lat później - niestandardowe metody oraz wytrwałość i dociekliwość zespołu śledczych pozwoliły znaleźć rozwiązanie tej kryminalnej zagadki. Kto uprowadził siostry Lyon? Jaki spotkał je los?

"Zaginięcie Sheili i Kate Lyon od lat domagało się sprawiedliwości. To nie była wyłącznie kryminalna zagadka, ale też lokalna trauma. Napełniające nas największym przerażeniem zbrodnie to te, do których dochodzi, gdy wszyscy czujemy się bezpieczni i szczęśliwi. Porwanie sióstr Lyon stanowiło cios w samo serce lokalnej społeczności, było wstrząsem dla każdego, kto kochał swoje dziecko lub pamiętał, jak sam był dzieckiem. Śledztwo to było niczym kamyk w bucie dla całego Wydziału Policji hrabstwa Montgomery. Kolejne pokolenia policjantów przychodziły i odchodziły, i wielu próbowało rozwikłać tę zagadkę" - tak o sprawie zaginięcia sióstr Lyon pisze Mark Bowden, amerykański dziennikarz, autor bestsellerowych książek "Polowanie na Escobara", "Hue 1968" i "Helikopter w ogniu". "Ostatni trop" to wnikliwy i poruszający reportaż z gatunku true crime, w którym Bowden odsłania kulisy trwającego niemal czterdzieści lat śledztwa w sprawie zaginięcia sióstr Lyon - bada, w jaki sposób policjanci i detektywi hrabstwa Montgomery doprowadzili do rozwikłania jednej z największych kryminalnych zagadek Ameryki. Publikacja ma dość interesującą formę, ponieważ zbudowana jest wokół najważniejszego aspektu śledztwa - przesłuchań podejrzanego. Tytułowy ostatni trop doprowadził śledczych na więzienne korytarze zakładu karnego w stanie Delaware, gdzie wyrok za napaść na tle seksualnym odsiadywał Lloyd Welch. Uznano, że mężczyzna, jako świadek porwania sióstr Lyon, może dostarczyć policji nowych informacji. Książka pokazuje, w jaki sposób członkowie zespołu dochodzeniowego (Chris Homrock, Dave Davis i Katie Leggett) podczas powtarzanych miesiącami długich godzin przesłuchań dotarli w końcu do prawdy. Przewracając kolejne strony, widzimy, jak Welch miota się, kłamie, konfabuluje i nieustannie zmienia swoje zeznania. Jednocześnie obserwujemy godną podziwu wytrwałość i zaangażowanie śledczych, którzy w gąszczu bzdur i półprawd próbują poskładać elementy układanki w całość, wydobywając potrzebne informacje z podejrzanego kawałek po kawałku. Bowden na podstawie transkrypcji z przesłuchań stworzył wyjątkowo wnikliwą i wyczerpującą rekonstrukcję. Warto też wspomnieć, że choć to właśnie zeznania Welcha stanowią główną oś publikacji, narracja została również wzbogacona o szerszy kontekst, m.in. opisy działań policji w terenie, informacje pozyskane z rozmów z rodzicami sióstr i członkami rodziny podejrzanego oraz trafne spostrzeżenia autora (sprawa nie dawała Bowdenowi spokoju od chwili, gdy w 1975 roku jako młody dziennikarz napisał artykuł o zaginięciu Sheili i Kate).

Jak skłonić kompulsywnego kłamcę do mówienia prawdy...

Niezwykle rzadko sięgam po literaturę kryminalną. Chyba po prostu zbyt trudno udźwignąć mi emocjonalny ciężar takich historii i skonfrontować się z najmroczniejszą stroną życia (i ludzkiego zachowania). Sprawa jeszcze bardziej komplikuje się w przypadku książek typu true crime. Świadomość, że to, o czym czytamy wydarzyło się naprawdę, porusza znacznie bardziej niż fikcja literacka. Dlaczego więc zdecydowałam się na "Ostatni trop"? Cóż, w końcu to Mark Bowden, autor słynnego "Helikoptera w ogniu" - obok takich książek nie przechodzi się obojętnie. Ale mówiąc poważnie - bez wątpienia było warto. Zupełnie zaskoczył mnie trop, którym podążył autor. Osią tej publikacji są zeznania Lloyda Welcha - godziny wyczerpujących rozmów, maglowania, prób przechytrzenia jednej i drugiej strony, powtarzania wątków. Książka daje czytelnikom intymny wgląd w najciemniejsze zakamarki ludzkiego umysłu i zachowania - stanowi interesujące studium z zakresu psychologii kryminalnej. Choć zapisy przesłuchań mogą w pewnym momencie wystawić cierpliwość czytelnika na próbę (tym bardziej podziwiam śledczych, którzy musieli brać w tym czynny udział), warto - całość układa się w poruszającą historię policyjnej wytrwałości w drodze do odkrycia prawdy. Książka Bowdena bardzo dobrze pokazuje, jak żmudnym i wyczerpującym procesem może być śledztwo oraz jak za czymś z pozoru prostym lub nieistotnym może kryć się coś dużo bardziej skomplikowanego. Jak odkrycie jednego, wydaje się zupełnie niepasującego elementu pociąga za sobą niczym domino szereg kolejnych odkryć. Godziny spędzone w pokoju przesłuchań nie przypominają scen, które znamy z filmów - Bowden rzuca światło na prawdziwą pracę, która toczy się za zamkniętymi drzwiami i nie brakuje w niej momentów frustracji, rozczarowania, złości oraz wątpliwości moralnych. Czytając książkę niejednokrotnie byłam pod wrażeniem umiejętności śledczych. Choć podczas przesłuchań nie udało im się uniknąć błędów, często musieli improwizować i działać intuicyjnie, ostatecznie wykonali kawał imponującej pracy. To niesamowite, jak wiele energii poświęcili sprawie, która utknęła w martwym punkcie niemal 40 lat temu oraz jak istotnym etapem śledztwa może być przesłuchanie świadków i podejrzanych.

O krok bliżej prawdy...

Czytanie książki Marka Bowdena było dla mnie trudne emocjonalnie i momentami wstrząsające za sprawą podejmowanej tematyki, ale też interesujące z uwagi na możliwość zajrzenia za policyjne kulisy i poznania przebiegu kryminalnego śledztwa, które przez tak długi czas oddalało i zbliżało się do prawdy. "Ostatni trop" to ważna publikacja - świadectwo wysiłku włożonego w rozwiązanie zagadki, ukaranie sprawcy i przywrócenie sprawiedliwości (na tyle, na ile jest to w ogóle możliwe). Pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami - na niektóre z nich nie ma odpowiedzi - oraz pokazuje, że mimo wielu nowych metod i technik, nadal to człowiek może być najważniejszym ogniwem w dążeniu do prawdy.

"Ostatni trop" to świetnie napisany, rzetelny i wnikliwy reportaż - dobra propozycja czytelnicza dla miłośników true crime, osób interesujących się tematyką przestępstw i policyjnych dochodzeń (śledztwem, przesłuchaniami, profilowaniem zachowań czy psychologią kryminalną), a także fanów literatury faktu i tych, którzy chcieliby poznać kulisy jednej z najtrudniejszych zagadek kryminalnych USA. Warto przeczytać.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.


Tytuł oryginalny: Last Stone. A Masterpiece of Criminal Interrogation
Tłumaczenie: Mariusz Gądek
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 23 marca 2021
Liczba stron: 528


środa, marca 24, 2021

#333 "Kurier z Tivoli" - Wojciech Dutka

#333 "Kurier z Tivoli" - Wojciech Dutka

"Jego życie było pasmem walk, porażek, zdrady i okrucieństwa. Mało kogo wiek XX wychłostał tak jak Antoniego Mokrzyckiego. Był już zmęczony, przez całe to życie tęsknił jednak za jednym człowiekiem. Tak bowiem jest nam dana miłość: raz tylko. Niektórzy ją przegapiają i potem już nigdy nie potrafią jej odnaleźć"

"Kurier z Tivoli" Wojciecha Dutki to trzecia i ostatnia część serii opowiadającej o losach Antoniego Mokrzyckiego, polskiego hrabiego, agenta wywiadu i dyplomaty - idealna propozycja dla miłośników historii oraz wątków sensacyjnych. Przyznam, że bardzo ucieszyła mnie propozycja zrecenzowania kontynuacji losów Mokrzyckiego, tym bardziej że akcja tej książki rozgrywa się w burzliwych latach drugiej wojny światowej oraz w czasach powojennych. Właściwie, choć często sięgam po literaturę historyczną, nigdy jeszcze nie czytałam powieści historycznej utrzymanej w sensacyjno-szpiegowskim klimacie. "Kurier z Tivoli" to książka całkiem sporych rozmiarów (ok. 510 stron) i akurat wcale mnie to nie dziwi - autor stworzył opowieść z rozmachem i dbałością o historyczne oraz polityczno-społeczne detale. Czytelnik wraz z głównym bohaterem zostaje wrzucony w samo centrum burzliwych i dramatycznych wydarzeń oraz wojennej gorączki ogarniającej świat. "Kurier z Tivoli" to zawrotny bieg przez trudne czasy i lekcja historii zaprezentowana w ciekawy, sensacyjny sposób. 

"Powstanie warszawskie, koniec wojny i walka z komunistami. A w tym wszystkim nadzieja na nowe życie..."

Antoni Mokrzycki to trochę taki polski James Bond :) W nowej książce otrzymuje kolejne ważne i niebezpieczne zadanie - zostaje wysłany przez generała Władysława Andersa i amerykański wywiad do okupowanej Polski, by powstrzymać powstanie przeciwko Niemcom i walczyć z Sowietami. Dokąd zaprowadzi go los?

Kreśląc tutaj zarys fabuły, nie chciałam zdradzić wam zbyt wiele. "Kurier z Tivoli" to książka, w której naprawdę sporo się dzieje. Akcja obejmuje zaledwie cztery lata, od stycznia 1944 do marca 1947, a i tak dostarcza nam ogromnej porcji wydarzeń, miejsc i postaci. Wojciech Dutka umiejętnie łączy fikcję literacką z prawdziwymi kartami historii, a całość wypada bardzo naturalnie. "Kurier z Tivoli" to rewia znanych historycznych nazwisk i pojęć - powstanie warszawskie, Władysław Anders, bitwa o Monte Cassino, obozy koncentracyjne, Lebensborn, pogrom kielecki, Antoni Chruściel "Monter", Jarosław Iwaszkiewicz, Krzysztof Kamil Baczyński... W książce ukazane zostały dwa zbrodnicze systemy reprezentowane przez Hitlera oraz Stalina, ze szczególnym zwróceniem uwagi na aparaty terroru i okrutną ideologię. Z całą pewnością Wojciech Dutka podszedł do tematu z rozmachem i muszę przyznać, że tło historyczne zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Autor nie unika trudnych, czasami brutalnych i krwawych momentów. Fabuła pędzi i wzbija w powietrze tumany literackiego kurzu. Zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się wątek sensacyjny i to on dominuje w powieści. W książce znajdziemy walkę wywiadów, atmosferę napięcia i niepewności, polityczne zagrywki, nieoczekiwane zdrady i godne podziwu przejawy lojalności. Autorowi udało się w ciekawy i przekonujący sposób przedstawić wpływ wojny na bohaterów powieści. Antoni Mokrzycki i jego rodzina zostają poddani ciężkiej próbie. Pobyt w obozie koncentracyjnym odciska na Monice piętno i zmusza ją do dramatycznej walki o przetrwanie. Pod wpływem trudnych doświadczeń i wojennych okrucieństw Mokrzycki zaczyna przeżywać wątpliwości natury moralnej oraz dostrzegać w innych ludziach różne odcienie szarości. Wojna obnaża ich dobre i złe strony. Liczne rozczarowania sprawiają, że Antoni momentami traci złudzenia, wiarę i nadzieję. Ale co ważne, nie poddaje się i konsekwentnie wypełnia powierzone mu zadania. "Kurier z Tivoli" doskonale pokazuje, w jak trudnym położeniu znaleźli się ludzie podczas wojny. Musieli podejmować decyzje, których konsekwencje bywały tragiczne w skutkach. I żyli w ciągłym zagrożeniu oraz niepewności. Również dla wielu lata powojenne okazały się rozczarowaniem - nie przyniosły oczekiwanego spokoju. Sądzę, że powieść Wojciecha Dutki dobrze oddaje charakter tamtych czasów (przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe biorąc pod uwagę sensacyjny klimat opowieści). Antoni Mokrzycki przemierzył spory kawałek świata, doświadczył wielu dobrych i złych momentów. "Kurier z Tivoli" to idealne zamknięcie tej książkowej serii.

"A teraz dzień krótki i ciemność wokół. Noc idzie szybko, cień połyka ulice"

"Kurier z Tivoli" to trzymająca w napięciu mieszanka wątków historycznych oraz sensacyjno-szpiegowskich. Wojciech Dutka stworzył opowieść o skomplikowanych wojennych losach, silnym pragnieniu przetrwania, politycznych zawirowaniach, miłości i zdradzie oraz odwadze i tchórzostwie. O złudnych nadziejach, bolesnych wspomnieniach, destrukcyjnym wpływie wojny i nowych początkach. O ludziach poddanych ekstremalnym próbom charakteru, moralności i człowieczeństwa. "Kurier z Tivoli" bez wątpienia spełnił moje oczekiwania, szczególnie w kwestii historycznego tła oraz dobrze poprowadzonej fabuły. Przeczytałam jednym tchem i z niesłabnącym zainteresowaniem. Książka Wojciecha Dutki to prawdziwa literacka uczta i gratka dla miłośników historii. Serdecznie polecam.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lira.


Data wydania: 3 marca 2021
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 512


niedziela, marca 21, 2021

#332 "Dałeś mi siłę" - Karolina Wilczyńska /przedpremierowo/

#332 "Dałeś mi siłę" - Karolina Wilczyńska /przedpremierowo/

Nasze życie jest jak mozaika dobrych i złych momentów. Spoglądamy w przyszłość z nadzieją, ale los bywa przewrotny. Często wystarczy tylko jedna chwila, by wszystko stracić. Wiadomość o poważnej chorobie sprawia, że czas zatrzymuje się dla nas w miejscu. Zwykle dopiero w obliczu trudnych doświadczeń, gdy musimy stoczyć walkę o zdrowie i życie, zaczynamy dostrzegać, co tak naprawdę jest ważne. Bo jak twierdzi Joanna, jedna z bohaterek nowej książki Karoliny Wilczyńskiej, "czasami trzeba przejść przez to, co najgorsze, by osiągnąć to, co najlepsze". Jak bardzo zmieniają nas bolesne doświadczenia? Jak znaleźć w sobie siłę - nie poddać się w najtrudniejszym momencie?

"Dałeś mi siłę" to druga część cyklu "Ja, kobieta" - wyjątkowej serii książek opartych na autentycznych ludzkich losach. Karolina Wilczyńska postanowiła oddać głos prawdziwym kobietom i podzielić się z nami ich poruszającymi historiami. Bohaterki książkowego cyklu żyją wśród nas i, choć same wcale tego nie dostrzegają, wyróżniają się niezwykłą wewnętrzną siłą. Ich historie to autentyczny i szczery głos, który trafia prosto do serca - opowieści o trudach życia, zmaganiu się z przeciwnościami, lęku i cierpieniu, ale też o niesłabnącej woli walki, nadziei, sile miłości i rodzinnego wsparcia oraz chwilach szczęścia i wdzięczności.

Dwie kobiety z różnym bagażem doświadczeń i jeden obraz, który krzyżuje ich ścieżki

Gdy Joanna prosi napotkaną w parku malarkę o portret zmarłego przed laty ojca, nie spodziewa się, że sama zostanie modelką. Jest dojrzałą i silną kobietą, która nie boi się otwarcie opowiedzieć Klarze o swoich przejściach, by dzięki temu jej portret był pełny, prawdziwy. Klara, malując i dobierając barwy, słucha historii Joanny i jej rodziny: o ciężkim porodzie, chorobie ukochanego męża, niełatwym życiu w czasach PRL-u oraz długiej i bolesnej walce o zdrowie. Jak opowieść Joanny wpłynie na Klarę i podejmowane przez nią decyzje?

Bo życie to najpiękniejszy dar

W zeszłym roku przy okazji premiery pierwszej części wspominałam wam, jak bardzo przypadła mi do gustu idea tego książkowego cyklu. Tak często mówi się przecież, że życie pisze najciekawsze i najbardziej inspirujące, ale też najtrudniejsze scenariusze. Poza tym wśród nas żyje wiele na pozór zwykłych, ale w rzeczywistości niezwykłych kobiet, które z godną podziwu determinacją stawiają czoła przeciwnościom. To od naszych matek, córek, sióstr i przyjaciółek możemy uczyć się życiowej odwagi, również tej, która potrzebna jest w sytuacji, gdy rezygnujemy z własnego szczęścia i marzeń dla dobra ukochanej osoby oraz wtedy, gdy podnosimy się z kolan po kolejnej porażce. Cieszę się, że Karolina Wilczyńska postanowiła wysłuchać i podzielić się z nami poruszającymi historiami prawdziwych kobiet - dzięki temu powstała wyjątkowa seria z ważnym przesłaniem oraz książki, które czyta się jednym tchem i często ze ściśniętym od nadmiaru emocji gardłem. Tym razem fabuła powieści zyskała intymny i szczery charakter za sprawą życiowych doświadczeń Joanny (oraz wrażliwego pióra Karoliny Wilczyńskiej). Z każdym kolejnym pociągnięciem pędzla Klary na płótnie zaglądamy głębiej do serca Joanny i poznajemy jej skomplikowaną ścieżkę pełną wzlotów i upadków. Historia bohaterki porusza konkretną tematykę - chorobę nowotworową - i to w wielowymiarowym aspekcie.  Przewracając kolejne strony możemy dowiedzieć się, jak wyglądała walka Joanny o zdrowie i życie nie tylko z medycznego punku widzenia, ale przede wszystkim na poziomie emocjonalnym i psychologicznym. Bohaterka, stopniowo otwierając się przed Klarą, opowiada m.in. o wpływie choroby na codzienne życie jej rodziny oraz relacje z bliskimi i przyjaciółmi. Dzieli się także własnymi refleksjami i w poruszający sposób odsłania kulisy trudnej emocjonalnie drogi, którą musiała przebyć. Książka "Dałeś mi siłę" została objęta patronatem medialnym Fundacji DKMS - porusza tematykę przeszczepów i wyjątkowej roli dawców, uświadamiając tym samym, jak cennym darem jest życie. Historię Joanny wypełniają po brzegi przeróżne emocje, zarówno te piękne, jak i trudne i bolesne. Opowieść, którą poznajemy na kartach książki, wzrusza, inspiruje i zapada w pamięć, dając nam jednocześnie cenną życiową lekcję. Podziwiam wewnętrzną siłę bohaterki, jej mądrość i dojrzałość, a także pogodę ducha, którą zachowała mimo bolesnych doświadczeń. Sądzę, że od Joanny możemy wiele się nauczyć, a dzięki jej opowieści zupełnie inaczej spojrzeć na nasze życiowe priorytety. "Dałeś mi siłę" to jedna z tych wartościowych powieści obyczajowych, które wspaniale uczą empatii i wrażliwości, otwierając nas na drugiego człowieka.

"Pamiętaj! Życie to najwspanialszy prezent. Pielęgnuj je, bo jest zawsze za krótkie, choćbyś żyła długo"

Cykl "Ja, kobieta" to jedna z moich ulubionych serii obyczajowych Wydawnictwa Czwarta Strona. Karolina Wilczyńska, umiejętnie łącząc fikcyjne losy Klary z prawdziwą historią książkowej Joanny, podarowała nam kolejną pięknie napisaną powieść, która silnie przemawia do czytelnika za sprawą swojego autentycznego, szczerego i intymnego charakteru. "Dałeś mi siłę" to słodko-gorzka opowieść o kobiecej wytwałości, determinacji, woli walki, nadziei i miłości. O umiejętności dostrzegania piękna w zwykłej codzienności i czerpania radości z życia mimo bolesnych doświadczeń. O odważnym mierzeniu się z przeciwnościami losu i wewnętrznej sile, którą mamy w sobie. O ulotności chwil, kruchości życia i tym, co jest w nim najważniejsze. Książka Karoliny Wilczyńskiej zostawia w sercu ślad. Myślałam o niej jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Gorąco polecam, czytajcie - warto.


PS Książkowa Joanno - dziękuję, że podzieliłaś się z nami, czytelnikami, swoją historią ❤


W Polsce co 40 minut ktoś dowiaduje się, że choruje na nowotwór krwi. Dla wielu chorych jedyną szansą na życie jest przeszczepienie szpiku lub komórek macierzystych od niespokrewnionego Dawcy. Zostając Dawcą można podarować komuś najcenniejszy dar - życie. Więcej informacji na stronie internetowej Fundacji DKMS - Link



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.


Data wydania: 23 marca 2021
Cykl: Ja, kobieta (część druga)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 336

sobota, marca 20, 2021

#331 "Małe kobietki gotują. Przepisy na cały rok od Meg, Jo, Beth i Amy" - Wini Moranville /przedpremierowo/

#331 "Małe kobietki gotują. Przepisy na cały rok od Meg, Jo, Beth i Amy" - Wini Moranville /przedpremierowo/

W 1868 roku na księgarskie półki po raz pierwszy trafiły "Małe kobietki" - amerykańska powieść dla dziewcząt napisana przez Louisę May Alcott opowiadająca o losach czterech sióstr March. Meg, Jo, Beth i Amy szybko zyskały szczególne miejsce w sercach czytelników i od lat nieustannie zachwycają kolejne pokolenia. Książka została przetłumaczona na wiele języków oraz doczekała się kilku serialowych i fimowych adaptacji. "Małe kobietki" bez wątpienia mają w sobie coś wyjątkowego. Bardzo lubię obecne na kartach powieści miłość, ciepło, humor i życzliwość. A co powiecie na gotowanie wspólnie z siostrami March? Jeżeli kochacie "Małe kobietki" Louisy May Alcott równie mocno, jestem przekonana, że ucieszy was marcowa nowość Wydawnictwa Znak.

Czy podczas czytania "Małych kobietek", zwróciliście uwagę, jak ważną rolę odgrywało w życiu bohaterów jedzenie? Dzielenie się samodzielnie przygotowanymi potrawami było często sposobem na okazanie troski, serdeczności i uczucia członkom rodziny, przyjaciołom i sąsiadom. Już w jednej z pierwszych scen książki rodzina Marchów oddaje swoje świąteczne śniadanie ubogim imigrantom, a po powrocie do domu spożywa skromny posiłek składający się z chleba i mleka. Może pamiętacie też, jak Jo próbowała przygotować obiad (na stole znalazły się posolone truskawki), a Meg i John pokłócili się o nieudaną galaretkę porzeczkową (ostatecznie wracali do tej sytuacji ze śmiechem). W książce możemy też przeczytać, jak Hannah, gospodyni Marchów, przygotowywała dla dziewczynek paszteciki, które mogły zabrać ze sobą do szkoły i pracy. Są jeszcze słynne marynowane limony Amy, galaretka mleczna Meg oraz piknikowe pyszności obecne w scenie kończącej powieść. A to zaledwie kilka przykładów. Jak widać, w książkowym świecie "Małych kobietek" nie brakuje kulinarnych motywów. Wini Moranville, pisarka i redaktorka kulinarna pasjonująca się kuchnią XIX wieku, postanowiła stworzyć coś wyjątkowego dla wszystkich tych, którzy rozsmakowali się w świecie "Małych kobietek". W książce "Małe kobietki gotują. Przepisy na cały rok od Meg, Jo, Beth i Amy" autorka zabiera nas w literacko-kulinarną podróż po smakach znanych z powieści Louisy May Alcott. Publikacja Wini Moranville to przepięknie wydany zbiór 50 przepisów na śniadania, obiady, kolacje, desery oraz smaczne przekąski w duchu "Małych kobietek". Większość z tych potraw pojawia się na kartach książki Alcott (m.in. placki z mąki gryczanej, galaretka mleczna, tłuczone ziemniaki, paszteciki z serem i dżemem, ciasto imbirowe), a część inspirowana jest ówczesną dziewiętnastowieczną amerykańską kuchnią (m.in. makaron z serem i zapiekanka wiejska). Co ważne, autorka dostosowała przepisy do współczesnych technik kulinarnych i składników, które możemy kupić obecnie w sklepie (np. żelatyna w proszku zamiast konieczności uzyskania jej z gotowanych cielęcych nóżek ;) - co nie oznacza też, że w książce nie znajdziemy przepisów na potrawy przygotowane "od zera" jak np. lemoniada). Sądzę, że to ogromna zaleta - przepisy są proste, a potrawy łatwe w przygotowaniu i dzięki temu każdy z nas może osiągnąć kulinarny sukces. Jednocześnie nie tracą one dziewiętnastowiecznego ducha i widać wyraźnie ich związek z książką Alcott. W publikacji czuć również pasję, wiedzę i doświadczenie kulinarne Wini Moranville (autorka podczas pisania zapoznała się z książkami kucharskimi wydanymi w Stanach Zjednoczonych w latach 1850-1880 - część z nich wzmiankowana jest na kartach "Małych kobietek"). Publikację uzupełniają piękne, kolorowe zdjęcia, anegdoty z życia Louisy May Alcott, inspirujące cytataty rodziny Marchów oraz liczne wskazówki autorki i nawiązania do kulinarnych momentów znanych z "Małych kobietek".


"Podpijali ukradkiem herbatę, wcinali do woli pierniczki, dostali po gorącym placuszku, a na ukoronowanie swych przestępstw, napchali do kieszeni kuszących ciasteczek, które tam pozlepiały się i pokruszyły zdradziecko, ucząc ich, że zarówno natura ludzka, jak i ciasta bardzo są delikatne"- Louisa May Alcott, Małe kobietki

I co tu dużo mówić - jestem naprawdę zachwycona, zarówno samym wydaniem książki (przepiękne kolorowe zdjęcia i grafiki, twarda oprawa i dobrej jakości papier), jak i przepisami, które możemy w niej znaleźć. Uważam, że pomysł stworzenia publikacji kulinarnej inspirowanej konkretną powieścią to strzał w dziesiątkę. A Wini Moranville poradziła sobie z tym zadaniem naprawdę świetnie. Przepisy łączą przeszłość z teraźniejszością i wspaniale opowiadają o rodzinie Marchów w kulinarnym (i nie tylko:) ujęciu. Jest kolorowo, pysznie, radośnie i z miłością, a zatem zgodnie z duchem "Małych kobietek". Jak na razie przygotowałam omlet, owsiankę, naleśniki i ciasto imbirowe - efekty były naprawdę zadowalające, a musicie wiedzieć, że wcale nie jestem Nigellą Lawson ;) Serdecznie polecam. Idealna książka dla miłośników dziewiętnastowiecznych powieści i gotowania oraz świetny pomysł na prezent - jestem pewna, że zachwyci nie tylko fanów "Małych kobietek".




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.


Tytuł oryginalny: Little Women Cookbook: Tempting Recipes from the March Sisters and Their Friends and Family
Tłumaczenie: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 24 marca 2021
Liczba stron: 160

sobota, marca 20, 2021

#330 "Nasze piękne chwile" - Natalia Sońska

#330 "Nasze piękne chwile" - Natalia Sońska

Czasami miłość odchodzi, trzaskając drzwiami - w jednej chwili serce rozpada się na milion kawałków. Czujemy się jak rozbitek dryfujący po wzburzonym morzu w samym środku szalejącego sztormu. Utrata miłości to ogromny cios. Tracimy poczucie bezpieczeństwa, a plany o wspólnej szczęśliwej przyszłości rozsypują się jak domek z kart. Ale miłość może też kończyć się powoli - odchodzić w ciszy, z dnia na dzień, stopniowo. Bez fajerwerków, niemal niezauważalnie. Aż pewnego razu ze smutkiem i zdziwieniem uświadomimy sobie, że z drugą osobą nic już nas nie łączy. Że z pięknego uczucia, namiętnego żaru i radosnego porozumienia nic nie pozostało. Nic oprócz wspomnień. Nic oprócz przyzwyczajenia. Czy jest jeszcze wtedy sens walczyć o związek? A jeśli uznamy, że czas odpuścić - czy można tak po prostu odejść, oddzielić przeszłość grubą kreską i zacząć od nowa z kimś innym? Jak pielęgnować miłość, by uchronić ją przed wypaleniem?

Drogi Magdy i Michała rozeszły się niepostrzeżenie. Ona zapracowana i skoncentrowana na karierze, on coraz bardziej rozczarowany i w poczuciu, że został zepchnięty na margines. Oddalali się od siebie stopniowo, żyjąc z pozoru razem, ale w rzeczywistości mijając się każdego dnia. Nie widząc już szansy na uratowanie związku, Michał decyduje się na zmiany - wraca do rodzinnego miasta i próbuje zacząć od nowa. I choć wydaje się, że to nie jest odpowiedni czas na sercowe porywy, los ma inne plany. Michał spotyka Ninę, miłość z młodzieńczych lat, i budzą się w nim uczucia, które był przekonany, dawno już wygasły. Kobieta ma jednak narzeczonego. W dodatku na horyzocie pojawia się intrygująca młoda studentka, która zwraca uwagę Michała. Czy bohater książki odnajdzie właściwą drogę w uczuciowym huraganie?

"Nasze piękne chwile" to nowa książka Natalii Sońskiej, autorki powieści obyczajowych, m.in. bestsellerowej serii "Jagodowa miłość". W zeszłym roku zachwyciła mnie pierwsza część cyklu ("Wszystkie nasze dni"). I jedną, i drugą wyróżnia piękna kwiatowa okładka oraz uczuciowa historia o miłosnych zawirowaniach. Tym razem głównym bohaterem książki Natalia Sońska uczyniła mężczyznę. Poznajemy go w trudnym życiowym momencie - jego wieloletni związek rozpada się i Michał musi zacząć wszystko od nowa - w innym mieście, w innej pracy i z dala od przyjaciół. I jak to zwykle bywa w przypadku książek autorki, nie brakuje miłosnych wzlotów i upadków. Uczuciowy rollercoaster gwarantowany :)

Powieści obyczajowe Natalii Sońskiej lubię przede wszystkim za ich ciepło i subtelność. Mają w sobie sporą dawkę romantyzmu i opowiadają o uczuciach, które znamy z codziennego życia. Pokazują różne odcienie miłości oraz skomplikowane ludzkie relacje - blaski i cienie bycia w związku, kwestie zaufania, wsparcia, przebaczenia i drugich szans. Książka "Nasze piękne chwile" charakteryzuje się lekkością pióra, delikatnością i uczuciowością, które dobrze kojarzymy z twórczością Natalii Sońskiej. Tak jak przewidziałam, powieść pochłonęłam w jeden dzień i to był naprawdę miło spędzony czas. Potrzebowałam czegoś lekkiego i wciągającego, a taka właśnie jest historia Michała. Autorka w ciekawy sposób poprowadziła wątek romantyczny, nadając mu słodko-gorzki smak. I choć to sercowe perypetie Michała odgrywają w książce pierwsze skrzypce, warto wspomnieć, że Natalia Sońska umiejętnie wplata w fabułę również inne ważne kwestie, takie jak trudne relacje rodzinne czy próba łączenia kariery z życiem osobistym. Co prawda tym razem zabrakło mi większych emocji i wzruszeń (powieść "Wszystkie nasze dni" zachwyciła mnie po tym względem bardziej), ale i tak czytałam o losach Michała z zainteresowaniem. Książka Natalii Sońskiej otula nadzieją, a właśnie tego oczekiwałam, biorąc ją do ręki.

"Nasze piękne chwile" to życiowa historia zaprezentowana z męskiego punktu widzenia - opowieść o nowych początkach, odważnych zmianach, podążaniu za głosem serca i poszukiwaniu szczęścia. O uczuciach, które pojawiają się niespodziewanie i nadziei na lepszy czas. Pokazuje, że na zmiany nigdy nie jest za późno, a to co najlepsze wciąż czeka na nas w przyszłości. I że warto walczyć o szczęście, zawsze.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 10 marca 2021
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 384


czwartek, marca 18, 2021

#329 "Niezłomny. Legendarna wyprawa Shackletona i statku Endurance na Antarktydę" - Caroline Alexander /przedpremierowo/

#329 "Niezłomny. Legendarna wyprawa Shackletona i statku Endurance na Antarktydę" - Caroline Alexander /przedpremierowo/
8 sierpnia 1914 roku, cztery dni po przystąpieniu Wielkiej Brytanii do wojny, statek Endurance wyruszył z portu w Plymouth w drogę na południe. Po długiej podróży, kiedy Zatoka Vahsela, cel żeglugi u wybrzeży Antarktydy, była już niemal w zasięgu wzroku, statek utknął w ogromnych połaciach lodowej kry, co doprowadziło do tragedii.

"Trudno mi opisać, co teraz czuję. Dla marynarza statek jest czymś więcej niż domem spuszczonym na wodę. (...) A teraz on sam napina się i jęczy, jego belki trzeszczą, jego otwarte rany zieją, a on sam powoli rozstaje się z życiem na samym początku swojej kariery"

"Co lód zabierze, tego już nie odda..."


W październiku 1915 roku, po dziesięciu miesiącach uwięzienia i unieruchomienia przez lodową krę, spełnił się czarny scenariusz, którego obawiał się Ernest Shackleton i jego załoga - brytyjski statek ekspedycyjny Endurance znalazł się dokładnie w miejscu dwóch ścierających się mas lodu, które z ogromną siłą zaczęły napierać na burtę. Słychać było głośne trzaski, a kadłub wyginał się niczym łuk. Statek przechylił się w lewo, a do jego miażdżonego wnętrza zaczęła napływać woda. Choć załoga nieprzerwanie pracowała, nie tracąc nadziei i rozpaczliwie starając się uratować statek, los Endurance wydawał się już przesądzony. Nawet pingwiny wydały z siebie szloch przepełniony smutkiem, co wprawiło załogę w zdumienie. Wkrótce statek poszedł głębiej pod wodę, a Shackleton wydał rozkaz, by opuścić pokład. Mężczyźni znaleźli się na dryfującej lodowej krze, 560 km od najbliższego lądu, przy temperaturze -26 stopni Celsjusza. W tym momencie wyprawa odkrywcza zamieniła się w dramatyczną walkę o przetrwanie.

Antarktyda, ze względu na wyjątkowo trudne warunki niepodobne do innych miejsc na świecie, stanowiła wielkie wyzwanie dla odkrywców, podróżników i badaczy. W 1911 roku w wyścigu o zdobycie bieguna południowego rywalizowali ze sobą dwaj polarnicy - Norweg Roald Amundsen oraz Brytyjczyk Robert Scott. I choć ostatecznie to właśnie Amundsen osiągnął swój cel i został pierwszym człowiekiem na biegunie południowym, również Scott zapisał się w historii, niestety za sprawą śmierci poniesionej w drodze powrotnej. Załoga brytyjczyka dotarła na miejsce niecały miesiąc po Amundsenie, ale wracając, wycieńczeni, głodni i rozczarowani, zamarzli, płacąc za swoje marzenia życiem. Wydarzenia wstrząsnęły Wielką Brytanią, a tragiczne losy Scotta stopniowo zaczęły zyskiwać status narodowego mitu. W takiej atmosferze irlandzki polarnik, Ernest Shackleton, przygotowywał się do własnej Imperialnej Wyprawy Transantarktycznej. "Będzie to podróż wspanialsza niż ta na biegun i z powrotem, i czuję, że naród brytyjski musi jej dokonać, jako że pokonano nas w wyścigu na biegun północny, a potem na biegun południowy. Pozostaje zatem jeszcze najdonoślejsza i najbardziej uderzająca ze wszystkich ekspedycji - przekroczenie całego kontynentu". Celem Shackletona było więc dokonanie trawersu Antarktydy (przejście od wybrzeża do wybrzeża przez biegun południowy). Nie wiedział jednak, że jego wyprawa zapisze się w annałach odkryć geograficznych zupełnie z innego powodu...

Endurance uwięziony w paku lodowym, 1915 rok [źródło: Wikimedia Commons]

"Szefie, mam już dość żarcia kłaków renifera, zaraz będę miał od tego w środku kule włochate niczym koźle jaja. Dajmy to szyprowi i McCarthy’emu. I tak z reguły nie mają pojęcia, co wsuwają"

W książce "Niezłomny. Legendarna wyprawa Shackletona i statku Endurance na Antarktydę" Caroline Alexander, amerykańska dziennikarka i pisarka, odsłania kulisy niezwykłej ekspedycji, która, choć nieudana, została zapamiętana jako jedna z najwspanialszych w dziejach. To przejmujący zapis walki o przetrwanie - wielomiesięcznego dryfowania na lodowej krze i prób przedostania się na stały ląd w ekstremalnie niesprzyjających warunkach. Czasami mówi się, że rzeczywistość wciąga bardziej niż fikcja. I dokładnie tak właśnie jest w przypadku książki Caroline Alexander. Opowieść o zmaganiach Shackletona i załogi statku Endurance wydaje się wręcz nieprawdopodobna - brzmi jak scenariusz filmu przygodowego. Losy tych mężczyzn poznawałam ze zdumieniem, podziwem i niekończącym się zainteresowaniem. Często skrajnie wyczerpani, przemarznięci i głodni, wykazywali się opanowaniem, zaradnością, odwagą, hartem ducha i niezwykłą wytrzymałością. Caroline Alexander, korzystając z materiałów źródłowych (m.in. archiwalnych dokumentów, artykułów prasowych i prywatnych pamiętników) oraz na podstawie rozmów przeprowadzonych z rodzinami członków wyprawy, stworzyła kawałek fascynującej literatury faktu - publikację rzetelną i wyważoną. W książce znajdziemy fragmenty dzienników pisanych przez załogę Endurance oraz niezwykle bogaty materiał fotograficzny tworzący wizualną kronikę ekspedycji - ok. 140 zdjęć wykonanych przez Franka Hurley'a, uczestnika i utalentowanego fotografa dokumentującego przebieg wyprawy (warto wspomnieć, że przetrwanie tych zdjęć i negatywów już samo w sobie jest zdumiewającym faktem). Fotografie bardzo dobrze uzupełniają narrację autorki i bez wątpienia stanowią jedną z największych zalet publikacji. Caroline Alexander rzuca światło na wiele interesujących aspektów ekspedycji (przeczytamy m.in. o codziennym życiu na statku, zaopatrzeniu, pokładowych rozrywkach i przygotowywaniu posiłków). Kreśli też barwne i przenikliwe portrety członków załogi oraz opowiada o nastrojach i międzyludzkich relacjach, które często były poddawane próbie, zwłaszcza w ekstremalnych sytuacjach (podczas wyprawy ścierały się ze sobą silne osobowości). Caroline Alexander za sprawą swojego świetnego warsztatu pisarskiego ożywiła w książce bohaterów ekspedycji. Zresztą w interesujący i trafny sposób odmalowała również samego Ernesta Shackletona, szczególnie w kontekście pełnionej przez niego roli przywódcy wyprawy. Książka, choć opowiada o dramatycznych wydarzeniach, daleka jest od melodramatycznego tonu. Autorka znalazła złoty środek - przedstawiła losy ekspedycji w rzeczowy, ale jednocześnie pasjonujący sposób. Nie przypuszczałam, że przeczytam tę książkę jednym tchem niczym powieść przygodową, a tak właśnie się stało. Zachwyciły mnie opisy antarktycznych krajobrazów oraz wytrwałość załogi Endurance. To naprawdę niesamowite, jak wiele człowiek jest w stanie wytrzymać. "Niezłomny" to nie tylko opowieść o ludzkim pragnieniu odkrywania, tego co nieznane, ale też historia heroicznej walki o przetrwanie w starciu z siłami natury, zmagania się z własnymi słabościami oraz nieustającej nadziei. To inspirująca lekcja odwagi, pomysłowości oraz silnego przywództwa w beznadziejnych okolicznościach. I właściwie chyba można powiedzieć, że to także specyficzny obraz triumfu w obliczu porażki. Fascynująca literacka przygoda oraz świetna publikacja dla miłośników historii i pionierskich wypraw, ale nie tylko - dla każdej ciekawej świata osoby. I bez wątpienia jedna z tych opowieści, które warto poznać. Serdecznie polecam.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.



Tytuł oryginalny: The Endurance: Shackleton's Legendary Antarctic Expedition
Tłumaczenie: Adrian Tomczyk
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 23 marca 2021
Liczba stron: 360


Copyright © kate in bookland , Blogger