piątek, sierpnia 30, 2019

#76 "Mgły Tangeru" - Cristina López Barrio

#76 "Mgły Tangeru" - Cristina López Barrio

"Mgły Tangeru" to piękna historia miłości i tajemnic w magicznym, kosmopolitycznym mieście z fascynującą przeszłością. Jej autorka, Cristina López Barrio, jest hiszpańską pisarką i prawniczką oraz finalistką nagrody Premio Planeta 2017.

Gorący romans, zaginiony kochanek, magiczne miasto i zapomniana tajemnica...

24 grudnia 1951 roku Paul Dingle zaginął w tangerskim porcie. Sześćdziesiąt cztery lata później Flora Gascon podejrzewa, że spotkała właśnie tego mężczyznę w Madrycie, gdy połączył ich romans. Niestety tajemniczy kochanek znika nie zostawiając Florze żadnej wiadomości. Jedyną wskazówką jest powieść "Mgły Tangeru", którą kobieta znalazła w hotelowym pokoju. Należała ona do zaginionego mężczyzny, a jej głównym bohaterem jest... Paul Dingle. Flora postanawia wyruszyć do Tangeru w poszukiwaniu autorki książki. Uważa, że tylko w ten sposób może dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest jej kochanek i gdzie obecnie przebywa.

"Książki już od dzieciństwa były jej pasją, sposobem na odseparowanie się od świata. Dzięki książkom nierzadko żyje życiem pełniejszym niż to właściwe, nudne, w którym dni przeciągają się niczym wieki, zrzucając ją w otchłań samotności"

Powieść w powieści... Brzmi dziwnie? Możliwe, ale efekt takiego pisarskiego "dwa w jednym" okazał się niezwykle ciekawy. Autorka umiejętnie przeplata dwie historie - Flory w czasach współczesnych oraz Mariny Iwanownej w latach 50. XX w. "Mgły Tangeru" to interesujące połączenie wątków romantycznych, historycznych oraz kryminalnych. Ta powieść ma dość złożoną strukturę ze stopniowo budowanym napięciem. Pióro autorki jest nieco ostrożne, ale też wnikliwe i eleganckie. Czytelnik stopniowo zatapia się w powieści i chłonie jej tajemniczą atmosferę. Sporo jest w niej wątpliwości i niedomówień. Z każdą kolejną przeczytaną stroną ta historia wciągała mnie bardziej. Zdecydowanie ma w sobie coś, co nie pozwoliło mi odłożyć jej na bok. Pełna jest głębszych przemyśleń, poetyckich odniesień oraz nostalgii i nie ma w niej miejsca na przesłodzone opisy czy lukrową otoczkę. Autorka stopniowo odkrywa elementy zagadki i prowadzi czytelnika do zaskakującego finału.

"Czy tego chcemy, czy nie, żyjemy według ograniczeń, które sami na siebie nakładamy, a poza nimi znajduje się jedna wielka niewiadoma. Trzeba mieć odwagę, by przekroczyć strefę komfortu"

Flora odbywa nieco surrealistyczną przygodę - udaje się do Maroka, ponieważ pragnie odnaleźć kochanka, który zniknął bez śladu. Szybko podjęta decyzja o podróży w poszukiwaniu człowieka, którego spotkała tylko raz. Szaleństwo? Miłość? A może to tylko sprytna wymówka, aby zerwać z dotychczasowym monotonnym życiem i nieudanym małżeństwem? Przygoda Flory ma znacznie głębszy wymiar niż może się początkowo wydawać. To sposób na odkrycie siebie na nowo i wyrwanie się z długiego życiowego letargu.


Ta książka to kulturowa mieszanka pełna wierzeń, zwyczajów, amuletów, starych mitów i niewyjaśnionych tajemnic. Ma wyjątkowy, egzotyczny klimat. Tanger ukazany został jako wielobarwna mozaika. Autorka wspaniale oddała jego marokańską atmosferę - bazary, kolory, przyprawy, zapachy, uliczny gwar... To wszystko ożywa na kartach książki i tworzy fantastyczne tło.

"Mgły Tangeru" to bardzo satysfakcjonująca lektura i cieszę się, że miałam okazję ją poznać. Urzekła mnie nieszablonową fabułą, egzotycznymi akcentami oraz ciekawym połączeniem wątków romantycznych, historycznych i kryminalnych. Spodziewałam się cukierkowej historii miłosnej, a otrzymałam piękną, tajemniczą i refleksyjną opowieść o podążaniu za pragnieniami, utraconych marzeniach, intrygach i namiętnościach oraz poszukiwaniu siebie i swojej drogi. To intrygująca książka i propozycja czytelnicza warta uwagi.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.



Tytuł oryginalny: Niebla en Tanger
Tłumaczenie: Katarzyna Kozioł Galvis
Data wydania: 17 lipca 2019
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 320

wtorek, sierpnia 27, 2019

#75 "Sekrety letniego ogrodu" - Hannah Richell

#75 "Sekrety letniego ogrodu" - Hannah Richell

Gdy zamykam oczy i myślę o książce "Sekrety letniego ogrodu" czuję słodki zapach kwiatów i drobinek kurzu unoszących się w powietrzu starego domu, zapach farb olejnych i terpentyny oraz chłodne podmuchy wiatru na skórze. Słyszę krzyk pawi oraz zgrzyt klucza przekręcającego się w zamku. Widzę promienie słońca przedzierające się przez uchylone zasłony oraz zielone, angielskie wzgórza. Ta książka ma w sobie wiele zapachów, smaków i obrazów. Przynosi ze sobą atmosferę tajemnicy, nostalgii, miłości i wspomnień. To historia pewnego domu i jego mieszkańców, ogromnej rezydencji nadgryzionej zębem czasu. Takiej, która widziała już wiele, a w swoich zakamarkach wciąż przechowuje okruchy wspomnień minionych dni.

Dziesiątego lipca nakładem Wydawnictwa Kobiecego ukazała się trzecia książka Hannah Richell, brytyjskiej i australijskiej pisarki oraz autorki bestsellerów. "Sekrety letniego ogrodu" zachwycają piękną okładką, kwiatowymi akcentami oraz obietnicą wyjątkowej historii dwóch kobiet i starej posiadłości skrywającej tajemnice.

Dwudziestosześcioletnia Lillian czuje się uwięziona w nieudanym małżeństwie z Charlesem Oberonem, bogatym mężczyzną dla którego od żony ważniejsza jest kolekcja obrazów. Kobieta zupełnie inaczej wyobrażała sobie wspólne życie. Na zaproszenie jej męża do rezydencji Cloudesley przybywa młody artysta, któremu Charles zleca specjalne zadanie - ma stworzyć wyjątkowe malowidła w pokoju przeznaczonym na kolekcję obrazów. Między Lillian i Jackiem rozkwita namiętne uczucie, które wywraca ich świat do góry nogami.

Maggie Oberon ucieka do Australii przed konsekwencjami podjętych decyzji. Pragnie zapomnieć o zerwanych zaręczynach i dawnym życiu. Choroba jej babci Lillian sprawia jednak, że dziewczyna postanawia wrócić do rodzinnego domu. Tymczasem rezydencja Cloudesley popada w ruinę i wymaga pilnych napraw. Maggie musi zmierzyć się z problemami finansowymi, opieką na starszą osobą oraz bałaganem, który zostawiła po sobie zanim wyjechała do Australii. Próbując ratować rodzinny majątek, odkrywa sekrety, które zmienią jej życie...

"Wyobrażam sobie, jakie to trudne: wiedzieć, kim jesteś albo kim chcesz być, skoro nigdy nie miałaś pełnego obrazu tego, skąd się wzięłaś..."

"Sekrety letniego ogrodu" to pięknie napisana powieść pełna lirycznych zwrotów i poetyckich słów działających na wyobraźnię, którymi można się niespiesznie delektować. Ma wyjątkowy klimat, interesującą fabułę i dobrze wykreowanych bohaterów. To taki styl pisania, który bardzo lubię. Maggie jest młodą kobietą rozdartą wewnętrznie między zobowiązaniami wobec rodziny i ukochanej babci, a marzeniami o wolności i życiu w zgodzie z samą sobą. Trudno jej znaleźć właściwą drogę. Jest zagubiona i targają nią wątpliwości. To takie pierwsze poważniejsze zderzenie z dorosłością - opieką nad chorym członkiem rodziny oraz problemami finansowymi, których źródło stanowi ogromny i wiekowy dom. Autorka pięknie ukazała emocjonalną więź między Maggie i Lillian, ich wzajemną, bezwarunkową miłość, troskę i lojalność. To takie rzeczy, które dodają siły do działania i ratują w trudnych, życiowych momentach. I jest jeszcze dom, który stał się niemal jednym z bohaterów tej historii. Na kartach książki wyraźnie czuć, jak ważny jest on dla Lillian oraz dla Maggie (głównie przez wzgląd na babcię). Historia Lillian złamała mi serce, wzruszyła i skłoniła do przemyśleń - o ulotności i nieprzewidywalności życia, stracie, samotności i utraconej miłości. To opowieść ze sporym ładunkiem emocjonalnym. W książce znajdziemy również pewien sekret, który wyraźnie wpłynął na życie głównych bohaterów. Z każdą kolejną stroną wszystkie elementy powoli wskakują na właściwe miejsca. Ta opowieść jest jak układanka składająca się z wielu małych części. Autorka umiejętnie przeplata przeszłość oraz teraźniejszość, tworząc w ten sposób interesującą i wieloaspektową opowieść w nostalgicznym klimacie. Fabuła z początku spokojna i dość powolna, z czasem przyspiesza i prowadzi do zaskakującego finału.

"Nie pozwól, żeby życie tak po prostu się toczyło. Sama spraw, żeby było cudowne. Żadnych połowiczności"


Ta książka została wręcz stworzona, by czytać ją w długie letnie wieczory lub jesienne popołudnia z kubkiem kakao w dłoni. Zauroczył mnie jej słodko-gorzki klimat i atmosfera tajemnicy, ktorą wyraźnie czuć od pierwszej aż do ostatniej strony. To historia refleksyjna i z przekazem. O utraconej miłości, trudnych decyzjach i ich konsekwencjach, znaczeniu rodziny i zobowiązaniach, cierpieniu, nadziei i szukaniu swojego miejsca. O przeszłości, która wpływa na naszą teraźniejszość, poczuciu winy i poświęceniu. Z przyjemnością śledziłam losy Maggie i Lillian. Ta historia przyniosła mi uśmiech, łzy i sporą garść przemyśleń. Trafiła do mojego serca. Polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.


Tytuł oryginalny: The Peacock Summer
Tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
Data wydania: 10 lipca 2019
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 424

piątek, sierpnia 23, 2019

#74 "Dama z wahadełkiem" - Paulina Kuzawińska

#74 "Dama z wahadełkiem" - Paulina Kuzawińska

Podróż w czasie do wiktoriańskiej Anglii? Poproszę♥️ Ta epoka pełna sprzeczności i konwenansów, słownego kamuflażu, poważnych dżentelmenów i powściągliwych dam zdecydowanie ma w sobie coś fascynującego. A jeśli dodamy do tego mroczną posiadłość, wrzosowiska i klify tonące w gęstej mgle, chłodne podmuchy wiatru wywołujące gęsią skórkę, seans spirytystyczny, zabłąkane dusze i tajemniczą, niespodziewaną śmierć, to otrzymamy rewelacyjną powieść w wyjątkowym klimacie. Siódmego sierpnia swoją premierę miała druga książka Pauliny Kuzawińskiej - "Dama z wahadełkiem". Muszę przyznać, że ta publikacja zaintrygowała mnie już w chwili, gdy tylko pojawiła się w zapowiedziach wydawniczych. Od kilku lat zaczytuję się w powieściach Kate Morton oraz Lucindy Riley i taki angielski, nieco mroczny klimat dawnych czasów jest mi bardzo bliski. "Dama z wahadełkiem" utrzymana jest w konwencji i stylu literatury gotyckiej. Autorka przenosi czytelników w sam środek kryminalnej zagadki. Niczym Sherlock Holmes będziemy odkrywać poszlaki i krętymi ścieżkami zmierzać do odkrycia prawdy. A to wszystko w atmosferze grozy i z wątkiem miłosnym w tle.

Młoda arystokratka Madeline przyjeżdża z Londynu do posiadłości swojej ciotki na Wzgórzu Mgieł. To tajemniczy wiktoriański dom otoczony wrzosowiskami. Madeline pragnie uleczyć złamane serce spędzając czas z ukochaną ciotką Hortense. W dniu jej przyjazdu, do posiadłości przybywają goście, by wziąć udział w seansie spirytystycznym. Madeline poznaje młodego i przystojnego mężczyznę - Gabriela Ackroyda, który przyprawia ją o szybsze bicie serca. Podczas wywoływania duchów dochodzi do tragedii - w tajemniczych okolicznościach umiera przyjaciółka ciotki Hortense. Czy jej duszę zabrały rozgniewane duchy zmarłych? A może dokonano sprytnego morderstwa? Jedno jest pewne - to dopiero początek dziwnych i tragicznych zdarzeń. Czy Madeline odkryje prawdę?


"Rozwiązanie ukaże się, kiedy opadną złudzenia"

Jaki ta książka ma klimat♥️ Atmosfera jest niemal tak gęsta jak mgła unosząca się nad wrzosowiskami. Paulina Kuzawińska stworzyła historię, która trzyma w napięciu od pierwszej aż do ostatniej strony. I choć nie przepadam za  kryminałami, ta powieść zachwyciła mnie stylem, w którym została napisana. Przypomina mi nieco klasyczne opowieści z dreszczykiem w klimacie książek Agathy Christie. A to jest zdecydowanie coś, co bardzo lubię. Niewyjaśnione i nadprzyrodzone moce, tajemnicze siły, dzika i nieokiełznana przyroda oraz walka dobra ze złem - kwintesencja grozy, którą czytelnik może poczuć podczas przewracania kolejnych stron. W tej książce jest tak wiele gotyckich smaczków, którymi można się niespiesznie delektować. Autorka zadbała o szeroki krąg podejrzanych wśród których możemy znaleźć stateczne damy, przystojnych dżentelmenów oraz płochliwe i tajemnicze pokojówki, a nawet Doktora Watsona ;) I jak to już bywa w wyższych sferach, sporo jest trzepotania rzęs, ukradkowych spojrzeń, nagłych omdleń i długich westchnień. Główna bohaterka to nieco zagubiona i niepewna siebie młoda kobieta. Jej postać dobrze obrazuje sprzeczności ówczesnej epoki i konflikt między sercem a rozumem oraz tym co realne i tym co duchowe. Madeline ma otwarty umysł, ale łatwo ulega emocjom. Zdecydowanie nadaje barw tej historii. A dzieje się naprawdę sporo. Paulina Kuzawińska wodzi czytelnika za nos, podrzuca mu fałszywe tropy i robi to z dużą subtelnością i elegancją. Okazuje się, że odkrycie prawdy wcale nie jest takie łatwe, jak z początku mogło się wydawać. Kryminalną zagadkę i tajemniczą atmosferę świetnie dopełnia nieszablonowy wątek miłosny. W takich okolicznościach nawet miłość podszyta jest grozą. Pełne niepokoju i niedomówień opisy oraz dialogi udzielają się czytelnikowi wzbudzając w nim poczucie zagrożenia i przerażenia. Fabuła prowadzi do zaskakującego zakończenia, a wtedy wszystko staje się jasne :)

"Miłość to ryzyko. Powierzasz swoje serce drugiemu człowiekowi, który na zawsze pozostanie dla ciebie w jakimś stopniu obcy. Dlatego miłość wymaga odwagi. Ale warto się na nią zdobyć"


Z nową książką Pauliny Kuzawińskiej spędziłam wiele dobrych chwil. Zaskoczyła mnie pozytywnie interesującą, misternie utkaną fabułą, barwnymi postaciami oraz mrocznym, angielskim klimatem. To świetna propozycja dla miłośników kryminałów i powieści w wiktoriańskim stylu. Bardzo polubiłam pióro autorki i z przyjemnością przeczytam jej kolejne książki. Fantastyczna powieść. Nie odłożycie jej, póki nie poznacie rozwiązania zagadki:) Serdecznie polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Lira.

Data wydania: 7 sierpnia 2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 336

środa, sierpnia 21, 2019

#73 "Kiedyś się odnajdziemy" - Gabriela Gargaś

#73 "Kiedyś się odnajdziemy" - Gabriela Gargaś

Czy można wybaczyć każdą krzywdę? Czy z każdą stratą można się pogodzić? Czy miłość i dobro zawsze zwyciężą nienawiść i zło? Jak znaleźć w sobie siłę, by dalej żyć mimo cierpienia i bolesnych wspomnień?

Dziś z wielką przyjemnością opowiem wam o książce, która absolutnie mnie zachwyciła. Wiele razy wspominałam już, że ten rok stanowi dla mnie czas odkryć literackich, a szczególnie dotyczy to polskich powieści obyczajowych. I wyobraźcie sobie, że trafiłam na kolejną perełkę. Pięknie napisana, pełna emocji i trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Magia. "Czarodziejka kobiecych uczuć" - jak to wspaniale pasuje do Gabrieli Gargaś. Jej nowa książka "Kiedyś się odnajdziemy" otwiera cykl zatytułowany "Saga Dobrzyńskich", a swoją premierę miała zaledwie klika dni temu, 14 sierpnia. Pierwsza rzecz, która zwraca uwagę to okładka - rewelacyjna kolorystyka, kwiatowe akcenty i wspaniale prezentujący się grzbiet. Takie małe dzieło sztuki, które wyjątkowo trafiło w mój gust i zaspokoiło wewnętrzną, okładkową srokę;) A to dopiero początek, ponieważ historia, która kryje się w środku, zachwyca już od pierwszych stron. Gabriela Gargaś, umiejętnie łącząc wątki historyczne i miłosne, stworzyła wieloaspektową opowieść osadzoną w trudnych czasach.

"Dobro i miłość - to one definiują podstawy naszego człowieczeństwa"

Janka ma zaledwie jedenaście lat, gdy jej spokojne dzieciństwo przerywają dramatyczne wydarzenia. Na Wołyniu dochodzi do makabrycznych zbrodni. Dziewczynka traci ukochanych rodziców, a młodszą siostrę zostawia u obcej kobiety. Obiecuje sobie, że kiedyś po nią wróci... Tymczasem los stawia na jej drodze inną małą dziewczynkę. Czy Janka pokocha ją jak własną siostrę?

W Warszawie Tadeusz poznaje piękną Annę i zakochuje się w niej bez pamięci. Niestety okazuje się, że dziewczyna spotyka się już z jego najlepszym przyjacielem. Czy ta miłość ma szansę rozkwitnąć? Wielkimi krokami zbliża się powstanie, które na zawsze zmieni losy bohaterów...

Po wielu latach drogi Janki i Tadeusza krzyżują się ze sobą. Są młodzi, ale przeżyli już tak wiele i doświadczyli strasznych rzeczy. Pojawia się między nimi uczucie. Czy odnajdą się w nowej rzeczywistości i stworzą szczęśliwą rodzinę? I co stało się z siostrą Janki? Czy przetrwała wołyńskie piekło? 

Życie w cieniu bolesnych wspomnień...

Muszę przyznać, że to jedna z lepszych polskich powieści obyczajowych, jakie kiedykolwiek czytałam. Jest w niej tak wiele rzeczy, które przypadły mi do gustu. Przede wszystkim rewelacyjnie zarysowane tło historyczne. Autorka zabiera nas w podróż do ogarniętych wojną Wołynia i Warszawy. Trudno opisać słowami to, co wydarzyło się na Wołyniu. Skala okrucieństwa poraża. Również Warszawa poniosła ogromne straty podczas powstania. Dzięki Gabrieli Gargaś możemy spojrzeć na te dramatyczne wydarzenia oczami głównych bohaterów. Autorka doskonale oddała klimat wojennej i PRL-owskiej rzeczywistości, umiejętnie łącząc aspekty polityczne, historyczne i społeczne z codziennym życiem głównych bohaterów. W książce znajdziemy tak wiele interesujących opisów - ich realność to ogromna zaleta. Będziemy zbierać polne kwiaty na wołyńskich łąkach, czuć promienie słońca na twarzy i zapach owocowych ciast, spacerować po warszawskich parkach, zaglądać w witryny sklepowe i lepić pierogi. Te wszystkie obrazy ożywają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i mamy je na wyciągnięcie ręki. Absolutnie idealne proporcje - niczego nie jest za dużo, ani za mało. Odbyłam fascynującą podróż w przeszłość. W książce wyraźnie czuć dbałość o szczegóły, pracę i serce, które Gabriela Gargaś włożyła w stworzenie tej powieści.


Uczucia, uczucia i jeszcze raz uczucia...

Autorka czaruje słowami i z wielką wrażliwością zagląda do serc swoich książkowych bohaterów. Ta powieść to istna karuzela uczuć - na kartach książki pojawiają się wszystkie ich odcienie. Dla wrażliwego serca to nielada wyzwanie;) Od radości i uśmiechu, przez niepokój, złość, lęk, gniew i wzruszenie, aż po smutek, żal i nostalgię. Znajdziemy tutaj wszystko. Bo nie sposób czytać obojętnie o tak skomplikowanych ludzkich losach i poplątanych życiowych ścieżkach. Bohaterowie książki doświadczyli strasznych rzeczy - walczyli i załamywali się, by po chwili znowu się podnieść i iść naprzód. Mieli wątpliwości, popełniali błędy, kochali i nienawidzili. Garbiela Gargaś pisze w niezwykły sposób o zwykłym życiu i zwykłych ludziach nadając im głębię i barwy.

To co w życiu jest najważniejsze...

Dramatyczne wybory i gwałtowne zwroty akcji - kto z nas nie lubi ich w książkach? Fabuła "Kiedyś się odnajdziemy" została fantastycznie poprowadzona. Z misternie utkanych wątków wyłania się historia rodzinna. Poznajemy wielu bohaterów, których poplątane losy krzyżują się ze sobą w niespodziewany sposób. Myślę, że podzielenie powieści na trzy części jest bardzo udanym pomysłem. Opowieść Gabrieli Gargaś przeczytałam jednym tchem i chyba w głębi serca wcale nie chciałam, żeby dobiegła końca. Ale to bardzo obiecujący początek dla kolejnych tomów serii. Sądzę, że jest jeszcze jedna rzecz, o której należy koniecznie wspomnieć. Ta książka ma refleksyjny i momentami nieco sentymentalny klimat. Nie brakuje w niej uniwersalnych myśli. Bo choć czasy się zmieniają, pewne wartości i życiowe rozterki pozostają takie same. To piękna historia o życiu mimo wszystko - mimo cierpienia, straty, bólu - na przekór piętrzącym się przeciwnościom, takie świadectwo wewnętrznej siły człowieka. Wiele ważnych rzeczy możemy wyczytać między wierszami, co stanowi ogromną wartość tej publikacji.

"Jak często zapominamy o tym, co jest ważne. O tym, by komuś podziękować za to, co dla nas robi. Bierzemy, bo zostaliśmy przyzwyczajeni do tej wyciągniętej dłoni, która nam tyle ofiarowuje. A wystarczy po prostu podziękować. Tak po ludzku okazać wdzięczność - mężowi, żonie, przyjacielowi czy dziecku"


"Kiedyś się odnajdziemy" to piękna i poruszająca saga rodzinna o miłości, która nigdy nie umiera, o nadziei, która zawsze tli się w sercu i o stracie, z którą trudno się pogodzić. O dramatycznych wyborach, poczuciu tożsamości, wyrzutach sumienia i przebaczeniu oraz o życiu w cieniu bolesnych wspomnień. Gabriela Gargaś podarowała czytelnikom historię, która na długo pozostaje w pamięci i chwyta za serce. Nie mogłam przestać o niej myśleć przez wiele dni, które minęły od przeczytania ostatniej strony. I bardzo cieszę się, że to dopiero początek. Z przyjemnością przeczytam kolejne części tej rewelacyjnej sagi. Czytajcie, naprawdę warto. Szczerze polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona. 



Data wydania: 14 sierpnia 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 448

niedziela, sierpnia 18, 2019

#72 "Był sobie pies 2" - W. Bruce Cameron /przedpremierowo/

#72 "Był sobie pies 2" - W. Bruce Cameron /przedpremierowo/

Lubicie psie opowieści? :) Już 4 września swoją premierę będzie miała druga część książki o pewnym wyjątkowym psie - "Był sobie pies 2". Jej autorem jest amerykański pisarz W. Bruce Cameron, który swoimi ciepłymi i uroczymi historiami trafił do wielu serc (i nie tylko tych należących do miłośników psów). Wyobraźcie sobie, że nie czytałam jeszcze książki "Był sobie pies", ale... oglądałam film (słynna zasada 'najpierw książka, później film' tym razem została przeze mnie totalnie zlekceważona;) W kinie zużyłam wszystkie chusteczki - ten film wycisnął ze mnie hektolitry łez i naprawdę bardzo ciepło go wspominam. Dlatego też bardzo ucieszyła mnie propozycja otrzymania egzemplarza drugiej części do recenzji. Czasami zdarza się, że kontynuacje książek nie wypadają już tak rewelacyjnie. Jak jest tym razem? Niedługo będziecie mogli przekonać się sami, ale mogę wam już zdradzić, że moje serce zostało zdobyte♥️ I bardzo się z tego cieszę, ponieważ w październiku "Był sobie pies 2" trafi do kin, a to oznacza, że mamy na co czekać :)

"Bo miłość psa jest wieczna..."

Książka Camerona to poruszająca historia niezwykłego psa - anioła stróża, opiekuna i wiernego przyjaciela. Na świat patrzymy oczami Koleżki, Molly, Maxa i Toby'ego - cztery imiona, ale ten sam pies. Powraca on na świat w różnych wcieleniach, ponieważ ma do wykonania pewną misję - za wszelką cenę pragnie chronić i strzec wnuczkę swojego ukochanego, zmarłego pana. Nastoletnia Clarity nie miała łatwego dzieciństwa. Wcześnie straciła ojca, a od matki nie zaznała ciepła i miłości. Gloria to narcystyczna kobieta, dla której najważniejsze są kariera, pieniądze i piękne stroje. Pewnego dnia Clarity poznaje szczeniaczka - suczkę o imieniu Molly. To spotkanie staje się początkiem pięknej przyjaźni. Molly powraca na Ziemię w kilku różnych wcieleniach, by chronić i towarzyszyć swojej ukochanej pani aż do jej ostatnich chwil..

Pięknie napisana - prosto i z przekazem. Mimo pozornej lekkości, autor z dużą subtelnością i delikatnością poruszył w książce fundamentalne życiowe kwestie takie jak sens naszego istnienia, miłość i troska o drugiego człowieka, osamotnienie, choroba i śmierć. Przewijają się one płynnie na kartach powieści sprawiając, że cała historia nabiera wyjątkowej głębi. W książce wyraźnie czuć miłość autora do czworonożnych stworzeń. Rewelacyjnie przedstawił nam psi sposób myślenia - pod tym względem narracja jest bardzo przekonująca. Z każdą kolejną przeczytaną stroną coraz bardziej zakochiwałam się w tej historii. A nie było to wcale trudne - główni bohaterowie wzbudzają sympatię. Czytelnik z dużym zainteresowaniem śledzi ich losy i trzyma kciuki z całych sił pragnąc szczęśliwego zakończenia. Bailey to taki wspaniały pies o wielkim, kochającym sercu, odważny, mądry i wierny. Między nim i Clarity powstała wyjątkowa więź.

"Nasze losy nierozerwalnie się ze sobą łączyły, więc skoro znowu się odrodziłem, moja dziewczynka wciąż musiała mnie potrzebować"


Książkę Camerona pochłonęłam w jeden dzień. To jedna z tych powieści, przez które przepływa się błyskawicznie. Autor ma bardzo przyjemny styl pisania, który może przypaść do gustu. I tak bardzo polubiłam tego wspaniałego psa♥️

"Był sobie pies 2" to ciepła i urocza opowieść o sile miłości i przyjaźni, wierności, zaufaniu oraz wyjątkowej relacji między człowiekiem i psem. O sensie życia i tym, co w nim najważniejsze. Dzięki tej książce możemy zupełnie inaczej spojrzeć na naszych czworonożnych przyjaciół. Historia stworzona przez Camerona doprowadziła mnie łez - wzruszyła i chwyciła za serce. Myślę, że to jedna z lepszych książek o psie, jaką kiedykolwiek czytałam. Jeśli pierwsza część jest chociaż w połowie tak dobra, nie mam wątpliwości - muszę ją również przeczytać. I z wielką niecierpliwością czekam na film. To wspaniała powieść, która wywoła na waszych twarzach uśmiech, przyniesie łzy i ogrzeje serca. Szczerze polecam.




Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.



Tytuł oryginalny: A Dog's Journey: Another Novel for Humans
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Data wydania: 4 września 2019
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 408


piątek, sierpnia 16, 2019

#71 "Na moment przed świtem" - Magdalena Wala

#71 "Na moment przed świtem" - Magdalena Wala

Czasami życie zmienia się z dnia na dzień. W jednym momencie obraca się o 180 stopni. I nic nie jest już takie jak dawniej... Czasami spotykamy na swojej drodze osobę, która podaje nam pomocną dłoń, gdy najbardziej tego potrzebujemy. I dzięki niej dostrzegamy szerszy obrazek - to czego nie widzimy na co dzień, skupieni na mało istotnych szczegółach. Tyle różnych ludzi i tyle różnych historii. Czy przeszłość ma wpływ na naszą teraźniejszość?

Powieści z historią w tle to jeden z moich ulubionych gatunków. Zawsze z wielkim zainteresowaniem poznaję losy ludzi, którzy żyli dawno temu. Ciekawią mnie ich codzienne zmagania, sposoby spędzania czasu, warunki bytowe, chwile radości i smutku, plany i marzenia oraz trudności, których doświadczali. Jak patrzyli wówczas na świat? Co było dla nich ważne? Przeszłość skrywa w sobie wiele historii - smutnych i radosnych. Dlatego właśnie nie trzeba było namawiać mnie do sięgnięcia po książkę "Na moment przed świtem", która 14 sierpnia miała swoją premierę. Niektórzy z was pewnie doskonale kojarzą autorkę - Magdalena Wala jest mysłowiczanką, pisarką oraz nauczycielką historii w szkole podstawowej, a w swoim dorobku ma już siedem powieści m.in. "Marianna"oraz "Rzymskie odcienie miłości". Książka "Na moment przed świtem" otwiera nowy cykl "Za zakrętem". I znamy już nawet tytuły kolejnych części ("Nazajutrz cię odnajdę" oraz "Ostatnia iskra nadziei"). To świetna wiadomość, ponieważ absolutnie nie mam ochoty rozstawać się z bohaterami, których niedawno poznałam :)

Agnes i Adriana. Dwie kobiety, których losy pewnego dnia nieoczekiwanie splatają się ze sobą. Dla jednej z nich to spotkanie stanie się początkiem ważnych życiowych zmian. Adriana już od dawna nie jest szczęśliwa - każdego dnia ciężko pracuje i spełnia polecenia apodyktycznego męża. I wcale nie uważa, że zasługuje na coś lepszego. Dopiero rozmowa z Agnes uświadamia jej, że życie ma do zaoferowania znacznie więcej i że warto o to walczyć. Agnes to starsza pani, Ślązaczka i sąsiadka Adriany. Aby poznać jej historię, przenosimy się do Mysłowic z początków września 1939 roku. Miasto zostało wówczas przyłączone do III Rzeszy, a ludność poddano intensywnej germanizacji. Wśród terroru i ponurej rzeczywistości Agnes musiała dokonywać trudnych wyborów oraz podejmować walkę o zachowanie tożsamości i wierność własnym ideałom. Adriana w opowieści staruszki odnajduje podobieństwa do własnego życia. Czy będzie szczęśliwa? Najpierw musi jednak uzyskać przebaczenie mężczyzny, którego dawno temu skrzywdziła, pojednać się z rodziną i rozwikłać sekrety z przeszłości...

"Czy bohaterstwo oznaczało śmierć na polu chwały w obronie wszystkiego, w co się wierzyło? (...) A może bohaterstwem jest walka o dobre życie dla najbliższych, o możliwość przetrwania pomimo niesprzyjających okoliczności? (...) A może to jedynie wymówka tchórza, ukryta za płaszczykiem podniosłych haseł?"

W ostatnich latach w moich rękach znalazło się sporo powieści, których akcja została osadzona w czasach drugiej wojny światowej, ale jeszcze nigdy miejscem opisywanych wydarzeń nie był Śląsk. Tymczasem Magdalena Wala zabiera nas w podróż do Mysłowic i z dużą wnikliwością odmalowuje tło historyczne koncentrując się na zwykłym, codziennym życiu w okupowanym mieście. Przenosi czytelników w trudne czasy zdominowane przez lęk i niepewność. Represje, prześladowania i aresztowania były wówczas stałym elementem życia mieszkańców. Wielu z nich, podobnie jak Agnes, musiało podejmować trudne decyzje w obronie własnej tożsamości. Ślązak, Polak czy Niemiec? Odpowiedź na to pytanie mogła skończyć się aresztowaniem, zesłaniem do obozu koncentracyjnego lub śmiercią. Autorka doskonale oddała nastrój panujący wówczas w mieście, a czytanie tej powieści jest jak podróż w czasie. Cieszę się, że miejscem akcji Magdalena Wala uczyniła Śląsk. To dla mnie duży powiew świeżości wśród publikacji o podobnej, wojennej tematyce. Przy okazji lektury uświadomiłam sobie, jak istotne jest poznawanie historii miejsc, w których mieszkamy albo które często odwiedzamy. Taka wiedza pozwala lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość i ludzi, których spotykamy na swojej drodze. Ogromną zaletą książki jest również dwutorowa narracja i płynne przeplatanie się przeszłości i teraźniejszości, co utrzymuje zainteresowanie czytelnika na wysokim poziomie. Ten zabieg sprawia, że książka "Na moment przed świtem" oprócz wątku wojennego może zaoferować czytelnikom znacznie więcej. Stanowi ona ciekawy wgląd w skomplikowane relacje rodzinne - presję i oczekiwania ze strony najbliższych, brak zrozumienia i wsparcia, jawne bądź ukryte pretensje i oskarżenia. Magdalena Wala umiejętnie wplata w fabułę kwestie związane z brakiem wiary we własne możliwości, co skłania czytelnika do przemyśleń. To zdecydowanie książka z przekazem.

"Dorosłe życie właśnie takie jest. Oznacza szereg niełatwych decyzji. Niektóre z nich wpływają jedynie na ciebie, kolejne dotyczą innych ludzi. Czasem, żeby zadowolić siebie, krzywdzisz innych. I niestety ponosisz tego konsekwencje. W innych przypadkach ranisz siebie, aby twoje postępowanie odpowiadało innym. (...) I jedno, i drugie czasem boli..."


"Na moment przed świtem" to słodko-gorzka historia pełna bolesnych wspomnień i wewnętrznych zmagań. Bardzo życiowa, pełna emocji i z nutką nostalgii. Ujmuje czytelników swoją realnością i staje się bliska sercu dzięki trudnym kwestiom, które porusza. To mądra i wieloaspektowa opowieść o miłości, przyjaźni, szukaniu swojego miejsca, trudnych decyzjach i ich konsekwencjach, samotności i wewnętrznym rozdarciu. Ta książka przynosi też nadzieję - na lepsze życie, szczęście i spełnienie marzeń. Bo na zmiany nigdy nie jest za późno... Mimo dość spokojnej i niespiesznej fabuły, książkę przeczytałam jednym tchem. Dostarczyła mi sporo różnych emocji i zachwyciła swoim refleksyjnym i nieco nostalgicznym klimatem. To obiecujący początek wspaniałej serii z zakończeniem, które rozbudza apetyt na więcej. Z przyjemnością przeczytam kolejne części i poznam dalsze losy Agnes i Adriany. "Na moment przed świtem" to interesująca propozycja dla miłośników powieści obyczajowych z historią w tle. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 14 sierpnia 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 344

wtorek, sierpnia 13, 2019

#70 "Anioł z Auschwitz" - Eoin Dempsey

#70 "Anioł z Auschwitz" - Eoin Dempsey

Literatura wojenna i obozowa to niezwykle wymagający gatunek. Autor często stąpa po kruchym lodzie, tym bardziej gdy łączy ze sobą fikcję i prawdę historyczną. Ale to również taka literatura, która z ogromną mocą trafia do naszych serc i porusza jego najczulsze struny. Druga wojna światowa przyniosła ze sobą cierpienie i śmierć. Rozdzieliła rodziny, często już na zawsze, a ci, którzy zdołali przeżyć musieli zmagać się z bólem, żalem, stratą i koszmarnymi wspomnieniami. Książka "Anioł z Auschwitz" przenosi nas w sam środek dramatycznych wydarzeń. Autor stworzył wyjątkową i wieloaspektową historię osadzoną w niezwykle trudnych czasach.

Wyspa Jersey, czerwiec 1924 rok. Losy dwojga sześciolatków, Christophera i Rebekki, krzyżują się po raz pierwszy. On wyciąga do niej pomocną dłoń, co staje się początkiem długiej i pięknej przyjaźni. A z niej po pewnym czasie rodzi się miłość - szczera, gorąca i gotowa przetrwać wszelkie przeciwności. Niestety sielankowe życie na wyspie kończy się wraz z początkiem wojny. Jersey dostaje się pod niemiecką okupację. Dla głównych bohaterów sytuacja staje się niezwykle trudna - Christopher jest Niemcem, a Rebecca Żydówką. Wkrótce dziewczyna zostaje aresztowana i wywieziona na kontynent, prawdopodobnie do któregoś z obozów koncentracyjnych. Christopher podejmuje dramatyczną decyzję - wstępuje do SS i trafia do Auschwitz. Pragnie za wszelką cenę odnaleźć i uratować ukochaną kobietę. Jednak to, co zastanie w obozie, na zawsze zmieni jego życie. Czy Christopher odnajdzie Rebeccę? A może zdoła uratować więcej niż jedno życie?

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam tytuł tej książki, pomyślałam, że to publikacja z gatunku literatury obozowej. Okazało się jednak, że bliżej jest jej do powieści historycznej z wojną w tle. Spora część opisywanych wydarzeń rozgrywa się bowiem na wyspie Jersey. I muszę przyznać, że bardzo przypadło mi to do gustu. Sądzę, że wątek miłosny głównych bohaterów wiele na tym zyskał. Brutalną, obozową rzeczywistość poznajemy oczami Christophera. Te mocno oddziałujące na wyobraźnię i poruszające sceny doprowadzają go niemal na skraj rozpaczy. Autor bardzo dobrze oddał nastrój tych dramatycznych momentów.

"Cóż z tego, że ocali ją, jeśli zatraci siebie?"


Dempsey umiejętnie poprowadził fabułę z wykorzystaniem retrospekcji. Najpierw wzbudza zainteresowanie czytelnika rozpoczynając książkę od opisu wydarzeń rozgrywajacych się w obozie koncentracyjnym Auschwitz, by po chwili wrócić do lat wcześniejszych - na wyspę Jersey, gdzie historia Rebekki i Christophera miała swój początek. Dempsey stopniuje napięcie i daje czytelnikowi czas na lepsze poznanie i nawiązanie więzi z głównymi bohaterami. Pojawia się coraz więcej uczuć, następuje ich kumulacja, aż wybuchają z całą mocą podczas czytania ostatnich stron. To naprawdę przemyślana oraz dobrze skonstruowana fabuła. I zrównoważona, ponieważ wątek miłosny nie dominuje i nie czyni z tej opowieści łzawego melodramatu.

"Christopher poszedł do łazienki i spojrzał na siebie w lustrze. (...) Zastanawiał się, czy Rebecca w ogóle go pozna. Bo on sam prawie się nie poznawał. Czy Rebecca będzie w stanie kochać człowieka, którym się stał?"

"Anioł z Auschwitz" to również niezwykle interesujące studium ludzkiej natury - dwuznacznej, skomplikowanej, pełnej wątpliwości oraz wszystkich odcieni szarości. To obraz rozdartego i zagubionego człowieka, który został rzucony w wir wojennej machiny. W tak ekstremalnych warunkach ujawniają się zarówno najgorsze i najlepsze cechy człowieka. Christopher podczas pracy w Auschwitz został poddany ciężkiej próbie. Czy będąc otoczonym ze wszystkich stron złem, okrucieństwem i bezwzglednością można zachować w sobie to, co najpiękniesze - dobro, wrażliwość, współczucie i miłość? Książka Dempsey'a po brzegi wypełniona jest wartościowymi i uniwersalnymi treściami. Ma ponadczasowy charakter, silnie przemawia do czytelnika i skłania go do refleksji.

"Ich czyny nie wyrządzą mi więcej krzywdy, a moje życie jest hołdem dla wszystkich, którzy zostali zamordowani na moich oczach"


"Anioł z Auschwitz" to poruszająca i zapadająca w pamięć opowieść o miłości, nadziei, trudnych decyzjach i walce o przetrwanie. Autor przywołuje na kartach książki jeden z najmroczniejszych momentów ludzkiej historii czyniąc go tłem dla opisywanych wydarzeń. Wykonał doskonałą pracę. I pomyśleć, że to debiut literacki. "Anioł z Auschwitz" ma w sobie wszystko to, co powinna mieć dobra powieść - interesującą fabułę, zwroty akcji, świetnie wykreowane postaci oraz cały wachlarz emocji - smutek, złość, wzruszenie i uśmiech. Mimo całego tragizmu, ta historia przynosi ze sobą nadzieję. Pokazuje, że nigdy nie wolno się poddawać i należy walczyć o każde życie. Wspaniała, wartościowa książka. Szczerze polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe.



Tytuł oryginalny: Finding Rebecca
Tłumaczenie: Mateusz Grzywa
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: 14 sierpnia 2019
Liczba stron: 300

sobota, sierpnia 10, 2019

#69 "Na podbój Księżyca" - Norman Mailer

#69 "Na podbój Księżyca" - Norman Mailer

"To jest mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości"

Trzy tygodnie temu obchodziliśmy
50. rocznicę lądowania na Księżycu. Z tej okazji na księgarskich półkach pojawiło się sporo interesujących publikacji. Jedną z nich jest książka "Na podbój Księżyca" wydana 23 lipca nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Dla miłośników kosmicznej literatury to wielka gratka. Stanowi ona wznowienie z 1978 roku. Jej autor, Norman Mailer, to amerykański powieściopisarz, eseista, dziennikarz i reżyser, dwukrotny laureat Nagrody Pullizera oraz jeden z prekursorów tzw. Nowego Dziennikarstwa (stylu publicystycznego opierającego się na stosowaniu literackich technik w reportażach i esejach). I postać dość kontrowersyjna, ponieważ w swojej twórczości często podejmował niewygodne tematy, krytykując ówczesny rząd, amerykańskie społeczeństwo i jego obyczaje. Będąc naocznym świadkiem lipcowych wydarzeń z 1969 roku, stworzył osobisty reportaż o pierwszym lądowaniu na Srebrnym Globie. Ta publikacja przez niektórych zachwalana, a przez innych krytykowana, stała się jednym z jego ważniejszych literackich dzieł.

Książka "Na podbój Księżyca" składa się z trzech części: Aquarius, Apollo i Wiek Aquariusa. Wspomniane części podzielone są na mniejsze rozdziały takie jak: Psychika astronautów, Najważniejszy tydzień, Psychika maszyn, Lądowanie, Sen na Księżycu oraz Pogrzeb nad brzegiem morza. To lektura dość sporych rozmiarów, liczy bowiem około 590 stron. Wspólnie z autorem wybierzemy się na Florydę, zwiedzimy Centrum Kosmiczne Johna F. Kennedy’ego, weźmiemy udział w konferencjach prasowych z udziałem załogi Apollo 11 oraz obejrzymy start rakiety Saturn V z astronautami na pokładzie. W kolejnych rozdziałach autor opisuje lot, lądowanie i powrót z Księżyca oraz podejmuje rozważania dotyczące technicznych, ekonomicznych i psychologicznych aspektów 
misji Apollo 11. 

Jak wyglądało lądowanie na Księżycu? Jakie działania na powierzchni Srebrnego Globu podjęli astronauci? Jakie groziło im niebezpieczeństwo? W jaki sposób wrócili na Ziemię?


Książkę Mailera przeczytałam już kilka dni temu, ale potrzebowałam trochę więcej czasu, żeby poukładać sobie w głowie to, co chciałabym tutaj o niej napisać. Ta publikacja nie jest typowym reportażem. Stanowi coś więcej niż tylko opis pierwszego lądowania na Księżycu. Wymaga skupienia i pełnego zaangażowania (nie jest lekturą, którą można przeczytać błyskawicznie, relaksując się na leżaku plażowym i popijając zimne napoje;) Autor porusza w niej wiele kwestii z pogranicza ekonomii, filozofii, polityki, socjologii i psychologii. To momentami dość wybuchowa mieszanka. Mailer usypia czujność czytelnika, by po chwili go zdenerwować, zszokować albo skłonić do przemyśleń. Jego relacja jest bardzo subiektywna i pełna odniesień do prywatnego życia (szczególnie dotyczy to pierwszej części książki). Dość często opisywane wydarzenia gubiły się po drodze w oparach megalomanii i wielkiego ego autora;) Norman Mailer wielokrotnie przeciągał strunę siląc się na dowcipny i ironiczny ton. I wyraźnie dawał do zrozumienia czytelnikowi, że to on, Norman, jest najmądrzejszy, a inni są zieloni jak szczypiorki na wiosnę i nie mają o niczym pojęcia. Muszę przyznać, że drażnią mnie nieco fragmenty, w których autor książki okazuje swoją wyższość. Z drugiej jednak strony myślę, że taki właśnie był sam Norman Mailer, a ten przewrotny oraz prowokujący styl przyniósł mu uznanie i rozgłos. Autor pisał o sobie w trzeciej osobie (jako Aquarius) i taki typ narracji wydał mi się dość niecodziennym zabiegiem pisarskim. Potrzebowałam nieco wiecej czasu, żeby móc do tego przywyknąć. Odnoszę wrażenie, że momentami Norman Mailer za bardzo koncentruje się na sobie, swoich przemyśleniach i nastrojach, a wówczas kwestie związane z lądowaniem na Księżycu schodzą na dalszy plan, czasami naprawdę daleki ;) Można więc powiedzieć, że to takie lądowanie na Srebrnym Globie oczami Normana Mailera;)

"Apollo 11 wystartował z Ziemi wśród grzmotu i orkanu, wśród precyzyjnie odmierzanych eksplozji, potoku informacji, w palenisku jego silników gorzał ogień o temperaturze dwóch tysięcy ośmiuset stopni, a ów lot (...) stanowił jednocześnie apogeum ogromnej ilości najcenniejszych i najdoskonalszych osiągnięć technicznych naszego stulecia"

W tekście silnie wybrzmiewają niepokój i wątpliwości autora dotyczące zasadności wyprawy na Księżyc. To nie jest laurka wystawiona astronautom i NASA. Mailer rozpatruje misję Apollo 11 w kontekście ówczesnej sytuacji politycznej, ekonomicznej i społecznej USA. Zagłębia się w szczegóły i odsłania nieznane aspekty zaglądając za kulisy. Odmalowuje obraz ówczesnego amerykańskiego społeczeństwa w dobie przemian, pełnego podziałów, wątpliwości i niepokojów. To książka napisana z rozmachem w dziennikarskim stylu, subiektywna i z wieloma osobistymi spostrzeżeniami autora. Z pewnością nie można odmówić Mailerowi elokwencji, błyskotliwości, humoru i satyry. Dla mnie najbardziej interesująca okazała się druga część zatytułowana "Apollo". Autor wnikliwie opisał w niej aspekty techniczne związane z przygotowaniem do startu, lotem oraz lądowaniem (poruszył m.in. kwestie paliwa, wykorzystanych materiałów, nawigacji, skafandrów).To taka pigułka wiedzy zaprezentowana w ciekawy sposób. Fantastycznym pomysłem okazało się również zamieszczenie w książce fragmentów rozmów przeprowadzonych podczas trwania misji między astronautami a bazą w Houston. Druga część najbardziej przypadła mi do gustu z jeszcze jednego powodu - Mailer stworzył w nim psychologiczne profile astronautów. Analizie zostały poddane ich cechy charakteru oraz przekonania. W jaki sposób wybrano członków załogi Apollo 11? Czy stanowili zgrany zespół? Czym różnili się między sobą? Co zabrali ze sobą na Księżyc i dlaczego? Jak Collins radził sobie z faktem, że jako jedyny z całej trójki nie stanie na Księżycu? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy właśnie w drugiej części książki Mailera.


Trudno dokonać jednoznacznej oceny tej książki. To taka sinusoida, która ma swoje dobre (a nawet wybitne) i gorsze momenty. Odbiór publikacji Mailera zależy również od oczekiwań czytelnika. Należy wziąć pod uwagę, że nie jest to typowy reportaż opisujący jedynie etapy misji Apollo 11, lecz tekst subiektywny i wzbogacony o liczne refleksje autora. "Na podbój Księżyca" można pokochać albo znienawidzić ;) Jak jest ze mną? Cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z tym tekstem. O wielu kwestiach np. technicznych nie miałam pojęcia. Ta książka skłoniła mnie również do przemyśleń i dalszego pogłębiania tematu. "Na podbój Księżyca" to z pewnością propozycja czytelnicza godna uwagi, szczególnie dla miłośników kosmicznej tematyki.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



Tytuł oryginalny: Of a Fire on the Moon
Tłumaczenie: Ewa i Lesław Adamscy
Data wydania: 23 lipca 2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 592

środa, sierpnia 07, 2019

#68 "Wariat na wolności. Autobiografia" - Wojciech Eichelberger /przedpremierowo/

#68 "Wariat na wolności. Autobiografia" - Wojciech Eichelberger /przedpremierowo/

Pewnego pochmurnego, wrześniowego dnia wybrałam się do miejskiej biblioteki. Właściwie nie miałam w głowie konkretnej listy książek, które chciałabym wypożyczyć. Uznałam, że wybiorę spontanicznie, zresztą buszowanie między regałami zawsze sprawia mi dużo radości. Poszukiwania zaprowadziły mnie do regału oznaczonego jako biografie. W ręce wpadła mi autobiografia Nicka Vujicica (jeśli jeszcze o nim nie słyszeliście, to serdecznie polecam ;). W bibliotece nie byłam sama - obok w dziale z kryminałami półki przeszukiwał młody mężczyzna, na oko w podobnym wieku. I nagle zadał mi pewne pytanie: "Dlaczego lubi Pani czytać o szczegółach z życia innych ludzi? Po co zawracać sobie tym głowę, skoro mamy własne życie?" Ta sytuacja skłoniła mnie do przemyśleń. Biografie już od wielu lat stanowią dla mnie atrakcyjny gatunek literacki. Czy nie pomagają one spojrzeć na nasze własne życie z innej perspektywy? Lepiej je zrozumieć? I czy to właśnie życie nie pisze często najciekawszych historii? Autobiografia to szczególna publikacja. Mamy okazję poznać nie tylko losy autora, ale też jego przemyślenia, poglądy i sposób patrzenia na świat. Czy łatwo napisać dobrą autobiografię? Szczerą, bez upiększeń i nadęcia, ale jednocześnie inspirującą i interesującą dla czytelnika? Nie miałam okazji sprawdzić tego osobiście ;D Ale jakiś czas temu w moich rękach znalazła się pewna fascynująca autobiografia, którą czytałam z dużym zainteresowaniem.

Książka "Wariat na wolności" pojawi się w księgarniach już 14 sierpnia. Wojciech Eichelberger jest znanym polskim psychologiem, psychoterapeutą, pisarzem i coachem, współtwórcą Laboratorium Psychoedukacji oraz innowacyjnego Instytutu Psychoimmunologii IPSI, a także autorem wielu książek, artykułów i felietonów z dziedziny psychologii. Prowadzi warsztaty i szkolenia, a w 2011 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. To nie było moje pierwsze spotkanie z twórczością Wojciecha Eichelbergera - kilka lat temu w trakcie studiów pedagogicznych miałam okazję siegnąć po książki "Jak wychować szczęśliwe dzieci" oraz "O co pytają dzieci? O miłości i wychowaniu". I to były bardzo interesujące lektury. Autobiografia "Wariat na wolności" przeszła długą drogę zanim trafiła do rąk czytelników. Ale efekt końcowy zasługuje na uznanie.

"Dociera do mnie, że cierpienie, ból, lęk, śmierć tak samo jak chwile szczęścia, radości i spokoju są równoprawnymi przejawami mojego istnienia, że życie jest spektaklem, który ma różne fazy, odsłony i klimaty, a ocenianie go i recenzowanie, narzekanie i chwalenie nie mają żadnego sensu. Sens mają jedynie zachwyt i wdzięczność"


Wyobraźcie sobie, że siada przed wami Wojciech Eichelberger i w luźnej rozmowie dzieli się z wami przemyśleniami na temat najważniejszych spraw w życiu. Rozmowa trwa i twa, ale nie macie wcale dosyć. Jest mądrze i refleksyjnie, czasami zabawnie, a czasami gorzko. Łapiecie złote myśli i chłoniecie wszystko jak gąbka.

"Czy istnieje w twojej profesji jakieś skrzywienie zawodowe? Czy uważasz, że twoja młodość była wariactwem? Nie miałeś żadnych obaw, że buddyzm to kolejna ideologia, która przyniesie ci rozczarowanie? Co w życiu jest ważniejsze niż szczęście?"

Autor zabiera nas w fascynującą podróż, odsłaniając kulisy swojego życia. Wspomina o rodzinnych korzeniach, pochodzeniu matki i ojca, okolicznościach, w których przyszedł na świat. Przywołuje z pamięci powojenną i PRL-owską rzeczywistość. Z dużą wnikliwością analizuje swoje relacje z matką oraz snuje rozważania dotyczące dorastania bez ojca. Opowiada o burzliwym wkraczaniu w dorosłość, pierwszych miłościach, wyborze ścieżki zawodowej, poszukiwaniach duchowych, małżeństwie i dzieciach. Ponadto w książce znajdziemy rozdział poświęcony psychoterapii z uwzględnieniem jej roli oraz znaczenia we współczesnym świecie. Autor dzieli się z czytelnikami swoimi poglądami na temat procesu psychoterapeutycznego oraz relacji z pacjentem. Ostatnie strony poświęcone zostały rozważaniom na temat starości, cierpienia i śmierci. Tekst książki urozmaicono fragmentami wywiadów z autorem przeprowadzonych przez Wojciecha Szczawińskiego. "Wariat na wolności" to 347 stron bogatej, interesującej i refleksyjnej lektury.

Wielką zaletą publikacji jest atmosfera i ton, w których została napisana. Bez nadęcia i z dystansem. Wyraźnie widać, że autorowi, mimo licznych sukcesów zawodowych, woda sodowa nie uderzyła do głowy. Ta autobiografia nie jest podszyta megalomanią i arogancją. Wojciech Eichelberger nie ukrywa, że jak każdy z nas ma wady i popełnia błędy. Nie próbuje moralizować i nie osądza. Zachęca czytelnika do dialogu z samym sobą, dzięki czemu ta autobiografia zyskuje refleksyjny i nieco uniwersalny charakter. Z całą pewnością przy okazji lektury możemy zastanowić się nad własnym życiem i jego różnymi aspektami. Ponadto kontekst psychologiczny obecny na kartach tej książki sprzyja przemyśleniom i podróży w głąb samego siebie. Autor jest wnikliwym obserwatorem i umiejętnie analizuje wydarzenia ze swojego życia z wykorzystaniem wiedzy psychologicznej. Pisze o zwykłych rzeczach z dużą elokwencją i dystansem. Widać, że za słowem pisanym kryje się bystry umysł. Wojciech Eichelberger daje się poznać jako inteligentny, wrażliwy i życzliwy człowiek, a jego autobiografię czyta się jednym tchem.

"Bezwzględna rywalizacja oddala ludzi od siebie, bo aktywuje w nas pierwotne, archaiczne popędy i emocje, czyli tak zwany gadzi mózg, który nie zna współczucia, empatii ani poświęcenia. Myślę, że dlatego tak trudno dzisiaj o zaufanie społeczne, synergię, współpracę i trwałe więzi"


"Wariat na wolności" to inspirująca i wciągająca historia człowieka, który ma odwagę, żyć tak, jak chce, w zgodzie z samym sobą. Interesująca propozycja dla psychologów i psychoterapeutów, ale nie tylko - to książka przede wszystkim o życiu i jego różnych aspektach i o tym, co w nim najważniejsze, więc może ją docenić każdy z nas. I wszyscy mamy szansę, by odnaleźć w niej coś cennego. Polecam.

Premiera 14 sierpnia⭐


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

 

Data wydania: 14 sierpnia 2019
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 352

niedziela, sierpnia 04, 2019

#67 "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości" - Agnieszka Cubała

#67 "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości" - Agnieszka Cubała

"Ta nasza miłość jest najdziwniejsza,
bo przyszła do nas z grzechotem salw,
bo nie wołana, a przyszła pierwsza,
gdy ulicami szedł wielki bal.
Szła z nami wszędzie, przez dni gorące,
gdy trotuary spływały krwią,
przez dni szalone, gwiaździste noce,
była piosenką, uśmiechem, łzą"

W 1944 roku wśród ruin płonącej stolicy, wybuchających bomb, pod niemieckim ostrzałem i w obecności śmierci czającej się w każdym rogu, rozkwitała miłość. Miłość? Tak czytelniku, miłość. I to wyjątkowo trudna miłość, bo istniejąca w ekstremalnych warunkach i wystawiona na ciężką próbę. Jak to możliwe, że w tej wojennej zawierusze znalazło się dla niej miejsce? Czy można było myśleć o własnym szczęściu, gdy na ulicach ginęli ludzie, a świat rozsypywał się w drobny mak? Książka Agnieszki Cubały daje nam odpowiedź. To właśnie miłość często podtrzymywała na duchu i dodawała sił do walki. Stanowiła ucieczkę od przykrej rzeczywistości pełnej śmierci, cierpienia, niepewności i nieustannego zagrożenia. Była chwilą przyjemności w morzu bólu i promykiem nadziei w wojennym mroku. Miała różne odcienie, a doświadczali jej powstańcy i cywile, młodzi i starsi. I choć o Powstaniu Warszawskim napisano już wiele, wciąż istnieją historie, które czekają na odkrycie.

Gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych książkę "Miłość '44", wiedziałam, że nie będę mogła przejść obok niej obojętnie. Autorka, Agnieszka Cubała, jest pasjonatką historii Powstania Warszawskiego oraz autorką wielu publikacji poświęconych tej tematyce m.in. "Igrzyska życia i śmierci. Sportowcy w Powstaniu Warszawskim", "Ku wolności", "Sten pod pachą, bimber w szklance, dziewczyna i... Warszawa". 16 lipca nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka na księgarskie półki trafiła "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości". Stanowi ona wyjątkowy zbiór opowieści o pierwszych młodzieńczych porywach serca, seksie, który często stawał się namiastką bliskości oraz o dojrzałej miłości gotowej przetrwać wszystkie próby. To czterdzieści cztery powstańcze wspomnienia zwykłych warszawiaków, żołnierzy i cywilów, poetów i artystów. Książka Agnieszki Cubały została pięknie wydana - w twardej oprawie i uzupełniona fotografiami, które doskonale dopełniają obraz wyłaniający się z kart tej publikacji.

Poznamy Basię i Krzysztofa Baczyńskich, których połączyła poezja oraz Alicję i Bolesława, którzy pobrali się w szpitalnej kaplicy wśród zapachu środków dezynfekujących, za obrączki mając dwa kółka odcięte z wiszącej firanki (warto wspomnieć, że to jeden z bardziej znanych powstańczych ślubów, a zdjęcie młodej pary możemy zobaczyć na okładce książki). Wśród wspomnień znajdziemy też historię trudnej miłości Haliny i Romana "Bratnego" oraz relację z powstańczego ślubu Wandy i Tadeusza Gajcego. A to tylko kilka wybranych opowieści, o których możemy przeczytać w książce.


Jak wyglądał powstańczy ślub? Wanda Suchecka trzymała w dłoniach doniczkę kwiatów zdjętych z okna, Jadwiga i "Jan Nowak" Jeziorańscy szli do ołtarza po podłodze zasłanej potłuczonym szkłem witrażowym, a Maria Nowotna wystąpiła w żółtej jedwabnej bluzce uszytej ze spadochronu zrzutowego.
Co otrzymywała para młoda w prezencie ślubnym? Kilka kolorowych mydełek? Paczkę naboi pistoletowych? Tuzin chusteczek do nosa? Ciepłe skarpety? Jednodniową przepustkę, by móc nacieszyć się swoją obecnością?
Na przyjęciu weselnym goście częstowali się kanapkami z czarnego chleba, konserwami, plasterkami pomidora lub naparstkami prawdziwej czarnej kawy. Okoliczności i warunki nie sprzyjały zawieraniu ślubów, ale miłość i tak potrafiła znaleźć właściwą drogę.

"W naszym ślubie było znacznie więcej treści, a znacznie mniej formy w porównaniu z dzisiejszymi ślubami. To była decyzja. To była przysięga. To była deklaracja, którą trzeba wypełnić"

To nie są słodkie i romantyczne historie. W tak trudnych okolicznościach nie mogły takie być. I nie wszystkie doczekały się szczęśliwego zakończenia. To często opowieści o uczuciu młodych ludzi dopiero wkraczających w dorosłość. I o wspólnym życiu, które kończyło się zanim na dobre się zaczęło. To była miłość niespokojna i pospieszna w cieniu śmierci, obecna w prostych gestach, uśmiechu i trosce o drugą osobę, w szklance kompotu, bukiecie polnych kwiatów, ciepłym swetrze i kromce chleba. "Miłość '44" to taka szkatułka poplątanych ludzkich losów oraz wspomnień - pięknych, tragicznych, gorzkich, wzruszających i niezapomnianych.

"Trwała wojna, a we mnie buzowała radość życia. Janusz mnie kochał. I tylko to się wtedy liczyło"

Na "Miłość '44" składają się czterdzieści cztery słodko-gorzkie historie - zdarzyły się one prawdziwym ludziom w prawdziwych czasach. Zostały przedstawione bez idealizacji i nadmiernej egzaltacji czy przerysowanego dramatyzmu. I wcale tego nie potrzebują, by przemówić do czytelnika z ogromną mocą. Trafiają prosto w serce i zapadają w pamięć, a to co najważniejsze często kryje się między wierszami. Wielką zaletą tej publikacji jest jej przekrojowy charakter. Dzięki temu czytelnik zyskuje szerszą perspektywę i może poznać różne odcienie powstańczej miłości - chwilowego zauroczenia, fizycznej bliskości, głębokiego i szczerego uczucia przerwanego śmiercią lub trwającego lata.

"W czasie powstania miłość trzeba było przeżywać jak najprędzej, nie tracąc pięknych chwil"


Czytelnicy otrzymali garść wspomnień, które warto ocalić przed zapomnieniem. "Miłość '44" to zdecydowanie jedna z ważniejszych powstańczych publikacji, jakie miałam okazję poznać. Odsłoniła przede mną inne oblicze Powstania Warszawskiego - jeszcze bardziej intymne i ludzkie. Ale podkreśliła też tragizm wyjątkowego pokolenia osób, którym wojna usiłowała odebrać młodość i marzenia. Niestety często z powodzeniem. Co w życiu jest najważniejsze? Może właśnie miłość... Książka Agnieszki Cubały to doskonała propozycja czytelnicza dla miłośników historii, okresu drugiej wojny światowej oraz Powstania Warszawskiego, a także dla każdego, kto pragnie poznać opowieści o trudnej miłości rozkwitającej w burzliwych czasach. Doskonała lektura ze sporym ładunkiem emocjonalnym - warto przeczytać. Z całego serca polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.


Data wydania: 16 lipca 2019
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 462

sobota, sierpnia 03, 2019

#66 "Labirynt fauna" - Guillermo del Toro, Cornelia Funke

#66 "Labirynt fauna" - Guillermo del Toro, Cornelia Funke


"Dawno, dawno temu, kiedy las był młody,
stanowił dom dla stworzeń,
pełnych magii i cudów"

Kilka dni temu w moich rękach znalazła się pewna wyjątkowa książka. Tylko spójrzcie na jej okładkę. To takie małe dzieło sztuki, które intryguje i zachwyca. I stanowi też obietnicę magicznej podróży do świata, w którym wszystko jest możliwe. Autorami "Labiryntu fauna" są Guillermo del Toro, reżyser i scenarzysta znany między innymi za sprawą swoich filmów "Hellboy" i "Kształt wody" oraz Cornelia Funke, pisarka, którą można kojarzyć z bestsellerowych książek "Smoczy jeździec" czy "Atramentowe serce". Jestem pewna, że wielu z was doskonale pamięta hiszpański film fabularny "Labirynt fauna" z 2006 roku. Czy można z powodzeniem przekształcić film w słowo pisane? Jak najbardziej. Co ciekawe ta książka nie stanowi jedynie opowieści stworzonej na podstawie scenariusza filmu. Autorzy podarowali nam znacznie więcej. "Labirynt fauna" to istna eksplozja kreatywności. Nie przypuszczałam, że tak bardzo przypadnie mi do gustu. Jak wiecie nie jestem wielką miłośniczką fantastyki, ale uważam, że połączenie w tej historii tego co rzeczywiste z tym co magiczne zasługuje na pochwałę. To doskonałe proporcje, które sprawiają, że przepis na "Labirynt fauna" okazał się tak bardzo udany.

Mała dziewczynka w świecie przemocy, zła i śmierci...

Hiszpania, 1944 rok. Czasy dyktatorskich rządów Francisco Franco. Trzynastoletnia dziewczynka Ofelia wraz z ciężarną matką przybywa do starego młyna - domu, w którym stacjonuje jej ojczym kapitan Vidal. Mężczyzna jest wyjątkowo brutalny i z wielkim oddaniem wykonuje swoje zadanie - ma oczyścić okoliczne tereny z partyzantów, którzy sprzeciwiają się nowemu ustrojowi. Ofelia i jej matka nic dla niego nie znaczą. Interesuje go wyłącznie dziecko, upragniony syn, którego ma niebawem urodzić Carmen. Ofelia nie może odnaleźć się w nowym miejscu. Ojczym wzbudza w niej niechęć i lęk. Niepokoi się również o matkę, która nie znosi zbyt dobrze ciąży. Dziewczynka tęskni za dawnym życiem i ukochanym, zmarłym ojcem. Ale jak to już bywa w baśniowym świecie, z pomocą przychodzą jej wróżki i tajemniczy faun. Jest też labitynt, który skrywa w sobie pewien sekret i historię zaginionej księżniczki mającej nadzieję na powrót do domu. Faun podaruje Ofelii tajemniczą księgę, w której znajdzie trzy zadania do wykonania. Czy dziewczynka odnajdzie Podziemne Królestwo? I jak poradzi sobie w domu bezwzględnego Vidala?

Niech was nie zwiedzie piękna okładka oraz fauny i wróżki ;) To zdecydowanie nie jest opowieść przeznaczona dla dzieci, lecz dla starszego odbiorcy. "Labirynt fauna" stanowi przejmujący obraz wojennej rzeczywistości pełnej przemocy, strachu, niepewności, zła i przelanej krwi. Patrzymy na nią oczami trzynastoletniej dziewczynki, która wciąż ma w sobie ogromne pokłady dobra i niewinności, a magiczny świat stanowi dla niej schronienie - ratunek, którego tak bardzo potrzebuje. Ofelia z dużą wnikliwością i spostrzegawczością obserwuje otaczających ją dorosłych. A w "Labiryncie fauna" nie brakuje wyrazistych postaci.

"Książki potrafiły powiedzieć tak wiele o tym świecie i o odległych miejscach, o zwierzętach, roślinach, gwiazdach. Mogły stać się oknami i drzwiami, papierowymi skrzydłami, które pomagały odlecieć"

Ta baśń została pięknie napisana. Z łatwością przenosi nas do mrocznego i rozdartego wojną świata, którego nie mamy ochoty opuścić. Treść zachwyca głębią przekazu. To niezwykłe, jak wielka jest moc słów, które znalazły się na kartach tej książki. Mają w sobie tak wiele znaczeń, rozbudzają wyobraźnię i potrafią trafić prosto w serce. Sceny z książki przewijają się przed oczami niczym kadry z filmu. "Labirynt fauna" ma wyjątkowy klimat - to arena, na której zderzają się ze sobą dobro i zło. Autorzy doskonale uchwycili na zasadzie kontrastu niewinność dziecka i brutalność wojny. Elementy magiczne i rzeczywiste płynnie się przeplatają tworząc jedną, kompletną historię.

Na uwagę zasługuje piękne wydanie książki - twarda oprawa oraz czarno-białe ilustracje. Autorzy wzbogacili treść umieszczając w niej tzw. przerywniki - dziesięć opowieści o kluczowych elementach filmu.


"Labirynt fauna" to słodko-gorzka, mroczna i niezwykle emocjonalna historia z baśniową otoczką. Odważna, przejmująca i zapadająca w pamięć. O odwadze, sile miłości, poświęceniu i poszukiwaniu prawdy o samym sobie. O tym, co w życiu jest najważniejsze. Ta książka pokazuje, że nasze życie nie zawsze wygląda tak, jak sobie wymarzyliśmy. Jak tytułowy labirynt bywa nieprzewidywalne i potrafi zmienić swoje oblicze w jednej sekundzie. Ale mamy w sobie ogromne pokłady wewnętrznej siły, której nikt i nic nie jest w stanie nam odebrać. Ta historia skłania do refleksji. Wspaniała podróż od początku do końca i kawałek naprawdę świetnej prozy. Chyba czas na film:) Z pewnością go obejrzę:)

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.



Tytuł oryginalny: Pan's Labyrinth
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Data wydania: 16 lipca 2019
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 280

Copyright © kate in bookland , Blogger