wtorek, lipca 30, 2019

#64 "Dojrzałość wzruszeń" - Alicja Majewska-Burnos

#64 "Dojrzałość wzruszeń" - Alicja Majewska-Burnos

"Za to ty masz tak zwaną dojrzałość wzruszeń. Będziesz z niej czerpał przez całe życie. (...) Tylko czym ona jest, ta dojrzałość wzruszeń? To wielki dar uważnego przygladania się światu i wciąż na nowo przeżywania pozytywnego zadziwienia"

Dziś opowiem wam o nowej książce Alicji Masłowskiej-Burnos, autorki cyklu "Trylogia ciszy". "Dojrzałość wzruszeń" została wydana 26 czerwca nakładem wydawnictwa Lira. Tym razem autorka przedstawia nam historię pełną rodzinnych tajemnic, bolesnych wspomnień i wydarzeń, które rzuciły cień na życie głównego bohatera.

Pewnego dnia Marcin, młody psycholog, poznaje piękną i fascynującą Mirandę. Dziewczyna od razu zwraca jego uwagę. Przypadkowe spotkanie daje początek gorącemu uczuciu. Marcin gotowy jest porzucić dotychczasowe życie i dla miłości przeprowadzić się na drugi koniec Polski. Niestety los zadaje mu pierwszy cios - umiera jego babcia, która przez wiele lat wychowywała go po śmierci rodziców. Marcin zaczyna stopniowo odkrywać bolesną prawdę o swoim pochodzeniu oraz tragicznych wydarzeniach, które doprowadziły do śmierci jego matki i ojca. Tymczasem los ponownie odbiera mu szczęście... Co ukrywała przed nim babcia? Kim byli jego rodzice? Czy Marcin poradzi sobie ze smutkiem i żałobą?

Początkowo może się wydawać, że to romantyczna historia jakich wiele. Sama spodziewałam się słodkiego love story i wielu romantycznych uniesień. Czekało mnie jednak spore zaskoczenie. Okazało się bowiem, że wątek miłosny wcale nie jest w tej książce najważniejszy. Autorka stworzyła wieloaspektową opowieść osadzoną w dość specyficznych realiach. Akcja powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych -  współcześnie oraz w latach 80. XX wieku. Alicja Majewska-Burnos przenosi czytelnika do małomiasteczkowego świata, w którym rządzą plotki, zazdrość i dość zaściankowy światopogląd. Nie brakuje też tajemniczej otoczki - czarów, klątwy, zabobonów oraz egzorcyzmów. Historia Marcina to przede wszystkim stopniowe odkrywanie prawdy o własnych korzeniach. Mężczyzna przez całe swoje dotychczasowe życie był przekonany, że jego rodzice zginęli w wypadku. Prawda okazała się jednak jeszcze bardziej bolesna i szokująca. "Dojrzałość wzruszeń" to podróż w głąb samego siebie. Aby ruszyć naprzód ze swoim życiem, bohater musi zmierzyć się z przeszłością. Autorka umiejętnie podejmuje w powieści kilka istotnych kwestii dotyczących żałoby, skomplikowanych relacji rodzinnych, samotności oraz zaburzeń psychicznych. Tworzy nieszablonowych bohaterów, którym daleko do ideału. Ich decyzje i sposób myślenia czasami trudno zaakceptować. Nie pozostawią oni czytelnika obojętnym. Początkowo miałam pewne trudności z zaangażowaniem się w lekturę i potrzebowałam nieco więcej czasu, żeby przekonać się do pióra autorki. Ciekawy pomysł na fabułę, interesujące tło dla opisywanych wydarzeń oraz mroczny i tajemniczy klimat - to z kolei zalety książki Alicji Majewskiej-Burnos. Powieść skłania do refleksji, zadaje trudne pytania i nie daje czytelnikowi gotowych odpowiedzi. Zaskakuje i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Ma dość nietypowy klimat - przynosi ze sobą uśmiech, zdziwienie, smutek oraz wzruszenie, czyli dużo emocji i sporo przemyśleń.

"Każdy z nas ma przydzieloną liczbę wdechów i wydechów. W życiu zawsze po każdej zawierusze przychodzą lata spokoju - cierpienie i szczęście naturalnie się równoważą"


"Dojrzałość wzruszeń" to ciekawa historia pełna dobra i zła, nadziei i smutku, miłości i nienawiści. To opowieść o szukaniu prawdy, rodzinnych sekretach i tragicznych wydarzeniach. O wewnętrznej sile, sensie i kruchości życia. Nieszablonowa opowieść z przekazem. Gwarantuje dużo emocji.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira.

Data wydania: 26 czerwca 2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 336


sobota, lipca 27, 2019

#63 "Radość rodzenia" - Marianna Szymarek

#63 "Radość rodzenia" - Marianna Szymarek


Radość rodzenia? Czy coś takiego istnieje? Czy sam poród może być dobrym i radosnym doświadczeniem? Jakie czynniki o tym decydują? A może kluczem do sukcesu jest zrozumienie własnych potrzeb, świadome przygotowanie do porodu, otwartość i akceptacja?

Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki Marianny Szymarek, miałam pewne wątpliwości, czy ta publikacja jest rzeczywiście dla mnie. Nie rodziłam i nie planuję ciąży w najbliższym czasie. Ale jestem pedagogiem i logopedą i wiem, jak istotne znaczenie dla rozwoju dziecka mają przebieg ciąży oraz porodu. Pomyślałam więc, że to może być interesująca oraz wartościowa lektura. I nie myliłam się. Marianna Szymarek jest certyfikowaną doulą - osobą zapewniającą ciągłe niemedyczne emocjonalne, fizyczne i informacyjne wsparcie dla matki i jej rodziny na czas ciąży, porodu i po porodzie. Na "Radość rodzenia" składa się piętnaście niepowtarzalnych historii o porodach kobiet. Każda z nich jest wyjątkowa jak jej bohaterka. To szczere i niezwykle inspirujące opowieści stanowiące mieszankę wzruszenia, lęku, bólu, szczęścia i satysfakcji. Od dwóch kresek na teście ciążowym, przez wybór szpitala i położnej, uczestniczenie w zajęciach szkoły rodzenia aż do porodu i pierwszych, wyjątkowych chwil ze swoim dzieckiem. W książce przeczytamy o doświadczeniach matek, przeżywanych przez nie emocjach i przemyśleniach. Autorka oddaje głos kobietom, co sprawia, że przedstwione historie są tak bardzo prawdziwe, szczere i intymne. Na uwagę zasługuje przekrojowy charakter publikacji - znajdziemy w niej opowieści różniące się pod względem przeżywanych doświadczeń, miejsca i sposobu porodu oraz podejmowanych decyzji. To historie kobiet, które rodziły w sposób natutalny lub przez cesarskie cięcie, szybko lub długo, były w ciąży pojedynczej lub mnogiej, rodziły w towarzystwie partnera, matki, przyjaciółki lub douli w szpitalu bądź w domu. Różnorodnie i ciekawie. To ogromna zaleta tej publikacji.

Marianna Szymarek pokazuje, że poród może być jednocześnie trudnym i nieprzewidywalnym, ale też pięknym i radosnym doświadczeniem. Wiele kobiet będąc w ciąży spotyka się z negatywnym przekazem koncentrującym się na przykrych doznaniach, ryzyku, komplikacjach, lęku i bólu. Taka wizja porodu z pewnością nie służy komfortowi psychicznemu przyszłej mamy. Dlatego, podobnie jak autorka, uważam, że potrzebny jest pozytywny przekaz. I taki właśnie znajdziemy w książce "Radość rodzenia". Pięknie napisana - rzetelnie, z szacunkiem i wrażliwością. Ma w sobie wiele dobrej energii oraz radości. I co ważne nie oznacza to wcale, że ocieka lukrem i tworzy wizję bezproblemowego porodu. "Radość rodzenia" jest doskonałym przykładem publikacji, w których przekazuje się pozytywne treści nie tracąc przy tym autentyczności. W czasach, gdy z każdej strony docierają do nas negatywne bodźce i informacje pełne smutku, niesprawiedliwości, przemocy i nieszczęść, dobrze przeczytać coś dobrego. Coś, co pomoże uwierzyć w siebie i da motywację do działania.

"Jako matki nie mamy wpływu na wszystko, co stanie się w czasie porodu. Na tej drodze jest również z nami dziecko,  są nasze sytuacje życiowe i zdrowotne, ludzie, których spotykamy, i miejsca, w których jesteśmy. Na te sprawy i osoby nie mamy wpływu, a jeśli już, to jest on niewielki. Mamy jednak wpływ na siebie. Mamy możliwość dać sobie szansę na znalezienie radości w rodzeniu. Dostrzeżenie jej i przyjęcie zależy od nas"

"Radość rodzenia" to książka, która może stanowić drogowskaz. Nie jest poradnikiem. Zwraca jednak uwagę na wiele istotnych kwestii i pozwala spojrzeć na nie z innej perspektywy. Zwiększa świadomość, nastraja pozytywnie i dodaje sił. Czy jest coś cenniejszego i ciekawszego niż prawdziwe historie, które pisze dla nas życie?

Drogie przyszłe Mamy, przeczytajcie koniecznie. Naprawdę warto. Myślę, że ta książka to również ciekawa propozycja czytelnicza dla przyszłych ojców i dla wszystkich, którzy pragną zgłębić temat :) Jestem zachwycona lekturą - mądra, wartościowa i życiowa. Takich książek potrzebujemy. Szczerze polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 17 lipca 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 368

piątek, lipca 26, 2019

#62 "Chłopak, którego nie było" - Elżbieta Rodzeń /przedpremierowo/

#62 "Chłopak, którego nie było" - Elżbieta Rodzeń /przedpremierowo/

Czy prawdziwa miłość pokona przeciwności losu? Jak wiele może przetrwać? Czy dwie pokrewne dusze odnajdą się w tłumie? A ty czytelniku, czy wierzysz w miłość i przeznaczenie?

Muszę przyznać, że przez długi czas unikałam polskich powieści obyczajowych. Może nie trafiałam wówczas na odpowiednie tytuły? Nadal podchodzę do nich z dystansem, jednak w ciągu ostatnich miesięcy w moich rękach znalazło się wiele rewelacyjnych historii. I wyszły one spod pióra polskich autorek. To dla mnie zdecydowanie rok czytelniczych odkryć :) A dzięki Wydawnictwu Znak mogłam zachwycić się jeszcze bardziej. Niedawno trafiła do mnie książka, która oczarowała mnie niebanalną historią miłosną i uroczym klimatem. Zatopiłam się w nim na długie godziny i wcale nie miałam ochoty wracać do rzeczywistości. Podczas czytania wypiłam hektolitry pysznej herbaty i miło spędziłam czas. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Elżbiety Rodzeń i z pewnością nie ostatnie :)

"Jeśli naprawdę kogoś kochasz, przeznaczenie zawsze znajdzie drogę..."

Już 31 lipca swoją premierę będzie miała nowa powieść Elżbiety Rodzeń, autorki "Zimowej miłości" i "Dziewczyny o kruchym sercu". "Chłopak, którego nie było" to książka, która może zachwycić i zyskać spore grono zadowolonych czytelników.

Życie Martyny utknęło w martwym punkcie - od kilku lat pomaga rodzicom w prowadzeniu nadmorskiego pensjonatu. Ciężko pracuje i pragnie odmienić swój los. Gdy traci już nadzieję na zmianę, los stawia na jej drodze wyjątkowego człowieka. James to bogaty i przystojny młody mężczyzna, który może zawrócić w głowie niejednej kobiecie. Postanawia dać Martynie szansę - proponuje jej pracę w hotelu na greckiej wyspie Kos. Między nim i Martyną rodzi się uczucie. James udowadnia Martynie, że również ona zasługuje na szczęście. Każde z nich skrywa jednak pewien sekret. James do złudzenia przypomina mężczyznę, który kiedyś był dla Martyny całym światem. Czy ta nowa miłość ma szansę przetrwać? Czy Martyna znajdzie szczęście i uwierzy w siebie? I co wspólnego ma James z tajemniczym Kubą?

Są takie książki, które mimo pozornej lekkości, skrywają w sobie spory ładunek emocjonalny i zaglądają głęboko w nasze serca. Elżbieta Rodzeń z dużą wrażliwością i subtelnością dotyka trudnych i bolesnych tematów - choroby, odrzucenia przez bliskich, braku zrozumienia, poczucia osamotnienia i utraty nadziei. To nie jest zwykła romantyczna opowieść pozbawiona przekazu. Czytelnik może w niej odnaleźć treści, które skłaniają do przemyśleń, między innymi nad kruchością, sensem i trudami życia.

"Chłopak, którego nie było" zachwycił mnie niebanalną i pomysłową fabułą, dobrze wykreowanymi postaciami oraz interesującą warstwą psychologiczną. Autorka umiejętnie wplata w treść książki wiedzę i własne doświadczenia z pogranicza psychologii i pedagogiki (Elżbieta Rodzeń jest terapeutą, pracuje w poradni psychologiczno-pedagogicznej). To dla mnie wielka zaleta - dzięki takim zabiegom pisarskim historia głównych bohaterów nabiera zupełnie innego, glębszego znaczenia.

Powieść Elżbiety Rodzeń napisana jest naprawdę pięknie - płynnie i interesująco. Czytelnik podczas lektury doświadcza wielu różnych emocji. Ta historia porusza najczulsze struny, przynosi smutek, ale też nadzieję. I staje się bliska sercu ze względu na trudności, których doświadczają bohaterowie.

Bo każdy z nas, choć czasami zagubiony, zasługuje na wsparcie, miłość i przyjaźń. I nawet jeśli wydaje się, że nie ma już nadziei, nie należy się poddawać. Los może mieć dla nas inne plany...



"Chłopak, którego nie było" to piękna opowieść o sile miłości, przeznaczeniu oraz nieprzewidywalnym losie. O dwóch pokrewnych duszach, które odnalazły się mimo przeciwności. O małych i dużych cudach, które zdarzają się w naszym życiu. Trafia prosto w serce. Podczas pochmurnych letnich dni przyniosła mi dużo słońca:) Warto przeczytać.

Premiera 31 lipca⭐


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.


Data wydania: 31 lipca 2019
Wydawnictwo: Między Słowami
Liczba stron: 432

wtorek, lipca 23, 2019

#61 "Nasz dom płonie" - Bonnie Kistler

#61 "Nasz dom płonie" - Bonnie Kistler


Czym jest kłamstwo? Czy milczenie może być uznane za kłamstwo? Czy można skłamać, żeby kogoś chronić? I czy kłamstwo zawsze jest złe?

Takie pytania musiała zadać sobie Leigh Huyett, główna bohaterka książki Bonnie Kistler. "Nasz dom płonie" to bardzo udany literacki debiut amerykańskiej pisarki, prawniczki, żony i matki dwóch córek. Powieść ta została wydana 17 lipca nakładem wydawnictwa Czwarta Strona. Już teraz mogę wam ją z całego serca polecić. To jedna z tych premier, których warto wypatrywać na księgarskich półkach. Książka Bonnie Kistler przypomina mi nieco klimat powieści Jodi Picoult, której twórczość bardzo cenię. Tragedia rodzinna, dramat sądowy, dynamicznie zmieniające się relacje rodzinne, trudne decyzje i ich konsekwencje, kłamstwa, żałoba po stracie dziecka i życie, które nieodwracalnie zmienia się w ciągu sekundy - to wszystko i znacznie więcej znajdziemy w książce "Nasz dom płonie". Jeśli lubicie powieści obyczajowe, koniecznie zapamiętajcie ten tytuł. Myślę, że nie będziecie rozczarowani.

"Kłamca woła, że jego dom płonie. Nikt mu nie wierzy"

Leigh i Peter wraz z piątką dzieci od pięciu lat tworzą zgraną patchworkową rodzinę. Nastoletni Kip niedługo skończy szkołę średnią. Wszystko idzie zgodnie z planem - poprawił oceny, został przyjęty na wymarzoną uczenię i otrzymał stypendium. Kilka złych decyzji doprowadza jednak do tragedii. Kip wypił na imprezie trochę za dużo i spowodował wypadek samochodowy. Wydaje się, że ujdzie mu to na sucho. Niestety następnego dnia jego przyrodnia siostra nagle umiera. Czternastoletnia Chrissy jechała wtedy z Kipem. Policja szybko łączy fakty, a Kip, choć zarzeka się, że wszystko wyglądało inaczej, zostaje oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci. Utrata Chrissy łamie serce jej matce, Leigh, i pogrąża ją w żałobie. Peter rozdarty między żoną a synem robi wszystko co w jego mocy, by uchronić Kipa przed więzieniem. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Kip oświadcza, że to nie on siedział za kierownicą, lecz Chrissy. Leigh trudno w to uwierzyć. Czy Kip kłamie? Co naprawdę wydarzyło się tamtej fatalnej nocy? Czy rodzina rozsypie się na kawałki? I czy Kip trafi do więzienia?

Według mnie autorka stworzyła naprawdę zajmującą powieść z pogranicza różnych gatunków. Znajdziemy w niej elementy literatury obyczajowej oraz thrillera z bogato rozwiniętą warstwą społeczną i psychologiczną. Kłopoty rodzinne? W tym przypadku nabierają one zupełnie innego znaczenia. Bonnie Kistler z dużą wnikliwością i spostrzegawczością poddaje analizie model współczesnej patchworkowej rodziny. Bierze pod lupę członków rodziny oraz ich wzajemne relacje, które w kryzysowym momencie zostały wystawione na próbę. Między wierszami zastanawia się, czy taka poskładana rodzina może stanowić jedność i czy więzy krwi mają decydujące znaczenie. Ta historia stawia trudne pytania i nie daje gotowych odpowiedzi. Pokazuje, że nasz świat nie jest czarno-biały, a prawdę o sobie poznajemy dopiero w najtrudniejszych momentach, gdy życie wystawia nas na ciężką próbę. Wtedy właśnie idylliczne wersje zderzają się z rzeczywistością.

"Smutek nie czyni nas słabymi. Jest po prostu ceną, którą płacimy za miłość"

Doceniam wszystkie emocje, które Bonni Kistler umieściła na kartach tej powieści. Dała nam doskonały wgląd w serca i umysły bohaterów. Czytelnik nie śledzi wyłącznie wydarzeń opisanych w książce, ale silnie przeżywa wszystkie wzloty i upadki wspólnie z bohaterami. "Nasz dom płonie" to pięknie napisane studium żałoby po stracie ukochanego dziecka. Prowokuje fundamentalne pytania dotyczące kruchości i sensu życia, siły miłości, wiary i nadziei. Uniwersalność tej historii i jej głęboki, silny przekaz to zdecydowanie ogromne zalety.



Nie ma szans, żeby ta książka pokrywała się kurzem na nocnym stoliku. Czytelnik pochłania ją w mgnieniu oka, a po przeczytaniu ostatniej strony trudno mu rozstać się z bohaterami. Fantastyczna lektura od początku do końca. Fabuła czasami zwalnia, a czasami przyspiesza, ale nieustannie utrzymuje zainteresowanie czytelnika na wysokim poziomie. Bonnie Kisler ma dobre pióro, które może przypaść do gustu.

"Obwinianie się (...) W ten sposób rany nigdy się nie zagoją"

"Nasz dom płonie" to mocna i poruszająca powieść o dużym ładunku emocjonalnym. Zaskoczyła mnie pozytywnie głębią przekazu, wszechstronnością i szeroką perspektywą. Bonnie Kistler stworzyła piękną historię o sile miłości, zaufaniu, stracie oraz przebaczeniu. Miałam łzy w oczach i czułam wzruszenie czytając ostatnie strony, a od pewnego czasu nie zdarza się to zbyt często. "Nasz dom płonie" zapamiętam na długo i jestem pewna, że będzie jedną z lepszych książek przeczytanych przeze mnie w bieżącym roku. Niczego bym w niej nie zmieniła, ponieważ przemówiła do mnie na wielu różnych poziomach. Chwyciła za serce i skłoniła do refleksji. To wyjątkowo satysfakcjonująca lektura. Szczerze polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona♥️ Pokochałam "Siedmiu mężów Evelyn Hugo". I to samo mogę powiedzieć o książce Bonnie Kistler. Kolejny książkowy hit👌♥️





Tytuł oryginalny: House on Fire
Tłumaczenie: Paulina Surniak
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 17 lipca 2019
Liczba stron: 480


niedziela, lipca 21, 2019

#60 "Zjazd absolwentów" - Guillaume Musso /przedpremierowo/

#60 "Zjazd absolwentów" - Guillaume Musso /przedpremierowo/


Guillaume Musso, francuski autor bestsellerów, już od wielu lat zachwyca mnie swoją twórczością. Tajemnice, niespodziewane zwroty akcji oraz zaskakujące zakończenia to znaki rozpoznawcze jego książek. Musso potrafi doskonale połączyć ze sobą wątki miłosne, kryminalne i fantastyczne tworząc w ten sposób niezwykłe historie, które na długo zapadają w pamięć.

Gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych nową książkę Musso, możecie domyślić się, jak wielka była moja radość. Premiera zbliża się wielkimi krokami - już 31 lipca na księgarskie półki trafi "Zjazd absolwentów".

"Powrót do miejsca, w którym wszystko się zaczęło..."

Tym razem autor zabiera nas w podróż na Lazurowe Wybrzeże. W mroźną noc 1992 roku kampus liceum zostaje sparaliżowany przez burzę śnieżną. Piękna i uzdolniona uczennica, 19-letnia Vinca Rockwell, ucieka z nauczycielem filozofii, z którym w tajemnicy ma romans. I nikt ich już więcej nie zobaczy. Dwadzieścia pięć lat później na zjeździe absolwentów spotykają się niegdyś najlepsi przyjaciele Vincy - Thomas, Maxime i Fanny. Nie kontaktowali się ze sobą od czasów szkolnych. Uwikłani w morderstwo popełnione w 1992 roku muszą zmierzyć się z prawdą. Niedługo sala gimnastyczna zostanie wyburzona, a wtedy robotnicy znajdą zwłoki zamurowane w jednej ze ścian. Thomas, słynny pisarz, niegdyś zakochany w Vince, postanawia odkryć tajemnicę jej zaginięcia. Co wydarzyło się dwadzieścia pięć lat temu? Kto został zabity? I co stało się z młodą kobietą? Czy prawda wyjdzie na jaw?

Jedno słowo - rewelacja (tak, w tym momencie powinniście usłyszeć fanfary;) Gdy tylko zaczęłam czytać tę książkę, przepadłam dla świata. Liczyło się tylko przewracanie kolejnych stron. Po prostu musiałam wiedzieć, co będzie dalej. Nie było odwrotu - książkę pochłonęłam w jeden dzień. I wiecie co? To jest dokładnie taki Musso, jakiego oczekiwałam. "Zjazd absolwentów" porwał mnie znacznie bardziej niż zeszłoroczny "Apartament w Paryżu".

"Niestety, trzeba porządnie dostać w kość, żeby zrozumieć, czym prawdziwe życie różni się od fikcji"

Ta historia to głębokie studium psychologiczne - dzięki narracji pierwszoosobowej poznajemy myśli głównego bohatera, niemal siedzimy w jego głowie. Autor wodzi czytelnika za nos, podsuwa mu fałszywe tropy i chybione hipotezy. Przewracając kolejne strony w mojej głowie stale pojawiało się jedno pytanie - co naprawdę się wydarzyło? Musso nie używa zbędnych słów i nie zapełnia stron banalnymi dialogami i długimi opisami, które nie są istotne dla tworzonej historii. Tutaj wszystkie elementy są przemyślane, mają swoje miejsce, a ich funkcją jest wywołanie określonej reakcji czytelnika. Jestem pełna podziwu, że potrafił stworzyć tak misterną intrygę i umiejętnie odkrywać jej elementy. A na końcu wszystko wskoczyło na właściwe miejsca. To bardzo pomysłowa układanka dopracowana w każdym szczególe. Czytelnik pędzi przez kolejne strony, napięcie stopniowo wzrasta, a przeszłość i teraźniejszość plynnie się przeplatają. Kilka rozdziałów zostało przedstawionych z punktu widzenia pozostałych bohaterów książki. Na uwagę zasługują też opisy Lazurowego Wybrzeża. Okazało się, że tam właśnie Musso spędził swoje dzieciństwo. Wspaniale oddał charakter tych miejsc, podobnie zresztą jak czynił to w przypadku Paryża i Nowego Jorku, które do tej pory wybierał na miejsca akcji swoich powieści. Niemal czułam na twarzy morską bryzę. Lazurowe Wybrzeże, ukazane nieco z innej, bardziej mrocznej strony, idealnie wpasowało się w klimat tej powieści.

"Życie nie idzie prostą drogą, często wchodzi na kręte ścieżki, gdzie podskórnymi wodami płyną pragnienia, których spełnienia wykluczają się wzajemnie"

"Zjazd absolwentów" stanowi kolejną w dorobku autora niebanalną opowieść, która wywołuje ciarki na skórze. Czyta się ją z zapartym tchem. I z pewnością niejedna osoba zarwie dla niej noc ;) Wspaniale napisany thriller z mroczną atmosferą. Serdecznie polecam.


Premiera 31 lipca⭐

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Tytuł oryginalny: La jeune fille et la nuit
Tłumaczenie: Joanna Prądzyńska
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 31 lipca 2019
Liczba stron: 320


środa, lipca 17, 2019

#59 "Człowiek - istota kosmiczna" - Grzegorz Brona i Ewelina Zambrzycka

#59 "Człowiek - istota kosmiczna" - Grzegorz Brona i Ewelina Zambrzycka

Dziś zapraszam was na drugą recenzję w ramach mojego kosmicznego tygodnia. Tym razem opowiem wam o wspaniałej lipcowej premierze od Wydawnictwa Znak. Muszę przyznać, że byłam bardzo ciekawa tego tytułu. Nigdy jeszcze nie czytałam książki, która została opublikowana w formie wywiadu. Czy pomysł okazał się trafiony? Na to pytanie odpowiem nieco później, ponieważ jest to jedna z ważniejszych kwestii i absolutnie nie można jej pominąć. Wszechświat stanowi naprawdę wdzięczny temat - szeroki, różnorodny i fascynujący. I choć obecnie wiele informacji możemy znaleźć samodzielnie na stronach internetowych, nic nie zastąpi rzetelnie przygotowanej publikacji. A jeśli jeszcze zostanie napisana z pomysłem i wydana w atrakcyjnej formie, to już naprawdę będzie strzał w dziesiątkę. Sama często zachowuję się jak Sherlock Holmes - szukam, sprawdzam, dociekam. Ale literatura popularnonaukowa daje mi ten komfort, że nie muszę zaczynać od zera. "Człowiek - istota kosmiczna" to taka książkowa pigułka pełna wiedzy, którą połyka się szybko i przyjemnie.

Co różni kosmonautę od astronauty? Na czym polegała operacja Spinacz? Kim były Biełka, Striełka i Łajka? Czy skafandry astronautów mają wszyte przenośne toalety? Czy dziurkę w statku kosmicznym można zatkać palcem? Czy kiedyś zamieszkamy w hotelach na orbicie Ziemi? Co wstydliwego zostawili po sobie astronauci na Księżycu? Czym są kosmiczne śmieci?

Cały tekst został podzielony na dziewiętnaście rozdziałów oraz zaprezentowany w formie pytań i odpowiedzi. Od amerykańsko-sowieckiego wyścigu i lądowania na Księżycu, przez promy kosmiczne, satelity, eksploatację kosmosu aż po wyprawy na Marsa, kosmicznych konkwistadorów i intergalaktycznego człowieka. W tę niezwykłą podróż czytelnik wyrusza w towarzystwie Eweliny Zambrzyckiej, dziennikarki i redaktorki oraz Grzegorza Brony - dr. hab. nauk fizycznych i byłego szefa Polskiej Agencji Kosmicznej. Czytając kolejne strony dowiemy się, jak wyglądały kulisy kosmicznej rywalizacji oraz lądowania na Srebrnym Globie. Poznamy sporo informacji dotyczących zagadnień technicznych, m.in. sprzętu wykorzystywanego przez astronautów. I muszę przyznać w tym miejscu, że jestem pełna podziwu dla naukowców i inżynierów. Tekst uświadamia czytelnikowi, jak tęgich umysłów wymaga opracowanie sprzętu, który wytrzyma niesamowicie wysokie temperatury, ciśnienie i inne przeciążenia, jakim jest on poddawany w kosmosie. O wielu tych kwestiach nie miałam pojęcia, więc czytanie o nich było niezwykle ciekawe. Rakiety, wahadłowce, stacje kosmiczne, a nawet kosmiczny ekspres do kawy. To wszystko znajdziecie właśnie w tej książce. Ponadto autorzy sporo uwagi poświęcili tzw. "melodii przyszłości", a zatem planowanej stacji na orbicie księżycowej czy załogowym lotom na Marsa. Tym samym i marzyciele i realiści znajdą coś dla siebie:) Zgodnie z tytułem książki, poruszane zagadnienia ukazywane są w odniesieniu do człowieka - jego kosmicznych porażek i osiągnięć, marzeń i planów, możliwości i ograniczeń. Człowiek jest tutaj przedstawiany jako odkrywca i kosmiczny wędrowiec. Taki sposób opowiadania o kosmosie sprawia, że czytelnik znacznie bardziej angażuje się, również emocjonalnie, a to z kolei skłania do dalszych przemyśleń, samodzielnych poszukiwań i dyskusji.

Uważam, że ta książka to strzał w dziesiątkę. Jestem bardzo zadowolona z lektury. Czułam się tak, jakbym brała udział w konferencji naukowej. Zarówno pytania jak i odpowiedzi trzymają wysoki poziom od pierwszej do ostatniej strony. Ewelina Zambrzycka i Grzegorz Brona zbudowali wspaniałą atmosferę, która wyraźnie udziela się czytelnikowi. Podnoszące się w zdziwieniu brwi lub kąciki ust w uśmiechu - forma tej książki sprawdziła się świetnie i nie ma w niej absolutnie miejsca na nudę. Przyznam szczerze, że nie natrafiłam na żadne nużące czy zbyt długie fragmenty. Jest dokładnie tak jak być powinno. Układ rozdziałów został dobrze przemyślany - nie zaczynamy kosmicznej przygody od najcięższego kalibru. To również interesujące przejście od przeszłości, przez teraźniejszość aż do przyszłości. Fantastycznym rozwiązaniem okazały się zamieszczone w książce ramki z ciekawostkami - urozmaicają tekst i są naprawdę świetnie zredagowane.

"By śmiało dążyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek"




"Człowiek - istota kosmiczna" stanowi kolejny krok do popularyzacji wiedzy o kosmosie. To publikacja rzetelna, wnikliwa, ciekawa i napisana w przystępny sposób, dobra zarówno dla laików jak i tych, którzy częściej sięgają po kosmiczne książki. Wspaniale spędziłam czas. Szczerze polecam.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.


Data wydania: 17 lipca 2019
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 420

wtorek, lipca 16, 2019

#58 "Sekrety Julii" - Anna Płowiec

#58 "Sekrety Julii" - Anna Płowiec

Czasami przeglądając rodzinne pamiątki znajdujemy prawdziwe skarby. W zapomnianych szufladach czy pudłach kryją się okruchy wspomnień - przykryte warstwą kurzu i zapomnienia czarno-białe fotografie, pożółkłe listy, wyblakłe pocztówki z pozdrowieniami, zasuszone kwiaty oraz drobne przedmioty niegdyś bliskie sercu ich właściciela. Zdarza się, że odkrywają przed nami nieznaną historię, a wówczas głęboko ukryte tajemnice i przemilczane prawdy wyrywają się na wolność. Takie zagadki z przeszłości potrafią zburzyć spokój, na który pracowaliśmy latami. Ale czasami przynoszą też odpowiedzi na dręczące pytania, które tkwią głęboko w sercu. 

Już jutro swoją premierę będzie miała druga książka napisana przez Annę Płowiec, autorkę powieści zatytułowanej "W cieniu magnolii". "Sekrety Julii" zagoszczą na księgarskich półkach 17 lipca i z pewnością przyciągną wzrok nie tylko piękną, klimatyczną okładką, ale również obietnicą historii o wielkiej miłości, która rozkwitła na tatrzańskich szlakach. Książka ta stanowi kontynuację losów Alicji, bohaterki poprzedniej części serii, a właściwie jest prequelem - zabierze nas w przeszłość i odkryje przed nami lata młodości Julii, matki Alicji.

Pewnego dnia życie Alicji rozsypało się na kawałki. W wypadku samochodowym zginął jej ukochany mąż. Wraz z ośmioletnią córką Kasią musiały zmierzyć się z bólem i rozpaczą. I wtedy nieprzewidywalny los zadał kolejny druzgocący cios - po długiej i ciężkiej chorobie zmarła matka Alicji. Pogrążona w smutku kobieta nie wiedziała, jak udźwignąć ten ciężar. Pewnego dnia porządkując rzeczy matki, Alicja znajduje tajemnicze zdjęcie przedstawiające grupę młodych ludzi na tle tatrzańskich szczytów i Morskiego Oka. Wśród nich dostrzega swoją matkę i przystojnego blondyna. Odnajduje też listy zaadresowane do Julii. Czy mężczyzna ze zdjęcia może być jej ojcem? Czy warto rozgrzebywać przeszłość?

Przełom lat 60. i 70. XX w. - dwie przyjaciółki, studentki z Krakowa, przemierzają górskie ścieżki. Na swój cel obierają Dolinę Pięciu Stawów. O mały włos nie dochodzi do tragedii. Z opresji ratują je dwaj młodzi, przystojni mężczyźni. Julia wpada w oko jednemu z nich. Sylwek jest szarmancki, wysportowany i wyraźnie wzbudza zachwyt płci pięknej. Julia nie szuka miłości, jednak los ma inne plany. Spotykają się ponownie w Krakowie i niespodziewanie ich uczucie rozkwita. Czy miłość przetrwa? Jakich trudności doświadczą? Przed jakimi wyborami stanie Julia?



Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że na hasło "Tatry" zaczynam szybciej przebierać nogami;) To zdecydowanie jeden z moich ulubionych zakątków, miejsce do którego nieustannie wzdycham i tęsknię. Góry są bliskie mojemu sercu, zachwycają mnie swoim pięknem. Gdy tylko przeczytałam, że akcja książki rozgrywa się na tatrzańskich szlakach, ogarnęła mnie euforia - szum jodeł, zapierające dech w piersi krajobrazy, plusk wody w górskich potokach czyli ukochane Tatry w książce obyczajowej - nie mogło być lepiej. A otrzymałam jeszcze w bonusie piękny Kraków, który też zawsze odwiedzam z przyjemnością. Akcja książki rozgrywa się w latach PRL-u i ten klimat autorka również oddała doskonale. Choć nie mogę zdradzić wiele, z pewnością te niespokojne czasy wyraźnie wpłynęły na losy głównych bohaterów. Dodatkową zaletą jest zarysowanie w książce realiów środowiska studenckiego. Tło tej powieści bardzo przypadło mi do gustu.

Kto się lubi, ten się czubi. Chyba każdy z nas dobrze zna to przysłowie. A ono idealnie pasuje na opisanie początków znajomości Julii i Sylwka ;) Z każdą kolejną stroną ich relacja ulegała zmianie. I muszę przyznać, że z zainteresowaniem śledziłam rozkwit tej miłości - pierwszej, intensywnej, rozpalającej zmysły i niestety wystawionej też na próbę przez różne niesprzyjające okoliczności. Julia i Sylwek to postaci wzbudzające sympatię. Czytelnik angażuje się emocjonalnie w ich historię, razem z nimi przeżywa wzloty i upadki, kibicuje im i życzy jak najlepiej. Marzy o happy endzie jak w filmie romantycznym. Czy tak się rzeczywiście stanie? O tym musicie przekonać się sami.

"To była długa podróż. Naprawdę bardzo długa i bardzo trudna podróż - podróż w głąb siebie, w zakamarki swojego serca. Najtrudniej podróżować właśnie tam, mieć odwagę odkryć nieznane dotąd lądy, spojrzeć w oczy samemu sobie, podjąć wyzwania, którym trudno sprostać"

Pomysł na fabułę okazał się bardzo ciekawy. Ta historia mnie porwała i nie byłam w stanie odłożyć książki na bok. W pewnym momencie wszystkie elementy wskoczyły na właściwe tory, a fabuła obrała interesujący kierunek. "Sekrety Julii" pochłonęłam wówczas w ekspresowym tempie. Towarzyszyły mi radość, smutek, wzruszenie i refleksja. To zdecydowanie nie jest cukierkowa historia. Znajdziemy w niej samotność, trudne życiowe decyzje, stratę i tęsknotę. Julia wkraczając w dorosłe życie musiała zmierzyć się z wieloma przeciwnościami, a miłość, która pojawiła się niespodziewanie, przyniosła ze sobą nie tylko szczęście, ale też rozmaite komplikacje.

"A gdy zakwitną bzy..."


"Sekrety Julii" to słodko-gorzka opowieść o szukaniu prawdy, dorastaniu, sile miłości (również rodzicielskiej) i wewnętrznej sile. O podnoszeniu się po tragedii, kruchości życia, rozsypujących się marzeniach i bolesnej stracie. O nieprzewidywalnym losie, który raz daje szczęście, a innym razem je odbiera. Świetna propozycja dla romantycznych dusz oraz fanów powieści obyczajowych z miłością w tle. Ma czytelnikom wiele do zaoferowania. Czytałam z przyjemnością.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.


Data wydania: 17 lipca 2019
Wydawnictwo: Między Słowami
Liczba stron:  496

niedziela, lipca 14, 2019

#57 "Wszechświat jako nadmiar" - Marek Oramus

#57 "Wszechświat jako nadmiar" - Marek Oramus

"Trzeba było tak ogromnego nadmiaru masy, energii i czasu, aby w jednym miejscu Wszechświata wytworzyć cywilizację rozumną"

Marek Oramus, autor książki, jest polskim pisarzem fantastyki i publicystą. Na swoim koncie ma 16 publikacji, w tym dwie popularnonaukowe. Nie jest zatem naukowcem, astrofizykiem ani kosmologiem, lecz jak sam o sobie pisze "amatorem kibicującym nauce przez całe życie". I taki właśnie charakter ma jego nowa książka "Wszechświat jako nadmiar". Nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Definicje i opisy zjawisk fizycznych przedstawiane przystępnie, ale z naukowego punktu widzenia? Niezupełnie. Ten tytuł różni się nieco od typowych książek popularnonaukowych. "Wszechświat jako nadmiar" to zręczne i bardzo udane połączenie wiedzy i talentu dziennikarskiego. Czułam się tak, jakbym czytała fascynujący artykuł w książkowym formacie. Lekkie pióro, inteligentne i wnikliwe podejście do tematu, błyskotliwe spostrzeżenia - to elementy, na które czytelnik zwraca uwagę już od pierwszych stron.

Jak powstał Księżyc? Czy we Wszechświecie istnieją inne układy planet i gwiaz podobne do naszego Układu Słonecznego? Jaki jest sens Wszechświata? Czym jest czarna dziura? Czy Obcy wykreowani przez kulturę masową mogą mieć coś wspólnego z rzeczywistością?

Cały tekst podzielony jest na siedem rozdziałów stanowiących "małe opowieści o wielkim kosmosie": czas księżyca, ogród planet, wszechświat jako nadmiar, piękne umysły, koniec świata o dziewiątej, obcy naszych marzeń, nędza futurologii. W obrębie każdego z nich znajdziemy kilka bardziej szczegółowych zagadnień. Autor zastanawia się, jak wyglądałaby astronautyka, gdyby Księżyc nie istniał. Odsłania przed czytelnikiem kulisy amerykańsko-sowieckiego wyścigu na Srebrny Glob z uwzględnieniem uwarunkowań politycznych, społecznych i technologicznych. Dowiemy się, jak wyglądały działania, które poprzedziły wielki sukces, jakim niewątpliwie było pierwsze lądowanie na Księżycu w 1969 roku. W książce znajdziemy też strony poświęcone mitom i teoriom spiskowym dotyczącym wyprawy na Srebrny Glob oraz kwestiom związanym z lotami załogowymi na Marsa. W niektórych rozdziałach autor snuje rozważania o przyszłości - końcu świata, procesie kolonizacji kosmosu, istnieniu życia pozaziemskiego. Na stronach książki przewijają się znane postaci - Jurij Gagarin, Neil Armstrong czy Stephen Hawking.

Mamy tutaj zatem sporo różnych tematów, co czyni tę książkę jeszcze bardziej interesującą. Nie ma w niej chaosu - całość wydaje się dobrze przemyślana i spójna. To szerokie spojrzenie na miejsce ludzkości we wszechświecie zaprezentowane w błyskotliwy i kompetentny sposób.

Apollo 13, E.T., Armageddon, Arthur Clarke, Stanisław Lem...

Co jeszcze wyróżnia ten tytuł spośród innych? Marek Oramus wielokrotnie odwołuje się w swoich rozważaniach do zagadnień związanych z literaturą science-fiction. Choć nie jestem fanką tego gatunku, muszę przyznać, że takie nawiązania znacznie wzbogaciły i urozmaiciły tekst. Autor dokonuje przeglądu literatury i filmów SF, z którego możemy dowiedzieć się m.in., jak na przestrzeni minionych lat twórcy wyobrażali sobie Księżyc, kosmiczne podróże oraz wizję końca świata. Myślę, że dla miłośników SF i tematów astronomicznych to prawdziwa gratka, a i osobniki kompletnie zielone (jak ja;) również docenią zabiegi pisarskie autora.

"Prędzej czy później ludzkość, a może tylko jej część, będzie musiała wyprowadzić się z Ziemi. Tylko dokąd?"

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak może wyglądać życie na Ziemi za 30, 100 czy 200 lat? Takie wizje wydają się bardzo odległe i w zasadzie nie myślimy o nich zbyt często. Martwić się czymś, co nastąpi, gdy nas już tutaj nie będzie? Strata czasu? A może ludzka bezmyślność? Ostatni rozdział książki Marka Oramusa to doskonała okazja, żeby zatrzymać się na moment i pochylić nad przyszłością gatunku ludzkiego i naszej planety. Autor podejmuje kwestie dotyczące zmian klimatycznych oraz tych, które odnoszą się do różnych aspektów życia codziennego człowieka - telewizja, moda, kultura, komunikacja, relacje międzyludzkie. Zdecydowanie jest o czym dyskutować.

"Choć cały kosmos jest wystarczająco interesujący, to i tak Księżyca nic nie zastąpi"



Jedno jest pewne, Marek Oramus potrafi wspaniale dzielić się zdobytą wiedzą ubierając ją w słowa, które fascynują i pozwalają spojrzeć na różne kosmiczne kwestie z innej perspektywy. Erudycja obecna na kartach książki sprawiła, że "Wszechświat jako nadmiar" czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem. Cenię ludzi, którzy potrafią opowiadać o tym co ich fascynuje z prawdziwą pasją. I w tym właśnie przypadku zaangażowanie autora wyraźnie udziela się czytelnikowi. Połykamy bakcyla i pragniemy dowiedzieć się więcej i więcej i więcej... A różnych ciekawostek, których znajomością można zabłysnąć, w książce nie brakuje. Możemy czytać od pierwszej do ostatniej strony albo na wyrywki. Jedne rozdziały zachwycą nas bardziej niż inne. Coś nas zaskoczy albo skłoni do refleksji (a nawet zaniepokoi - poczułam się trochę nieswojo czytając o skutkach ewentualnego zderzenia Ziemi z innym obiektem;). Wspólnie z autorem możemy odkrywać Wszechświat. W codziennym życiu chyba nie poświęcamy mu zbyt wiele czasu. A warto, ponieważ kryje w sobie wiele piękna i tajemnic.

"Wszechświat jako nadmiar" nie jest propozycją przeznaczoną tylko dla miłośników kosmicznych tematów, lecz dla każdego ciekawego umysłu, którego fascynuje otaczający świat. To wspaniała kosmiczna podróż, którą odbyłam z przyjemnością. I dowiedziałam się naprawdę wiele. Przystępnie, ciekawie i różnorodnie, a zatem tak jak oczekiwałam. Naprawdę muszę częściej sięgać po takie książki. Zdecydowanie warto💙



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.




Data wydania: 25 czerwca 2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 448

sobota, lipca 13, 2019

50. rocznica lądowania na Księżycu - kosmiczna literatura

50. rocznica lądowania na Księżycu - kosmiczna literatura

Książki o kosmosie to absolutnie fantastyczna rzecz. Choć uwielbiam obserwować nocne niebo i szczerze zachwycają mnie wszelkie kosmiczne ciekawostki i zdjęcia, dopiero w zeszłym roku zaczęłam sięgać po książki w takiej tematyce. Dlaczego tak późno? Nie mam pojęcia. Może jak niektórzy byłam przekonana, że to dla mnie zbyt duży kaliber. Poza tym nie sposób uciec przed prawdą - orłem z fizyki nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę ;) I wiecie co? W przypadku takich kosmicznych książek nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Większość z nich napisana jest w bardzo przystępny sposób. A co ważne, potrafią zafascynować i zadziwić już od pierwszych stron. Wybór mamy ogromny - na księgarskich półkach znajdziemy biografie kosmonautów oraz literaturę popularnonaukową dla dzieci i dorosłych. Pamiętacie mój zachwyt nad książką "Wszechświat w twojej dłoni" Galfarda? Ten tytuł znalazł się w mojej wielkiej dziesiątce najlepszych książek przeczytanych w 2018 roku. I nadal polecam ją każdemu, jest tego warta (recenzję znajdziecie również na blogu). Kosmiczne książki wspaniale korygują nasz sposób postrzegania świata. Dzięki nim możemy nabrać dystansu i odpowiedniej perspektywy. Wszechświat zachwyca swoim pięknem i przeraża wielkością. Skrywa w sobie wiele tajemnic i pytań, na które wciąż nie znaleźliśmy odpowiedzi. Ale w dziedzinie astronomii i kosmonautyki też odnieśliśmy pewne sukcesy. 

"Mniej więcej 4 miliardy lat temu w naszą młodą planetę uderzyła inna, wielkości Marsa, odrywając ogromną część Ziemi. Przez kolejne tysiąclecia wszystkie odłamki skalne powstałe w rezultacie tej kolizji zbiły się w olbrzymią kulę, ta zaś znalazła się na orbicie naszej planety"
(fragment - "Wszechświat w twojej dłoni" Christophe Galfard)

Czy domyślacie się, o jakim ciele niebieskim jest mowa w tym fragmencie?
Bingo:) Tak właśnie narodził się Księżyc. Fascynujące, prawda? :)

I gdy komputery zajmowały całą ścianę, na ulicach spotkać można było "dzieci kwiatów" i trwała wojna wietnamska, Amerykanie wygrali kosmiczny wyścig i spełniło się jedno z ambitniejszych marzeń... 

"To jest mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości"


Te słowa doskonale kojarzy większość z nas. Wypowiedział je amerykański astronauta Neil Armstrong 21 lipca 1969 roku, gdy jako pierwszy człowiek w historii postawił stopę na Księżycu. I już za tydzień będziemy obchodzić 50. rocznicę tej wyjątkowej chwili. Lipiec to zatem doskonały czas na sięgnięcie po kosmiczną literaturę. Jest to także miesiąc wspaniałych premier. Na blogu w nadchodzącym tygodniu pojawią się dwie recenzje fantastycznych książek – „Człowiek – istota kosmiczna” oraz „Wszechświat jako nadmiar”. 

A już teraz serdecznie zapraszam was na krótki przegląd literatury, dzięki której inaczej spojrzycie na nocne niebo. Umysły ciekawe świata z pewnością będą zadowolone :) 

Wszechświat w twojej dłoni – Christophe Galfard

 
„Gdy wieczorami patrzysz w niebo, widzisz tylko tajemniczą i niepokojącą przestrzeń. Granatowa otchłań przetykana mrugającymi gwiazdami stanowi zagadkę, nad którą pewnie się zastanawiasz. Jednak naukowy język, którym zwykle opisuje się Wszechświat, sprawia, że zamiast zgłębiać teorię Wielkiego Wybuchu, czujesz, że zaraz wybuchnie ci głowa. Właśnie dlatego musisz przeczytać tę książkę. Christophe Galfard, uczeń samego Stephena Hawkinga, zabierze cię na niezwykłą wyprawę 10 milionów lat świetlnych od Ziemi, pokaże powierzchnię gasnącej gwiazdy lub zmniejszy cię do rozmiarów atomu. Dzięki sile wyobraźni, bez trudnych definicji i skomplikowanych obliczeń odkryjesz prawdziwe piękno Wszechświata.” (źródło: opis wydawcy) 

Wakacyjny przewodnik po Układzie Słonecznym -  Olivia Koski, Jana Grcevich


„Przygotuj się na podróż nie z tej ziemi! Wyobraź sobie wędrówkę po czerwonych, smaganych wiatrem równinach Marsa w poszukiwaniu śladów życia. Zaplanuj zwiedzanie jednego z 64 księżyców Jowisza, skąd będziesz miał najlepszy widok na szalejące na powierzchni planety wirujące burze. Jeśli zaś Twój budżet nie pozwala na takie szaleństwa, wyskocz na krótki urlop na Księżyc – zachwyci cię swoją majestatycznością i ciszą, jeśli tylko wybierzesz się poza sezonem. Spakuj tylko najpotrzebniejsze rzeczy: daruj sobie dodatkową parę skarpetek, za to zabierz koniecznie rzepy, taśmę klejącą i aparat fotograficzny – kosmiczne wakacje nie mają sensu, jeśli nie będziesz mógł pochwalić się przyjaciołom księżycowymi selfies. "Wakacyjny przewodnik po Układzie Słonecznym" to idealna pomoc przy planowaniu wyjazdu dla każdego ciekawego świata (i wszechświata) podróżnika, która pozwoli Ci dowiedzieć się, jak wygląda lot w kosmos, ile trwa i jakie atrakcje czekają na każdej z planet. Dzięki pięknym ilustracjom i pozaziemskim ciekawostkom poczujesz się w kosmosie jak w domu – nawet jeśli wyjazd nie dojdzie do skutku.” (źródło: opis wydawcy) 

Wszechświat i ja - Anderl Sibylle

 
"Jak wygląda wszechświat? Jak i dlaczego poruszają się galaktyki i wybuchają supernowe?
Zdawałoby się, że nauka dostarcza nam twardej wiedzy na ten temat w odróżnieniu od intuicyjnych wyobrażeń, jakie można mieć o świecie i kosmosie. Tymczasem to, co „wiemy” w sensie naukowym… jest często tylko najlepiej sprawdzającym się modelem. Zatem może wszechświat w rzeczywistości wygląda inaczej? Młoda filozofka i astrofizyczka Sibylle Anderl ukazuje kulisy pracy astrofizyków, którzy, wyposażeni w coraz bogatszą wiedzę i zaawansowany sprzęt badawczy, wyciągają detektywistyczne wnioski z drobnych poszlak, takich jak spektrum docierającego do nas światła gwiazd czy ich ruchy. A robią to wszystko po to, aby budować… nasze wyobrażenie o wszechświecie! Dzięki Anderl zyskujemy nowe spojrzenie na wiedzę astrofizyczną. Uczymy się znajdować mocne przesłanki do tworzenia jak najbardziej prawdopodobnego scenariusza kosmicznych wydarzeń. Stajemy naprzeciw wszechświata… jaki się nam jawi. Bo czy jakiś inny staje przed nami otworem?" (źródło: opis wydawcy) 

Astrofizyka dla zabieganych * Kosmiczne zachwyty - Neil de Grasse Tyson

 
"Jaka jest natura przestrzeni i czasu? Jakie jest nasze miejsce we wszechświecie? Jak wszechświat przenika nas samych? Jeżeli chcecie poznać przemawiające do wyobraźni, a zarazem konkretne odpowiedzi na te intrygujące i poszerzające horyzonty pytania, nie znajdziecie lepszego źródła niż książka napisana przez znanego amerykańskiego astrofizyka i bestsellerowego autora Neila de Grasse’a Tysona. Dziś mało kto ma czas na kontemplację kosmosu. Tyson dobrze o tym wie, sprowadza więc cały wszechświat na ziemię, pisząc o nim jasno i zwięźle, z błyskotliwym poczuciem humoru, w smakowitych rozdziałach, które możecie z łatwością pochłonąć w dowolnym czasie i miejscu waszego wypełnionego zajęciami dnia. Nieważne, czy właśnie czekacie na filiżankę porannej kawy, na przyjazd autobusu czy odlot samolotu – sięgnijcie po „Astrofizykę dla zabieganych”. Ta książka wyjaśni wam wszystko, czego potrzebujecie, by zyskać obeznanie z kosmosem… i zachwycić się nim!"  (źródło: opis wydawcy) 

Cena nieważkości. Kulisy lotu Polaka w kosmos - Kortko Dariusz, Pietraszewski Marcin


 
 "Lato 1976 roku. Rozkaz jest jasny, ale intrygujący. Każda polska jednostka wojsk lotniczych wytypuje swoich najlepszych pilotów. Mają się jak najszybciej stawić na badania w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej w Warszawie. Chodzi o testowanie maszyn najnowszej generacji. Wszystkich obowiązuje ścisła tajemnica, ale informacja wkrótce wycieka. Polska będzie miała swojego pierwszego kosmonautę! Fascynujący reportaż, który odsłania okoliczności polskiego lotu w kosmos w czerwcu 1978 roku. "Radziecki program kosmiczny Interkosmos, żelazna kurtyna, generał Hermaszewski, szaleńczy wyścig mocarstw, zwroty akcji. Rewelacyjna, wciągająca opowieść o drodze pierwszego polskiego kosmonauty, fantastycznie osadzona przez Autorów w kontekście lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku w Polsce i ZSRR. To gotowy materiał na film akcji. Przed rozpoczęciem lektury pożegnajcie się z rodziną na kilka długich godzin, bo nie odłożycie książki do ostatniej strony."  (źródło: opis wydawcy) 

Księżycowy pył. W poszukiwaniu ludzi, którzy spadli na ziemię - Andrew Smith


"Program amerykańskich lotów kosmicznych Apollo powstał w czasach, kiedy wydawało się, że ludzkość jest o krok od kolonizacji kosmosu, i trwał szaleńczy wyścig o pierwszeństwo we wszechświecie. W ciągu trzech lat, między 1969 a 1972 rokiem, dwudziestu czterech mężczyzn wyruszyło w najdłuższą, najniebezpieczniejszą i najbardziej niezwykłą podróż w dziejach: poza orbitę Ziemi. Dwunastu z nich postawiło stopę na Księżycu. Kosmiczni kowboje, bohaterowie pierwszego naprawdę globalnego wydarzenia medialnego, śledzonego na żywo przez setki milionów widzów na całym świecie. Od niemal pół wieku nikt nie powtórzył ich wyczynu. Smith postanowił dowiedzieć się, jak potoczyły się losy zdobywców Księżyca. Czy udało się im wrócić na Ziemię, czy już na zawsze zostali z głową z chmurach? Czy poznali odpowiedzi na palące pytania ludzkości, czy może przywieźli z kosmosu tysiące nowych wątpliwości? I co robić, jeśli najważniejsze wydarzenie w swoim życiu można już tylko oglądać we wstecznym lusterku?" (źródło: opis wydawcy)


Wszechświat jako nadmiar – Marek Oramus


„Książka składa się z „małych opowieści o wielkim kosmosie”, a także z tekstów o końcu świata, o naszych wyobrażeniach na temat kosmitów oraz o udanych i chybionych próbach przewidywania przyszłości. Przy okazji 50-lecia lądowania na Księżycu autor zastanawia się, jak wyglądałaby ziemska astronautyka bez tego ciała niebieskiego, jak przedstawiano Księżyc w literaturze SF i czy dojdzie wkrótce do nowego wyścigu na Srebrny Glob. Nie obawia się dywagować o sensie Wszechświata oraz o pomyśle, że jest to gigantyczny komputer, który coś oblicza. Tytułowy tekst stawia tezę, że potrzeba było tak ogromnego nadmiaru masy, energii i przestrzeni, by w jednym miejscu kosmosu powstała cywilizacja istot rozumnych. Nawet gdy autor bierze się za tematy podejmowane wcześniej w literaturze popularnonaukowej, czyni to w sposób odmienny od tradycyjnych ujęć. Wielokrotnie jego sądy idą pod prąd ustalonych poglądów. Dodatkową atrakcją jest odwoływanie się do literatury SF, która w ten sposób staje się tłem i kontrapunktem tych wywodów. Erudycja, kompetencja i szerokie spojrzenie na spektrum tematów związanych z miejscem ludzkości w kosmosie – oto zalety wyróżniające „Wszechświat jako nadmiar” z grona podobnych opracowań.” (źródło: opis wydawcy)

Człowiek – istota kosmiczna - Ewelina Zambrzycka, Grzegorz Brona


„50 lat temu stanęliśmy na Księżycu. Co dalej? Czy kiedyś złapiemy deszcz diamentów, który pada na Saturnie każdego dnia? Po co szukać wody na Marsie, skoro jest jej pod dostatkiem na księżycach Jowisza? Kiedy zamieszkamy w hotelach na orbicie Ziemi? Czy podróże w kosmos mogą wydłużyć życie człowieka? Astrofizyk, biznesmen, były szef Polskiej Agencji Kosmicznej, miłośnik The Big Bang Theory i Star Treka w rozpalającej wyobraźnię rozmowie o tym, jak fiction inspirowało science, dlaczego Elon Musk chce zbombardować Marsa i co wstydliwego zostawili astronauci na Księżycu. Inspirująca i zaskakująca książka zarówno dla marzycieli, jak i dla tych, którzy wiedzą, że na Ziemi zostało nam niewiele czasu. Kosmos – nasza jedyna przyszłość – jeszcze nigdy nie był tak dostępny.” (źródło: opis wydawcy)









Zachęceni? Ja myślę :) Sięgajcie po kosmiczne książki i dzielcie się wrażeniami. Kosmiczny tydzień czas start! :)













Copyright © kate in bookland , Blogger