niedziela, czerwca 30, 2019

#51 "Przyjaciele. Na dobre i na złe" - Magdalena Trubowicz /przedpremierowo/

#51 "Przyjaciele. Na dobre i na złe" - Magdalena Trubowicz /przedpremierowo/

Czy macie albo mieliście współlokatorów? Mieszkaliście w akademiku? To dopiero ciekawe doświadczenie. I szansa na poznanie wielu wspaniałych osób, które mogą na dłużej zagoscić w naszym życiu:)

Zabawna, błyskotliwa i pełna pozytywnej energii. Taka właśnie jest książka Magdaleny Trubowicz. "Przyjaciele. Na dobre i na złe" to pierwsza część nowej serii od Wydawnictwa Czwarta Strona. Swoją premierę będzie miała już 3 lipca. Muszę wam powiedzieć, że ta powieść przegania wszelkie smutki w mgnieniu oka. Bawiłam się doskonale i przeczytałam ją z prędkością światła. Był czas, że namiętnie oglądałam serial "Przyjaciele". Właściwie wciąż chętnie do niego wracam. Zawsze z przyjemnością czytam też książki, w których pojawia się motyw przyjaźni - tej prawdziwej i wyjątkowej, która daje siłę i sprawia, że nie czujemy się samotnie żyjąc w tym wielkim świecie. Czytając książkę Magdaleny Trubowicz wróciłam również myślami do czasów studenckich i moich własnych mieszkaniowych perypetii. Uśmiech na twarzy gwarantowany ;D

Alicja, z zawodu kosmetyczka, desperacko poszukuje mieszkania na wynajem. Poprzednie oferty okazały się totalnie nietrafione. W drodze na umówione spotkanie zalewa ją fala deszczówki z ulicznej kałuży. W samochodzie siedzi sprawca zamieszania - młody chłopak Cypisek, trener z siłowni "Siódme poty". Proponuje Alicji ręcznik i ubrania na zmianę w swoim mieszkaniu. I tak trafiamy do przytulnej kamienicy i poznajemy jej fantastycznych mieszkanców :)

Dwa mieszkania, jedna kamienica i grupa przyjaciół. Alicja, Cypisek, Iga, Krzysiek, Karol i Karolina wspólnie zmagają się z codziennością - kłócą się i godzą, razem się bawią i pomagają sobie w trudnych momentach. Spędzają ze sobą dużo czasu i poznają się lepiej. Wiedzą, że mogą na sobie polegać. Są szczere rozmowy, zabawne sytuacje, śmiechy przy piwie, wspólne gotowanie, pierwsze miłości i codzienne wyzwania. Bo najlepszych przyjaciół poznaje się w kamienicy ;) A ta zdecydowanie jest wyjątkowa🏡


Grupa przyjaciół i wspólne mieszkanie - ten pomysł na fabułę wydaje się dobrze znany. Co zatem wyróżnia książkę Magdaleny Trubowicz? Bez chwili wahania mogę powiedzieć, że jej siłą są barwne, żywe i zabawne dialogi, damsko-męskie potyczki słowne, śmieszne powiedzonka i cięte riposty. Dzięki nim czytanie tej powieści stanowi doskonałą rozrywkę pełną uśmiechu oraz małych i dużych chichotów. Ta szóstka dobrała się naprawdę dobrze, tworząc zgraną paczkę przyjaciół. I jest w tej książce sporo pozytywnych wibracji oraz atmosfera, która udziela się czytelnikowi. Miałam ochotę pośmiać się z nimi przy herbacie (albo czymś mocniejszym;). Bohaterowie zdecydowanie wzbudzają sympatię❤ Magdalena Trubowicz ma lekkie pióro i przyjemny w odbiorze styl pisania. Zanim się zorientujemy, będziemy czytać już ostatnią stronę. Nuda podczas czytania tej książki absolutnie nam nie grozi.

"Przyjaciele" to ciepła i zabawna opowieść o znaczeniu przyjaźni, zaufaniu, pierwszych miłościach i poważnych decyzjach. Idealna lektura na poprawę nastroju i letni odpoczynek. Moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Trubowicz okazało się bardzo udane i z przyjemnością sięgnę po kolejne części tej serii.

Premiera 3 lipca⭐

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 3 lipca 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 320

środa, czerwca 26, 2019

#50 "Kolory pawich piór" - Jojo Moyes /przedpremierowo/

#50 "Kolory pawich piór" - Jojo Moyes /przedpremierowo/

Premiera książki Jojo Moyes zbliża się wielkimi krokami, a już dziś serdecznie zapraszam was na recenzję. Czy wybraliście lektury na wakacje? Dla "Kolorów pawich piór" musicie koniecznie znaleźć miejsce w swoich walizkach i plecakach. To doskonała propozycja na letnie wieczory z książką w dłoni. Nie sposób przejść obok niej obojętnie. I jak tu nie lubić książek Jojo Moyes?;) Muszę przyznać, że mam słabość do brytyjskich autorek. "Kolory pawich piór" to jedna z pierwszych powieści Jojo Moyes wydanych w Wielkiej Brytanii, swoją premierę miała w 2004 roku. Wspaniale, że doczekała się również polskiego wydania.

Wielka Brytania, lata 60. XX wieku. Piękna, bogata i rozpieszczona Athene staje na ślubnym kobiercu z Douglasem, synem zamożnego właściciela ziemskiego. Szczęście młodej pary nie trwa długo - znudzona rodzinnym życiem Athene ucieka z domokrążcą, nie zostawiając nawet listu. Ponad trzydzieści lat później Suzanna Peacock poznaje szokującą prawdę o swojej matce. Właściwie nigdy nie pasowała do swojej rodziny i małego miasteczka, w którym się wychowała. Ma wszystko, co potrzebne jest do szczęścia, a jednak wciąż czegoś jej brakuje. Jedynym miejscem, w którym czuje się bezpiecznie jest jej mały sklepik, Pawi Zakątek. Zagubiona, musi stawić czoła sprawom, przed którymi ucieka od lat. Czy jej małżeństwo przetrwa? Czy uda jej się zacząć wszystko od nowa? Na swojej drodze spotka ludzi, którzy na zawsze odmienią jej życie. Suzanna zrozumie, że nie może ciągle udawać...

Przeczytałam i co tu dużo mówić Jojo Moyes po prostu ma świetne pióro. I choć jej warsztat literacki na przestrzeni lat osiągnął znacznie wyższy poziom, nawet powieść napisana w 2004 roku zachwyca stylem, dbałością o szczegóły, ciekawą fabułą i świetnie wykreowanymi postaciami. "Kolory pawich piór" różnią się od pozostałych książek w dorobku autorki. Suzanna Peacock, główna bohaterka, nie wzbudza u czytelnika tak wielkiej sympatii jak Lou Clark, Liza McCullen czy Jess Thomas. A właściwie stanowi ich zupełne przeciwieństwo ;) Egoistka, uparta, rozpieszczona, skoncentrowana na sobie i swoich potrzebach. Ekscentryczna i dumna jak paw. Zagubiona i nieszczęśliwa. To cała Suzanna. Szczerze mówiąc, wiele razy irytowało mnie jej zachowanie. Sprawiała, że wszyscy wokół niej czuli się winni i byli przekonani, że nie spełniają jej wymagań. Zdecydowanie wzbudza (delikatnie mówiąc) ambiwalentne uczucia. I chyba z tego powodu początkowo miałam trudności z zaangażowaniem się w lekturę. Zawsze jednak wychodzę z założenia, że dobrze jest, gdy bohater książki wywołuje jakiekolwiek emocje, nawet te negatywne. Lubię też skomplikowane i wielowymiarowe postaci. Poza tym Suzanna na skutek tragicznego wydarzenia przechodzi na kartach książki przemianę. Czy rzeczywiście zrozumie, czego tak naprawdę pragnie? Czy zacznie dostrzegać coś innego niż tylko siebie? Czy odnajdzie swoją drogę? Musicie się o tym przekonać sami :)

"W takim razie tobie nigdy nic nie wystarczy, Suzanno. Prawdziwe życie nigdy ci nie wystarczy. To, czego szukasz, to bajka. I będziesz przez to bardzo nieszczęśliwa"



Pawi Zakątek - tak nazwała swój sklep Suzanna. Pomysł bardzo przypadł mi do gustu, ponieważ "Kolory pawich piór" to opowieść o ludziach, których losy splotły się ze sobą właśnie w tym wyjątkowym miejscu. O przyjaźni i miłości, które rozkwitły niespodziewanie przy filiżance espresso. O blaskach i cieniach życia w małym miasteczku i społeczności, której członkowie wzajemnie na siebie oddziałują. Pawi Zakątek zdecydowanie stanowi jasny punkt tej powieści.

W książce znajdziemy kilka różnych postaci z własnymi, interesującymi historiami. Bohaterowie tworzą kolorową mozaikę - tak bardzo różnią się pod wieloma względami. Jojo Moyes wyczarowała między nimi interesującą sieć powiązań. "Kolory pawich piór" stanowią idealną propozycję czytelniczą dla miłośników rodzinnych opowieści.

"Tak, dobrze było mieć nowego przyjaciela. Była niemal pewna, że ktoś kiedyś powiedział jej, iż nie można mieć ich zbyt wielu" 

Jojo Moyes umiejętnie splata ze sobą przeszłość i teraźniejszość, sprytnie odsłaniając przed czytelnikiem kolejne elementy układanki. Ten zabieg sprawia, że książkę trudno odłożyć, a apetyt rośnie wraz z każdą kolejną stroną. Fabuła co prawda dość powoli nabiera tempa i bywa nieco chaotyczna, ale ostatnia część rekompensuje wszystko i dostarcza sporej dawki emocji. To taka Jojo Moyes, którą uwielbiamy:) Jest wtedy miejsce na refleksję, smutek, uśmiech i wzruszenie. Emocjonalny rollercoaster z rewelacyjnym zakończeniem. Po przeczytaniu ostatniej strony miałam uśmiech na twarzy i łzy w oczach. Doceniam pomysł na fabułę i ciekawe wykonanie, bez lurowej otoczki. To dla mnie powiew świeżości w twórczości Moyes.

"Urodziliśmy się nie po to, żeby być doskonali, lecz prawdziwi"

"Kolory pawich piór" to barwna i słodko-gorzka opowieść o różnych odcieniach miłości, małżeńskich kłopotach, trudnych relacjach rodzinnych i przeszłości, o której nie można zapomnieć. O szukaniu swojego miejsca w świecie, dążeniu do szczęścia i realizacji marzeń. O przemocy domowej, niesprawiedliwym losie i trudnych wyborach. Tak wiele treści i niebanalnych mądrości znajdziemy na kartach tej książki. Wspaniale spędziłam czas i czytałam z przyjemnością❤ To kiedy kolejna ksiażka?😂 Jojo Moyes totalnie uzależnia❤😊 Koniecznie przekonajcie się sami :)



Premiera 3 lipca ⭐


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak♥️







Tytuł oryginalny: The Peacock Emporium

Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy

Data wydania: 3 lipca 2019
Wydawnictwo: Między słowami
Liczba stron: 528

poniedziałek, czerwca 24, 2019

#49 "Rejs po szczęście. Nad Jeziorakiem" - Katarzyna Sarnowska

#49 "Rejs po szczęście. Nad Jeziorakiem" - Katarzyna Sarnowska

Jeziorak to najdłuższe naturalne jezioro w Polsce i największe na Pojezierzu Iławskim. Niestety nie miałam jeszcze okazji wybrać się na Mazury. Wielka szkoda, ponieważ to z pewnością wyjątkowo piękne miejsce i atrakcyjne turystycznie, szczególnie dla miłośników żagli, sportów wodnych oraz wszystkich tych, którzy lubią kontakt z naturą. Ale jestem przekonana, że kiedyś to nadrobię;) Gdy myślę o Jezioraku w kontekście literatury, moje pierwsze skojarzenie to "Nowe przygody Pana Samochodzika" Zbigniewa Nienackiego, której akcja rozgrywa się właśnie w okolicach tego pięknego jeziora. Dlaczego o tym wspominam? Pewna wspaniała książka zabrała mnie całkiem niedawno na Jeziorak. Mowa o nowej powieści Katarzyny Sarnowskiej "Rejs po szczęście", która 19 czerwca miała swoją premierę. Perspektywa żeglowania po jeziorze z głównymi bohaterami była bardzo kusząca. Musicie wiedzieć, że wszelkie wodne klimaty przyciągają mnie jak magnes (w poprzednim życiu pewnie byłam syreną;). Książka jest pięknie wydana i skrywa w sobie ciepłą i klimatyczną opowieść, którą czytałam z wielką przyjemnością.

"Rejs po szczęście" to historia trzech zaprzyjaźnionych ze sobą par, które postanawiają wspólnie spędzić czas nad Jeziorakiem. Alina pracuje w wydawnictwie i bardzo lubi swoją pracę. Jest mamą Krzysia i żoną Tomka, autora kryminałów. To właśnie z jej perspektywy poznajemy wydarzenia opisane w książce. Alina i Tomek spędzają coraz więcej czasu z Gabi i Jean'em, którzy prowadzą francuską restaurację oraz z Ewą i Waldkiem (ona jest właścicielką wydawnictwa, a on znanym ordynatorem szpitala). Łączy ich wszystkich zamiłowanie do żeglowania (choć nie do końca dotyczy to naszej głównej bohaterki, Aliny ;). Pewnego dnia kupują łodzie i ruszają na Jeziorak. Żagle, łowienie ryb, grillowanie, spacery i noce pod gwiazdami. Wyprawy nad jezioro stają się przyjemną odskocznią od codzienności. Pomagają złapać dystans i chociaż na chwilę uciec od problemów, z którymi musi zmierzyć się każda z par. Czy przyjaźń uleczy rany? Czy urok Jezioraka zadziała?




Katarzyna Sarnowska stworzyła piękną i klimatyczną opowieść osadzoną w malowniczym miejscu. Bardzo polubiłam styl pisania autorki - rewelacyjnie oddała za pomocą słów urok Jezioraka i otaczającej go przyrody. W mojej głowie z łatwością pojawiały się opisywane krajobrazy. Do gustu szczególnie przypadły mi kwestie dotyczące żeglowania. Muszę przyznać, że nie mam o tym zielonego pojęcia, dlatego też sporą przyjemność sprawiło mi towarzyszenie bohaterom podczas ich podróży. I z pewnością sama chciałabym kiedyś tego spróbować:) Co ciekawe, czytelnicy mogą wybrać się nie tylko na Jeziorak. Z Aliną, Tomkiem i Krzysiem pożeglujemy też po Kanale Elbląskim, przeżyjemy sztorm na Zalewie Wiślanym, zwiedzimy Frombork i zajrzymy na latarnię morską w Krynicy. Wspaniałe, wakacyjne klimaty, które wprowadzają w dobry nastrój. Ale "Rejs po szczęście" to nie tylko żagle i wiatr we włosach. To przede wszystkim opowieść o przyjaźni, która rozkwita i daje siłę w trudnych życiowych momentach. O przyjaźni stanowiącej punkt oparcia, gdy znajdziemy się na zakręcie. Ta książka zdecydowanie podkreśla wartość przyjaźni w życiu człowieka.

"Rejs po szczęście" to bardzo dobry przykład nastrojowej i urokliwej literatury kobiecej. Jest w niej miejsce na uśmiech, zadumę, smutek i wzruszenie. Wspólnie z bohaterami przeżywamy dobre i złe chwile. Wszystkie elementy tej powieści łączą się ze sobą, tworząc historię przez którą płynie się niczym żaglówką po jeziorze :)

"Gdy spojrzała na jezioro, oniemiała z zachwytu. Nad taflą wody unosiła się mgła, która unieruchamiała i wyciszała cały świat. Usiadła na dziobie i obserwowała, jak jezioro budzi się powoli do życia"


Katarzyna Sarnowska stworzyła opowieść o przyjaźni, wsparciu w trudnych chwilach i znaczeniu rodziny. O nieprzewidywalnym losie, który czasami daje szczęście, a czasami je odbiera. Dobrze mieć takie miejsce, w którym można odpocząć i odzyskać wewnętrzny spokój. Czytałam tę powieść z przyjemnością. Umiliła mi pierwsze letnie wieczory. To doskonały początek wakacyjnej pory ❤


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Data wydania: 19 czerwca
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 336

piątek, czerwca 21, 2019

#48 "Sekret Heleny" - Lucinda Riley

#48 "Sekret Heleny" - Lucinda Riley

Przeczytałam i... Och, Lucindo Riley ;) Znowu ci się udało. Kolejna historia, która mnie oczarowała. "Sekret Heleny" to już dwunasta przeczytana przeze mnie książka tej autorki, a urzekła mnie tak bardzo jak pierwsza. Lucinda Riley i tym razem trzyma wysoki poziom.

W swojej nowej książce autorka zabiera nas w podróż na Cypr - wyspę pachnącą pomarańczami i jaśminem, otoczoną turkusową wodą, która lśni w promieniach słońca. Brzmi wspaniale, ale to dopiero początek ;) Helena, żona i matka, skrywa pewien sekret, którego nikomu nie zdradziła. Po dwudziestu latach powraca wraz z mężem i dziećmi na Cypr do pięknego i starego domu zwanego "Pandorą". To właśnie tam przeżyła pierwszą miłość. Gdy na swojej drodze ponownie spotyka Alexisa, ukochanego sprzed lat, na jej małżeństwie pojawiają się rysy. Również dla trzynastoletniego syna Heleny, Alexa, nie będzie to łatwy czas. Okazuje się, że nie można uciec przed przeszłością. Na jaw wychodzą sekrety, o których Helena pragnęła zapomnieć na zawsze... Czy dawna miłość przetrwała? Kto jest biologicznym ojcem Alexa? Jak cypryjskie wakacje wpłyną na relacje w rodzinie Heleny?

"Ludzie twierdzą, że można odciąć się od przeszłości, ale to niemożliwe, bo przeszłość stanowi część tego, kim jesteś i kim będziesz"

Absolutnie rewelacyjna. W tej książce jest wszystko to, co najbardziej lubię w powieściach obyczajowych - tajemnica z przeszłości, miłość, skomplikowane relacje rodzinne oraz piękne krajobrazy w tle. Każda strona tej książki tętni barwami, smakami i zapachami. Niesamowity klimat na wyciągnięcie ręki. Czułam się tak, jakbym naprawdę przeniosła się na tę czarującą wyspę leżącą na Morzu Śródziemnym. Wspólnie z bohaterami książki będziemy wygrzewać się w słońcu, objadać pysznym meze i musaką, smakować win i brandy. Lucinda Riley ma niezwykły talent - jej powieści są dopracowane w każdym szczególe. Potrafi doskonale oddać charakter i realia opisywanych miejsc. I to jest zdecydowanie coś, co bardzo cenię. Historia Heleny i jej rodziny została przedstawiona z uwzględnieniem różnych punktów widzenia, co sprawia, że jest bogata i kompletna. Dużą zaletę stanowią umieszczone w powieści fragmenty dziennika pisanego przez syna Heleny, Alexa. Jego spostrzeżenia, często bystre i zabawne, rzucają inne światło na opisywane wydarzenia, a ostatecznie dopełniają całą opowieść.


Akcja w tej książce toczy się dość powoli i spokojnie - to obraz sielankowych wakacji w pięknym miejscu. Z czasem jednak sytuacja ulega zmianie, pojawiają się liczne "zakłócenia", które destabilizują życie mieszkańców Pandory i odbierają im spokój. W tej powieści poznajemy wielu bohaterów drugoplanowych ze swoimi własnymi historiami, co tworzy z niej wielowątkową sagę rodzinną. W "Sekrecie Heleny" znajdziemy też odniesienia do przeszłości, jednak tym razem akcja nie toczy się dwutorowo na zasadzie teraźniejszość - przeszłość, do czego przyzwyczaiła nas autorka w swoich poprzednich książkach. Możemy w pełni skoncentrować się na cypryjskich, rodzinnych wakacjach i to również jest wspaniałe. Bardzo ucieszyły mnie dwa rozdziały, których akcja rozgrywa się w Wiedniu. Uwielbiam to miasto i byłam mile zaskoczona, że zostało wspomniane w książce. Widać też wyraźnie, że podczas pisania powieści Lucinda Riley sporo czerpała z własnych doświadczeń i wspomnień. Znaleźć w niej można elementy biograficzne, co wzbogaca treść i czyni ją jeszcze bardziej wyjątkową.

"Są różne rodzaje miłości (...) miłość zjawia się w różnej formie i postaci. Można na nią zasłużyć, ale nie można za nią zapłacić. Można ją dać, ale nigdy nie można jej kupić. I kiedy jest prawdziwa, nic ją nie pokona. Taka jest miłość"

"Sekret Heleny" oprócz pięknej okładki skrywa w sobie wspaniałe wnętrze. Jest w nim miejsce na uśmiech, smutek, refleksję i wzruszenie. Dostarcza czytelnikowi wiele różnych emocji. Im więcej myślę o tej historii po przeczytaniu ostatniej strony, tym bardziej doceniam jej zalety. Ma swój urok i coś wyjątkowego, co zapada w pamięć.

Cudowna. Lucinda Riley stworzyła barwną, ciepłą i klimatyczną opowieść o skomplikowanych relacjach rodzinnych, tajemnicach, różnych odcieniach miłości, wybaczeniu i prawdzie. O życiu, które stanowi poplątaną podróż pełną smutków, radości, uśmiechów i łez. A wszystko to w promieniach cypryjskiego słońca. Jestem oczarowana. Szczerze polecam.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Tytuł oryginalny: Helena's Secret (The Olive Tree)
Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Data wydania: 5 czerwca 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Liczba stron: 512

czwartek, czerwca 20, 2019

#47 "Podróżny" - Ulrich Alexander Boschwitz

#47 "Podróżny" - Ulrich Alexander Boschwitz

"List w butelce z nazistowskich Niemiec" - takie hasło znajdziemy na okładce książki "Podróżny" Ulricha A. Boschwitza. Hasło nieprzypadkowe, ponieważ powieść ta została odnaleziona po 80. latach i teraz właśnie ujrzała światło dzienne w nowej, zredagowanej formie. Maszynopis powstawał od listopada 1938 roku, bezpośrednio po Nocy Kryształowej, która zapoczątkowała szereg tragicznych wydarzeń. Autor książki to niemiecki pisarz pochodzenia żydowskiego, internowany w Anglii i Australii. W 1942 roku znalazł się na pokładzie statku MV "Abosso", w który trafiła torpeda niemieckiej łodzi podwodnej. Ulrich A. Boschwitz stracił życie w wieku dwudziestu siedmiu lat. Książka "Podróżny" swoją polską premierę miała 19 czerwca. Otwiera tym samym nowy cykl książek wydawanych pod hasłem "Kairos". Stworzą go historie z różnych krajów świata mówiące coś ważnego o czasach, w których żyjemy. Przyznam szczerze, że jestem bardzo podekscytowana tym pomysłem i z przyjemnością sięgnę po kolejne książki serii. Zapowiada się wspaniale. Wracając jednak do powieści "Podróżny", którą dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak mogłam przeczytać i dla was zrecenzować, muszę powiedzieć, że to naprawdę interesująca propozycja czytelnicza rzucająca światło na początki prześladowań ludności żydowskiej w Niemczech.

Berlin, listopad 1938. Otto Silbermann, żydowski kupiec, w ostatniej chwili ucieka ze swojego mieszkania, gdy zjawiają się w nim niespodziewanie bojówki SA. W całym mieście trwają aresztowania ludności żydowskiej. Otto nie ma dokąd pójść, nigdzie nie jest mile widziany, przyjaciele i wspólnicy odwrócili się od niego. Wsiada więc do pociągu i zaczyna podróżować po Niemczech... a właściwie uciekać w ciągłym poczuciu zagrożenia, z hotelu do hotelu, z miasta do miasta... Szuka schronienia w pociągach i na stacjach, ale nigdzie nie może czuć się bezpiecznie. Podejmuje próbę wyjazdu za granicę, jednak wszelkie drogi ucieczki zostają zamknięte. Jego własny kraj staje się dla niego śmiertelną pułapką bez wyjścia. Czy uda mu się przetrwać?

Ta książka to wstrząsający obraz ludzkiej egzystencji i życia, które zmieniło się w zaledwie kilka sekund. Otto traci wszystko... firmę, dom, rodzinę, poczucie bezpieczeństwa, godność, a ostatecznie także rozum. Zostaje tułaczem bez perspektyw i praw. Trudno mu pogodzić się z sytuacją, w której się znalazł. Czy można w ogóle to zrozumieć... Autor ukazał coś, co wymyka się prawom logiki. A dobrze wiemy, że to zaledwie początek szokujących i tragicznych wydarzeń, które rozegrały się podczas drugiej wojny światowej. Silbermann obserwuje obojętność tłumu i współczucie nielicznych, wszechogarniającą bierność. Słyszy i prowadzi rozmowy, które oddają atmosferę panującą wówczas w Niemczech.

"Godność, pomyślał, przecież człowiek ma swoją godność, której nie wolno dać sobie odebrać"

Ta opowieść przepełniona jest bólem, rozczarowaniem, samotnością, strachem, desperacją i bezradnością. Znajdziemy w niej wiele monologów głównego bohatera, które ukazują jego wewnętrzną przemianę. Narracja ma w sobie wielką moc - czytelnik niemal podziela emocje, których doświadcza bohater książki. To nie tylko podróż w dosłownym tego słowa znaczeniu, pociągiem po Niemczech, ale też ta odbywana w umyśle - poznajemy liczne spostrzeżenia bohatera, jego przemyślenia, wątpliwości i wewnętrzne rozterki. Silbermann to postać skomplikowana i wzbudzająca mieszane odczucia. Ma swoje wady oraz zalety, nie jest jednak wzorem wszelkich cnót. Jego najważniejszym celem staje się przetrwanie. Wszystko to, czego doświadcza, odciska na nim piętno i jest jak jad, który powoli go zatruwa. Autor pozbawił go lukrowej otoczki, co daje czytelnikom szansę na dokonanie własnej oceny.

Ta historia to wspaniałe studium psychologiczne osadzone w trudnych i mrocznych czasach. A także refleksja nad ludzką naturą, nieco smutna i przygnębiająca. Na kartach książki przewijają się wrogość, chciwość, nienawiść, tchórzostwo, poczucie wyższości, brak empatii oraz bierność wobec przemocy i niesprawiedliwości. To przekrój podzielonego społeczeństwa w obliczu dramatycznej próby.


"Przetrwać to przezwyciężyć. To żadna sztuka rzucić się w pierwszą lepszą szczelinę lodową, natomiast sztuką jest pokonać góry"

"Podróżny" to prosta opowieść, która mocno przemawia do czytelnika. W tej prostocie, melancholii i spokoju tkwi właśnie jej siła. Historia Otto Silbermanna mimo upływu lat wydaje się tak bardzo aktualna i żywa, z uniwersalnym przesłaniem. Otwiera oczy i skłania do refleksji. Wiele możemy wyczytać między wierszami. To książka, na którą warto zwrócić uwagę. 

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.



Tytuł oryginalny: Der Reisende
Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
Data wydania: 19 czerwca 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak Literanova
Liczba stron: 336

wtorek, czerwca 18, 2019

#46 "Emigracja" - Malcolm XD

#46 "Emigracja" - Malcolm XD

Pasta? Ale o co chodzi? O makaron? Bynajmniej. W kwestiach internetowej mody jestem zielona jak szczypiorek na wiosnę. Nie ma sensu udawać, że to klimaty dobrze mi znane. Zanim w moje ręce trafiła książka Malcolma XD nie miałam pojęcia o istnieniu pasty w znaczeniu, o którym wam zaraz opowiem. Ale ponieważ wychodzę z założenia, że warto poznawać nowe rzeczy, poczytałam tu i ówdzie o fenomenie tego autora. Okazało się, że pasta to internetowa historyjka przeklejana w sieci z jednego miejsca w drugie (od copy and past czyli kopiuj i wklej). Taki tekst najczęściej ma charakter absurdu i groteski, a zatem służy wywołaniu jakiegoś efektu - bawi, wyśmiewa, a czasami nawet zniesmacza. To dość specyficzna forma, dlatego też nie każdemu może ona przypaść do gustu. W polskim internecie jakiś czas temu prawdziwą furorę zrobiła pewna pasta opowiadająca o wędkarzu. "Mój stary to fanatyk wędkarstwa" - te słowa stały się wielkim hitem, a historia autorstwa Malcolma XD doczekała się nawet ekranizacji z udziałem Piotra Cyrwusa i Mariana Dziędziela. I nie była to jedyna pasta stworzona przez osobę ukrywającą się za pseudonimem Malcolm XD. Od tego czasu powstało wiele nowych opowieści, a 15 maja autor zaliczył swój debiut literacki. Nakładem wydawnictwa W.A.B. ukazała się książka "Emigracja". Patrząc na okładkę (która zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i zaspokoiła z całą pewnością moje estetyczne wymagania) można domyślić się, że miejscem akcji jest Wielka Brytania. Malcolm XD opisuje swoje wrażenia z pobytu na wyspach, gdy jako młody człowiek po ukończeniu małomiasteczkowego liceum podjął decyzję o wyjeździe z Polski w celach zarobkowych. Razem z autorem przejedziemy się TIRem, objedziemy rikszą Londyn, zamieszkamy w squacie oraz zajrzymy na farmę kapusty. Międzynarodowy klimat, wybuchowa kulturowa mieszanka... I nie będzie wcale łatwo przetrwać na tej emigracji ;) Szczypta prawdy, łyżeczka fikcji, wiaderko dobrego humoru i oto mamy "Emigrację" - książkę, która przemawia do nas głosem młodego pokolenia i językiem typowym dla internetowych forów. Zaskoczyła mnie bardzo ;)

O emigracji napisano już wiele. Co zatem wyróżnia tę książkę? Została napisana w charakterystycznym "pastowym" stylu i chyba to właśnie jest tutaj najważniejsze. Lekko i z humorem w nietypowy sposób. Znajdziemy w niej sporo stereotypów, a to oznacza, że trzeba na czas lektury wyciągnąć kij ze swoich czterech liter ;) i podejść do tematu na luzie, z dystansem i przymrużeniem oka;) Malcolm XD zadbał też o nasze dotlenienie - wybuchy śmiechu gwarantowane, małe i duże chichranie również. W książce jest sporo fajnych momentów. Czyta się ją przyjemnie, choć muszę przyznać, że forma jest dość wymagająca - długie ciągi wyrazowe i czasami interpunkcja, jakby jakiś krasnoludek albo elf bawił się maszyną drukarską. Trochę bez składu i ładu (ale pasty podobno tak mają;) I oczywiście jest też potoczny język ozdobiony bardziej soczystymi zwrotami. Szokujące doświadczenie xD Tak, to z pewnością nie jest "Pan Tadeusz" ;) Ale przecież wcześniej nie wiedziałam nawet co to pasta, więc można powiedzieć, że opuściłam swoją czytelniczą strefę komfortu. I dobrze mi z tym ;)

Malcolm XD przeniósł się z Internetu na karty książki. Czy ta misja zakończyła się sukcesem? Myślę, że o to należałoby już zapytać osoby bardziej zorientowane w zagadnieniach pasty. Ale mnie czytanie tej książki sprawiło całkiem sporo frajdy. "Emigracja" z pewnością nie jest propozycją czytelniczą, która każdemu przypadnie do gustu (szczególnie dotyczy to osób, które nie znają pasty i nie lubią potocznego języka -> mała wskazówka: na stronie empiku można przeczytać jej fragment:). Ale jeśli chcecie się pośmiać, miło spędzić czas i poznać coś zupełnie innego, to sięgnijcie po ten literacki debiut Malcolma XD :) (dla miłośników pasty i twórczości tego autora "Emigracja" to absolutny "must read", wiadomo ;)

A teraz idę zrobić swoją pastę... na obiad, z sosem pomidorowym i parmezanem. W końcu tak lubię włoskie klimaty :)

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B ♥️




Data wydania: 15 maja 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.
Liczba stron: 304

poniedziałek, czerwca 17, 2019

#45 "Windsorowie" - Iwona Kienzler

#45 "Windsorowie" - Iwona Kienzler

Nie ulega wątpliwości, że Windsorowie to jedna z najpopularniejszych rodzin królewskich. Jej poczynania z uwagą śledzą media oraz fani na całym świecie. Można nawet zauważyć, że ta popularność stale wzrasta i jest to szczególnie widoczne w ostatnich latach, głównie za sprawą ślubów księcia Williama z Kate Middleton oraz księcia Harry'ego z Meghan Markle. Dlaczego wzbudza tak duże zainteresowanie? Na czym polega jej fenomen?

Brytyjską monarchią zainteresowałam się właściwie dopiero w 2013 roku, gdy na świecie pojawił się książę George, pierwszy syn Williama i Kate. Od tego momentu śledzę instagramowy profil rodziny królewskiej i szczerze mówiąc bardzo to lubię ;) Dużą sympatią darzę również szwedzką monarchię, a czasami zdarza mi się szukać nowych informacji na temat hiszpańskiej rodziny królewskiej. To moja wielka trójka ;) Dlatego też z ogromną radością sięgnęłam po nową książkę Iwony Kienzler "Windsorowie. Celebryci, nudziarze i skandaliści". O brytyjskiej monarchii wiem już chyba całkiem sporo (również dzięki mojemu zamiłowaniu do historii), co nie zmienia jednak faktu, że bardzo lubię o niej czytać;) I tak pewnego czerwcowego popołudnia, popijając ulubioną herbatę, wybrałam się w podróż do świata Windsorów :)

Skąd właściwie wzięli się Windsorowie? Dla kogo król Edward VIII zrezygnował z korony? Czy małżeństwo księżniczki Małgorzaty było szczęśliwe? Co połączyło księcia Karola oraz Camillę Parker Bowles? I jak radziła sobie z tym księżna Diana?

Iwona Kienzler zamieściła w książce siedem rozdziałów poświęconych popularnym i wyróżniającym się członkom brytyjskiej rodziny królewskiej. To dobrze znani nam celebryci, buntownicy, czarne owce, ale też gwiazdy dobroczynności i stylu. Dzięki autorce dowiemy się więcej o skomplikowanych losach Edwarda VIII i jego żony Wallis Simpson, zerkniemy przez dziurkę od klucza do barwnego świata księżniczki Małgorzaty, siostry obecnie panującej królowej. Poznamy kulisy małżeństwa młodszego syna królowej, księcia Andrzeja i Sary Ferguson, a także związku księcia Karola i Camilli Parker Bowles (a właściwie miłosnego trójkąta Diana - Karol - Camilla). Nie zabraknie też rozdziałów poświęconych tragicznie zmarłej księżnej Dianie oraz jej synowi - księciu Harry'emu, który często gościł na pierwszych stronach gazet za sprawą licznych skandali.


Czy ta książka spełniła moje oczekiwania? Jak najbardziej. Tym co zwróciło moją uwagę jest styl pisania autorki - bardzo przyjemny w odbiorze, płynny, barwny i błyskotliwy. Iwona Kienzler świetnie zarysowała tło historyczne, co pozwala umiejscowić opisywane wydarzenia w odpowiednim kontekście. Uważam, że proporcje między tym co współczesne, a tym co dawne zostały idealnie zachowane. To wszystko sprawia, że kolejne rozdziały czyta się z dużym zainteresowaniem i absolutnie nie ma mowy o nudzie.

W książce ukazane zostały sylwetki członków rodziny królewskiej z uwzględnieniem ich charakterów, mocnych i słabych stron oraz relacji z innymi. Pojawiają się różne punkty widzenia, fragmenty biografii oraz odniesienia do informacji ukazujących się w mediach. Autorka urozmaica treść przywołując liczne anegdoty i mało znane fakty z życia opisywanych osób (Czy wiecie, że król Jerzy V miał ulubioną papugę, która jadła z nim nawet przy stole? :D). Takich ciekawostek znajdziemy w tej książce całkiem sporo. Możemy spojrzeć na rodzinę królewską zza kurtyny - poznać jej nieco inne oblicze. Okazuje się bowiem, że pozory często mylą i nie wszystko wygląda tak, jak to sobie wyobrażamy. Naprawdę jest o czym czytać :)

Iwona Kienzler zebrała w książce najważniejsze i najciekawsze informacje tworząc w ten sposób świetne kompendium wiedzy, które może rozbudzić zainteresowanie rodziną Windsorów. Mogłabym czytać i czytać i wcale nie miałabym dosyć :) Lekko, przystępnie, trochę z humorem i trochę poważnie. Sądzę, że to dobra propozycja czytelnicza dla fanów monarchii, miłośników historii oraz tych, którzy o Windsorach nie wiedzą zbyt wiele. Książkę czyta się jednym tchem i można z nią miło spędzić czas chłonąc arystokratyczną atmosferę ;) Cieszę się, że miałam okazję ją poznać.

Za książkę do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira ♥️

Data wydania: 10 kwietnia 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lira
Liczba stron:320

sobota, czerwca 15, 2019

#44 "Więcej niż pocałunek" - Helen Hoang

#44 "Więcej niż pocałunek" - Helen Hoang

Zauważyłam, że ostatnio często trafiam na książki z wątkiem miłosnym. I absolutnie nie mam nic przeciwko temu (tak, romantyczna dusza to właśnie ja ;) Z pewnością wprowadzają mnie w dobry nastrój :) A już szczególnie doceniam te romantyczne historie, w których możemy znaleźć też nieco poważniejszą i bardziej refleksyjną tematykę. Tak właśnie jest z książką Helen Hoang "Więcej niż pocałunek", która 5 czerwca miała swoją polską premierę. Patrząc na okładkę można odnieść wrażenie, że to kolejna cukierkowa opowieść, jakich wiele na księgarskich półkach. Nic bardziej mylnego. Ta powieść potrafi pozytywnie zaskoczyć. Szczerze mówiąc nie myślałam, że aż tak przypadnie mi do gustu. To bardzo dobry literacki debiut, który został ciepło przyjęty. Nagroda Goodreads i Top 50 "Washington Post" brzmią dumnie. Książka zyskała spore grono zadowolonych czytelników. Dziś ja również mogę do nich dołączyć :)

Główna bohaterka, Stella Lane, to trzydziestoletnia singielka, specjalistka od ekonometrii, która najlepiej czuje się wśród liczb, równań i algorytmów. W życiu zawodowym osiągnęła sukces, jednak sprawy związane z życiem prywatnym nie wyglądają już tak imponująco. Stella ma zespół Aspergera, który wpływa niekorzystnie na jej relacje z innymi, również z mężczyznami. Trudno jej odnaleźć się w gąszczu skomplikowanych interakcji społecznych. To co innym przychodzi często z łatwością, dla niej stanowi spore wyzwanie. Dotyczy to także seksu, który wyraźnie wzbudza w niej niechęć. Czując presję ze strony rodziców domagających się wnuków, Stella postanawia rozwiązać swój problem. Do głowy przychodzi jej nietypowy pomysł. Zatrudnia profesjonalistę - mężczyznę, który za pieniądze ma nauczyć ją sztuki miłosnej. Wraz z przystojnym Michaelem krok po kroku realizuje "plan lekcji", odhaczając kolejne punkty. Początki są trudne, jednak z czasem ich relacja zaczyna wykraczać poza zwykły biznesowy układ. Stella dostrzega, że u boku odpowiedniej osoby życie może zaoferować jej znacznie więcej...


Zespół Aspergera... Z jednej strony pragnienie bliskości i czułości, a z drugiej odczuwanie silnej niechęci. Konflikt wewnętrzny, który prowadzi do frustracji i wielu negatywnych emocji. Nie ukrywam, że z powodu zawodu, który na co dzień wykonuję, byłam szczególnie ciekawa, jak zostanie w książce ukazany wątek dotyczący zespołu Aspergera. Cieszę się, że autorka poruszyła taką tematykę (co ważne, sama niedawno otrzymała podobną diagnozę). Zaburzenia ze spektrum autyzmu wciąż dla wielu osób stanowią zagadkę, dlatego też z całego serca popieram wszelkie sposoby na zwiększanie świadomości w tym zakresie. A literatura bardzo dobrze może spełniać tę funkcję. Wspaniale, że zespołem Aspergera autorka obdarzyła w książce kobietę, a nie mężczyznę, jak to się zwykle zdarza. 
Trudności z nawiązywaniem relacji społecznych, powtarzalne zachowania, zawężone, specjalistyczne zainteresowania, ekscentryzm, problemy z rozumieniem języka w zakresie metafor, ironii czy sarkazmu - to tylko niektóre cechy charakterystyczne dla zespołu Aspergera, które możemy zauważyć u Stelli, głównej bohaterki. Co prawda to tylko mały wycinek, ale i tak ode mnie spory plus dla autorki za umieszczenie w książce takiego wątku.

"- To dlatego, że jesteś bardzo bezpośrednia.

- Ludzie tego nie lubią. (...) Zwykła rozmowa to dla mnie istne pole minowe"


Stella i Michael to idealnie skrojony duet. Z przyjemnością śledziłam ich losy i obserwowałam jak zmienia się ich wzajemna relacja. Stella wzbudza sympatię już od pierwszych stron i naprawdę bardzo ją polubiłam. To kobieta, która jest świadoma swoich ograniczeń, ale podejmuje walkę, by je pokonać. Pragnie wyjść ze strefy komfortu i zawalczyć o szczęście. A Michael? Ujmuje urokiem osobistym, wrażliwością, troską okazywaną rodzinie oraz swoją pasją - projektowaniem i szyciem ubrań. Stella nie mogła trafić lepiej ;)

"Niewykluczone, że seks jest kolejną umiejętnością społeczną, nad którą musiała jeszcze popracować, tak jak nad utrzymaniem kontaktu wzrokowego, dobrymi manierami i towarzyską pogawędką"


"Więcej niż pocałunek" to lekka komedia romantyczna napisana w zmysłowym, subtelnym i wysmakowanym stylu z nieszablonowym i oryginalnym pomysłem na fabułę oraz dobrze zarysowaną warstwą psychologiczną. Znajdziemy w niej dużo humoru, emocji, romantyzmu i erotyki. Kwestie związane z poczuciem bliskości oraz intymnością odgrywają znaczącą rolę. Podczas czytania czułam w sercu ciepło, a na mojej twarzy często pojawiał się szeroki uśmiech. W tej powieści sporo jest uroczych momentów. Helen Hoang stworzyła historię, która poprawia nastrój i ma w sobie duże pokłady pozytywnej energii. Czyta się ją jednym tchem i z wypiekami na twarzy.


Sądzę, że ta powieść to naprawdę udany debiut. Otrzymaliśmy piękną opowieść o sile miłości, zaufaniu, akceptacji i szacunku. O uczuciu, dla którego nie liczą się ograniczenia i wady. O miłości, na którą zasługuje każdy z nas.


Dołączam więc do grona zadowolonych czytelników. Idealna lektura na wakacyjny odpoczynek. Polecam :)


Dziękuję wydawnictwu MUZA za egzemplarz do recenzji



Tytuł oryginalny: The Kiss Quotient
Tłumaczenie: Paweł Wolak
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 5 czerwca 2019
Liczba stron: 480

czwartek, czerwca 13, 2019

#43 "Kiedyś po ciebię wrócę" - Agata Czykierda-Grabowska /przedpremierowo/

#43 "Kiedyś po ciebię wrócę" - Agata Czykierda-Grabowska /przedpremierowo/

Agata Czykierda-Grabowska to moje kolejne już w tym roku pozytywne zaskoczenie. I kolejna polska autorka z książką, która bardzo przypadła mi do gustu. Tytuł "Kiedyś po ciebie wrócę" swoją premierę będzie miał już za kilka dni - 19 czerwca pojawi się na księgarskich półkach. Cieszę się, że mogę wam o tej książce opowiedzieć nieco wcześniej. A jej temat przewodni nie należy do najłatwiejszych. Autorka poruszyła w swojej nowej powieści między innymi kwestie związane z zaginięciem.

Gdy ukochana osoba wychodzi i już nie wraca, świat obraca się o 180 stopni. Nie wiadomo, co się z nią stało i gdzie jej szukać. Czy przytrafiło jej się coś złego? Niepewność, gniew, smutek i nadzieja tworzą skomplikowaną mieszankę i stają się codziennością. Tragedia odciska swoje piętno na członkach rodziny oraz ich wzajemnych relacjach. Tyle pytań i żadnej odpowiedzi. I nic nie jest już takie jak dawniej...

Przekonała się o tym Roksana, której młodsza siostra pewnego dnia zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Dochodzenie prowadzone przez policję nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Nikt nie wie, co stało się z siedemnastoletnią Anią. Rodzina żyje w zawieszeniu między smutkiem a nadzieją. Roksana nie ma jednak zamiaru bezczynnie czekać i postanawia zrobić wszystko, by dowiedzieć się prawdy. Pomaga jej Bartek, wieloletni przyjaciel, który z czasem staje się kimś więcej. Czy Roksana w gąszczu tajemnic i sieci przemilczeń odnajdzie drogę do rozwiązania zagadki? Czy uda jej się odnaleźć siostrę?

Książka Agaty Czykierdy-Grabowskiej ujęła mnie przede wszystkim swoim klimatem. Autorka subtelnie i z dużym taktem przedstawiła doświadczenia członków rodziny w obliczu tragedii i odczuwane przez nich emocje. Zawsze z przyjemnością sięgam po książki z motywem rodzinnym, w których można przyjrzeć się dokładniej procesom jakim podlega (między innymi za to cenię również twórczość Jodi Picoult i Diane Chamberlain). Autorka stworzyła obraz relacji rodzinnych, które uległy zmianie pod wpływem trudnych doświadczeń. Znajdziemy w niej cały wachlarz emocji - żal, smutek, poczucie winy, rezygnację, bezradność, wiarę i nadzieję. Na kartach książki wspomniane zostają również depresja oraz terapia grupowa dla osób, których bliscy zaginęli. Sposób podejścia do tego trudnego tematu zdecydowanie stanowi dużą zaletę.

"Mój dom zmienił się w miejsce wiecznej żałoby, półuśmiechów i zatrważającej ciszy"


"Kiedyś po ciebie wrócę" to ciekawe połączenie wątku kryminalnego i romantycznego ze szczyptą erotyzmu. Jest tajemnica do rozwiązania oraz uczucie rozkwitające w cieniu tragedii. Fabuła trzyma w napięciu prowadząc do zaskakującego finału. Ostatnie strony książki to bardziej thriller z galopującą akcją. Przeczytałam je w ekspresowym tempie :) W książce znajdziemy też dobrze rozbudowaną warstwę psychologiczną - autorka z dużą wnikliwością ukazała świat przeżyć wewnętrznych głównej bohaterki, wszystkie jej uczucia i wątpliwości. Dzięki narracji pierwszoosobowej czytelnik może dobrze poznać Roksanę i razem z nią przeżywać radości i smutki.

"Jak będę w stanie dalej żyć, jeśli nie dowiem się, co się stało? To byłoby tak, jakbym do końca swoich dni miała na twarzy czarną woalkę. Nie będę widziała kolorów ani wyraźnych kształtów. Będę szła przed siebie po omacku, walcząc z tęsknotą i niewiedzą. Zawsze będę się zastanawiała, czy nie cierpiała"

Nowa książka Agaty Czykierdy-Grabowskiej to wciągająca i pełna zwrotów akcji opowieść o utracie ukochanej osoby, siostrzanej miłości, próbie podniesienia się po tragedii, o uczuciach przed którymi nie można uciec, dążeniu do prawdy oraz nadziei, która utrzymuje przy życiu.

Nic tylko czytać i pozwolić się ponieść tej tajemniczej historii. Refleksyjna i wzruszająca. Świetna propozycja z gatunku #newadult dla miłośników powieści obyczajowych z wątkiem romantycznym i kryminalnym. Szczerze polecam. To książka, którą czyta się jednym tchem. Z pewnością może zachwycić.



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu OMGBooks


Data wydania: 19 czerwca 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo OMGBooks
Liczba stron: 448
 

wtorek, czerwca 11, 2019

#42 "Jej wisienki" - Penelope Bloom

#42 "Jej wisienki" - Penelope Bloom

Wiśniowe tarty, bajgle, muffinki, ciasteczka... To całe gadanie o jedzeniu zaostrzyło mój apetyt ;) Książka Penelope Bloom chyba nie jest odpowiednia dla osób na diecie i cukrowym odwyku ;D Chętnie opowiem wam o niej więcej i zdradzę już na początku, że przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż jej bananowy poprzednik ;)

"Jej wisienki" to druga część owocowej serii książek z dwuznacznym tytułem autorstwa amerykańskiej pisarki Penelope Bloom. Kilka dni temu miała swoją polską premierę. Co tym razem czeka na czytelników? Gorrrący romans i miłosne uniesienia z pysznymi wypiekami w tle. Łyżeczka miłości, szczypta pieprzu i dużo humoru. Czy to dobry przepis? Zdecydowanie warto się przekonać :)

Drogi Hailey i Williama krzyżują się po raz pierwszy w piekarni "Balonowy Piekarz". William kupuje tartę wiśniową, kradnie wazon z kwiatami i zostawia swoją wizytówkę. Nie najlepszy początek znajomości? Ależ skąd ;) Zaintrygowana i oczarowana Hailey dzwoni do niego kilka dni później. Po cichu ma nadzieję, że William skradnie nie tylko jej kwiaty, ale też... dziewictwo. I tak właśnie zaczyna się ta wiśniowa historia 🍒

"Życie nie polega na perfekcji. Polega na znalezieniu swojego miejsca i własnej drogi. Nie chciałem kobiety, która byłaby ideałem każdego faceta. Pragnąłem kobiety, która byłaby moim ideałem"

On - pewny siebie, impertynencki i bezczelny, ale też przystojny i czarujący. Dyrektor wielkiej firmy, bogaty i łamiący damskie serca. Kleptoman lubiący zabierać różne rzeczy swojemu młodszemu bratu Bruce'owi (którego dobrze już znamy z uzależnienia od bananów;) Ona - dwudziestopięcioletnia właścicielka piekarni, mistrzyni tarty wiśniowej i... dziewica. Trochę zamknięta w sobie, sarkastyczna, ale miła i bystra. I z problemami finansowymi. Dwa różne światy połączy jeden gorący romans. Między Hailey i Williamem iskrzy już podczas pierwszego spotkania. Stanowią ciekawy duet pełen sprzeczności i wzajemnego przyciągania. Można powiedzieć, że ta historia to dobrze już znany schemat, ale i tak jego wykonanie jest świetne. Zarówno Hailey jak i William wzbudzają sympatię czytelnika. Ach, i tylko czekajcie, aż poznacie babcię Hailey. Co za kobieta :D


Penelope Bloom przedstawia nam z przymrużeniem oka stosunki damsko-męskie. Podobnie jak w pierwszej część, występuje tutaj narracja naprzemienna, co pozwala lepiej poznać wewnętrzny świat Hailey i Williama. Największą siłą tej książki są jednak jej barwne, dwuznaczne dialogi i potyczki słowne między głównymi bohaterami. Gwarantują nam duże salwy niepohamowanego śmiechu, podobnie jak napady szalonego chichotu oraz nieustannie unoszące się w uśmiechu kąciki ust :) Sarkastycznie, ironicznie i zabawnie. Penelope Bloom ma lekkie pióro, co sprawia, że książkę pochłania się w ekspresowym tempie.

"Jej wisienki" do dobre połączenie komedii romantycznej i szczypty erotyku napisane ze smakiem. Według mnie również znacznie subtelniejsze niż pierwsza część. Przypuszczam, że podobnie jak "Jego banan" nie oczaruje każdego, ale z pewnością zdobędzie sporą rzeszę fanów ;)

"Jesteś najlepszą wisienką, jaką kiedykolwiek ukradłem"


Ta historia jest słodka jak pączek z lukrem i ognista jak papryczki chilli :) Lekko, seksownie i z humorem. Wprowadza w dobry nastrój i zapewnia miłą rozrywkę. To świetna lektura na letnie wieczory :) Miło spędziłam z nią czas i chętnie sięgnę po kolejną część 🍒🍒

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros



Tytuł oryginalny: Her Cherry
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Data premiery: 5 czerwca 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Liczba stron: 256
Cykl: Owoce Pożądania (tom 2)

poniedziałek, czerwca 10, 2019

#41 "Zastępcza miłość" - Beata Majewska

#41 "Zastępcza miłość" - Beata Majewska


W tym roku dzięki wydawnictwu Lira z przyjemnością odkrywam polskich autorów. Muszę przyznać, że przez ostatnie lata bliżej mi było do literatury zagranicznej. Tymczasem okazało się, że wśród książek naszych polskich autorów też są propozycje czytelnicze, które mogą przypaść mi do gustu. Nowy miesiąc zaczęłam więc z książką Beaty Majewskiej "Zastępcza miłość", która 5 czerwca miała swoją premierę. Choć jestem wielką fanką literatury non-fiction, lubię od czasu do czasu dopieścić swoją romantyczną duszę ;) A ciepłe i słoneczne dni zachęcają do sięgnięcia po nieco lżejszą lekturę.

Niektórzy z was pewnie doskonale kojarzą autorkę z jej bardzo dobrze przyjętych książek takich jak "Cała ja", "Zdążyć z miłością", "Zapisane w chmurze" czy debiutanckiej sagi "Wędrowiec". Beata Majewska publikuje też pod pseudonimem Augusta Docher. Przyznaję szczerze - nie czytałam jeszcze żadnej z nich, ale nic straconego - pewnie niedługo w moich rękach znajdzie się kolejna książka tej autorki, więc będzie szansa, by nadrobić zaległości ;)

Czy można oprzeć się miłosnemu przyciąganiu? Czy łatwo zgasić płomień pożądania? Jak bardzo luksus i bogactwo mogą zmienić sposób postrzegania świata i drugiego człowieka? Jak wiele można poświęcić z myślą o szczęściu ukochanej osoby?

Beata Majewska zabiera nas w podróż do Monako - kraju bogactwa i luksusu, gdzie na każdym kroku czyhają pokusy - eleganckie restauracje, drogie samochody, bajeczne jachty, butiki oraz kasyna. Przepych, który niejednemu zawrócił już w głowie. Julia, młoda studentka z Polski, spędza na Lazurowym Wybrzeżu letnie wakacje z przyjaciółkami. W kawiarni niedaleko pałacu Grimaldich spotyka pewnego przystojnego mężczyznę, który wyraźnie jest nią zainteresowany. Czarnoskóry Diamond King składa Julii nietypową propozycję, dzięki której będzie mogła zarobić sporo pieniędzy i kupić za nie mieszkanie w Polsce dla siebie i ukochanej matki. Zlecenie od amerykańskiego milionera zmienia jej życie o 180 stopni. Luksus, bogactwo oraz intrygi stają się jej codziennością. Na dodatek między nią i pośrednikiem transakcji, Diamond Kingiem, rodzi się namiętne uczucie. To miłość niespodziewana i bardzo kłopotliwa...

I jak tu opowiedzieć wam więcej? Jeśli chodzi o fabułę i bohaterów łatwo napisać zbyt dużo. A nie ma przecież nic gorszego niż recenzja, która przypomina streszczenie książki ;) Dla tej historii niezwykle istotny jest rodzaj zlecenia otrzymanego przez Julię. Nietypowe, ale cóż... tak właśnie wygląda współczesny świat. Pieniądze otwierają drzwi do wielu możliwości, jednak nie są w stanie rozwiązać każdego problemu. Myślę, że musiałabym znaleźć się w naprawdę kryzysowym położeniu, aby przyjąć takie zlecenie. Julia była przekonana, że wszystko potoczy się zgodnie z planem. Ale los bywa przecież przewrotny...

"Ty i ja to katastrofa, niekończący się festiwal zawodów i rozczarowań"


Ta historia to prawdziwy rollercoaster emocjonalny. Nie brakuje w niej gwałtownych zwrotów akcji. Cała ta sytuacja wykreowana przez autorkę początkowo wydała mi się dość absurdalna (tak, odezwał się w tym miejscu mój wewnętrzny realista 😂). Ale taka jest przecież funkcja literatury - dostarcza nam wrażeń i doświadczeń, których często nie mamy okazji poznać osobiście w prawdziwym, codziennym życiu.

"Zastępcza miłość" napisana jest w lekkim i przyjemnym stylu. Wraz z każdą kolejną stroną wciąga coraz bardziej. Bohaterowie wzbudzają sympatię. Autorka powoli odkrywa ich przeszłość, trudne wspomnienia z dzieciństwa, motywy postępowania oraz poplątane życiowe ścieżki. Dzięki temu czytelnik może ich lepiej poznać i bardziej zaangażować się w ich historię. Jest lekko, momentami zabawnie, czasem poważnie. Znajdziemy w niej kilka miłosnych uniesień ze szczyptą erotyzmu i sporą dawkę różnych emocji. Dużą zaletą tej powieści są również trudniejsze kwestie poruszone przez Beatę Majewską. Uprzedzenia rasowe, przemoc domowa, alkoholizm czy adopcja - nadają one tej historii głębszego znaczenia.

"Jak myślisz, ślepy traf czy przeznaczenie? Co nas połączyło?"

"Zastępcza miłość" to ciekawa opowieść o trudnych wyborach, pierwszej miłości, poczuciu odpowiedzialności za drugiego człowieka, rozczarowaniach, marzeniach oraz o tym, co w życiu jest najważniejsze.

Ta książka ma w sobie miłość, namiętność, barwne dialogi, wciągającą fabułę i przyjemne, zagraniczne tło dla opisywanych wydarzeń. Myślę, że to świetna, romantyczna historia na długie letnie dni. Z pewnością wprowadzi czytelników w dobry nastrój. Tak właśnie było ze mną ♥️

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira za egzemplarz do recenzji. 

Data wydania: 5 czerwca 2019
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lira
Liczba stron: 416

czwartek, czerwca 06, 2019

#40 "Nigdzie indziej" - Tommy Orange

#40 "Nigdzie indziej" - Tommy Orange

Historia relacji amerykańsko-indiańskich jest trudna i bolesna. Zapisało się w niej wiele krwawych i niechlubnych kart. Współcześnie temat ten wzbudza wiele emocji, choć często wychodzi się też z założenia, że najlepszym rozwiązaniem jest zepchnięcie tych wydarzeń w niepamięć. Zagłada Indian nie pasuje przecież do obrazu wolnego i tolerancyjnego kraju za jaki uchodzą Stany Zjednoczone Ameryki. W XV w. wraz z odkryciem przez Krzysztofa Kolumba nowego kontynentu, doszło do zderzenia odmiennych kultur i światopoglądów. Rozpoczęła się kolonizacja dzisiejszych terenów USA, często brutalna i pełna przemocy. Kontrowersje wzbudza skala konfliktu, a dyskusje dotyczące tych wydarzeń nadal wywołują sporo emocji. Jak wygląda obecnie sytuacja rdzennych mieszkańców Ameryki? I co oznacza bycie współczesnym Indianinem?

"Nigdzie indziej" to ambitny i błyskotliwy literacki debiut amerykańskiego pisarza, który za granicą zdobył wiele słów uznania. Książka ta została nagrodzona między innymi przez "The Washington Post", "Time", "O, The Oprah Magazine", "Entertainment Weekly"oraz "Library Journal". Gdy przeczytałam jak bardzo została doceniona przez krytyków literackich oraz zwykłych czytelników, uznałam, że chętnie przekonam się, czy rzeczywiście jest tak rewelacyjna. Nie miałam również okazji wcześniej  zapoznać się bardziej szczegółowo z tematem dotyczącym sytuacji rdzennych mieszkańców USA.

Autor książki, Tommy Orange, urodził się i wychował w Oakland w Kalifornii. Jest członkiem plemion Czejenów i Arapahów z Oklahomy. Prowadzi zajęcia z kreatywnego pisania w Instytucie Sztuk Indian Amerykańskich.

"Rana, jaką nam zadano, kiedy pojawili się tutaj biali ludzie i odebrali nam wszystko to, co nam odebrali, nigdy się nie zagoiła. W taką nieleczoną ranę zwykle wdaje się zakażenie"

Tommy Orange ubrał w słowa własne doświadczenia i spostrzeżenia tworząc rewelacyjny debiut literacki o współczesnych rdzennych mieszkańcach Ameryki żyjących w miastach (tzw. "Urban Indians"). "Nigdzie indziej" to zbiór dwunastu historii przedstawionych z różnych punktów widzenia. Z początku odrębne, jednak ostatecznie tworzą spójną całość. To jak spojrzenie na określoną grupę osób przez mikroskop z uwzględnieniem procesów, którym podlega. Autor pochyla się nad jednostkami, ale w efekcie tworzy szerszy obraz, który skłania do przemyśleń. Różnorodny i urozmaicony. Tommy Orange pisze między innymi o chłopcu z alkoholowym zespołem płodowym, młodym mężczyźnie szukającym swojego ojca, kobiecie, która oddała córkę do adopcji. Jego książka to opowieść o osobach uzależnionych od narkotyków i alkoholu, o bezrobotnych i bezdomnych, o dumnych ze swoich korzeni i tych, dla których są one wstydliwym brzemieniem. To ludzie, którzy patrząc w lustro i widząc w nim swoją twarz, zadają sobie pytanie: "Kim właściwe jestem?"- Amerykaninem czy Indianinem, białym czy czerwonym... I takie pytanie zadaje sobie również czytelnik przerzucając kolejne strony książki. Pielęgnować indiańskie tradycje czy odciąć się od korzeni? Być dumnym czy odczuwać wstyd? Losy głównych bohaterów splatają się podczas zjazdu plemiennego Indian na stadionie w Oakland prowadząc do zaskakującego i tragicznego finału.

"Nigdzie indziej" nie jest historią o przeszłości, lecz o teraźniejszości, a w zasadzie o tu i teraz w cieniu tego co już było oraz o tym, jak wydarzenia z przeszłości odcisnęły piętno na przyszłych pokoleniach. To wymagająca lektura skłaniająca do przemyśleń. Dużo jest w niej różnych emocji, również tych negatywnych. Styl pisania autora sprawia, że czytelnik silnie odczuwa zarówno emocje bohaterów jak i swoje własne. Autor pisze z szacunkiem, szczerością i dużą wnikliwością, a treść pełna jest wartościowych spostrzeżeń z silnym przekazem, bez upiększania rzeczywistości i lukrowej otoczki. Sposób podejścia do tematu i jego realizacja warte są uwagi. Do gustu przypadł mi szczególnie kierunek, w którym zmierza fabuła książki. Napięcie stopniowo wzrasta, misternie utkane wątki zaczynają się ze sobą łączyć i powoli przed oczami czytelnika pojawia się pełny obraz opowieści stworzonej przez autora.

"Życie zawsze zrobi, co tylko w jego mocy, aby się do człowieka dobrać"

Postaci w książce zostały dobrze wykreowane - są do bólu prawdziwe, pełne wątpliwości i wewnętrznych sprzeczności. Muszą zmierzyć się z odrzuceniem, marginalizacją i uprzedzeniami, które dotykają ich w różnych sferach życia.


"Nigdzie indziej" łamie serce i zapada w pamięć. Otwiera też oczy na mroczną i bezwzględną stronę życia. Przynosi smutek, wstyd, żal i gniew. Wzrusza i szokuje. Stanowi obraz podzielonego świata, w którym żyją różni ludzie mający podobne problemy. Zwiększa też wrażliwość na drugiego człowieka i uświadamia, jak istotną rolę w życiu odgrywa poczucie tożsamości i przynależności. To opowieść nie tylko o współczesnych Indianach, ale również o każdym z nas. W tej książce znajdziemy sporo uniwersalnych prawd. Życie może przecież brutalnie potraktować każdego bez względu na pochodzenie, kolor skóry, narodowość, płeć, poziom wykształcenia czy stopień zamożności.

Tommy Orange zadebiutował w wielkim stylu. Jego powieść zdecydowanie warto przeczytać. To przykład mądrej i wartościowej literatury. Autor stworzył wspaniałą opowieść o znaczeniu własnego pochodzenia, kryzysie tożsamości, poczuciu wyobcowania i niedopasowania. O uprzedzeniach i przemocy na tle rasowym oraz walce o zachowanie pamięci dotyczącej swoich korzeni. Interesujące spojrzenie na trudny i bolesny temat. Polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.




Tytuł oryginalny: There There: A novel
Tłumaczenie: Tomasz Tesznar
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka
Data wydania: 4 czerwca 2019
Liczba stron: 304

niedziela, czerwca 02, 2019

#39 "Podróż tysiąca mil" - Richard Paul Evans /przedpremierowo/

#39 "Podróż tysiąca mil" - Richard Paul Evans /przedpremierowo/

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia widzicie w gazecie swój nekrolog. Kiepski żart? Ależ skąd. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jak postąpilibyście w takiej sytuacji? Może to dar od losu? Dobra okazja, żeby zacząć wszystko od nowa? Druga szansa, której czasami tak bardzo potrzebujemy? Bohater książki "Podróż tysiąca mil", uznany za zmarłego, postanowił wybrać się w wielką podróż, by odkupić winy i zmienić swoje życie. A my, czytelnicy, możemy mu towarzyszyć :)

Pewnie już zauważyliście, że do książek Richarda Paula Evansa mam słabość. Ich cały urok tkwi w przekazie - przynoszą ze sobą nadzieję i napełniają nią serca czytelników. A jak wiadomo, każdy z nas jej potrzebuje, czasami bardziej, czasami mniej. To dla mnie idealny przykład literatury #comfortreading. Każda kolejna książka Evansa pozwala mi wrócić do strefy komfortu - tego co dobrze znam i uwielbiam. Ciepłe, spokojne i refleksyjne historie - biorę je w ciemno :) I jeszcze nigdy się nie rozczarowałam. "Podróż tysiąca mil", która swoją polską premierę będzie miała już 5 czerwca, to druga część serii zatytułowanej "Opowieści sprzedawcy marzeń". Gdy tylko znalazła się w moich rękach, wprost nie mogłam doczekać się lektury. I tak pewnego ciepłego i słonecznego dnia (zaopatrzona w ogromny kawałek ciasta drożdżowego - w książkach Evansa sporo jest jedzenia;) zatopiłam się na kilka godzin w świecie Charlesa Jamesa - głównego bohatera, który wędrował słynną amerykańską Route 66, trasą łączącą Chicago z Santa Monica.

"Podróż tysiąca mil zaczyna się od jednego kroku"

Charles sprzedawał marzenia - organizował prelekcje i szkolenia, które miały nauczyć innych ludzi, jak osiągnąć sukces. On sam stanął na szczycie. Jego kariera nabrała tempa, a stan konta bankowego zaczął gwałtownie wzrastać. Niestety stało się to kosztem ukochanej rodziny - żony i syna oraz wielu osób, które uwierzyły w proponowaną przez niego wizję. Gdy dochodzi do katastrofy samolotu, świat uznaje go za zmarłego. Na pogrzebie nie zjawiają się jednak tłumy. To otwiera Charlesowi oczy. Postanawia ruszyć w podróż amerykańską Route 66, by zacząć od nowa i przejść wewnętrzną przemianę. Na drodze spotka wiele dobra i zła. Pozna też siłę prawdziwej przyjaźni. Dokąd zaprowadzi go los?


"Route 66 powinno się smakować tak samo, jak się smakuje dobre wino. To powinna być podróż dla przyjemności. W spokoju"

Autor doskonale wie, jak zatrzymać przy sobie czytelnika. Muszę powiedzieć, że ta historia fascynuje mnie coraz bardziej. A sama Route 66... Czułam się tak, jakbym wędrowała nią razem z głównym bohaterem. Richard Paul Evans potrafi rewelacyjne oddać charakter opisywanych miejsc. Z dbałością o szczegóły odmalowuje całą trasę uwzględniając lokalne potrawy, liczne ciekawostki, miejsca warte zobaczenia, restauracje, hotele, sklepy. Dla miłośników podróży to prawdziwa gratka. Aż nabrałam ochoty, by wskoczyć w samochód i na własne oczy zobaczyć tę słynną drogę. Nie ma wątpliwości, że stanowi ona jeden z ważniejszych symboli USA. Ta podróżnicza otoczka książki Evansa jest dla mnie dużą zaletą (choć możliwe, że dla niektórych, spragnionych wrażeń czytelników te początkowe strony powieści mogą być nieco nużące;) I mamy jeszcze Charlesa. Czytelnik obserwuje jego stopniową przemianę. Przyznam szczerze, że w pierwszej części serii nie wzbudzał on mojej sympatii. Trudno polubić osobę, która złamała tyle serc, arogancką i nieczułą. Na szczęście z każdym kolejnym kilometrem trasy spoglądałam na niego nieco przychylniejszym okiem ;) I mam wielką nadzieję, że naprawi swoje błędy.

"Czasami dopiero idąc, zaczynamy pojmować, dlaczego wyruszyliśmy w drogę"

Richard Paul Evans stworzył prostą historię z głębokim przekazem, która pozwala spojrzeć na własne życie z szerszej perspektywy i zastanowić się nad tym, co jest dla nas najważniejsze. "Podróż tysiąca mil" to wędrówka nie tylko słynną Route 66, ale też w głąb własnego serca. Otrzymaliśmy od autora piękną historię o wewnętrznej przemianie, dawaniu drugich szans, miłości, nadziei oraz szukaniu sensu życia. O wartości pracy, trudach codzienności oraz szczęściu, którego nie można kupić. Evans umiejętnie wplótł w treść książki klika istotnych kwestii dotyczących między innymi sytuacji imigrantów, uprzedzeń rasowych oraz nierówności społecznych. Mądrze i refleksyjnie. Miło spędziłam czas ❤ Ale z książką Evansa nie mogło być inaczej :) Z przyjemnością sięgnę po kolejną, trzecią część serii.


* Ponieważ autor przygotował krótki wstęp, książkę można czytać bez znajomości pierwszej części (choć do jej poznania gorąco zachęcam). Zapraszam też do oficjalnej polskiej grupy czytelników Richarda Paula Evansa na Facebooku   facebook.com/groups/stokrotki    :)


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.




Tytuł oryginalny: The Forgotten Road
Tłumaczenie: Hanna de Broekere
Wydawnictwo: Wydawnictwo Znak Literanova
Data wydania: 5 czerwca 2019
Liczba stron: 288
Copyright © kate in bookland , Blogger