sobota, września 28, 2019

#89 "Frankenstein w Bagdadzie" - Ahmed Saadawi

#89 "Frankenstein w Bagdadzie" - Ahmed Saadawi

Rok 2005, Bagdad - miasto pełne strachu, chaosu i niepewności. Miasto, w którym nieustannie dochodzi do dramatycznych wydarzeń. Miasto zamachów i wybuchających samochodów-pułapek, które pozostawiają w powietrzu swąd palącego się plastiku i ludzkich ciał. Miasto, w którym podczas śniadania nad głowami mieszkańców przelatują ryczące amerykańskie śmigłowce. Miasto, w którym widok rozrzuconych po ulicy ludzkich szczątków oraz rodzin czekających w prosektorium na odbiór zwłok swoich bliskich to stałe elementy codzienności. Miasto kontrastów - grozy, śmierci i podzielonego społeczeństwa oraz pozornej normalności - spotkań w kawiarni, sąsiedzkich pogawędek i biznesowych rozterek. Taki obraz irackiej stolicy w czasach amerykańskiej okupacji wyłania się z kart książki Ahmeda Saadawi'ego - irackiego pisarza, poety i scenarzysty, zdobywcy Międzynarodowej Arabskiej Nagrody Literackiej (2014 rok) oraz finalisty The Man Booker International Prize 2018. W powieści "Frankenstein w Bagdadzie" groza i śmierć przybierają postać potwora zbudowanego z ludzkich szczątków, siejącego postrach i pragnącego zemsty.

Ahmed Saadawi zabiera czytelników w sam środek irackiej wojny - do jednej z bagdadzkich dzielnic. Poznajemy Hadi'ego, zapijaczonego sprzedawcę staroci, który wędruje uliczkami miasta i zbiera fragmenty ciał rozerwanych podczas wybuchów. Wieczorami mozolnie zszywa wszystkie elementy i niebawem jego dzieło jest prawie ukończone - brakuje jedynie nosa. Hadi nie musi zbyt długo czekać. Wkrótce dochodzi bowiem do kolejnej eksplozji. Okazuje się, że pozyskana część pasuje idealnie. Powstaje twór, którego Hadi nazywa "Jak-mu-tam". Tymczasem na skutek kolejnego zamachu życie traci Hasib Dżafar, ochroniarz w hotelu Sadir Novotel, a jego dusza znajduje sobie nowe lokum... Potwór ożywa, a w mieście zaczyna dochodzić do masowych i brutalnych zbrodni.

Ahmed Saadawi stworzył w książce interesujące studium irackiego społeczeństwa przedstawiając je w sposób przekrojowy. Mamy zatem nie tylko sprzedawcę staroci, ale również staruszkę Eliszebę od lat czekającą na powrót syna, który zaginął w czasie wojny iracko-irańskiej, Abu Anmara - właściciela podupadającego hotelu, Aziza Egipcjanina - właściciela kawiarni, Mahmuda Sawadi'ego - młodego dziennikarza oraz generała Surura Madżida - dyrektora Wydziału Inwigilacji i Ścigania. To zwykli ludzie zagubieni w wojennej, brutalnej rzeczywistości. Na ich przykładzie autor pokazuje, jak bardzo irakijski konflikt jest złożony i niejednoznaczny. Obok siebie mieszkają sunnici i szyici, chrześcijanie oraz egispscy i sudańscy imigrańci. Każda odmienność może stanowić iskrę wzniecającą pożar. Saadawi mierzy się z codziennym horrorem dotykającym mieszkańców, a Bagdad zostaje przedstawiony jako arena walki życia i śmierci. To spojrzenie na wojenną rzeczywistość w nietypowy sposób, ale jednocześnie ze zwróceniem uwagi na jej destrukcyjną stronę pełną bezsensownej przemocy.

"To strach należy aresztować, jeśli ma się skończyć ta śmiertelna seria"


Podobnie jak w powieści Mary Shelley, potwór stworzony przez sprzedawcę staroci czuje się opuszczony i nierozumiany przez innych. A ma do wykonania misję, która w jego odczuciu jest niezwykle ważna i potrzebna. Pragnie sprawiedliwości i kary dla ludzi, którzy doprowadzili kraj do upadku i przyczynili się do śmierci niewinnych osób. Z czasem zaczyna jednak zabijać dla fragmentów ciał, których potrzebuje, by móc przetrwać. Odkrywa tym samym swoją mroczną stronę i przeżywa wątpliwości dotyczące moralności. Potwór stanowi również alegorię irackiego państwa i społeczeństwa - podzielonego i zagubionego. Reprezentuje lęki i uprzedzenia, pragnienie zemsty, grupy wpływów oraz ambiwalentne odczucia wobec przemocy.

Saadawi umiejętnie łączy i przeplata ze sobą realny świat i elementy fantastyczne tworząc satyryczną, surrealistyczną i groteskową opowieść z nutą magii i ezoteryzmu. Autor wykorzystał tym samym fikcję do przedstawienia tragizmu wojny w Iraku. "Frankenstein w Bagdadzie" stanowi doskonałą kombinację czarnego humoru, horroru i powieści obyczajowej. Zachwyca swoją głębią i złożonością. W tej historii znajdziemy sporo ukrytych znaczeń, metafor i alegorii. Opowieść Saadawi'ego przemawia do czytelnika na wiele różnych sposobów, a co ważne ma również uniwersalny i ponadczasowy charakter. "Frankenstein w Bagdadzie" nie jest lekturą przez którą płynie się w ekspresowym tempie. Wymaga koncentracji i pełnego zaangażowania. Łatwo bowiem przeoczyć istotne szczegóły. Fabuła została misternie utkana - pojawia się w niej wiele postaci oraz różnych wątków. To naprawdę błyskotliwie napisany kawałek dobrej prozy, który przeniesie nas w zupełnie inną rzeczywistość.

"Śmierć, jak mówią, dodaje martwemu godności, a żywych wprawia w poczucie winy, by łatwiej było przebaczyć"


"Frankenstein w Bagdadzie" to wyjątkowa opowieść o wojnie zbierającej swoje krwawe żniwo i ciągle nienasyconej. O często bezimiennych ofiarach bezsensownego konfliktu przynoszącego jedynie zniszczenie i śmierć. O nieudolności, moralności, wewnętrznych podziałach oraz o absurdzie przemocy i zła. Makabryczna, mrocznie zabawna i poruszająca. Słowa uznania ze strony krytyków literackich wydają się jak najbardziej uzasadnione. Książka Saadawi'ego zachwyciła mnie swoim nietypowym stylem oraz fascynującą mieszanką prawdy i fikcji. Dawno już nie miałam w rękach takiej publikacji i był to dla mnie spory powiew świeżości. "Frankenstein w Bagdadzie" stanowi trudną, ale niezwykle satysfakcjonującą lekturę. Pozostaje w pamięci długo po przeczytaniu ostatniej strony. Polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.




Tłumaczenie: Magdalena Zawrotna
Data wydania: 18 września 2019
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 416

czwartek, września 26, 2019

#88 "Lukrecja" - Anne Goscinny /przedpremierowo/

#88 "Lukrecja" - Anne Goscinny /przedpremierowo/

Kto z nas nie kojarzy Mikołajka - postać stworzoną przez francuskiego pisarza René Goscinny'ego? Ta wyjątkowa seria książek skradła serca czytelników na całym świecie (i to nie tylko tych młodszych). Wiele lat po śmierci autora, między rokiem 2004 a 2009, na rynku wydawniczym ukazały się łącznie trzy zbiory niepublikowanych wcześniej opowiadań o Mikołajku. Było to możliwe dzięki córce René, która zdecydowała się je ujawnić. Anne Goscinny dorastała w książkowym świecie Mikołajka, a teraz postanowiła pójść w ślady ojca i napisać własną opowieść skierowaną do młodszych czytelników. A ponieważ uznała, że w serii o Mikołajku nie było zbyt wiele miejsca dla dziewczynek, na swoją główną bohaterkę wybrała Lukrecję - dwunastolatkę, której życie pełne jest małych wielkich katastrof.

"Mam na imię Lukrecja i świat mnie zachwyca"

Świat Lukrecji to codzienne życie nastolatki i uczennicy szóstej klasy - kłopoty, decyzje, szukanie własnej tożsamości, miłość, przyjaźń i szkolna nauka. Lukrecja jest mądrą, ciepłą i ujmującą dziewczynką, która marzy o zostaniu pisarką. Mieszka ze swoją patchworkową rodziną - mamą, ojczymem i młodszym przyrodnim bratem Wiktorem. Marzyła o psie, a dostała... żółwia, którego nazwała Madonna. Lukrecja każdego dnia odkrywa świat, a my możemy jej towarzyszyć w tej niezwykłej podróży. Wspólnie z Lulu będziemy pisać pamiętnik, robić szkolne doświadczenia, bawić się na urodzinowym przyjęciu, a nawet pojedziemy z nią na wycieczkę. Warto podkreślić, że w książce Anne Goscinny pojawia się sporo drugoplanowych postaci, a każda z nich wnosi do tej opowieści coś interesującego. Jest na przykład babcia Scarlett, która gra w karty, wymyśla sobie narzeczonych i nosi szal z lisa - to taka nietypowa i nieco zwariowana postać :) Rodzina Lukrecji stanowi wyjątkowo barwną mieszankę, którą pokochamy już od pierwszych stron książki.

Podczas czytania uśmiech nie schodził mi z twarzy nawet na minutę. Ta książka ma w sobie ogromne pokłady ciepła, pozytywnej energii i dobrego humoru. Lukrecja wzbudza sympatię, podobnie jak pozostali bohaterowie. Staje się bliska czytelnikowi i można się z nią łatwo identyfikować. Anne Goscinny stworzyła opowieść w lekkim, dynamicznym, płynnym i błyskotliwym stylu ze szczyptą ironii, która gwarantuje wybuchy śmiechu oraz małe i duże chichoty. Absolutnie nie ma mowy o nudzie.
I w tym przypadku doskonale sprawdza się powiedzenie, że "niedaleko pada jabłko od jabłoni" - Anne Goscinny spisała się wspaniale.

Książka została uzupełniona pięknymi ilustracjami, które wykonała przyjaciółka autorki - Catel Muller. I tylko spójrzcie na okładkę - jest jasna, kolorowa i zachęca, by poznać historię Lukrecji.


Serdecznie polecam. "Lukrecja" z pewnością skradnie niejedno serce i wywoła sporo uśmiechu. Jestem zachwycona książką Anne Goscinny. Czytajcie i bawcie się dobrze❤


*książka skierowana jest do dzieci w wieku 9-12 lat, ale jak widać starszym czytelnikom też może przypaść do gustu :)


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.



Tytuł oryginalny: Le monde de Lucrece
Tłumaczenie: Magdalena Talar
Data wydania: 2 października 2019
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Liczba stron: 182

czwartek, września 26, 2019

#87 "Ciemność. W obronie mroku" - Sigri Sanberg /przedpremierowo/

#87 "Ciemność. W obronie mroku" - Sigri Sanberg /przedpremierowo/

Książka o ciemności? Jak najbardziej👌 Niektórzy z nas bardzo ją lubią. Inni wręcz przeciwnie. Ciemność może wywoływać negatywne emocje i być postrzegana jako zagrożenie. Ale nie ma wątpliwości, że stanowi istotny element naszego życia. Tak wiele uwagi poświęcamy ostatnio kwestiom klimatycznym, szczególnie zanieczyszczeniu powietrza. Ale czy zanieczyszczenie świetlne również nie stanowi poważnego problemu? Coraz trudniej znaleźć miejsca, w których można oglądać nocne niebo. Wydaje się, że potrzebujemy tylko światła... więcej i więcej... A ciemność? Czy wystarczająco ją doceniamy?

"Nie bój się ciemności. Nawet nie wiesz, jak bardzo jej potrzebujesz"

Czym jest dla was ciemność? Jakie skojarzenia przychodzą wam do głowy, gdy o niej myślicie? Dobre czy złe? Gdy zaczęłam czytać książkę Sigri Sanberg, przeniosłam się na chwilę w przeszłość i przypomniałam sobie, jak wiele lat temu w dzieciństwie bałam się ciemności. Oswoiłam ten lęk, ale czasami wciąż zdarzają się sytuacje, gdy ciemność wywołuje we mnie niepokój. Ale z drugiej strony, jak wyglądałoby nasze życie bez niej? Trudno przecież wypocząć, gdy za oknem ciągle świeci słońce. Dzień i noc istotnie wpływają na funkcjonowanie naszego organizmu. Ale stop. Czas wrócić do książki, o której chcę wam dziś opowiedzieć.

"Czuję się blisko najgłębszej istoty natury"

Sigri Sanberg postanowiła przybliżyć nam zagadnienia dotyczące ciemności. W książce "Ciemność. W obronie mroku" zabiera nas w mroczną podróż - dosłownie, ponieważ wyruszymy z nią na daleką Północ do norweskiej osady Finse. W jakim celu? Sanberg pragnęła przezwyciężyć swój lęk przed ciemnością i wybrała do tego doskonałe miejsce. W Finse można poczuć się jak na końcu świata. Zresztą to właśnie tam kręcono sceny do filmu "Gwiezdne wojny". Woda, skały, wiatr i tereny dwóch parków narodowych. Jednym z niewielu oznak cywilizacji jest kolej (w Finse znajduje się najwyżej położony dworzec w Norwegii i północnej Europie), choć pociągi nie pojawiają się tam zbyt często. Książka Sanberg stanowi zatem zapis pięciu dni spędzonych samotnie w małym domku wśród ciszy, mroku i dzikiej przyrody. Autorka dzieli się z czytelnikiem swoimi przemyśleniami, spostrzeżeniami, wiedzą i doświadczeniem uzupełniając tekst o liczne ciekawostki i informacje dotyczące ciemności. To takie małe kompendium wiedzy o ciemności zaprezentowane w przystępny i fascynujący sposób w dziennikarskim stylu. Autorka wzbogaciła treść o fragmenty wspomnień Christiane Ritter - czeskiej malarki, która w 1934 roku opuściła na kilka miesięcy swój kraj, by dołączyć do męża przebywającego na Spitsbergenie. Jak można się domyślić, początkowo nie było to dla niej najłatwiejsze doświadczenie. Sanberg przeprowadziła również rzetelny research - korzystała z materiałów źródłowych, rozmawiała z naukowcami. I książka wiele na tym zyskała. Czasami w tekście pojawiają się też fragmenty wierszy. Wszystkie te elementy płynnie się przeplatają tworząc bardzo interesującą opowieść. Wspólnie z autorką będziemy patrzeć w nocne niebo i oglądać gwiazdy. Przeżyjemy burzę śnieżną. Dowiemy się, czym jest ciemność i jak była przedstawiana w dawnych legendach i wierzeniach. Autorka opowiada nam o wpływie ciemności i światła (również sztucznego) na funkcjonowanie organizmu i sen, o nocy i dniu polarnym, gwiazdach, zorzy i czarnych dziurach, a także o związku ciemności z depresją. Przytacza klika ciekawych wyników współczesnych badań na przykład o pomarańczowych okularach, które warto nosić przed snem, ograniczając tym samym szkodliwy wpływ niebieskiego światła. 

Ta książka to fascynujące połączenie wiedzy o świecie, psychologii, poezji oraz talentu pisarskiego - jest w niej tak wiele zagadnień tworzących spójną całość. To jedna z tych publikacji, które czyta się jednym tchem z ogromnym zainteresowaniem. Miałam niemal wrażenie, że spędzam czas w małym domku wspólnie z Sigri Sanberg i słucham jej opowieści. Książka "Ciemność. W obronie mroku" pełna jest plastycznych i żywych opisów norweskiego, surowego krajobrazu.  Zwraca też uwagę na związek człowieka z naturą i ich wzajemną zależność. Sanberg wspaniale pisze o zjawiskach przyrody, ciszy, wietrze i mroku, o swoich odczuciach i spostrzeżeniach. Szczególnie do gustu przypadły mi fragmenty poezji obecne w tekście. Ten nieco liryczny klimat nadaje książce wyjątkowego charakteru.

"Wszystkie moje zmysły są zanurzone w wirującym urzekającym świetle niesamowitego piękna arktycznej nocy"

"Ciemność. W obronie mroku" to pięknie napisana, błyskotliwa i interesująca książka. I szczerze mówiąc nie pomyślałabym, że można o ciemności stworzyć tak fantastyczną publikację. Myślę, że pisarze skandynawscy potrafią w niezwykle ciekawy sposób pisać o otaczającej nas przyrodzie. Bardzo lubię ich styl i formę prowadzenia opowieści. I z przyjemnością przeczytałabym pozostałe książki Sanberg. "Ciemność. W obronie mroku" okazała się naprawdę satysfakcjonującą lekturą. Całość dopełnia idealnie dopasowana szata graficzna w ciemnych barwach. Szczerze polecam.

Premiera 2 października🌟


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Mova.




Tytuł oryginalny: Mørke. Stjerner, redsel og fem netter på Finse
Tłumaczenie: Joanna Barbara Bernat
Data wydania: 2 października 2019
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 192

wtorek, września 24, 2019

#86 "Jak nakarmić dyktatora" - Witold Szabłowski

#86 "Jak nakarmić dyktatora" - Witold Szabłowski

​"Jedzenie to władza, nauczyłem się tego, gotując dla prezydentów. Jeśli masz jedzenie, to masz też kobiety, masz pieniądze, masz zachwyt ludzi. Możesz mieć, co tylko zechcesz"

Kilka dni temu, 18 września, na księgarskie półki trafił wyjątkowy reportaż, do którego materiały autor zbierał niemal przez cztery lata. Witold Szabłowski, dziennikarz i pisarz, przemierzył cztery kontynenty - od pachnącej cygarami Kuby, przez zapomnianą kenijską wioskę i starożytne ruiny w Iraku aż po kambodżańską dżunglę - by odnaleźć kucharzy słynnych dyktatorów i poznać ich historie.

Co bulgotało w garnkach, gdy podejmowane były najważniejsze decyzje? Czy jedzenie miało na nie jakikolwiek wpływ? Czy podczas posiłku dyktatorzy zrzucali swoje maski i pokazywali prawdziwe twarze? Jaką pozycję w otoczeniu przywódców zajmowali kucharze? Czy mogli wpływać na swoich pracodawców? I jaką cenę przyszło im za to zapłacić?

W tym książkowym menu stworzonym przez Witolda Szabłowskiego mamy pięciu dyktatorów - na śniadanie złodziejska zupa rybna czyli Saddam Husain z Iraku, na lunch pieczona koza czyli Idi Amin z Ugandy, na obiad sheqerpare czyli Enver Hodża z Albanii, na kolację ryba w sosie z mango czyli Fidel Castro z Kuby i na deser sałatka z papai czyli Pol Pot z Kambodży. Jeden z nich doprowadził do śmierci niemal dwóch milionów ludzi. Drugi kazał zabić swoje koleżanki ze szkoły, które kiedyś odrzuciły jego zaloty. A to był dopiero początek... Inny podejrzewany jest o kanibalizm i wiadomo, że poćwiartował jedną ze swoich pięciu żon, a przeciwników i wrogów rzucał na pożarcie krokodylom. Jeden z nich lubił zupę z węża, drugi do obiadu potrafił zjeść dziesięć gałek lodów, a spagetti było jego daniem popisowym. Jedni hojnie wynagradzali swoich kucharzy, inni wręcz przeciwnie. Często wzbudzali jednocześnie sympatię i lęk. Bywali gwałtowni i nieprzewidywalni albo niepokojąco małomówni i skryci. W książce Witolda Szabłowskiego głos zabierają ich kucharze, którzy towarzyszyli im w dobrych i złych momentach. Niektórzy z nich milczeli przez wiele lat i nadal nie otrząsnęli się z przeżytej traumy. Bo gotowanie było dla nich jak walka o przeżycie - każdy błąd mógł skończyć się zesłaniem, więzieniem albo nawet śmiercią. Wciąż zatem z niechęcią opowiadają o tamtych czasach, a ich relacja podszyta jest lękiem przed zemstą. Ale są i tacy, którzy zachowali ciepłe wspomnienia o swoich pracodawcach i wyrażają się o nich z sentymentem. Podobnie jak w całym naszym życiu - nie wszystko jest proste i czarno-białe. "Jak nakarmić dyktatora" to fascynujący obraz splecionych ze sobą ludzkich ścieżek - kucharza i dyktatora, a także ich wzajemnej zależności (bo trudno tutaj mówić o przyjaźni). Wyraźnie widać, jak świat jedzenia i świat polityki nieustannie przenikały się ze sobą.

"Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby Amin przez cały dzień robił pucz, wieczorem przyjechał do pałacu, a tu nie czekałaby na niego kolacja? Urządziłby nam piekło. Z głodu. Ludzie z głodu wariują, widziałem to wiele razy"

W książce Szabłowskiego mamy okazję spojrzeć na dwudziestowieczne reżimy dyktatorskie przez kuchenne drzwi, a to jest coś, co w interesujący sposób dopełnia cały obrazek. I przede wszystkim znaleźć odpowiedź na pytanie, jakimi ludźmi prywatnie byli dyktatorzy (choć jak wiadomo to tylko niewielki wycinek). Relacje naocznych świadków zawsze wzbudzają największe zainteresowanie. Czapki z głów dla autora za pomysł i jego nieszablonową realizację. Uważam, że w tym reportażu sposób podejścia do tematu zasługuje na pochwałę. Szabłowski przeprowadził wnikliwy research, a wszystko zostało zaprezentowane w odpowiednich proporcjach - sylwetki dyktatorów, wspomnienia kucharzy, spostrzeżenia autora, kulinarne przepisy oraz tło historyczne i polityczno-społeczne. Tekst jest przemyślany, dopracowany i logicznie uporządkowany, a co najważniejsze wzbudza zainteresowanie czytelnika od pierwszej aż do ostatniej strony. Witold Szabłowski ewidentnie ma talent i doskonale zrealizował swój pomysł. Jego styl pisania sprawia, że apetyt rośnie z każdą kolejną przeczytaną stroną. W książce znajdziemy wiele błyskotliwych spostrzeżeń i refleksji. Jednocześnie autor pisze w sposób stonowany, z szacunkiem, nie ocenia swoich rozmówców, ale zadaje pytania, również te niewygodne. Dzięki temu udało mu się stworzyć coś naprawdę wyjątkowego. Sądzę, że największym walorem tego reportażu jest fakt, że nie został on poświęcony wyłącznie samym dyktatorom. Znajdziemy w nim historie zwykłych ludzi będących świadkami ważnych i często dramatycznych przemian. Ich skomplikowane losy zostały doskonale osadzone w realiach kulturalno-społecznych. Przy okazji czytelnik ma zatem okazję spojrzeć na odmienną kulturę, mentalność i zwyczaje. A to są takie elementy, które zawsze wzbudzają duże zainteresowanie.

"Jak nakarmić dyktatora" to fascynujący reportaż w dość nietypowej tematyce. Przeczytałam go jednym tchem i uważam, że autor spisał się doskonale. Serdecznie polecam. Zdecydowanie warto po niego sięgnąć👌


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.



Data wydania: 18 września 2019
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 320

poniedziałek, września 23, 2019

#85 "Zacznijmy jeszcze raz" - Natalia Sońska

#85 "Zacznijmy jeszcze raz" - Natalia Sońska

Czy miłość jest słodka? Nie zawsze. Ale często przynosi sporo radości (prawie tyle co ciastko z kremem albo kawałek ulubionego sernika;)

Pewnego czwartkowego popołudnia przygotowałam sobie duży dzbanek zielonej herbaty, ukroiłam spory kawałek drożdżowego ciasta i zasiadłam w ulubionym fotelu z nową książką Natalii Sońskiej w dłoni. Zestaw idealny. Zaczęłam czytać i... z bólem serca przerwałam lekturę dopiero późnym wieczorem (nie byłoby przecież najlepiej, gdybym wyglądała jak zombie następnego dnia;) "Zacznijmy jeszcze raz" to taki czytelniczy cukierek - pięknie opakowany i skrywający pyszne wnętrze:)

Na początku muszę wam zdradzić, że mam wielką słabość do powieści, w których bohaterowie prowadzą cukiernię (albo księgarnię;) Lubię też książkowe postaci pełne pasji, talentu i miłości do tego, czym się zajmują. I właśnie taka jest Jagoda z książki Natalii Sońskiej.

"Zacznijmy jeszcze raz" to trzecia część przygód Jagody, cukiernika z zamiłowania. I choć nie czytałam dwóch poprzednich książek składających się na serię "Jagodowa miłość", nie stanowiło to absolutnie żadnego problemu - już po kilku początkowych stronach byłam w stanie zorientować się w fabule. Wygląda na to, że życie Jagody nie przypomina wcale pięknego (i słodkiego;) snu - na jej drodze stale piętrzą się trudności, a serce doświadcza kolejnych miłosnych zawirowań. Niedokończone sprawy z przeszłości ciągną się jak nadzienie toffi. Czy Jagoda może liczyć na happy end?

Sernik jagodowy, szarlotka, brownie ze słonym karmelem, ciasto migdałowe z gruszką, babeczki z owocami...

Wnętrze "Słodkiej" wypełniają aromatyczne zapachy pysznych wypieków przygotowywanych z pasją i sercem. Niestety jej właściciel zaginął, a związane z tym kłopoty finansowe stawiają przyszłość cukierni pod znakiem zapytania. A to przecież ukochane miejsce Jagody... Dziewczyna wspierana przez siostrę, przyjaciół i Teodora podejmie walkę o uratowanie "Słodkiej". Na tym jej rozterki wcale się jednak nie zakończą. W życiu Jagody pojawi się ponownie Tomasz przyprawiając jej serce o szybsze bicie. Czy ta miłość ma szansę rozkwitnąć? Którego z mężczyzn wybierze Jagoda? Czy zdoła ocalić ukochaną cukiernię?



Ta historia to uczuciowy rollercoaster - takie przepychanki serca i rozumu. Jak często słyszymy, że wystarczy szacunek, przyjaźń, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji... A co z namiętnością i motylami w brzuchu? Czy naprawdę nie są aż tak bardzo potrzebne, by móc stworzyć udany związek? Przed takimi dylematami stanęła Jagoda i chyba w pewnym momencie sama już nie była pewna, co czuje i czego tak naprawdę pragnie. A kłopoty finansowe cukierni wcale nie ulatwiały sprawy. W książce Natalii Sońskiej nie znajdziemy zatem wyłącznie lukru. Jak wiemy miłość nie zawsze jest słodka i miewa też gorzkie momenty. To nie tylko czułe słowa i trzymanie się za ręce, ale również rozczarowania, łzy i rozstania. Ale z drugiej strony to właśnie one pozwalają nam docenić te piękne i dobre chwile...

"Kiedy mu odpowiedziała, a jej twarz rozjaśnił uśmiech, poczuł się, jakby otrzymał najpiękniejszy w życiu prezent"

Natalia Sońska ma przyjemny, lekki i płynny styl pisania. Stworzyła ciekawych bohaterów, z którymi czytelnik może z łatwością się utożsamiać. Tak jak my pełni są wątpliwości i popełniają błędy. Pragną czułości i bliskości drugiego człowieka. Mają plany, marzenia i niełatwe doświadczenia za sobą. Jagoda jest postacią wzbudzającą sympatię. Z każdą kolejną przeczytaną stroną coraz mocniej trzymałam za nią kciuki i bardzo chciałam, żeby odnalazła szczęście w miłości i życiu zawodowym. Autorka pięknie pisze o relacjach damsko-męskich, sercowych rozterkach i uczuciach. Cieszę się, że na miejsce akcji wybrała cukiernię. Ten słodki motyw bardzo przypadł mi do gustu.


Podczas czytania przyszła mi do głowy pewna myśl. Sądzę, że nie ma nic gorszego niż nudne, "drewniane" i drętwe rozmowy między bohaterami książki, szczególnie w powieściach obyczajowych. Dialogi to bardzo ważny element, który rzutuje na odbiór treści. W tym aspekcie Natalia Sońska spisała się wspaniale - stworzyła barwne i życiowe dialogi, które czytałam z przyjemnością (zresztą to właśnie one a nie opisy grają w tej powieści pierwsze skrzypce).

Ponieważ nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po poprzednie części serii, nie jestem w stanie porównać do nich nowej powieści. Ale mogę zapewnić, że "Zacznijmy jeszcze raz" to książka, która jest w stanie zachwycić swoim ciepłym klimatem i przynieść chwilę wytchnienia po ciężkim dniu. Autorka podarowała czytelnikom słodko-gorzką historię o sile miłości i wsparcia, trudnych decyzjach, dążeniu do realizacji marzeń, zaangażowaniu i pasji. To opowieść, która przynosi nadzieję na miłość i szczęście nawet wówczas, gdy świat rozpada się na milion kawałków i nic nie układa się zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

"Wiem, że nie mogę się poddawać. Zdarzają nam się w życiu pozornie beznadziejne sytuacje, ale samemu czy z pomocą innych można wyjść na prostą"

Dzięki książce Natalii Sońskiej cudownie spędziłam czas. To doskonała propozycja czytelnicza na jesienne popołudnia z herbatą i kawałkiem ciasta (osoby na diecie nie będą miały łatwo;) Myślę, że romantyczne dusze będą zadowolone. Cieszę się, że mogłam poznać Jagodę. I wygląda na to, że niedługo powrócimy do "Słodkiej". Chętnie przeczytam kolejną część tej jagodowej historii ❤


Za egzemplarz do recenzji (i słodką przesyłkę) serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Data wydania: 4 września 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 320

czwartek, września 19, 2019

#84 "Przy stole z Hitlerem" - Rosella Postorino /przedpremierowo/

#84 "Przy stole z Hitlerem" - Rosella Postorino /przedpremierowo/

Trwa druga wojna światowa. Bombardowania, bieda i głód. I nagle pewnego dnia siadasz przy suto zastawionym stole. Twoje serce szybko bije, krew uderza do głowy, ślinianki produkują ślinę w zawrotnym tempie. Świeże warzywa i owoce, zupy, zapiekanki, a nawet desery. Wszystko przygotowane z najwyższej jakości produktów i elegancko podane. Jakie jest twoje zadanie? Masz tylko jeść. I nawet ci za to zapłacą. Istny raj na ziemi. Jest tylko jeden mały haczyk - każdy kęs może być twoim ostatnim...

W takiej sytuacji znalazła się Margaret
Wölk - dwudziestosześcioletnia kobieta, którą wybrano na degustatorkę potraw Adolfa Hitlera. Niemiecki przywódca panicznie obawiał się otrucia. Potrzebował więc kogoś, kto będzie sprawdzał posiłki zanim trafią na jego stół w kwaterze w Wilczym Szańcu. I tak Margaret wspólnie z czternastoma innymi kobietami każdego dnia ryzykowała swoje życie. Jedzenie stało się dla nich jednocześnie przyjemnością i przekleństwem...

A już za kilka dni, 2 października, swoją polską premierę będzie miała książka "Przy stole z Hitlerem" autorstwa Roselli Postorino - włoskiej pisarki. Stworzyła ona międzynarodowy bestseller, dla którego inspiracją stała się historia wspomnianej przeze mnie Margaret
Wölk.

Książka Postorino zwróciła moją uwagę, gdy tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach wydawniczych. Z pewnością zauważyliście już, że bardzo lubię czytać powieści historyczne. Nigdy wcześniej nie spotkałam się jednak z informacjami na temat degustatorek Hitlera, więc tematyka książki wydała mi się interesująca. Co ciekawe Margaret Wölk dopiero kilka lat temu opowiedziała publicznie swoją historię. Nic dziwnego zatem, że szybko stała się ona dobrym materiałem na książkę. Jak poradziła sobie Rosella Postorino? Czy umiejętnie połączyła prawdę i fikcję literacką? Myślę, że warto przekonać się samemu. Moje oczekiwania względem tej publikacji zdecydowanie zostały spełnione.

Zjedz swój pyszny obiad i poczekaj godzinę, żeby mieć pewność, że tym razem przeżyjesz...

1943 rok. Dwudziestosześcioletnia Rosa Sauer po śmierci matki opuszcza Berlin i udaje się do niewielkiej miejscowości położonej na terenie Prus Wschodnich, by zamieszkać ze swoimi teściami. Zaledwie rok po ślubie jej mąż trafił do wojska i wyjechał walczyć na froncie wschodnim. Nowe, małomiasteczkowe życie nie zaczyna się dla Rosy najlepiej - wkrótce po przyjeździe, do domu teściów wkraczają żołnierze SS i zabierają kobietę do stołówki znajdującej się niedaleko Wilczego Szańca - siedziby Adolfa Hitlera. Rosa dowiaduje się, że została wybrana na degustatorkę potraw swojego przywódcy. Zadanie wcale nie wzbudza jej entuzjazmu - każdy posiłek może zakończyć się śmiercią. Od tego momentu trzy razy dziennie Rosa wspólnie z dziewięcioma innymi kobietami będzie ryzykować życiem. Z czasem między degustatorkami zaczną zawiązywać się trudne przyjaźnie. Trucizna nie będzie jednak jedynym problemem Rosy...

"Rozejrzałam się po stołówce - okna z wprawionymi żelaznymi kratami, wyjście na podwórze nieustannie pilnowane przez strażnika, ściany pozbawione obrazów. Buciory esesmanów odmierzały rytm posiłku, odliczały czas do naszej potencjalnej śmierci. Jakie pyszne są te szparagi, ale czy trucizna nie jest gorzka? Przełykałam i stawało mi serce"


Książka "Przy stole z Hitlerem" to zdecydowanie propozycja czytelnicza warta uwagi, szczególnie dla miłośników powieści historycznych. Postorino bardzo dobrze oddała realia opisywanych czasów - głównie dotyczy to nastrojów ludności i warunków życia. Ta powieść ma świetnie zarysowane tło polityczno-społeczne, które nie przytłacza głównej opowieści, ale tworzy dla niej interesujące ramy. Wydarzenia poznajemy z perspektywy głównej bohaterki. Narracja pierwszoosobowa pozwala czytelnikowi zagłębić się w świat wewnętrzny Rosy i wspólnie z nią przeżywać wszelkie rozterki. A Rosa jest taką postacią, która może wzbudzać mieszane uczucia. Nie ma wątpliwości, że wojna była niczym próba - wytrzymałości, charakteru, moralności. Rosa podobnie jak inni dokonywała rzeczy wątpliwych - takich, których nie zrobiłaby w normalnych warunkach. Wojna uwalniała ludzkie instynkty i nie zawsze tylko te dobre. Trudno było również o zaufanie i akceptację, o czym doskonale przekonała się główna bohaterka. Jej pierwsze kontakty z pozostałymi degustatorkami nie należały do udanych. Każda z kobiet ma swoją własną historię i osobiste dramaty, które przeżywa. Ale łączy je nadzieja na przetrwanie i wiara, że nie zostaną otrute. Choć tak różne, spotykają się przy wspólnym stole. Między nimi zawiążą się przyjaźnie i sojusze, ale będzie też miejsce na zazdrość i wrogość. Postorino pokazuje dwuznaczność sytuacji, w której się znalazły - są jednocześnie ofiarami i wspołpracownicami zbrodniczej dyktatury. "Przy stole z Hitlerem" to ciekawe spojrzenie na ludzi - to jak traktują innych i samych siebie w ekstremalnych okolicznościach. I obraz podzielonego społeczeństwa pełnego sprzeczności. Autorka analizuje dogłębnie zachowanie człowieka w chwilach najtrudniejszych, gdy musi on zrzucić swoją maskę. Nie ma wówczas miejsca na udawanie. Jak daleko człowiek przesunie swoje granice w obliczu zagrożenia? W tej książce znajdziemy wiele interesujących spostrzeżeń, które skłaniają do przemyśleń.

"Byłyśmy tylko dziesięcioma układami trawiennymi, a on z pewnością nie zawracałby sobie głowy rozmową z układem trawiennym"

W powieści Postorino nie znajdziemy galopującej akcji (choć są również momenty trzymające w napięciu). Proza autorki oddziałuje na czytelnika bardziej za sprawą swojej dwuznaczności i niepewności. Skłania do refleksji nad skomplikowaną ludzką naturą, moralnością, lojalnością i światem, który nie jest czarno-biały, lecz pełny wszystkich odcieni szarości. Ta książka ma dość smutny, poważny i nieco mroczny klimat. Moją uwagę zwrócił szczególnie błyskotliwy styl pisania autorki i umiejętne operowanie przez nią ironią. Słowa, którymi posługuje się w tekście, trafiają prosto w sedno i wywołują u czytelnika konkretne reakcje. Niektóre zdania czytałam wielokrotnie - mają silny przekaz i działają na wyobraźnię.

"Rzeczy prawie nigdy nie są takie, jak się wydają. To samo dotyczy osób"

"Przy stole z Hitlerem" to bardzo dobrze napisana powieść historyczna, która uświadamia, jak skomplikowane potrafią być ludzkie losy. Pokazuje, jak wojna wpływa na wszystkie aspekty życia, istonie je zmieniając. To ciekawa opowieść o ludzkich słabościach i instynktach, moralności oraz cienkiej granicy między dobrem i złem. I choć ta historia nie zakończyła się dokładnie tak, jakbym tego oczekiwała, czytałam ją z wielkim zainteresowaniem od pierwszej aż do ostatniej strony. Warto sięgnąć i poznać pogmatwane życiowe ścieżki Rosy Sauer - degustatorki Adolfa Hitlera.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.



Tytuł oryginalny: Le assaggiatrici
Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2 października 2019
Liczba stron: 336

poniedziałek, września 16, 2019

#83 "Wszystko za życie" - Gerda Weissmann Klein

#83 "Wszystko za życie" - Gerda Weissmann Klein


Wiele lat temu wydarzyły się straszne rzeczy. Były jak koszmarny sen, z którego nie można się obudzić. Ofiary do ostatnich chwil pokładały nadzieję w człowieczeństwie. Bo czy drugi człowiek może dopuścić się tak okrutnych zbrodni? Niestety okazało się, że może... Tysiące osób straciło życie. Niektórzy przetrwali, ale przeszli długą drogę pełną cierpienia, bólu i smutku. Tak jak Gerda Weissmann Klein - amerykańska działaczka społeczna, aktywistka praw człowieka, pisarka i mówczyni żydowskiego pochodzenia, ocalona z Holokaustu. W swojej książce "Wszystko za życie" autorka zabiera czytelników w przerażającą i pełną nadziei podróż do świata ogarniętego wojną. To niezwykle poruszająca relacja z jej sześcioletniej walki o przetrwanie - od beztroskiej młodości w rodzinnym Bielsku przerwanej przez wybuch wojny, przez wyniszczającą pracę w obozach i dramatyczny marsz śmierci, aż po wyzwolenie przez amerykańskich żołnierzy w czeskich Volarach.

Książka Gerdy Weissmann Klein po raz pierwszy została wydana w 1957 roku. Kilka dni temu, 11 września, na księgarskich półkach pojawiło się jej polskie tłumaczenie. Niektórzy z was mogą kojarzyć historię Gerdy z filmu dokumentalnego, który powstał na podstawie książki i otrzymał w 1995 roku Oscara w kategorii najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny.

"Dlaczego świat żyje dalej, gdy dzieją się takie rzeczy?"

Piętnastoletnia Gerda wraz z rodzicami i starszym bratem Arturem mieszkała w polskim Bielsku, mieście położonym blisko czechosłowackiej granicy. Jej idylliczna i szczęśliwa młodość zakończyła się 3 września 1939 roku, gdy do miasta wkroczyły niemieckie wojska. Wkrótce rozpoczęły się prześladowania ludności żydowskiej oraz stopniowe ograniczanie ich praw i wolności. Rodzina Weissmannów początkowo zmuszona do zamieszkania w piwnicy swojego domu, ostatecznie została rozdzielona, a jej członków wysłano do niemieckich obozów pracy. I tak zaczęła się dramatyczna walka Gerdy o przetrwanie w wojennym koszmarze...

W ostatnich latach na rynku wydawniczym pojawiło się sporo książek w tematyce wojennej i obozowej. Czy powiedziano już wszystko? Oczywiście, że nie. Świadectwo Gerdy Klein to kolejna cegiełka budująca obraz tych tragicznych lat w historii świata. Opowieści jest wiele, tak samo jak wiele jest ocalonych i tych, którzy stracili życie. I każda z nich jest wyjątkowa i warta poznania. Początkowo relacja Gerdy przypominała mi nieco swoją formą pamiętnik Anne Frank, młodej dziewczyny żydowskiego pochodzenia, która wraz z rodziną ukrywała się w amsterdamskiej oficynie i podobnie jak Gerda opisywała trudy codziennego życia, swoje przeżycia, marzenia i obawy. Wiemy jednak, jak tragicznie potoczyły się losy Anne Frank - nie mogła już nigdy dokończyć swojego dziennika i opisać tego, co spotkało ją po deportacji do obozu zagłady. Taką szansę otrzymała jednak Gerda i dzięki temu możemy rozpatrywać jej relację w odniesieniu do dalszego życia, które prowadziła po zakończeniu wojny. O powojennej rzeczywistości autorka opowiada nam w trzeciej, ostatniej części książki. To doskonałe dopełnienie tej slodko-gorzkiej historii.

"Ograbili mnie nie tylko z młodości i rodziców, ale też z pokrzepiających słów i czułych wspomnień"


W książce "Wszystko za życie" czytelnik może spojrzeć na drugą wojnę światową oczami nastoletniej dziewczyny, która z dnia na dzień musi dorosnąć i porzucić swoje dotychczasowe bezpieczne i szczęśliwe życie. Trudne doświadczenia zmienią ją na zawsze, a lęk, żal i niepewność będą stałymi elementami jej codzienności. Gerda będzie tęsknić za bratem, każdego dnia modląc się dla niego o szczęśliwy powrót do domu oraz martwić się o rodziców, którzy źle znoszą trudy wojny. Przewracając kolejne kartki obserwujemy, jak Gerda stopniowo traci wszystko - starszego brata, dom swojego dzieciństwa, ogród bliski jej sercu i rodzinne pamiątki, przyjaciół, ukochanych rodziców, wolność oraz godność. W pewnym momencie pozostają jej tylko wspomnienia, wiara, nadzieja i własne życie, o zachowanie którego musi walczyć z całych sił. A pojawią się momenty, gdy będzie bardzo blisko śmierci...

Historia Gerdy pełna jest rozdzierających serce rozstań i pożegnań. To obraz ludzkiej krzywdy, przemocy i niewyobrażalnych cierpień. Gerda doświadczyła ekstremalnych przeżyć - głodu, zimna, wyniszczającej pracy oraz chorób. Widziała straszne rzeczy, które pozostały z nią na zawsze. I choć te okropne doświadczenia stanowią istotny element książki, na pierwszy plan wysuwa się coś innego - niesamowita wola przetrwania. Ze stron tej publikacji silnie przemawia to, co pomogło Gerdzie przeżyć - nadzieja, pragnienie życia, wewnętrzna siła i wiara w sens istnienia. Gerda stanowi inspirację, a jej postawa wzbudza podziw. Nic nie było w stanie złamać jej ducha. Potrafiła znaleźć iskierkę nadziei w najgłębszym mroku i przynieść pocieszenie ludziom, którzy znajdowali się wokół niej. W kontekście jej dramatycznych przeżyć słowa o miłości i nadziei zwyciężających nienawiść nabierają realnego znaczenia.

"Moje doświadczenia nauczyły mnie, że w każdym drzemią zasoby niewykorzystanej siły, z których możemy czerpać w chwilach kryzysu"

Autorka opisała swoje przeżycia z dużą szczerością, mądrością i wrażliwością. Jej relacja jest szczegółowa i realistyczna, co sprawia, że silnie oddziałuje na czytelnika. Historia Gerdy zmienia perspektywę i prowokuje liczne pytania m.in. o moralność, człowieczeństwo, hierarchię wartości. Wzrusza, skłania do przemyśleń i trafia prosto w serce. Pozwala zatrzymać się na chwilę, zastanowić nad tym, co jest ważne i docenić to, co mamy. "Wszystko za życie" stanowi cenne świadectwo, które warto poznać. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Bez Fikcji.




Tytuł oryginalny: All But My Life: A Memoir
Tłumaczenie: Mateusz Grzywa
Wydawnictwo: Bez Fikcji
Data wydania: 11 września 2019
Liczba stron: 328


środa, września 11, 2019

#82 "Żółty krokus" - Laila Ibrahim

#82 "Żółty krokus" - Laila Ibrahim

Istnieją książki, które silnie do nas przemawiają. Potrafią zajrzeć w głąb naszych serc i poruszyć ich najczulsze struny. Skłaniają do przemyśleń na temat fundamentalnych wartości i nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Poszerzają horyzonty i uczą wrażliwości na drugiego człowieka. I właśnie taka książka znalazła się niedawno w moich rękach - niepozorna, ale mądra i wartościowa. Kojarzycie może film "Służące" z 2011 roku w reżyserii Tate’a Taylora? Porusza on m.in. problem segregacji rasowej i przemian obyczajowych na amerykańskim Południu w latach 60. XIX wieku. Podobną tematykę podjęła amerykańska pisarka Laila Ibrahim w książce "Żółty krokus", która 19 czerwca została wydana w Polsce nakładem Wydawnictwa Szósty Zmysł. Szczerze mówiąc jestem nieco zdziwiona, że ta powieść nie cieszy się większym zainteresowaniem na Instagramie i blogach książkowych. A zdecydowanie powinna - ma czytelnikowi wiele do zaoferowania.

Wiek XIX w Stanach Zjednoczonych Ameryki był czasem burzliwych przemian społecznych i ścierania się ze sobą często skrajnie odmiennych światopoglądów. Niewolnictwo, segregacja i uprzedzenia rasowe zapisały się niechlubnie na kartach historii tego kraju, a wojna secesyjna między Północą a Południem pochłonęła tysiące ludzkich istnień. W książce "Żółty krokus" Laila Ibrahim przenosi czytelników w sam środek rozdartego i podzielonego świata pełnego niesprawiedliwości, kontrastów, ludzkiej krzywdy i nierówności społecznych.

1837 rok. Czarnoskóra Mattie, niewolnica na plantacji tytoniu, musi opuścić kilkumiesięcznego synka Samuela i przeprowadzić się do wielkiej rezydencji swoich białych, bogatych właścicieli. Tam na świat przychodzi dziewczynka, Elisabeth Wainwright. Trafia ona pod opiekę Mattie. Z czasem zawiązuje się między nimi silna więź. Mała Lisbeth nie wyobraża sobie życia bez ukochanej niani. A Mattie, choć z wielkim oddaniem troszczy się o dziewczynkę, każdego dnia tęskni za swoim Samuelem. Mijają lata i Elisabeth zaczyna wkraczać w życie swojej bogatej rodziny - uczestniczy w spotkaniach towarzyskich, uczy się dobrych manier i przygotowuje do ślubu z człowiekiem wybranym przez rodziców. Zaczyna też rozumieć, jaką pozycję w społeczeństwie zajmuje Mattie i inni czarnoskórzy niewolnicy. Rozdarta wewnętrznie dziewczyna coraz gorzej czuje się w świecie podziałów, konwenansów i niesprawiedliwości. Czy posłucha serca i odnajdzie swoją drogę? Jakie decyzje podejmie? Jak potoczą się losy Mattie? Czy będzie wolnym człowiekiem?

"Żółty krokus" to pięknie napisana powieść obyczajowa. Nie przypuszczałam jednak, że wywoła we mnie tyle różnych emocji i doprowadzi do łez. Książka Laili Ibrahim nie stanowi jedynie brutalnego i smutnego obrazu życia czarnoskórych niewolników. To przede wszystkim historia dobra, które zrodziło się w tych trudnych czasach. Autorka ukazała niezwykłą więź, która połączyła dwa tak różne światy - miłość między białą dziewczynką i czarną, zniewoloną służącą. A było to coś, co wymykało się z ówczesnych ram społecznych mimo braku przyzwolenia i akceptacji. Warto zwrócić uwagę, że Laila Ibrahim jest psychologiem rozwojowym oraz doulą i wspaniale wykorzystała swoją wiedzę i doświadczenie podczas pisania książki - widać to szczególnie we fragmentach opisujących przebieg porodów oraz relacje Mattie z dziećmi. Dzięki temu książka staje się jeszcze bardziej życiowa i autentyczna. To jej wielka zaleta.


Nie ulega wątpliwości, że tematyka niewolnictwa nie należy do najłatwiejszych. Poznając losy Mattie i innych czarnoskórych niewolników nieraz poczujemy smutek, żal, złość i współczucie. Autorka z dużą wnikliwością ukazała ich warunki życia, problemy, potrzeby i marzenia, często na zasadzie kontrastu wobec rzeczywistości, w której funkcjonowali biali, bogaci właściciele. Na kartach książki poznamy świat, w którym człowiek był traktowany jak rzecz - coś czym można było dowolnie dysponować, nabywać i sprzedawać, kiedy tylko przyjdzie na to ochota. Świat, w którym czarnego niewolnika można było wychłostać, a nawet pozbawić kończyn w ramach kary za najmniejsze przewinienie. Laila Ibrahim potrafi dobrze pisać o rzeczach trudnych i wcale nie musi wykorzystywać dramatycznych upiększaczy, aby zwiększyć walory książki. "Żółty krokus" broni się sam - ma wszystko to, co powinien mieć. Całość zrobiła na mnie doskonałe wrażenie.

"- Jaka była twoja mama? - spytała.
- Miała wyjątkowo piękny głos. Cały czas śpiewała. Jej ulubionym kolorem był żółty. Każdej wiosny chodziłyśmy na poszukiwanie żółtych krokusów"

Żółty krokus to wyjątkowy kwiat - potrafi rozkwitnąć w niesprzyjających warunkach, nawet na gruncie pokrytym warstwą śniegu. I jest symbolem wiosny - promykiem nadziei i zwiastunem nadchodzących zmian. Ten kwiat doskonale oddaje nastrój powieści Laili Ibrahim i przemiany dokonujące się w ówczesnym amerykańskim społeczeństwie. Myślę również, że to właśnie Elisabeth jest takim żółtym krokusem. Urzekła mnie swoją odwagą i dobrym sercem. To wspaniale wykreowana postać, która została poddana ciężkiej próbie i musiała stanąć w obronie wyznawanych przez siebie wartości.

"- Ale czy jest dobrym człowiekiem?
- Dobrym człowiekiem? Co za pytanie Elisabeth. Pochodzi z jednej z najstarszych rodzin w Wirginii. Naprawdę nie wiem, skąd ci przychodzą do głowy takie pomysły. Nie jesteś bohaterką powieści romantycznej. Powinnaś przestać być taka dziecinna i zacząć zachowywać się jak młoda dama, którą jesteś"

"Żółty krokus" to mądra, poruszająca i wartościowa historia, którą możemy poznać z perspektywy dwóch kobiet - czarnoskórej Mattie i białej Elisabeth. Porusza najważniejsze życiowe kwestie i skłania do refleksji. To opowieść o bezwarunkowej miłości, marzeniach o wolności, poświęceniu, trosce i bliskości. O podążaniu za głosem serca i obronie wartości, w które wierzymy. Cóż więcej mogę powiedzieć - takie powieści obyczajowe to skarb. Dajcie szansę Laili Ibrahim. Szczerze polecam. Myślę, że "Żółty krokus" poruszy niejedno serce.



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł.


Tytuł oryginalny: Yellow Crocus
Tłumaczenie: Agnieszka Podolska
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Data wydania: 19 czerwca 2019
Liczba stron: 272

wtorek, września 10, 2019

#81 "Joyce Girl" - Annabel Abbs /przedpremierowo/

#81 "Joyce Girl" - Annabel Abbs /przedpremierowo/

Co oznacza bycie córką znanego pisarza? Czy można z dumą wygrzewać się w blasku jego sławy? A może wręcz przeciwnie - to tylko kłopotliwy balast, który trzeba dźwigać na swoich barkach każdego dnia?

Jamesa Joyce'a nie trzeba szczególnie przedstawiać. Większość z nas doskonale kojarzy "Ulissesa" - najważniejsze dzieło jego życia. Ale co wiemy o samym pisarzu? James Joyces miał córkę, która podobnie jak ojciec została obdarzona talentem. Swoją pasję realizowała nie piórem, lecz tańcem. Lucia Joyce była tancerką i choreografką. Wzbudzała zachwyt i uznanie. Jednak jej obiecująca kariera zakończyła się, zanim jeszcze na dobre się rozpoczęła. Również życie osobiste stało się pasmem rozczarowań i upłynęło w cieniu zaburzeń psychicznych.

Książka "Joyce Girl" to literacki debiut brytyjskiej pisarki Annabel Abbs z 2016 roku. Polska premiera zapowiadana jest na 18 września 2019 roku. I to zdecydowanie data, którą warto zapisać w kalendarzu. Autorka umiejętnie łącząc fakty z fikcją literacką stworzyła poruszający obraz rozdartej wewnętrznie kobiety, która marzyła o wielkiej karierze i całym sercem kochała taniec, a jednocześnie czuła złość, że nie może w pełni realizować swojej pasji. To wyjątkowa powieść pełna bólu i smutku, zachwycająca i hipnotyzująca. Lucia Joyce jest postacią tragiczną i nie sposób czytać obojętnie o jej losach.

Ukochana córka, inspiracja i muza irlandzkiego geniusza...

Szwajcaria, 1934 rok. Dwudziestosiedmioletnia Lucia Joyce na prośbę swojego ojca odbywa sesje terapeutyczne z doktorem Carlem Gustavem Jungiem - znanym psychiatrą, twórcą psychologii analitycznej. Te spotkania mają pomóc młodej kobiecie uporać się z emocjonalnym kryzysem i niekontrolowanymi napadami złości. Lucia odbywa podróż w czasie i wraca wspomnieniami do chwil spędzonych w Paryżu. Wtedy jeszcze wszystko wydawało się możliwe...

Paryż, 1928 rok.
Lucia mieszka wraz z rodzicami i starszym bratem Giorgiem w paryskim mieszkaniu otoczona artystyczną bohemą i ludźmi wielbiącymi jej znanego, narcystycznego ojca. Marzy o wielkiej karierze - pragnie zostać tancerką. To właśnie w tańcu czuje się naprawdę szczęśliwa. Los na jej drodze stawia aspirującego pisarza Samuela Becketa, a początkowa fascynacja szybko zamienia się w pierwszą miłość. Ubóstwiana przez ojca i wychowywana przez despotyczną matkę, Lucia staje się emocjonalnym więźniem własnej rodziny i nie może w pełni poświęcić się swojej pasji. Obiady na cześć ojca, spotkania z wielbicielami jego twórczości, pomoc w pisaniu, częste wyjazdy - życie Lucii obraca się wokół genialnego Jamesa Joyce'a. Tymczasem miłosne rozczarowania, rozpadające się marzenia i skomplikowane relacje rodzinne doprowadzają młodą kobietę na skraj wytrzymałości psychicznej. I wszystko zaczyna chylić się ku upadkowi...

"Być córką geniusza, myślałam, to jak być młodym drzewkiem, które zapuściło korzenie za blisko starego platana"

Jedno słowo - wspaniała. Aż trudno uwierzyć, że to literacki debiut autorki. Ta powieść absolutnie spełniła moje oczekiwania i zachwyciła mnie swoją głębią psychologiczną. Mieszanka prawdy i fikcji literackiej okazała się naprawdę fascynująca. To doskonały przykład wspaniale skonstruowanej powieści historycznej z elementami biograficznymi. Wyraźnie widać, ile pracy w tworzenie tej książki włożyła autorka. Opierała się na wielu materiałach źródłowych, co znacznie podnosi walory publikacji. Wykazała się również bardzo dobrą znajomością epoki, doskonale oddając atmosferę artystycznego Paryża lat 20. XX wieku. Czytelnik z każdą kolejną stroną zatapia się coraz głębiej w świat beztroski, wolności, zabawy, dymu papierosowego, alkoholu, pięknych strojów i sztuki. Bardzo lubię książki, które przenoszą mnie w zupełnie inną rzeczywistość. I właśnie taki był ówczesny Paryż - nowoczesny, awangardowy i olśniewający. Zachęcał Lucię Joyce do realizacji marzeń i obiecywał wspaniałe życie. Annabel Abbs wzbogaciła fabułę przywołując w niej grono znanych i prawdziwych postaci wśród których znajdziemy m.in. Alexandra Calderę, Zeldę Fitzgerald, Stellę Steyn, Thomasa McGreevy'ego, Gertrude Stein, Margaret Morris, Johna O’Sullivana czy wspomnianych już wcześniej Samuela Becketa oraz Carla Gustava Junga. Z jednej strony mamy zatem hipnotyzujący, artystyczny Paryż, a z drugiej sam środek rodzinnego życia Joyce'ów i ich skomplikowane relacje. Na pozór wszystko wyglądało tak, jak powinno. Niestety patrząc z bliska można było dojrzeć wiele głębokich rys. Rodzina w pewnym sensie stała się dla głównej bohaterki więzieniem, a matka, ojciec i brat niemal osobiście nałożyli jej kajdany. Historia Lucii Joyce to tragiczny obraz niszczącego wpływu rodziny - miłości prowadzącej do uzależnienia emocjonalnego i finansowego.

"[Ojciec] potrzebował mnie. Nie w charakterze psa przewodnika, lecz jako źródła inspiracji. Mój taniec był dla niego rodzajem objawienia, skarbnicą treści"



Annabel Abbs niezwykle subtelnie przedstawiła zmiany zachodzące w osobowości Lucii - początkowo niemal niedostrzegalne, z czasem jednak coraz bardziej wyraźne i niepokojące. Dzięki narracji pierwszoosobowej możemy w pełni przeniknąć do świata wewnętrznego bohaterki, poznać jej myśli, pragnienia, fantazje i lęki oraz spojrzeć jej oczami na otaczającą rzeczywistość. I w pewnym sensie zastanowić się również, co mogło przyczynić się do jej choroby.

"Taniec to pismo ciała, a pani to instynktownie pojmuje. Wyczuwam w pani czyste emocje o niezwykłym potencjale. To dar, panno Joyce, dar"

"Joyce Girl" to niewątpliwie interesujące i wnikliwe studium początków dorosłego życia Lucii Joyce - niczym równia pochyła - od wielkich marzeń o karierze, pasji i radości z tańca, przez zwątpienie, zniechęcenie i brak pewności siebie, aż po bolesny upadek. Autorka stworzyła na kartach książki obraz ludzkiej psychiki - poturbowanej, z licznymi rysami i niedoskonałościami. Choć to mieszanka prawdy i fikcji, silnie przemawia ona do czytelnika. Książkowe postaci są wielowymiarowe, niemal jak prawdziwe. A sama Lucia... psychologiczny aspekt tej powieści to zdecydowanie jej najmocniejsza strona.

"Tamtej nocy wiedziałam już, że drzemie we mnie coś ciemnego i potwornego, czai się, czeka na właściwy moment. Czasem rzucało mi się do gardła i przejmowało nade mną kontrolę. Czułam się taka zmęczona. Nie mogłam już tańczyć. Nie miałam siły"

"Joyce Girl" to powieść, która skłania do refleksji nad kruchością ludzkiego istnienia, prowokuje pytania i nie daje gotowych odpowiedzi. Zachęca do dyskusji i pozostaje w pamięci długo po przeczytaniu ostatniej strony. Dostarcza czytelnikowi wielu emocji - to opowieść smutna, momentami szkokująca, poruszająca i chwytająca za gardło, wywołująca nostalgię i współczucie dla tej kobiety, która utraciła radość życia i marzenia. Pięknie napisana od początku do końca. O wielkich ambicjach i destrukcyjnej miłości, pragnieniu niezależności i braku zrozumienia. O mrocznych zakamarkach naszego umysłu, w których ukrywają się bolesne wspomnienia - upokorzenia, poczucie winy, lęki, wyparte pragnienia i doznane krzywdy. Wszystko w życiu Lucii Joyce miało wymiar ekstremalny - miłość, talent, pasja, marzenia, a także sam upadek. Książka Annabel Abbs jest jak  głos zapomnianych kobiet domagający się poszanowania ich indywidualności i wybranej życiowej drogi. Bardzo satysfakcjonująca lektura. Szczerze polecam.

Premiera 18 września ⭐

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu MANDO.

Tytuł oryginalny: The Joyce Girl
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo: MANDO
Data wydania: 18 września 2019
Liczba stron: 448

poniedziałek, września 09, 2019

#80 "Obejmie wszystko pamięć" - Joanna Gawrych - Skrzypczak

#80 "Obejmie wszystko pamięć" - Joanna Gawrych - Skrzypczak

Lubicie odwiedzać dawne dworki i pałace? Jakiś czas temu wybrałam się na zwiedzanie dworku Krasińskich w Złotym Potoku. W 2008 roku otwarto tam muzeum poświęcone życiu i twórczości Zygmunta Krasińskiego. W takich miejscach doskonale czuć ducha dawnych czasów - w każdym zakamarku wciąż kryją się wspomnienia, nieodkryte tajemnice, burzliwe romanse, tragedie, legendy i najróżniejsze opowieści. Poznawanie przeszłości czasami doprowadza do nieoczekiwanych konsekwencji. Na jaw wychodzą głęboko skrywane sekrety - takie, które potrafią dotkliwie ranić kolejne pokolenia. Przekonali się o tym bohaterowie książki "Obejmie wszystko pamięć", która 4 września miała swoją premierę. Stanowi ona kontynuację - trzecią część serii autorstwa Joanny Gawrych - Skrzypczak. To moje pierwsze i jednocześnie bardzo udane spotkanie z twórczością autorki. Nie wiem, jak robi to Wydawnictwo Czwarta Strona, ale książki, które wydają są naprawdę świetne;) I pomyśleć, że kiedyś do polskich powieści obyczajowych zabierałam się jak pies do jeża ;) Na szczęście było, minęło, a dzięki takim książkom z pewnością nie wróci.

"Obejmie wszystko pamięć" to historia Anny i Łukasza, którzy w Miętach razem wychowują syna i prowadzą pensjonat. Anna odnalazła spokój i szczęście - piękna przyroda, kochający mąż i syn oraz konie, które są jej wielką pasją. Łukasz postanawia otworzyć galerię upamiętniającą historię dworku. Do współpracy zaprasza antykwariuszkę Wiktorię oraz Charlesa - brytyjskiego właściciela kolekcji obrazów. Powoli odkrywają tajemnice dworku. Jakie wspomnienia zostały utrwalone na dawnych zdjęciach? Kto jest autorem anonimowych pogróżek kierowanych w stronę mieszkańców Mięt? Do Polski powróci również przyjaciółka Anny - Aśka. Jej związek z przystojnym Włochem nie układa się tak, jak oczekiwała. Będzie musiała podjąć trudną decyzję. Co postanowi?

"Najpiękniejsze chwile to te, które się jeszcze nie wydarzyły"

Drodzy czytelnicy, wsiąknęłam w tę historię niczym woda w gąbkę ;) Początkowo spora ilość bohaterów nieco mnie przytłoczyła (choć przypuszczam, że osoby znające poprzednie części serii nie będą miały z tym żadnych problemów), ale z czasem uznałam to za jedną z zalet książki. Joanna Gawrych - Skrzypczak stworzyła wieloaspektową i wielobarwną powieść z intrygującą fabułą, utkaną misternie z wątków historycznych, romantycznych i obyczajowych. Jak rosyjska matrioszka - z jednej opowieści wyłania się kolejna i kolejna i kolejna... aż w pewnym momencie wszystko wskakuje na właściwe miejsca. Myślę, że taki sposób poprowadzenia tej historii nie był wcale najłatwiejszy, dlatego tym bardziej doceniam pracę autorki. Efekt jest bardzo zadowalający, a zainteresowanie czytelnika utrzymuje się na wysokim poziomie od pierwszej aż do ostatniej strony. Autorka umiejętnie przeplata przeszłość i teraźniejszość tworząc spójną i ciekawą opowieść. Zauważyłam, że coraz wiecej autorów wykorzystuje taką formę w swoich publikacjach. I bardzo mnie to cieszy, ponieważ uwielbiam książki, w których akcja toczy się dwutorowo - w czasach współczesnych oraz w przeszłości. Joanna Gawrych - Skrzypczak zabiera czytelników w podróż po dwudziestowiecznej Europie - do Rosji w czasach rewolucji październikowej, Paryża, Cassis, Marsylii, Poznania oraz szwajcarskiej Arosy. Będziemy spacerować wąskimi uliczkami, oddychać miejską atmosferą, czuć na twarzy morską bryzę oraz wdychać leśne powietrze. Ta książka pełna jest ciekawych miejsc i dobrze wykreowanych bohaterów - takich, którzy kochają i cierpią, popełniają błędy i ponoszą ich konsekwencje, ulegają pokusom i namiętnościom oraz póbują przetrwać mimo wszelkich trudności, jakie stawia przed nimi życie. Niektórych z nich obdarzymy sympatią, inni bedą w nas wzbudzać negatywne uczucia. Jedno jest pewne - czytelnik nie pozostanie wobec nich obojętny.

Autorka ma płynny i przyjemny w odbiorze styl pisania. Łatwo zatopić się w wykreowanym przez nią świecie, a podczas czytania czas pędzi jak szalony i nim się obejrzymy, będziemy już w połowie książki. To świetna propozycja czytelnicza na ten nadchodzący jesienny czas.

"Pamięć może objąć wszystko, ale często nas więzi, trzyma w miejscu, daje złu siłę przetrwania. Nie da się zmienić przeszłości, a na to, co będzie możemy wpłynąć tylko tu i teraz"


Książka "Obejmie wszystko pamięć" skłania do przemyśleń i nie daje czytelnikowi gotowych odpowiedzi. To barwna opowieść o straconych szansach, bolesnych wspomnieniach, niespełnionych miłościach, trudnych wyborach i ich konsekwencjach. O tym, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. O nadziei na szczęście i miłość, które mogą pojawić się w naszym życiu w najmniej oczekiwanym momencie.

Ciekawe miejsca, poruszająca i burzliwa historia oraz intrygujący bohaterowie - to i znacznie więcej znajdziemy w książce Joanny Gawrych - Skrzypczak. Myślę, że warto przeczytać również poprzednie części serii, choć jak widać nie jest to absolutnie wymagane:) Miło spędziłam czas i czytałam z przyjemnością.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 4 września 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 352

piątek, września 06, 2019

#79 "Plusy i minusy. Książka dla wszystkich, którzy kiedykolwiek bali się matematyki" - Stefan Buijsman

#79 "Plusy i minusy. Książka dla wszystkich, którzy kiedykolwiek bali się matematyki" - Stefan Buijsman

2+2=... ? Lubicie matematykę? Mamy wrzesień i początek roku szkolnego, a to dobra okazja, by przywołać trochę wspomnień. W liceum należałam do klasy humanistycznej, więc łatwo domyślić się, że matematyka nie była moim ulubionym szkolnym przedmiotem ;) I choć nie przeżyłam matematycznej traumy, wielkich sukcesów w tej dziedzinie też nie osiągnęłam. Teraz po latach zaakceptowałam już fakt, że mój mózg po prostu nie myśli w taki sposób xD A jak wy wspominacie lekcje matematyki w szkole?:) Żarty żartami, ale chciałabym opowiedzieć wam o ciekawej publikacji od Wydawnictwa Znak, która 4 września miała swoją premierę. "Plusy i minusy" to książka dla tych, "którzy kiedykolwiek bali się matematyki" (czyli dla mnie też;) Jej autor, 24-letni Stefan Buijsman, jest matematycznym geniuszem, który w wieku 20 lat uzyskał tytuł doktora, a w szkole średniej nudził się na matematyce i zadawał pytania, na które nikt nie potrafił odpowiedzieć. Teraz odkrywa przed czytelnikami świat liczb snując fascynującą opowieść.

Czy warto w ogóle zaprzątać sobie głowę matematyką? Czy coś, co wydaje się tak abstrakcyjne, może mieć praktyczne zastosowanie w naszym codziennym życiu?
 
Razem z autorem przeniesiemy się do świata matematyki. W książce znajdziemy szczyptę historii, filozofii i psychologii oraz dużą łyżkę ciekawostek, o których nie mieliśmy pojęcia. "Plusy i minusy" składają się z ośmiu rozdziałów takich jak: Matematyka wokół nas, Życie bez liczb, Niepewność pod kontrolą, Spacer w myślach oraz Pożytek z matematyki. W ich obrębie znajdziemy bardziej szczegółowe zagadnienia np. Szkoła w Mezopotamii, Nicolas Cage i śmierć w basenie czy Matematyka jako opowieść. Autor opowie nam o początkach matematyki m.in. w starożytnych Grecji i Egipcie. Zaprezentuje nam teorię grafów, statystykę oraz równania całkowe i różniczkowe w odniesieniu do codziennego życia. Dowiemy się, jak wykorzystywane są grafy do przewidywania reakcji chorego na kurację przeciwnowotworową oraz do analizy ruchu drogowego, a także co wspólnego z matematyką mają aplikacja Google Maps, personalizowane reklamy na Netfilixie, ekspres do kawy w ulubionej kawiarni czy automatyczny pilot w samolocie. W książce znajdziemy też strony poświęcone roli matematyki w tworzeniu prognoz pogody, budownictwie oraz polityce. I wkrótce przekonamy się, że matematyka jest bardzo pożyteczna, ma wiele pozytywnych zastosowań, o których nie mieliśmy pojęcia i pomaga nam uporządkować otaczający świat.

Regułki, skomplikowane formuły i trudne wzory? Nic z tych rzeczy...

Dużą zaletą książki jest styl, w którym została napisana - lekko, ciekawie, z humorem i w przystępny sposób. Czytelnik ma wrażenie, że spędza czas z dobrym znajomym, który gawędzi z nim swobodnie przy kubku herbaty w sobotnie popołudnie. To jedna z tych publikacji, które czyta się ekspresowo, z przyjemnością i niesłabnącym zainteresowaniem, choć tematyka wcale nie wygląda na łatwą i lekką. Są w niej również momenty wymagające większego skupienia, szczególnie przy typowo matematycznych zagadnieniach, ale myślę, że ogólny efekt jest zadowalający.

"Matematyka opowiada historie: o liczbach, figurach geometrycznych i różnych innych rzeczach..."


Należy zwrócić uwagę, że nie jest to matematyczne kompendium, a jedynie niewielki wycinek - taki, który rozbudza apetyt na więcej. Książka "Plusy i minusy" nie sprawi magicznie, że po jej przeczytaniu staniemy się nagle matematycznymi geniuszami. To raczej publikacja, która przedstawia matematykę w trochę innym świetle i zachęca, by myśleć o niej w kategoriach przydatności w codziennym życiu. Autor jest filozofem matematyki i taki właśnie nieco filozoficzny charakter ma jego książka. Stanowi ona dobry początek dla własnych, samodzielnych poszukiwań. Otwiera umysł i pozwala spojrzeć na otaczający świat w nieco inny sposób niż dotychczas, co prowokuje do zadawania kolejnych pytań i szukania na nie odpowiedzi. Zdecydowanie można podczas lektury obudzić w sobie wewnętrzne, ciekawskie dziecko. To również dobry trening dla szarych komórek ;)

"Plusy i minusy" to dobra publikacja nie tylko dla tych, którzy kiedykolwiek bali się matematyki, ale przede wszystkim dla każdego ciekawego świata umysłu. Ładnie wydana, w twardej, kolorowej okładce i z interesującym wnętrzem :) Warta uwagi👌



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.
 



Tytuł oryginalny: Plussen en minnen. Wiskunde en de wereld om ons heen
Tłumaczenie: Iwona Mączka
Data wydania: 4 września 2019
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 304

Copyright © kate in bookland , Blogger