czwartek, maja 30, 2019

#38 "Bułgaria. Złoto i rakija" - Magdalena Genow /przedpremierowo/

#38 "Bułgaria. Złoto i rakija" - Magdalena Genow /przedpremierowo/

Pewnego dnia Wydawnictwo Poznańskie zaskoczyło mnie wyjątkową przesyłką, która błyskawicznie uwolniła moją dziecięcą radość (i stała się źródłem inspiracji;) Otrzymałam wspaniale prezentującą się książkę Magdaleny Genow "Bułgaria. Złoto i rakija" oraz obłędnie pachnące bułgarskie upominki, które wieczorem zniknęły w mgnieniu oka ;) 🛀 Nie sposób było się im oprzeć. I tak właśnie w wannie pełnej piany zaczęła się moja podróż do Bułgarii. Mogę wam już zdradzić, że była naprawdę udana.

Gdy myślę o Bułgarii, w mojej głowie pojawiają się obrazy złotych, piaszczystych plaż, wody mieniącej się w promieniach słońca, błękitnego nieba oraz pysznej kuchnii. Pierwsze skojarzenia to również olejek różany oraz rakija - napój alkoholowy popularny na Bałkanach. Iście wakacyjne klimaty 🌴 Kuszące, szczególnie dla osób, które tak jak ja tęsknią za latem i ciepłem. Ale Bułgaria to kraj, który może nam zaoferować znacznie więcej. Wystarczy zejść z utartych szlaków, by poznać jej drugie oblicze - piękne miasteczka z urokliwą starówką, zapierające dech widoki, zachwycającą architekturę sakralną oraz serdecznych i otwartych mieszkańców. O Bułgarii krąży wiele mitów i stereotypowych wyobrażeń. W czasach PRL-u Polacy chętnie odwiedzali ten kraj zarówno w celach rekreacyjnych jak i handlowych. Nietrudno zauważyć, że wciąż stanowi ona popularny kierunek na turystycznej mapie. Bułgaria fascynuje i przyciąga. A teraz możemy ją odwiedzić nie ruszając się z wygodnego fotela;)

Książka "Bułgaria. Złoto i rakija" to czerwcowa zapowiedź Wydawnictwa Poznańskiego, której zdecydowanie warto wypatrywać na księgarskich półkach. Autorka, Magdalena Genow, jest filolożką bułgarystką i politolożką. Urodziła się w Bułgarii, a wychowała w Polsce. Dzięki temu ma sporą wiedzę o Bułgarii, jej mieszkańcach, obyczajach i codziennym życiu. Stworzyła książkę, która potrafi zainteresować i oczarować czytelnika.

Dlaczego Bułgaria nazywana jest "Różą Europy"? Czym jest słynna rakija? Jak obchodzone jest święto wina - Trifon Zarezan? Dlaczego 1 marca Bułgarzy obdarowują się gałgankami tzw. martenicami? Czy Bułgarzy piją czarną herbatę?

Z książki dowiemy się, jak wygląda bułgarska tradycja związana z nadawaniem imion, dlaczego bułgarska łazienka nazywana jest "mokrym pomieszczeniem", jak odczytywać mowę ciała mieszkańców kraju (dlaczego kręcenie głową na boki oznacza tak, a w górę i dół - nie). Znajdziemy w niej rozdział poświęcony bułgarskiej kuchni - prostej, aromatycznej i pełnej słońca. Przeczytamy trochę o historii kraju ze zwróceniem uwagi na jego złote karty m.in. imponujące archeologiczne dziedzictwo. Magdalena Genow opowiada czytelnikom o bułgarskich trunkach - winie, piwie, likierach oraz rakii. O ziołach, bułgarsko-tureckich relacjach, rodzinie i macierzyństwie. A zatem otrzymujemy sporo interesujących zagadnień na 312 stronach :)

W książce "Bułgaria. Złoto i rakija" Magdalena Genow zabiera nas w podróż pełną wspomnień, zapamiętanych miejsc, zapachów i smaków. Z dużym wyczuciem tworzy ciepłą i błyskotliwą opowieść. Lekko, przystępnie i pomysłowo. Autorka umiejętnie wzbogaca treść o ciekawe anegdoty, spostrzeżenia, legendy i przysłowia. Odsłania mniej znane oblicze Bułgarii, mierzy się z mitami i nie ucieka przed trudniejszą tematyką. Czytanie takich książek to prawdziwa przyjemność. Bardzo dobry przykład godnej polecenia literatury non-fiction w tematyce podróżniczej. Cieszę się, że nie jest to kolejna książka w stylu przewodnika turystycznego. Tym razem w centrum znaleźli się mieszkańcy - ich codzienne życie, mentalność, wyznawane wartości oraz dziedzictwo kulturowe. Autorka pisze rzetelnie i z szacunkiem, bez generalizowania, a poruszane zagadnienia tworzą spójną całość.



Muszę przyznać, że dla mnie najbardziej interesujące okazały się strony poświęcone opisom bułgarskich zwyczajów, obchodzonych świąt i tradycyjnych obrzędów. Ten ludowy aspekt kultury mieszkańców skłonił mnie do dalszych, samodzielnych poszukiwań. I w ten sposób moja wyszukiwarka google zapełniła się nowymi pojęciami i grafikami. Zawsze z dużym zainteresowaniem czytam kwestie dotyczące podobieństw i różnic w obchodzeniu takich świąt jak Boże Narodzenie, Wielkanoc czy mikołajki. Dotyczy to również obrzędów związanych z narodzinami, ślubem oraz pogrzebem (czy wiecie, że pierwszy nekrolog rodziny przygotowują bez zdjęcia, a fotografię można dodać dopiero po 40 dniach, ponieważ wtedy z ciała ulatuje dusza zmarłego?). To uświadami mi zawsze, jak różnorodny jest świat oraz ludzie, którzy go zamieszkują. I jak niewiele o sobie wiemy. Książka Magdaleny Genow należy do tych propozycji czytelniczych, które poszerzają horyzonty oraz otwierają czytelnika na nowe doznania i doświadczenia.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której koniecznie muszę wspomnieć. Książka "Bułgaria. Złoto i rakija" została przepięknie wydana. Jej oprawa graficzna zasługuje na pochwałę. Jest dopracowana w każdym szczególe. W środku znajdziemy kwiatowe akcenty, przyjemną dla oka czcionkę oraz kolorowe fotografie. Jak dla mnie to takie małe dzieło sztuki :) Uważam, że tak właśnie powinno wydawać się książki ;) Każda jej strona pełna jest zapachów, barw i smaków. Tętni życiem oraz zaraża entuzjazmem. I wyłania się z niej obraz kraju, który fascynuje i warty jest poznania. Lubię książki z iskierką, która rozpala podróżniczą ciekawość. I ta książka właśnie taka jest 🔥

Na myśl przychodzi mi wiele rzeczy, które chciałabym jeszcze napisać o tej książce. Czytałam ją jednym tchem. To rewelacyjna propozycja dla miłośników podróży i dla wszystkich, którzy są ciekawi świata. Dowiedziałam się z niej naprawdę wiele ❤ Będę ją polecać każdemu (moja rodzina zagroziła już, że jeśli nie przestanę o niej ciągle mówić, kupią w sklepie porządną taśmę i nie zawahają się jej użyć... Zdrajcy... Do podzielenia się pachnącymi upominkami wcale nie trzeba ich było długo namawiać 😂). Jedno jest pewne - warto odbyć tę podróż i poznać kolejny fragment naszego fascynującego świata. Magdalena Genow spisała się świetnie. Szczerze polecam 🌹🍷

Premiera już 5 czerwca ⭐

Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu - to była wspaniała przygoda.


Data wydania: 5 czerwca 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Liczba stron: 312


środa, maja 29, 2019

#37 "The Brightest Stars. Pożar zmysłów" - Anna Todd /przedpremierowo/

#37 "The Brightest Stars. Pożar zmysłów" - Anna Todd /przedpremierowo/


"The Brightest Stars. Pożar zmysłów" to moje pierwsze spotkanie z twórczością amerykańskiej pisarki Anny Todd. Niektórzy z was pewnie doskonale znają jej bestsellerową serię "After". Anna Todd zdobyła dzięki niej dużą popularność oraz zyskała sporą rzeszę fanów na całym świecie. "The Brightest Stars" to pierwsza część otwierająca nowy cykl książek. Jej polska premiera zapowiadana jest na 5 czerwca. Przyznam szczerze, że nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Jednak po zapoznaniu się z opisem i po obejrzeniu okładki uznałam, że to jedna z tych historii, które pełne są emocji i szybszego bicia serca. A to zdecydowanie coś, co bardzo lubię. Mogę wam już zdradzić, że w tym przypadku nie śledziłam jedynie historii dwóch zakochanych osób - czułam się tak, jakbym przeżywała ją razem z nimi.

Karina i Kael. Dwie skomplikowane i poranione dusze. Ich drogi krzyżują się po raz pierwszy w salonie masażu. Karina to dwudziestoletnia certyfikowana terapeutka masażu. Kilka miesięcy wcześniej wyprowadziła się z rodzinnego domu i próbuje stworzyć dla siebie nowe, dorosłe i samodzielne życie. Będąc córką wojskowego Karina nie chce mieć z armią nic wspólnego. Doskonale zna realia takiego życia oraz związane z tym trudności - stres, rozłąkę, lęk i niebezpieczeństwo. Los ma jednak inne plany. Kael to młody żołnierz, milczący i skrywający sporo tajemnic. Przeszedł już w swoim życiu wiele i dźwiga na barkach duży ciężar. Między nim i Kariną stopniowo rodzi się uczucie pełne wzajemnej fascynacji i pożądania. Szczęście nie trwa długo - na jaw wychodzą skrywane sekrety. Kim tak naprawdę jest Kael? I co łączy go z ojcem Kariny?

W książce Anny Todd na pierwszy plan wysuwa się wątek miłosny. I nie ma w tym nic zaskakującego, ponieważ to romans. Z uwagi na "Pożar zmysłów" w tytule miałam obawy czy ta historia nie będzie zmierzać bardziej w stronę erotyku. Okazało się jednak, że styl pisania autorki jest subtelny, a pierwsze skrzypce odgrywają uczucia. I to jest coś, co bardzo przypadło mi do gustu. Na dodatek treść została wzbogacona o kilka istotnych kwestii dotyczących między innymi stresu pourazowego żołnierzy, trudnego dzieciństwa oraz uprzedzeń na tle rasowym. Co prawda pożaru zmysłów w tej części jeszcze nie doświadczymy, ale ta historia zdecydowanie ma potencjał. Początek jest bardzo obiecujący i myślę, że czytelnicy mogą liczyć w przyszłości na świetny romans :)

Nie ulega natomiast wątpliwości, że Anna Todd ma talent do opisywania życia uczuciowego. Jej powieść pełna jest trafnych i wnikliwych spostrzeżeń dotyczących emocji, odczuwania i przeżyć wewnętrznych, co znacznie wzbogaca treść. To zdecydowanie mocna strona tej książki.

"Miłość tak silna, że spala wszystko, czego dotknie"

Czytelnik obserwuje powoli rodzące się uczucie. Między bohaterami wyraźnie czuć chemię i wzajemne przyciąganie. Dochodzi też do konfliktu na linii rozum - serce. Postaci Kariny i Kaela zostały dobrze wykreowane - są wielowymiarowe i mają skomplikowane osobowości. Nie są idealni, mają wady i trudną przeszłość, która odcisnęła na nich piętno. To z kolei sprawia, że dobrze się rozumieją i mogą też sobie wzajemnie pomóc.


Mimo braku galopującej fabuły, czytelnik pędzi przez kolejne rozdziały, a z każdą przeczytaną stroną apetyt rośnie. To jedna z tych historii, które trudno odłożyć na bok. Styl pisania Anny Todd jest bardzo przyjemny w odbiorze - płynny, barwny i urozmaicony.

"Najjaśniejsze gwiazdy spalają się najszybciej, musimy więc je kochać, dopóki możemy"

"The Brightest Stars" to opowieść o pierwszej miłości, młodzieńczej ekscytacji i tych wszystkich odczuciach, które im towarzyszą. Sądzę, że na tle innych książek z gatunku #newadult powieść Anny Todd, mimo kilku niewielkich mankamentów, wypada naprawdę dobrze. Co prawda nie należy jeszcze w tej cześci spodziewać się wielkich porywów serca i emocjonalnych fajerwerków, ale ta książka z pewnością sprawi, że miło spędzimy czas. To dobra odskocznia od codzienności.

"Czy to nie zabawne, że ludzie wiecznie domagają się prawdy, chociaż większość nie potrafi jej znieść?"


"The Brightest Stars" to książka, która delikatnie prowadzi nas przez trudy wojskowego życia z perspektywy członków rodziny. Historia Kariny i Kaela przynosi smutek, nadzieję i wiarę, a umiejscowienie akcji w pobliżu amerykańskiej bazy wojskowej tworzy specyficzny klimat. Jest tajemniczo, refleksyjnie i trochę melancholijnie. Anna Todd stworzyła opowieść o szukaniu swojego miejsca w dorosłym świecie, pragnieniu miłości, czułości i akceptacji, skomplikowanych relacjach rodzinnych, lojalności i zaufaniu.

Nowa powieść Anny Todd to świetna propozycja dla wrażliwców i romantycznych dusz :) Z przyjemnością towarzyszyłam bohaterom i przeżywałam z nimi tę historię. Zakończenie pozostawia czytelnika z wieloma wątpliwościami i pytaniami. To dobry początek dla miłosnej opowieści. Chętnie sięgnę po kolejne książki tej serii.

Premiera 5 czerwca.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu OMGBooks.



Tytuł oryginalny: The Brightest Stars (Stars #1)
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Wydawnictwo: OMGBooks
Data wydania: 5 czerwca 2019
Liczba stron: 320

poniedziałek, maja 27, 2019

#36 "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" - Taylor Jenkins Reid /przedpremierowo/

#36 "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" - Taylor Jenkins Reid /przedpremierowo/

"Daję ci moją historię, Monique. Opowiem ci całą prawdę. A ty napiszesz o tym książkę. (...) Chcę, byś opublikowała książkę jako autoryzowaną biografię ze swoim imieniem na okładce, dopiero gdy umrę" 

Tak właśnie zaczyna się powieść Taylor Jenkins Reid "Siedmiu mężów Evelyn Hugo", która swoją polską premierę będzie miała już 5 czerwca. Jestem bardzo wdzięczna Wydawnictwu Czwarta Strona za przesłanie mi jej do recenzji. Nie spodziewałam się, że aż tak przypadnie mi do gustu. Kochani, jaka to dobra książka! Moje pierwsze spotkanie z twórczością Taylor Jenkins Reid okazało się naprawdę udane. Już teraz mogę wam powiedzieć, że ten tytuł z pewnością znajdzie się w moim zestawieniu najlepszych książek 2019 roku. I nie jestem wcale zdziwiona, że w Stanach Zjednoczonych Evelyn Hugo zebrała tyle dobrych recenzji. Porywająca, ekscytująca i pełna zaskakujących zwrotów akcji. To sprawiło, że pędziłam przez kolejne kartki jak szalona. Cierpliwość nie jest moją mocną stroną i po prostu nie mogłam doczekać się, co będzie dalej. Tak wiem, to sporo "ochów i achów", ale jestem z tej książki bardzo zadowolona i koniecznie chcę się z wami podzielić entuzjazmem ;) Tak właśnie dzieje się w momencie, gdy odkrywamy czytelniczą perełkę :)

Dziennikarka Monique Grant jest zaskoczona, gdy otrzymuje propozycję przeprowadzenia ekskluzywnego wywiadu z byłą gwiazdą Hollywood - Evelyn Hugo. Sprawa jest o tyle ciekawa, że Monique nie posiada zbyt dużego doświadczenia, a Evelyn domaga się wyłącznie jej. Na dodatek okazuje się, że wcale nie chodzi o wywiad, lecz o napisanie książki biograficznej o życiu Evelyn. Jest jeden haczyk - Monique będzie mogła opublikować ją dopiero po śmierci gwiazdy. Evelyn Hugo posiadała wiele - pieniądze, sławę oraz... siedmiu mężów. Jednak jej historia nie była tylko pasmem sukcesów i szczęścia. Trudne dzieciństwo rozbudziło marzenia o lepszym życiu. A przepustką miało być właśnie Hollywood. Jak wyglądało jej życie? Jakie sekrety skrywa? Kim jest sławna Evelyn Hugo? I co właściwie Monique ma z tym wspólnego?

Autorka w bardzo interesujący sposób wykreowała postać Evelyn Hugo - kobiety z bogatym światem wewnętrznym, skomplikowanym życiem prywatnym i wspaniałą karierą. Czytelnik może nawet odnieść wrażenie, że taka osoba naprawdę istniała. Siedmiu mężów... imponujący wynik. A kryje się za tym pełna zwrotów akcji opowieść osadzona w realiach Hollywood. Miłośnicy dawnego kina mogą być zadowoleni. Czytanie tej książki to jak podróż wehikułem czasu do fascynujących lat 50. i 60. XX wieku. Hollywood to miejsce, które również w dzisiejszych czasach rozpala wyobraźnię i jest symbolem sławy, kariery, bogactwa oraz spełniających się marzeń. Poza tym nie brak tam skandali - biografia niektórych znanych osób to prawdziwy rollercoaster. W każdym razie takie można odnieść wrażenie. Historia Evelyn Hugo wyraźnie pokazuje, że życie gwiazdy to często iluzja, nieustanna gra pozorów i zabawa w kotka i myszkę. Główna bohaterka szybko przekonała się, że sława i pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów. Dzięki autorce czytelnik ma możliwość spojrzeć na ten świat od wewnątrz i poznać jego inne oblicze, które ujawnia się, gdy gasną światła reflektorów. Podobno zaczynamy rozumieć swoje życie dopiero spoglądając wstecz. Co tak naprawdę jest najważniejsze? Miłość czy kariera? Własne szczęście czy to, co myślą o nas inni ludzie? Historia Evelyn zdecydowanie skłania do refleksji.

"Jeśli się kogoś kocha, powinno się być w stanie pokonać każdą przeszkodę"

Choć motyw miłości tak często pojawia się w literaturze, poczułam tutaj powiew świeżości. Pomysł na fabułę jest ciekawy, a wykonanie zasługuje na pochwałę. To jest taki styl pisania, który wciąga od pierwszych stron i zanim się obejrzymy już jesteśmy w połowie książki. Czytałam ją z prędkością światła. Dialogi są barwne, nie znajdziemy też monotonnych opisów. Muszę przyznać, że dość mocno zaskoczył mnie kierunek, w którym zaczęła zmierzać fabuła książki. Autorka potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika na wysokim poziomie od pierwszej do ostatniej strony.

I jest jeszcze kwestia wizualna. Okładka przyciąga wzrok i jestem pewna, że gdybym zobaczyła ją na półce w księgarni, nie mogłabym się jej oprzeć. Nie wspominając już o grzbiecie♥️ Okładkowe sroki (czyli ja;) mogą być zadowolone :)




"Sądzę, że bycie sobą, prawdziwym sobą, zawsze oznacza, że płyniesz pod prąd"

"Siedmiu mężów Evelyn Hugo" to nie tylko interesująca historia o sercowych rozterkach, skandalach i romansach w oparach perfum, alkoholu i feromonów. W tej powieści kryje się znacznie więcej. Autorka odmalowała ją używając różnych odcieni szarości i nic nie jest proste, oczywiste i czarno-białe. Czytelnik otrzymał fascynującą opowieść o pogoni za marzeniami i akceptacją, konsekwencjach nietrafionych decyzji, sławie, która czasami daje szczęście, a czasami je odbiera, bywa spełnieniem albo przekleństwem. O próbie rozliczenia się z przeszłością, różnych odcieniach miłości oraz o skomplikowanej ludzkiej naturze.

Szczerze polecam. "Siedmiu mężów Evelyn Hugo" zasługuje na czerwony dywan :) Czytajcie. Naprawdę warto :) Premiera 5 czerwca.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za egzemplarz do recenzji. 
To był strzał w dziesiątkę :) 




Tytuł oryginalny: The Seven Husbands of Evelyn Hugo
Tłumaczenie: Agnieszka Kalus
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 5 czerwca 2019
Liczba stron: 536

środa, maja 22, 2019

#35 "Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie" - Katarzyna Droga /przedpremierowo/

#35 "Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie" - Katarzyna Droga /przedpremierowo/


"Miłość Ci wszystko wybaczy,
smutek zamieni Ci w śmiech.
Miłość tak pięknie tłumaczy:
zdradę i kłamstwo i grzech.
Choćbyś ją przeklął w rozpaczy,
że jest okrutna i zła.
Miłość Ci wszystko wybaczy,
bo miłość, mój miły, to ja"


Na myśl o Hannie Ordonównie w mojej głowie rozbrzmiewa melodia tego słynnego szlagieru z filmu "Szpieg w masce". Gdy w 1931 roku zaśpiewała "Miłość ci wszystko wybaczy", jej gwiazda rozbłysła, a kariera nabrała tempa. Jej głosem zachwyciła się cała Polska. Gwiazda estrady, piosenkarka, tancerka, aktorka. Hrabina i opiekunka polskich dzieci osieroconych podczas wojny. Elektryzowała publiczność swoimi występami, które przyciągały tłumy. Na czym polegał jej urok? Jak wyglądało jej życie?

Muszę przyznać, że nie wiedziałam o Hance Ordonównie zbyt wiele - ot, kilka podstawowych informacji, których znajomością raczej nie zabłysnęłabym w towarzystwie ;) Tymczasem sięgnięcie po książkę Katarzyny Drogiej stało się idealną okazją do nadrobienia tych zaległości. I co ważne w nadzwyczaj przyjemny sposób, szczególnie dla takiego miłośnika powieści z historią w tle jak ja :)

Tik-tak. Cofamy wskazówki zegara, a właściwie należałoby powiedzieć kartki z kalendarza, do roku 1918. Okazuje się, że był to przełomowy okres nie tylko dla państwa polskiego, ale też dla młodej, zaledwie szesnastoletniej dziewczyny, córki kolejarza, uczennicy szkoły baletowej przy Teatrze Wielkim w Warszawie. Maria Pietruszyńska (tak, tak, Hanka Ordonówna to pseudonim artystyczny;) miała wówczas w kabarecie Sfinks swój debiut. I co tu dużo mówić, niezbyt udany. Na szczęście to dopiero początek wspaniałej kariery i barwnego życia. Tak właśnie zaczyna się powieść Katarzyny Drogiej, a dalej mamy codzienność w stolicy, świat kabaretów, kulisy sławy, małe i duże miłości, romanse, rozczarowania, namiętności i trudne wybory, czyli wszystko to, czego może pragnąć czytelnik ;) Jest ciekawie i klimatycznie. Chyba już domyślacie się, co chcę wam powiedzieć. Tak, ta książka podbiła moje serce. To zachwycająca lektura ❤

"Nasz świat teatrem, aktorami ludzie"



Przede wszystkim klimat międzywojennej stolicy - naprawdę dzięki autorce przeniosłam się w czasie. Książka napisana jest w stylu odpowiadającym epoce. Wraz z Hanką Ordonówną mamy szansę wybrać się na długi spacer uliczkami Warszawy, zerknąć na witryny sklepowe przy Nowym Świecie, zajrzeć do cieszących się wówczas dobrą sławą kawiarni, wypić tam pyszną kawę i wśród obłoków dymu i perfum spotkać artystyczną bohemę z Iwaszkiewiczem, Lechoniem, Tuwimem i Słonimskim na czele. I oczywiście poznać kulisy warszawskich teatrów - świata barwnych strojów, sławy, pięknych kobiet i szarmanckich mężczyzn. Spojrzeć na niego oczami artystów, a nie widzów. Okazuje się bowiem, że nie było wcale łatwo przetrwać w tak specyficznym środowisku. Wyjątkowy klimat na wyciągnięcie ręki. Można się w nim zatopić na długie godziny. W książce przewija się też cała rewia znanych postaci - Eugeniusz Bodo, Zula Pogorzelska, Adolf Dymsza, Fryderyk Jarossy... Autorka spisała się rewelacyjnie.

Uważam, że pomysł napisania powieści zamiast kolejnej biografii okazał się naprawdę trafiony. To dobry wstęp do lepszego zapoznania się z postacią Hanki i jej twórczością. Fabuła jest interesująca, bogata w żywe i barwne dialogi. Potrafi zainteresować czytelnika. Trochę z humorem, trochę poważnie, czasami melancholijnie, a nawet wzruszająco i dramatycznie. Koncentruje się przede wszystkim wokół scenicznego świata. Autorka poświęca mu sporo uwagi. To nie biografia, a barwna powieść z wieloma postaciami ukazująca losy Ordonówny. Od początków kariery, przez wielką sławę, wojenną zawieruchę, zesłanie w głąb ZSSR i pobyt na obczyźnie, aż po smutny koniec.

"Nawet gwiazdy spadają, a żadne powodzenie nie jest dane raz na zawsze"



Dla mnie ta książka to przede wszystkim opowieść o dorastaniu i szukaniu swojego miejsca. Od młodej, naiwnej i nieco zagubionej dziewczyny do dojrzałej i świadomej siebie kobiety, ale wciąż upartej i zachłannej na życie. O pogoni za pięknymi marzeniami, które rozsypują się w zderzeniu z trudami życia i przewrotnym losem. O kochaniu całym sercem i sławie, która czasem daje szczęście, a czasem je odbiera.

"Hanka. Pierwsza powieść o Ordonównie" to książka, którą czytałam z dużym zainteresowaniem i miło spędziłam z nią czas. Wspaniale, że powstaje taka literatura inspirowana prawdziwym życiem. Klimatyczna, barwna i interesująca. Wspaniała ❤ To idealna książka dla miłośników historii i kultury lat międzywojennych oraz okresu drugiej wojny światowej, dla fanów Hanki Ordonówny, a także dla każdego, kto chciałby poznać losy tej fascynującej kobiety. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova




Data wydania: 5 czerwca 2019
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 356

niedziela, maja 19, 2019

#34 "Kołysanka z Auschwitz" - Mario Escobar

#34 "Kołysanka z Auschwitz" - Mario Escobar

"Zrozumiałam, że być matką to coś znacznie więcej, niż wychowywać dzieci; to naginać duszę, aż własne ja na zawsze połączy się z ich pięknymi niewinnymi twarzami"

Bycie matką bywa trudne. Ale bycie matką w miejscu tak strasznym, jak obóz koncentracyjny, musiało być po stokroć trudniejsze. Wszechogarniający lęk nie tylko o życie własne, ale też ukochanych dzieci, towarzyszył kobietom każdego dnia. Ale też mobilizował je i dodawał sił do walki o przetrwanie. Matki były zdolne do największych poświęceń byle tylko podarować swoim dzieciom szansę na przeżycie kolejnego dnia. Patrzenie na cierpienie tych małych istot łamało serce i pogrążało w smutku. Jak zachować hart ducha, nadzieję i wiarę w drugiego człowieka w takim piekle jak Auschwitz? Jak znaleźć w sobie siłę do walki o przetrwanie?

"Kołysanka z Auschwitz" to przejmująca opowieść inspirowana prawdziwą historią Helene Hannemann - Niemki, żony Roma i matki pięciorga dzieci, która wraz z rodziną trafiła do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau w maju 1943 roku. Jako przedstawicielka czystej aryjskiej krwi mogła wybrać wolność. Postanowiła jednak dobrowolnie towarzyszyć mężowi i dzieciom w zesłaniu do piekła. Tam powierzono jej zadanie - miała poprowadzić obozowe przedszkole dla dzieci romskich. Los jej podopiecznych wydawał się z góry przesądzony. Mimo to podjęła walkę o poprawę warunków życia dzieci oraz złagodzenie ich cierpienia. A w miejscu tak przerażającym jak Auschwitz znaczyło to naprawdę wiele. Przedszkole stało się jasnym punktem rozświetlającym mrok, okruchem nadziei wśród morza bólu, cierpienia i smutku.

Literatura obozowa zawsze bardzo mnie porusza. I nie inaczej było w tym przypadku. "Kołysanka z Auschwitz" stanowi kolejne, niezwykle ważne świadectwo wydarzeń, które zapisały się krwią na kartach historii. To przejmujący obraz życia w nieludzko trudnych warunkach naznaczonych głodem, chorobami i pracą ponad siły. Pomysł prowadzenia przedszkola na terenie obozu może początkowo wywoływać zdziwienie... Czytelnik zastanawia się, jak mogło ono funkcjonować w tak strasznym miejscu. Okazuje się jednak, że nie tylko istniało, ale też odegrało istotną rolę - pomagało przetrwać, poprawiając dzieciom warunki życia, a także przywracając matkom nadzieję oraz nadszarpnięte poczucie godności i człowieczeństwa. Stanowiło dla dzieci odskocznię od przykrej, obozowej rzeczywistości.

"Przestajemy istnieć, jeśli nie ma na tym świecie nikogo, kto by nas kochał"


Postawa Helene Hannemann wzbudza podziw i szacunek. Podarowała nam niezwykle cenną lekcję dając świadectwo ogromnej siły moralnej. Mario Escobar stwierdził, że miał spore obawy dotyczące książki - martwił się, że nie będzie w stanie oddać prawdziwej wielkości ducha Helene. Według mnie poradził sobie doskonale. Stworzył historię, która przemawia do czytelnika z wielką mocą i zapada w pamięć na długo. Z dużą wnikliwością i dbałością o szczegóły odmalował obozową rzeczywistość i warunki życia więźniów, na które możemy spojrzeć oczami głównej bohaterki. I tutaj ogromny plus za narrację pierwszoosobową. Sytuacja dzieci w obozie koncentracyjnym była bardzo trudna i ta myśl łamie serce. "Kołysanka z Auschwitz" dotyka najczulszych strun i ma spory ładunek emocjonalny. Nie pozostawia czytelnika obojętnym. Historie Helene i innych więźniów przybliżają grozę tych strasznych dni. Pokazują wyraźnie, że masowa zagłada to nie tylko statystyki i abstrakcyjnie wielkie liczby zabitych, ale przede wszystkim kryjące się za nimi prawdziwe istoty ludzkie, które oddychały, kochały, miały marzenia i swoją własną historię, która dobiegła końca w tragicznych i okrutnych okolicznościach. To wielka wartość literatury obozowej.

"Jedno jest pewne: wszyscy umrzemy. Ale jeśli możemy kogoś uratować, warto codziennie podejmować walkę"

"Kołysanka z Auschwitz" to piękna i wartościowa książka. Historia Helene Hannemann zasługuje, by ocalić ją przed zapomnieniem. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o ogromnej sile matczynej miłości, która zwycięża zło. To tryumf odwagi, dobra i nadziei nad okrucieństwem i nienawiścią. Książka ta pomaga zobaczyć nasze codzienne zmagania w zupełnie innym świetle - z dystansem. Stawia do pionu. Chwyta za gardło i serce. Wzrusza i skłania do refleksji. Pokazuje, że nawet w tak przerażającym miejscu pełnym cierpienia, można znaleźć miłość i dobro. Ta historia zostanie ze mną na długo. 



Tytuł oryginalny: Canción de cuna de Auschwitz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 13 marca 2019
Liczba stron: 240

sobota, maja 18, 2019

#33 "Piromani" - Emilia Teofila Nowak

#33 "Piromani" - Emilia Teofila Nowak

Młodzi ludzie. Świat stoi przed nimi otworem. A może wręcz przeciwnie - czekają ich rozczarowania, trudne wybory i piętrzące się przeciwności losu? Studia, wyjazd z rodzinnej miejscowości, samodzielność i odpowiedzialność. Nowe znajomości i doświadczenia. Imprezy, alkohol. Nauka. Szukanie swojej drogi. ZMIANY.

"Piromani" to udany literacki debiut Emilii Teofili Nowak, poznańskiej pisarki i blogerki, miłośniczki prozy Johna Irvinga, czerwieni oraz utworów Florence + The Machine. W książce poznajemy pogmatwane losy grupy młodych ludzi mieszkających w akademiku. Zostały one ujęte w formę pamiętnika pisanego przez Lidię - studentkę filologii polskiej i aspirującą pisarkę. Jest i poważnie i zabawnie, a na pewno różnorodnie. Lidka, Czesław, Szoszana, Piernik, Chudy i Damian... Każdy z nich ma swoją własną historię i marzenia do spełnienia. Niestety, jak to już bywa w życiu, nie wszystko idzie zgodnie z planem. Los uparcie rzuca im kłody pod nogi. Są pierwsze rozczarowania i złe decyzje. Kim jestem i dokąd zmierzam? Odpowiedź na takie pytanie u progu dorosłości wcale nie jest oczywista. Bohaterom książki grunt pali się pod nogami, choć sami nie do końca zdają sobie z tego sprawę. A jak wiemy, ogień to bardzo niebezpieczny żywioł, który pozostawia po sobie zgliszcza...

"...walczyła. Nie dla siebie, jeszcze nie. Wiedziała jednak, że uda jej się kiedyś uwierzyć, że życie, którym niebawem zacznie żyć, bo tak czuła, będzie mogło być jej własnym (...) Uwierzyła w to, że może być sobą"

"Piromani" to książka o kryzysie młodych ludzi i o depresji, która może dotknąć każdego z nas. Bez pomocnej dłoni łatwo utonąć. Przekonuje się o tym główna bohaterka. Bolesny bagaż doświadczeń nie pozwala jej złapać oddechu. Czy wypłynie na powierzchnię? O tym musicie przekonać się sami.

Bardzo polubiłam pióro autorki - lekkie i błyskotliwe, a momentami ostre jak brzytwa - często wywoływało na mojej twarzy uśmiech. Dzięki barwnym opisom mogłam przenieść się do Poznania, wędrować jego ulicami i chłonąć miejską atmosferę. Świetne dialogi, bez lukru i upiększania oraz wyraziści bohaterowie to duże walory tej książki. Świat wykreowany przez autorkę nie jest idealny, ale zdecydowanie ciekawy.


"Piromani" to historia niebanalna i nieszablonowa. Dla mnie spory powiew świeżości. Porusza ważną kwestię - depresji wśród młodych ludzi. Opowiada o potrzebie bliskości, miości, skutkach jej braku, szukaniu siebie i swojego miejsca w świecie. O zmaganiach z własnymi demonami i przeszłością, która potrafi uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie. I o skomplikowanych relacjach rodzinnych oraz ich wpływie na nasze życie. "Piromani" skłaniają do refleksji i wywołują falę różnych emocji. Czytałam jednym tchem.

Emilio, pisz dalej 📝💪 Masz do tego talent 💚 Dziękuję za możliwość poznania "Piromanów"🔥 @emiliateofila i Wydawnictwu Fabryka Dygresji 🌺

Wydawnictwo: Sorus
Data wydania: 9 kwietnia 2015
Liczba stron: 250

poniedziałek, maja 13, 2019

#32 "Morderstwo ma motyw" - Francis Duncan /przedpremierowo/

#32 "Morderstwo ma motyw" - Francis Duncan /przedpremierowo/

Czy jestem fanką kryminałów? Nie. Czy słyszałam o książkach Francisa Duncana? Nie. Czy recenzowałam kiedykolwiek kryminał? Nie. Hmm... To dlaczego sięgnęłam po majową premierę Wydawnictwa Zysk i S-ka? Kryminał w brytyjskim klimacie w stylu Agathy Christie... To wszystko zmienia ;) Rzeczywiście w ostatnich latach kryminały zaliczyły brawurowy spadek na mojej liście ulubionych gatunków. Ale był taki czas, że pochłaniałam książki Agathy Christie jedna za drugą (nawet powieki na zapałkach i ogrom nauki do egzaminów nie były w stanie mi przeszkodzić). To było dawno temu, gdy jeszcze dinozaury chodziły po świecie... Stop. No może nie aż tak dawno ;) W każdym razie pokochałam wtedy specyficzny klimat wielkich rezydencji i angielskiej prowincji oraz fascynujące zagadki owiane gęstą mgłą (a może dymem z cygar, kto to wie ;) I właśnie takie klasyczne kryminały lubię najbardziej. Wróćmy jednak do książki Francisa Duncana "Morderstwo ma motyw". Co wiemy o autorze? Francis Duncan to pseudonim Williama Waltera Franka Underhilla, pisarza i publicysty z Bristolu urodzonego w 1914 roku. Jego pierwsza powieść detektywistyczna ukazała się w 1936 roku. Po zakończeniu drugiej wojny światowej (podczas której służył w Królewskim Korpusie Medycznym) poświęcił się nauczaniu - pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej. Zmarł na atak serca w 1988 roku. Polscy czytelnicy otrzymali możliwość poznania jego twórczości w listopadzie ubiegłego roku, gdy swoją premierę miała książka "Morderstwo na święta". Seria o detektywie Tremaine powstała ok. lat 50. XX w. i teraz właśnie otrzymała drugą szansę wraz z kolejnym wydaniem. Składa się ona z pięciu książek, a już 20 maja będziemy mogli oddać się lekturze kolejnej. "Morderstwo ma motyw" to część otwierająca tę detektywistyczną serię.

Mordecai Tremaine to detektyw amator, emerytowany właściciel sklepu z papierosami, tytoniem i fajkami. Ten z wyglądu niepozorny starszy pan, który patrzy na świat zza swoich staroświeckich binokli, skrywa bogatą osobowość zapalonego kryminologa i gorliwego badacza ludzkiej natury. Gdy wysiada z pociągu na stacji w Dalmering, morderstwo jest ostatnią rzeczą, która kojarzy mu się z tym urokliwym, nadmorskim kurortem. A jednak. Policja rozpoczyna śledztwo w sprawie śmierci młodej kobiety, aktorki przygotowującej się do występu w amatorskim przedstawieniu teatralnym "Morderstwo ma motyw". Okazuje się, że mieszkańcy Dalmering skrywają wiele sekretów. Kto zabił Lidię Dare? Co na to detektyw Tremaine? Zdecydowanie będzie w swoim żywiole... :)

"Powiedziałem ci kiedyś, Jonathan, że za każdym morderstwem kryje się motyw. To morderstwo nie jest wyjątkiem"


Chciałam dostać kryminał w klasycznym stylu i tak właśnie się stało. Jest zagadka do rozwiązania, detektyw szukający poszlak i spora grupa fascynujących podejrzanych. A w tle angielska prowincja oraz charakterystyczny staroświecki świat, w którym można się zatopić na długie godziny. Styl pisania autora bardzo przypadł mi do gustu - barwny, plastyczny, błyskotliwy i z poczuciem humoru. Taki, którym można się długo delektować. W tej powieści kryminalnej nie znajdziemy galopującej fabuły i emocjonalnych fajerwerków. To misternie utkana intryga w klasycznym detektywistycznym stylu przypominającym Poirota. I utrzymana w formie odpowiadającej czasom, w których powstała (rok 1949). Akcja rozkręca się dość powoli i początek książki napisany jest w nieco gawędziarskim stylu. Dla mnie nie stanowiło to żadnego problemu, a wręcz przeciwnie - już od pierwszych stron dobrze odnalazłam się w takim klimacie. Bohaterowie zostali świetnie wykreowani. Czytelnik ma szansę dokładnie przyjrzeć się ich osobowościom, mowie ciała i wzajemnym relacjom w kontekście ewentualnego udziału w zbrodni. Atmosfera stopniowo gęstnieje, napięcie wzrasta, a poszlak pojawia się coraz więcej i nie jest wcale łatwo poskładać je w logiczną całość. Autor umiejętnie prowadzi czytelnika za nos i usypia jego czujność lekkimi i plastycznymi opisami. Śledztwo prowadzone jest klasyczną metodą dedukcji i opiera się przede wszystkim na rozmowach z podejrzanymi. Najważniejsze są w tym przypadku logiczne myślenie oraz zmysł obserwacji. Na uwagę zasługuje rozbudowana warstwa psychologiczna stanowiąca sporą zaletę tego kryminału. Podczas lektury stale zachowywałam czujność nie chcąc przeoczyć żadnych śladów wskazujących na tożsamość mordercy, a i tak wskazanie winnego nie było wcale takie proste ;) To naprawdę rewelacyjny trening dla szarych komórek :) Zakończenie zaskakuje. 1:0 dla detektywa Tremaine'a - nie udało mi się prawidłowo zdemaskować mordercy. Ale nic straconego. Jestem przekonana, że to nie było moje ostatnie spotkanie z twórczością Francisa Duncana.

"Takie jest życie: nie tylko piękne, cudowne i zadziwiające, ale również brzydkie i niechlujne. Trzeba widzieć ten brud, a jednocześnie nie stać się cynikiem; trwać przy swoich ideałach; zachować wiarę w ludzką przyzwoitość"

Książka "Morderstwo ma motyw" to ciekawa propozycja czytelnicza, która doskonale wpasowała się w moje zamiłowanie do klasycznych, detektywistycznych kryminałów w stylu retro ;) Cieszę się, że ta seria doczekała się kolejnego wydania. Detektyw Tremaine zdecydowanie zasługuje na taką szansę. Ewidentnie się polubiliśmy. To jedna z tych postaci, które wzbudzają sympatię. Z przyjemnością sięgnę po kolejne części.

Premiera już 20 maja 🔎

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz do recenzji.




Tytuł oryginalny: Murder has a Motive
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 20 maja 2019
Liczba stron: 311

środa, maja 08, 2019

#31 "Dzieci Hitlera. Jak żyć z piętnem ojca nazisty" - Gerald Posner

#31 "Dzieci Hitlera. Jak żyć z piętnem ojca nazisty" - Gerald Posner

Czytając literaturę oraz oglądając filmy i zdjęcia z czasów drugiej wojny światowej wielokrotnie zastanawiałam się, jak bardzo skomplikowana jest natura człowieka i jak wielkie tkwią w nim zarówno pokłady dobra jak i zła. Jak to możliwe, że osoba, która sama posiadała rodzinę i była matką lub ojcem, potrafiła okazywać tak wielkie okrucieństwo wobec dzieci...

Gdy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach wydawniczych, wiedziałam już, że muszę ją przeczytać. Istnieje sporo publikacji poświęconych dzieciom bohaterów i ofiar drugiej wojny światowej. Tym razem mamy jednak szansę poznać poglądy zupełnie innej grupy osób, a taka okazja nie zdarza się często.

"Dzieci Hitlera" to zbiór dziesięciu historii wysokich rangą nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Gerald Posner odnalazł i skłonił do rozmowy (a nie było to łatwe zadanie) dwanaście osób, wśród których znaleźli się m.in. córka Josefa Mengele - "Anioła Śmierci" z Auschwitz, synowie Hansa Franka - generalnego gubernatora Polski, syn Rudolfa Hessa, zastępcy Hitlera, córka Hermanna Göringa, dowódcy Luftwaffe oraz syn Clausa von Stauffenberga, pułkownika, który dokonał zamachu na Hitlera.

Tylko tyle i aż tyle. Wiele dzieci nazistów odmówiło udziału w projekcie i nie wyrazili zgody na przeprowadzenie wywiadu. Powodem często była chęć zachowania anonimowości, jednak autorowi zależało, aby czytelnik wiedział, czyim dzieckiem jest osoba pojawiająca się w książce. I słusznie, ponieważ ma to ogromne znaczenie dla lepszego zrozumienia poruszanych kwestii. Myślę, że jest to duża zaleta tej publikacji.

Jakimi ojcami byli naziści? Troskliwi, inteligentni, z poczuciem humoru. Taki wspaniały obraz pojawia się w wielu przeprowadzonych rozmowach. Czy w istocie tak było? A może to tylko idylliczna wersja, która powstawała latami na bazie zatartych i ulotnych wspomnień kilkuletnich dzieci?
Bohater czy zbrodniarz? Karierowicz a może tchórzliwa marionetka?

Gerald Posner odmalowuje sylwetki znanych nazistów z uwzględnieniem ich życiorysów, poglądów oraz roli, jaką odegrali w zbrodniczej machinie wojennej. Umiejętnie wplata w nie fragmenty wywiadów udzielonych przez ich dorosłe już dzieci, tworząc spójną całość. W książce znajdziemy zatem wspomnienia z domu rodzinnego oraz przedstawienie relacji dziecka z ojcem. Pojawiają się w niej różne punkty widzenia i często skrajnie odmienne oceny oraz odczucia. Jak żyć z nazwiskiem, które stało się synonimem zła? Czy można kochać zbrodniarza? Dzieci nazistów, często rozdarte wewnętrznie między miłością i nienawiścią, podziwem i obrzydzeniem, próbują odnaleźć się w tej kłopotliwej sytuacji. Jedni tłumaczą swoich ojców, darzą ich szacunkiem oraz są z nich dumni. Inni z kolei potępiają ich, odczuwają wstyd i przez całe życie pragną odciąć się od bolesnego dziedzictwa.

Podczas lektury towarzyszyły mi różne emocje - złość, smutek, niechęć, gniew i współczucie. Kłopotliwa mieszanka. Ale taka właśnie jest siła oddziaływania tej książki i absolutnie adekwatna do wagi i stopnia złożoności poruszanej tematyki.

Na pochwałę zasługuje wydanie książki - twarda oprawa i bogaty materiał fotograficzny przemawiają na jej korzyść.

"Dzieci Hitlera" to interesująca i wartościowa publikacja, z którą zdecydowanie warto się zapoznać. O życiu z trudnym brzemieniem, skomplikowanych relacjach rodzinnych, zderzeniu dobra ze złem oraz odpowiedzialności za czyny popełnione przez rodzica. Skłania do refleksji i pozwala spojrzeć na pewne kwestie z innego punktu widzenia. To świetna propozycja czytelnicza dla miłośników literatury faktu i tematów dotyczących drugiej wojny światowej. Kolejna rewelacyjna książka z serii "Prawdziwe historie". Polecam.



Tytuł oryginalny: Hitler's Children: Sons and Daughters of Leaders of the Third Reich Talk About Their Fathers and Themselves
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Data wydania: 27 lutego 2019
Liczba stron: 352

sobota, maja 04, 2019

#30 "Współlokatorzy" - Beth O'Leary /przedpremierowo/

#30 "Współlokatorzy" - Beth O'Leary /przedpremierowo/


Czy znacie taką sytuację, gdy brawurowo pędzicie przez kolejne strony książki, jak po złoto olimpijskie, aż do jej wielkiego finału i nagle puff! - czujecie pustkę i smutek z faktu, że historia dobiegła już końca? Tak, na pewno znacie. I właśnie coś takiego przydarzyło mi się podczas lektury "Współlokatorów" :)

Jaka to była dobra książka! Przeczytałam ją na jednym wdechu :) Ciepła, urocza i zabawna komedia romantyczna, która skradła moje serce. Zafundowała mi bezsenną noc - w pewnym momencie nie potrafiłam się od niej oderwać. Wspaniała odskocznia od codzienności. I pomyśleć, że to debiut. Ale jak udany! Ukłony dla autorki - Beth O'Leary. Nie możecie przegapić tej książki. 

"Nie do wiary. Zmieniła wystrój mieszkania na nieporównywalnie gorszy. Jak będzie wyglądała sypialnia? Zbieram się na odwagę i wchodzę. Wydaję z siebie zduszony jęk. Mam wrażenie, że ktoś tutaj zwymiotował tęczą i perkalem, pokrywając wszystkie powierzchnie kolorami, które nie występują razem w naturze" 

Życie w Londynie nie należy do najtańszych. Jednak Tiffy i Leon znajdują rozwiązanie - zostają współlokatorami. Plan doskonały? Jest pewien haczyk. Będą dzielić nie tylko jedno mieszkanie, ale też jedno łóżko. A co ciekawe, wcale się nie znają i nigdy wcześniej się nie spotkali. On pracuje nocami w hospicjum i ma dziewczynę. Ona za dnia jest asystentką redaktora i właśnie rozstała się ze swoim chłopakiem. Prosta sprawa - nocą i w weekendy mieszkanie będzie miała dla siebie Tiffy, a od rana do wieczora lokum będzie należeć do Leona. W ten sposób mogą zaoszczędzić pieniądze i właściwie nigdy się nie spotkać. Jednak stopniowo każdego dnia poznają się lepiej, dzięki korespondencji prowadzonej na samoprzylepnych karteczkach (muszę przyznać, że to naprawdę uroczy fragment tej powieści;) Doradzają sobie i powierzają tajemnice. I stają się sobie coraz bliżsi...

"Zrywam samoprzylepne karteczki i przyklejone taśmą skrawki papieru z drzwi szafek, stołów, ścian i pokrywki z kosza na śmieci, nie przestając się uśmiechać"
Bohaterowie tej książki zostali przez autorkę fantastycznie wykreowani. Pokochałam Tiffy i Leona, co nie było wcale trudne - już od pierwszej strony wzbudzają sympatię. Wymarzony materiał na dobrych przyjaciół. Leon to mężczyzna, który nie mówi zbyt wiele i dźwiga na swoich ramionach spory ciężar. Jest życzliwy, troskliwy i ma dobre serce. Cóż... facet, w którym można się zakochać ;) A Tiffy - pozytywna, empatyczna i serdeczna, ale niezbyt pewna siebie i trochę zagubiona. Trzymałam za nią kciuki - żeby doceniła swoje zalety i dostrzegła, jak wartościowym jest człowiekiem. Autorka stworzyła również wspaniałych drugoplanowych bohaterów z własną ciekawą historią. Grupa przyjaciół Tiffy wnosi do tej książki powiew świeżości. Wspólnie tworzą wielobarwną mozaikę. Prawdziwi, wielowymiarowi i nieidealni, czyli tacy jak my :)



Początkowo może się wydawać, że to tylko lekka komedia romantyczna, ale z czasem okazuje się, że ma nam do zaoferowania znacznie więcej - czytelnik odkrywa głębszy przekaz ukryty między wierszami. To bardzo miłe zaskoczenie. Autorka zręcznie wplotła w historię Tiffy i Leona kilka poważnych kwestii związanych m.in. ze śmiercią i chorobą, homoseksualizmem, przemocą psychologiczną oraz uprzedzeniami rasowymi. 

Narracja prowadzona jest naprzemiennie - raz z punktu widzenia Tiffy, a raz Leona, co skutecznie utrzymuje zainteresowanie czytelnika na wysokim poziomie i pozwala lepiej poznać samych bohaterów oraz motywy ich postępowania. 

Pokochałam zabawne i błyskotliwe pióro Beth O'Leary. Odnalazłam w tej książce trochę Jojo Moyes, której powieści bardzo lubię. I nieco klimatu ze świata Bridget Jones. Nie mogło być lepiej :) 

"Myślę, że to po prostu dobry dzień. Chyba każdemu w końcu się taki należy" 

Pomysł na fabułę okazał się trafiony w dziesiątkę i został zrealizowany naprawdę dobrze. Od A do Z, czyli od pierwszej strony do samego zakończenia. Czy było wzruszająco? Myślę, że niejednemu czytelnikowi zakręci się łezka w oku ;) Wątek romantyczny został poprowadzony nieszablonowo i uroczo ;) Niczego bym w nim nie zmieniła.

"Współlokatorzy" to powieść, która ogrzewa lepiej niż słońce w letni dzień, pełna pozytywnej energii. Nawet teraz, kilka dni po przeczytaniu ostatniej strony, myśl o tej książce sprawia, że na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech. Otrzymaliśmy wspaniałą opowieść o miłości, przyjaźni, przewrotnym losie, potrzebie bliskości oraz nadziei. Między wierszami pojawia się wyraźne przesłanie - to co najlepsze przychodzi do nas, gdy najmniej się tego spodziewamy.

Ta książka spełniła moje oczekiwania z nawiązką. Premiera już 15 maja. Szczerze polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję @wydawnictwoalbatros



Tytuł oryginalny: The Flatshare
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 maja 2019
Liczba stron: 432




Copyright © kate in bookland , Blogger