czwartek, października 31, 2019

#105 "Zasady magii" - Alice Hoffman

#105 "Zasady magii" - Alice Hoffman

Czy można uciec przed przeznaczeniem? Jak zaakceptować kłopotliwe dziedzictwo? Czy prawdziwa miłość może pokonać klątwę?

Czarny pieprz na bolące mięśnie, złocień na migreny, werbena, żeby złagodzić ból nieodwzajemnionej miłości, herbata z lawendy na bezsenność... Masło roztapia się w naczyniu, gdy ktoś się zakocha. Pszczoły zwiastują czyjąś śmierć...

Czasami potrzebujemy w życiu odrobiny magii, cokolwiek to znaczy ;) Rodzeństwo Ownensów ma jej jednak pod dostatkiem każdego dnia. I chyba nie zawsze są dzięki niej szczęśliwi. A już na pewno nie wtedy, gdy przynosi ze sobą klątwę...

Alice Hoffman, amerykańska pisarka i autorka ponad trzydziestu publikacji dla dorosłych i młodzieży, stworzyła prequel swojej bestsellerowej książki "Totalna magia", która w 1998 roku została przeniesiona na ekran (w role sióstr Owens wcieliły się Nicole Kidman i Sandra Bullock). Teraz cofając się do lat 60. XX wieku poznajemy lata młodości Jet i Frances - krewnych, z którymi siostry zamieszkały po śmierci rodziców.

Czym byłby świat bez miłości?

Frances, Jet i Vincent to rodzeństwo należące do starodawnego rodu czarownic. W spadku po swoich przodkach otrzymali niezwykłe talenty, które budzą się, gdy zaczynają wkraczać w dorosłość. Franny to odważna i uparta dziewczyna o białej skórze i krwistoczerwonych włosach. Jej młodsza siostra Jet jest z kolei nieśmiała i wrażliwa, a brat Vincent charyzmatyczny i utalentowany. Potrafią czytać w myślach, zaglądać w przyszłość, rzucać zaklęcia i sporządzać magiczne mikstury. W ich żyłach płynie krew słynnej Marii Owens, która w 1620 roku została oskarżona o czary - ukarano ją za to, że pokochała niewłaściwego mężczyznę. Wybranek jej serca skazywał na śmierć czarownice. Zdradzona i oszukana Maria uznała więc, że mężczyźni to samo zło i aby uchronić przyszłe pokolenia rzuciła klątwę - każdy mężczyzna, który pokocha kobiety z rodu Owensów zginie. Klątwa kładzie się cieniem na życiu rodzeństwa - każde z nich obawia się utraty ukochanej osoby. Wkrótce dochodzi do tragicznych wydarzeń, a bolesne doświadczenia i kłopotliwe dziedzictwo stawiają pod znakiem zapytania ich przyszłość. Czy można oddalić klątwę? Czy życie wśród magii może być szczęśliwe? Czy rodzeństwo odnajdzie swoją drogę?


Kilka dni temu z ciekawości zerknęłam na opinie o książce Alice Hoffman napisane przez polskich czytelników i jakie było moje zdziwienie - widać wyraźnie, że wzbudza skrajne emocje, od zachwytu po rozczarowanie. Muszę przyznać, że sięgając po "Zasady magii" nie miałam żadnych konkretnych oczekiwań względem lektury (w sekrecie zdradzę wam, że nie oglądałam też filmu "Totalna magia";) I wygląda na to, że znalazłam w tej książce coś, co sprawiło, że czytałam ją z przyjemnością. Im dłużej myślę o historii Owensów, tym bardziej przemawia do mnie jej sens i przekaz. "Zasady magii" nie należą bowiem do lekkich publikacji pełnych czarnych kotów, latających mioteł i miłosnych eliksirów. Alice Hoffman stworzyła opowieść eteryczną i barwną, ale też pełną smutku, rozczarowań i goryczy. I miłości, ponieważ wbrew rodzinnej klątwie to właśnie ona jest w tej historii najważniejsza - "Zasady magii" przypominają sinusoidę miłosnych pożegnań i powrotów, które za każdym razem rozdzierają duszę i serce. Ten nieco mroczny i nostalgiczny klimat wyraźnie przypadł mi do gustu i z każdą kolejną przeczytaną stroną doceniałam książkę Hoffman bardziej. To jak ucieczka do nieprzewidywalnego świata z nutką magii, która wcale nie czyni go miejscem bezpieczniejszym i piękniejszym. Autorka wykreowała intrygujących bohaterów pełnych wewnętrznych sprzeczności, rozterek i wątpliwości. Sądzę, że zyskują oni w oczach czytelnika wraz z rozwijającą się akcją. Dojrzewają, szukają swojej drogi, popełniają błędy i ponoszą konsekwencje, czasami nadzwyczaj dramatyczne. Ze stron tej książki wyłania się piękne przesłanie - najważniejsze, aby po prostu być sobą. Fabuła dostarcza nam kilku łamiących serce zwrotów akcji, a może nawet doprowadzić do łez.

"A dlaczego istnieją sekrety? Ludzie chcą się chronić przed przeszłością. Choć im się to nie udaje"

Książka Alice Hoffman pełna jest magicznych smaczków, którymi czytelnik może się niespiesznie delektować. Naparstnica, ruta, mandragora, tarnina, krwawnik... Autorka sporo uwagi poświęca zielarstwu, co wzbudziło moje szczególne zainteresowanie. Proza Hoffman zdecydowanie wyostrza zmysły - znajdziemy w niej wiele barwnych opisów działających na wyobraźnię. Czuć w niej magię, ale jednocześnie nie przesłania ona historii Owensów. W tle obecny jest także fascynujący i tętniący życiem Nowy Jork oraz społeczeństwo amerykańskie w obliczu zmian i ważnych wydarzeń - lądowania na Księżycu, wojny wietnamskiej, Lata Miłości 1967 w San Francisco i ruchu hippisowskiego oraz zamieszek na Stonewall w 1969. Wspaniale było poznawać nowojorski Manhattan oczami głównych bohaterów. Styl pisania Alice Hoffman sprawił, że szybko zatopiłam się w świecie Owensów i nim się obejrzałam czytałam już ostatnie strony. Łatwo nawiązałam też więź z bohaterami książki (choć początkowo wcale nie było to tak oczywiste;), szczególnie z upartą i odpowiedzialną Franny, która dla dobra rodziny musiała poświęcić tak wiele. Książka Alice Hoffman dojrzewa wraz ze swoimi bohaterami.

"Pamiętaj, że jedynym lekarstwem na miłość jest kochać bardziej"

"Zasady magii" to interesujące połączenie magii i prawdziwego życia, romansu, dramatu i rodzinnej sagi. Znajdziemy w niej dużo więcej. Alice Hoffman stworzyła opowieść o sile miłości i rodzinnych więzi, przeznaczeniu, stracie, życiowych zmaganiach i próbie pogodzenia się z losem. O poczuciu winy, odpowiedzialności za drugiego człowieka i wybaczeniu. O szukaniu własnej drogi i podążaniu za marzeniami wbrew przeciwnościom. To słodko-gorzka, pięknie wydana książka z ważnym przekazem, która ma czytelnikom wiele do zaoferowania. Cieszę się, że miałam okazję poznać prozę Hoffman. Z przyjemnością przeczytam za jakiś czas "Totalną magię".


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.



Tytuł oryginalny: The Rules of Magic
Tłumaczenie: Danuta Górska
Data wydania: 16 października 2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384

wtorek, października 29, 2019

#104 "Jak oni pracują 2" - Agata Napiórska /przedpremierowo/

#104 "Jak oni pracują 2" - Agata Napiórska /przedpremierowo/

Czasami może się wydawać, że praca artystyczna to przysłowiowa "bułka z masłem" i czysta przyjemność - bo elastyczne godziny, bo można zrobić sobie wolny dzień w poniedziałek, a nie w sobotę, bo to pasja i coś co kochamy, bo wystarczy talent i wszystko idzie jak z płatka... Nic bardziej mylnego. Wiele dzieł sztuki, które oglądamy czy książek, które czytamy powstawało w bólach, pocie i łzach. Wymagały wielu wyrzeczeń i bezsennych nocy, a często towarzyszyły im momenty załamania i wątpliwości. Zdarza się, że tworzenie znacznie bardziej przypomina żmudne i nudne rzemiosło, niż pasjonującą i ekscytującą przygodę. A za każdym dziełem stoi jego twórca. Dzięki Agacie Napiórskiej możemy zajrzeć za kulisy i dowiedzieć się nieco więcej o samym procesie tworzenia oraz o kreatywnych umysłach - autorach dzieł.

Już 30 października swoją premierę będzie miała książka "Jak oni pracują 2". Stanowi ona kontynuację i poszerzenie publikacji wydanej w 2017 roku. Agata Napiórska ponownie bierze na warsztat polskich twórców, ale tym razem wśród nich znajdziemy więcej kobiet oraz przedstawicieli młodszego pokolenia. Książka składa się z kilkudziesięciu krótkich wywiadów, które autorka przeprowadziła z twórcami (na żywo, telefonicznie lub z wykorzystaniem wiadomości e-mail). Łączą oni na co dzień pasję z pracą zarobkową i reprezentują różne obszary kultury. Wśród rozmówców znajdziemy zatem między innymi malarzy, rzeźbiarzy, pisarzy, projektantów, fotografów oraz grafików. Część nazwisk kojarzymy doskonale, niektóre dopiero poznamy (zadanie ułatwią nam krótkie notki biograficzne zamieszczone w książce). Jest to zatem doskonała okazja, aby połączyć przyjemne z pożytecznym - przeczytać intetesującą publikację i poszerzyć swoje kulturowe horyzonty.

Czy praca w domu to rzeczywiście luksus? Czy trudno wówczas oddzielić sferę zawodową od prywatnej? Jak znaleźć równowagę między pracą a odpoczynkiem? Czy niezbędna jest samodyscyplina? Jak wygląda typowy dzień malarza, pisarza czy rzeźbiarza? Co jest ich głównym źródłem utrzymania? Skąd czerpią inspirację? I czy praca i pasja to dla nich pojęcia tożsame?

Mirella von Chrupek w kuchennych szafkach zamiast jedzenia trzyma kolorową bibułę i krepinę, folię bąbelkową i pojemniki na farby. Cezary Łazarewicz potrafi pisać kilka książek równolegle, a podczas pracy wypija litry herbaty. Jego żona, Ewa Winnicka ma kolekcję ulubionych dresów, które zakłada, gdy zabiera się do pisania. Wojciech Chmielarz nie lubi opisywać w swoich książkach sekcji zwłok. Ania Kuczyńska ważne daty ustala z numerologiem. Marcin Wicha w ramach odpoczynku lubi tracić czas. Monika Brodka woli pracę w studiu - nagrywanie i aranżowanie muzyki - niż tworzenie tekstów piosenek. 

Jedni pracują w domu, inni w kawiarniach. Niektórzy potrzebują ciszy i spokoju, innym z kolei chaos zupełnie nie przeszkadza. Są tacy, którzy tworzą systematycznie i zgodnie z ustalonym planem oraz tacy, krórzy zaczynają działać, gdy wpadnie im do głowy jakiś pomysł. Jedni piszą w notesach albo na luźnych kartkach w poczekalniach albo podróży, drudzy tylko na komputerze przy biurku albo dużym stole. Ilu artystów, tyle różnych odpowiedzi :) Dzięki Agacie Napiórskiej poznamy ich rozkłady dnia, rzeczy bez których nie wyobrażają sobie życia, sposoby na odpoczynek oraz trudności z którymi zmagają się podczas tworzenia. Czytelnik ma możliwość spojrzeć na znanych artystów z nieco innej, bardziej prywatnej strony.

Co ciekawe, te opowieści doskonale pokazują, że przeświadczenie o iddylicznym życiu twórców jest błędne. Ta publikacja zaskoczyła mnie pozytywnie - nie spodziewałam się, że wzbudzi u mnie tak duże zainteresowanie. Niektóre rozmowy to prawdziwe perełki - połączenie humoru, talentu i życiowej mądrości. Wielu twórców ma otwarty umysł i naprawdę interesujące spojrzenie na życie i sztukę. Każdy z nich jest inny, podobnie jak przeprowadzone z nimi rozmowy. Może się wydawać, że tematyka jest lekka i przyjemna, ale w rzeczywistości między wersami możemy znaleźć wiele istotnych kwestii, co nadaje tej publikacji również nieco refleksyjny charakter. Dzięki temu nie stanowi ona jedynie kompilacji ciekawostek. "Jak oni pracują 2" to książka, która nie ocieka lukrem i egocentryzmem. Twórcy nie uciekają od trudnych tematów, nie idą na skróty w swoich wypowiedziach. I właśnie ta spora dawka szczerości i normalności znacznie zwiększa walory książki. Autorka podąża za kierunkiem rozmowy i wiele pytań zostało zindywidualizowanych i dostosowanych do konkretnego rozmówcy. Ponieważ książka stanowi zbiór wywiadów, można ją czytać z przerwami, na raty, według własnej kolejności, albo pochłonąć od razu w całości :) Myśl przewodnia i sposób podejścia do tematu bardzo przypadły mi do gustu. Właściwie od pierwszych stron doskonale odnalazłam się w klimacie tej książki. Można z nią świetnie spędzić czas. "Jak oni pracują 2" pełna jest osobistych smaczków, które zaspokoją wścibską i ciekawską część naszej osobowości ;) Książka Agaty Napiórskiej z pewnością trafi do serc czytelników, którzy podobnie jak jej bohaterowie, podążają twórczą ścieżką i realizują się poprzez różne artystyczne formy przekazu. I pewnie nie raz podczas czytania w głowie pojawi się myśl "mam tak samo" - okazuje się, że wbrew pozorom miewamy podobne rytuały, przyzwyczajenia, marzenia i wątpliwości. Polecam, warto przeczytać.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.



Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 432


sobota, października 26, 2019

#103 "Droga przez mąkę czyli literatura dla kucharek" - Łukasz Modelski

#103 "Droga przez mąkę czyli literatura dla kucharek" - Łukasz Modelski

Dziś opowiem wam o książce, która wspaniale łączy ze sobą literaturę i kuchnię. Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania "Drogi przez mąkę", na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Uwielbiam czytać o jedzeniu oraz światowej kuchni i wszelkie kulinarne motywy zawsze wzbudzają mój entuzjazm. A w przypadku książki Łukasza Modelskiego sytuacja wygląda jeszcze lepiej - to nie tylko publikacja o jedzeniu, ale też o literaturze. Idealne połączenie.

Jedzenie jest istotnym elementem naszego życia, co oznacza, że nie może go zabraknąć również w książkach. Czytelnik ma okazję prześledzić, jak zmieniało się kulinarne menu na przestrzeni wieków. Przy jedzeniu bohaterowie spędzają sporo czasu - gotują, zawierają znajomości, rozwiązują zagadki, zajadają smutki... Jedzenie w literaturze nie stanowi zatem jedynie "paliwa" dla ciała, lecz ma istotne, często społeczne i kulturowe znaczenie. Co królowało na literackich stołach?

Miron Białoszewski w "Pamiętniku z powstania warszawskiego" pisze o makaronie i smalcu, który jadło się w czasie wojny oraz o zupie pomidorowej, która też miała dla niego istotne znaczenie. Charles Dickens w "Klubie Pickwicka" wspomina o ostrygach, świątecznym puddingu i grillowanym serze. James Bond stworzony przez Iana Fleminga żywił się jajecznicą i zimnym rostbeftem z sałatką ziemniaczaną. Na balu u szatana u Bułhakova przede wszystkim się piło, a Behemot dla żartu zamienił szampana w koniak. W "Lalce" Bolesława Prusa Wokulski atakował sandacza nożem i widelcem. Jan Potocki i Miguel de Cervantes wspólnie podziwiali kastylijskie duszone mięso z warzywami.

Łukasz Modelski, dziennikarz i felietonista, autor "Dziewczyn wojennych" oraz "Kuchni na plebanii", po siedmiu latach prowadzenia audycji w radiowej Dwójce wybrał 50 najbardziej literackich spośród odbytych rozmów, tworząc wyjątkową publikację. Drugiego października na księgarskie półki trafiła "Droga przez mąkę czyli literatura dla kucharek" wydana nakładem Wydawnictwa Znak. Ilustracje wykonała utalentowana Zofia Różycka, artystka, rysowniczka i autorka "Alfabetu ciast". W książce Modelskiego zaproszeni do rozmowy goście opowiadają o literaturze od nieco nietypowej strony - od kuchni. Każda rozmowa zaczyna się niejako od literackich rozważań - nawiązań do fabuły oraz smakowitych fragmentów - płynnie przechodząc przez kwestie kulinarne aż do wybranego przepisu.

"Droga przez mąkę" to książka podczas czytania której permanentnie byłam głodna ;) A delektowałam się nią dość długo, bo lektura sprawiała mi ogromną przyjemność. To publikacja na wysokim poziomie zachwycająca zarówno treścią jak i oprawą graficzną. Jestem pod dużym wrażeniem jakości rozmów - krytycznego spojrzenia, ogromnej wiedzy i wielu trafnych odniesień. Książka Modelskiego nie stanowi jedynie katalogu, w którym zebrano literackie dzieła z kulinarnym motywem. Znajdziemy w niej liczne analizy i interpretacje oraz nawiązania do literatury, kultury, historii i geografii. Wspólnie z rozmówcami zastanowimy się między innymi nad tym, co symbolicznie kryło się za daną potrawą i jaka była jej rola w książce. Często bowiem jedzenie nie stanowiło jedynie tła dla wydarzeń opisywanych w książce, lecz skrywało w sobie wiele dodatkowych i ważnych znaczeń. "Droga przez mąkę" zdecydowanie poszerza horyzonty i zwiększa literacko-kulinarną świadomość czytelnika. Dowiedziałam się tak wiele. Co ciekawe, oprócz dzieł literatury i słynnych potraw mamy tutaj jeszcze sporo nawiazań podróżniczych - Sycylia, Wiedeń, Prowansja, Hiszpania, Turcja... Odbyłam na kartach książki fascynującą podróż po różnych zakątkach świata. To ogromny, dodatkowy atut tej publikacji.


Książkę Łukasza Modelskiego czyta się z dużą przyjemnością i zainteresowaniem, ale nie należy ona do publikacji z kategorii prostej i lekkiej rozrywki, które można przeczytać ekspresowo w autobusie miejskim, na plażowym leżaku albo w poczekalni u dentysty. "Droga przez mąkę" z uwagi na swój intelektualny charakter i mnogość literacko-kulinarnych rozważań wymaga koncentracji i pełnego zaangażowania. I nie jest to bynajmniej wada, wręcz przeciwnie. Należy jednak mieć ten fakt na uwadze.

"Widok magdalenki nie przypomniał mi nic, nim ją skosztowałem. Może dlatego, że widywałem je od tego czasu często, mimo że ich nie jadłem, na ladzie cukierni. Obraz ich opuścił owe dni, Combray, aby się skojarzyć z innymi, świeższymi, może dlatego, że z owych wspomnień tak długo zostawionych poza pamięcią nic nie przetrwało, wszystko rozpyliło się. Kształty, także ten kształt małej muszelki z ciasta tak pulchnej i zmysłowej pod swoim surowym i nabożnym rurkowaniem, znikły lub też, uśpione, straciły energię, która by im pozwoliła połączyć się ze świadomością" - Marcel Proust "W poszukiwaniu straconego czasu"

Na zakończenie każdego wywiadu otrzymujemy kulinarny przepis - to taka wisienka na torcie. Niektóre z nich są wiernym odtworzeniem potraw z książek, inne stanowią bardziej swobodną interpretację opartą na wspomnianych wcześniej literackich smakołykach. Znajdziemy wśród nich między innymi tort Sachera, słodko-kwaśną cukinię po sycylijsku, brzoskwinie w czerwonym winie, rostbef po angielsku, sandacz w sosie koperkowym, bliny carycy Katarzyny, jajecznicę à la James Bond czy lombardzkie risotto mięsne. Łukasz Modelski przygotował menu, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Dzięki tym przepisom możemy urzeczywistnić w kuchni to, co jedzą literaccy bohaterowie i przez krótką chwilę poczuć się tak jak oni :)

Książka "Droga przez mąkę" to niebanalna publikacja stanowiąca fascynujące połączenie słowa pisanego z jedzeniem, które dostarczy nam całą gamę smakowych i literackich doznań. Absolutny must read dla miłośników kuchni i literatury. To prawdziwa czytelnicza uczta - można się najeść samym czytaniem i oglądaniem ilustracji ;) "Droga przez mąkę" zachwyciła mnie swoją różnorodnością, wysokim merytorycznym poziomem oraz piękną oprawą graficzną. Wyraźnie widać, że ta książka została dopracowana w każdym szczególe. Miło spędziłam z nią czas. Serdecznie polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.


Data wydania: 2 października 2019
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 576

czwartek, października 24, 2019

#102 "Człowiek, który wynalazł internet. Biografia Paula Barana" - Wojciech Orliński

#102 "Człowiek, który wynalazł internet. Biografia Paula Barana" - Wojciech Orliński

Internet. Obecnie wielu z nas nie wyobraża sobie już bez niego życia. Dzięki niemu możemy robić zakupy bez wychodzenia z domu, załatwiać sprawy urzędowe, dokonywać płatności, rozmawiać z innymi, oglądać filmy i seriale... Lista jest znacznie dłuższa. Internet służy nam w wielu dziedzinach, do nauki, rozrywki i w celach informacyjnych. Wyraźnie widać, że ten wynalazek zrewolucjonizował nasze życie. Stanowi wyraz postępu technologicznego oraz odpowiedź na zmieniające się potrzeby człowieka. Pierwsza transmisja internetowa miała miejsce 29 października 1969 roku. Już za kilka dni będziemy zatem obchodzić 50. rocznicę. To doskonały moment, aby pochylić się nad tym niezwykłym wynalazkiem nieco dłużej. Czy znamy jego początki? Kto właściwie stworzył Internet i w jakim celu?

Internet podarował nam... Paul Baran

Wojciech Orliński ruszył śladem Paula Barana - "człowieka, który wynalazł internet". Efektem tych badań i poszukiwań jest biograficzna książka wydana 2 października nakładem Wydawnictwa Agora. Stanowi ona nie tylko historię życia Paula Barana, ale również wyjątkową podróż do źródeł Internetu.

Można powiedzieć, że Internet ma wielu ojców, jednak to właśnie Paul Baran stworzył jego podwaliny. Na świat przyszedł w 1926 roku w polskim wówczas Grodnie. Mając zaledwie dwa lata wyemigrował wraz z rodziną do Stanów Zjednoczonych Ameryki, najpierw do Bostonu, a następnie do Filadelfii, gdzie Baranowie prowadzili własny sklep spożywczy. Paul uczęszczał do szkoły i rozwijał swoją naukowo-techniczną pasję. W 1949 roku na Uniwersytecie Drexela uzyskał tytuł inżyniera. Po ukończeniu studiów zajmował się m.in. pierwszymi komputerami komercyjnymi oraz systemami radarowymi. Jak pisze Wojciech Orliński, Paul Baran "jeszcze przed trzydziestką zrealizował prawdziwy amerykański sen. Miał pracę swoich marzeń - wymyślał i wdrażał nowe wynalazki". W jaki sposób przyczynił się do powstania Internetu? W 1962 roku opublikował pracę dotyczącą projektu rozproszonych sieci transmisji danych. Nie wszyscy jednak uwierzyli w powodzenie tego pomysłu... Dzięki autorowi dowiemy się, jak wyglądała emigracja rodziny Baranów i z jakimi przeciwnościami musieli się zmierzyć. Poznamy ścieżkę edukacyjną Paula oraz okoliczności, w których poznał Evelyn, miłość swojego życia. Przeczytamy jak potoczyły się losy Paula i dokąd zaprowadziły go wielkie marzenia. Nie zdradzę wam już więcej - to zaledwie niewielka część jego fascynującej biografii.

Wojciech Orliński, bazując m.in. na dokumentach, listach, służbowych notatkach oraz wspomnieniach rodziny, stworzył obraz zarówno naukowca i wynalazcy, jak i męża oraz ojca. Sądzę, że to duża zaleta, ponieważ czytelnik może zobaczyć w Paulu Baranie człowieka, a nie tylko wynalazcę Internetu. To taka biografia, która uwzględnia różne aspekty jego życia. Wyłania się z niej mężczyzna, który dzięki talentowi i ciężkiej pracy osiągnął zawodowy sukces. Jednocześnie do końca życia pozostał skromny, pracowity i ambitny.  Reprezentował Amerykę imigrantów, a z domu rodzinnego wyniósł szacunek do wiedzy, wykształcenia i drugiego człowieka. Posiadał też jeszcze jedną ważną cechę - był ciekawy świata, zadawał pytania i szukał odpowiedzi, co popychało go w kierunku nowych odkryć. Obraz tego skromnego człowieka wymyka się nieco ze stereotypowych wyobrażeń "geniusza z Doliny Krzemowej" - zarozumiałego egocentryka przekonanego o swojej wyjątkowości. Tym bardziej biografia Paula Barana intryguje i fascynuje czytelnika.


W książce Wojciecha Orlińskiego znajdziemy zatem sporo informacji na temat samego Paula Barana, ale nie tylko. Autor umiejętnie nakreślił również kwestie dotyczące początków Internetu oraz komputerów, co doskonale dopełnia biografię Barana - a wszystko to w odpowiednich proporcjach, dzięki czemu otrzymaliśmy fascynującą historię. Co ciekawe, jeszcze przed powstaniem Internetu, Paul Baran przewidział niebezpieczeństwa związane z użytkowaniem globalnej sieci. W swoich wystąpieniach wielokrotnie wspominał o zagrożeniach dla prywatności oraz o cyber-przemocy. Niestety niewielu wówczas podzielało jego obawy, a wizja tak rozbudowanego i funkcjonalnego Internetu wydawała się dość odległa. Nie ulega wątpliwości, że Paul Baran, choć uznawany za wizjonera i wynalazcę, pozostał człowiekiem twardo stąpającym po ziemi.

"Paula Barana można stawiać za wzór do naśladowania"

Biografia Paula Barana to inspirująca opowieść o dążeniu do realizacji marzeń i lepszej przyszłości, o pasji, ciężkiej pracy, kreatywności i nowatorskich pomysłach. O postępie technologicznym, jego zaletach i wadach, możliwościach i zagrożeniach. Książkę Wojciecha Orlińskiego czyta się z dużym zainteresowaniem - właściwie z każdą kolejną stroną historia Paula Barana wciąga coraz bardziej. Lubię autorów, którzy rzetelnie przygotowują się do napisania książki. I w biografii Paula Barana jest to wyraźnie widoczne. Wspaniale, że dzięki książce Orlińskiego więcej osób usłyszy o tym wyjątkowym  człowieku. Co ważne, przy okazji można dowiedzieć się naprawdę wiele o początkach Internetu. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o wydaniu książki - ma twardą oprawę i została uzupełniona czarno-białymi fotografiami. Fantastyczna publikacja godna uwagi.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Agora.


Data wydania: 2 października 2019
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 302

wtorek, października 22, 2019

#101 "The Science of Rick and Morty. Nienaukowy przewodnik po świecie nauki" - Matt Brady

#101 "The Science of Rick and Morty. Nienaukowy przewodnik po świecie nauki" - Matt Brady

Czy można wyjaśnić w przystępny sposób złożone i z pozoru skomplikowane zagadnienia naukowe? Oczywiście. A gdyby tak połączyć naukę z zabawą i humorem? Na rynku wydawniczym znaleźć można sporo publikacji popularnonaukowych napisanych w taki sposób, aby mogli je czytać wszyscy zainteresowani i aby mogli czerpać z tego radość i satysfakcję. Nie od dziś wiadomo, że nauka zaprezentowana w ciekawy sposób z wykorzystaniem humoru i dobrze dobranych przykładów może stać się fascynującą przygodą i świetną rozrywką, zarówno dla młodszych jak i starszych odbiorców. Z dużym powodzeniem sięgałam już w tym roku po książki w tematyce kosmosu, matematyki, owadów i ptaków. Każde z tych spotkań było udane. Tym razem w moich rękach znalazła się publikacja z zakresu biologii, chemii i fizyki. Co ciekawe, została ona stworzona na podstawie słynnego serialu animowanego "Rick i Morty", który doczekał się już trzech sezonów i cieszy się dużą popularnością. Ta produkcja w oryginalnym zamyśle miała być parodią filmu "Powrót do przyszłości", jednak z uwagi na spore zainteresowanie i przychylne słowa widowni oraz krytyków,  została znacznie rozbudowana. Serial opowiada o przygodach ekscentrycznego, uzależnionego od alkoholu naukowca Ricka Sancheza, któremu towarzyszy jego 14-letni wnuk Morty. Bohaterowie podróżują po odległych galaktykach oraz alternatywnych rzeczywistościach. W książce inspirowanej serialem zagadnienia naukowe przybliża nam Matt Brady - amerykański nauczyciel przedmiotów ścisłych oraz założyciel strony internetowej The Science Of, która wykorzystuje popkulturę do promowania nauki.

Czy gdzieś we Wszechświecie istnieje życie? Jak je znaleźć? Czy jesteśmy cywilizacją "hodowaną" przez inną, bardziej rozwiniętą rasę? Jak potoczyłyby się losy naszej planety, gdyby wiele milionów lat temu nie uderzyła w nią asteroida? Czy będziemy kiedyś w stanie "wchodzić w sny" innych ludzi? Czym są tunele czasoprzestrzenne? Czy człowiek może podróżować w przyszłość?

Matt Brady umiejętnie prowadzi czytelników przez zawiłości nauki i czyni to jednocześnie w sposób fachowy i lekki. Od życia pozaziemskiego, przez ekologię, ewolucję, klonowanie, czarne dziury, czas i ludzki mózg, aż po wynalazki i technologię. Jest trochę o grawitacji i przetwarzaniu wspomnień, a nawet o karaluchach;) W rozdziale poświęconym wynalazkom przeczytamy między innymi o laserowym zegarku, bezpiernikowym brownies, teleportacji czy przyczepnych butach. Poruszane przez autora kwestie tworzą ciekawą opowieść doskonale wpasowującą się w ramy serialu. Brady wielokrotnie odwołuje się do przygód Ricka i Morty'ego dokładniej przybliżając tym samym zagadnienia naukowe i doświadczenia, które możemy zobaczyć na ekranie. To takie spojrzenie na serial bardziej naukowym okiem. Co ważne przewracając kolejne kartki książki wcale nie czułam się jak podczas nudnej lekcji w szkole - całość została przedstawiona w logiczny i przystępny sposób. Niestety nie oglądałam jeszcze serialu, a sądzę, że osoby, które znają już Ricka i Morty'ego mogą czerpać więcej radości z lektury (choć opcja najpierw serial, później książka wcale nie jest wymagana). Należy również pamiętać, że książka nie jest przewodnikiem po serialowym świecie, a publikacją popularnonaukową zainspirowaną przygodami Ricka i Morty'ego.

"Rick wie w praktyce wszystko, co można wiedzieć. Ostatecznie zamienił się raz w ogórka, co z perspektywy naszego rozumienia nauki jest zwyczajnie magią. (...) Obecność Morty'ego wprowadza do jego egzystencji element niepewności. Odrobina chaosu zmniejsza przewidywalność życia"



"Nienaukowy przewodnik po świecie nauki" to książka dobra na rozruszanie szarych komórek, utrzymana nieco w stylu "co nas czeka w przyszłości". Mamy tutaj sporą dawkę różnych scenariuszy (tych bardziej oraz tych nieco mniej możliwych, chociaż kto wie;). Książka Brady'ego prowokuje do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. Pozwala zastanowić się nad sprawami, którym w codziennym zabieganiu nie poświęcamy zbyt wiele uwagi. Niektóre zagadnienia nas zaintrygują, inne zaskoczą, a jeszcze inne sprawią, że nasze brwi poszybują w górę (możliwe, że usta rozciągną się w uśmiechu;). W serialu pojawia się wiele absurdalnych i szalonych teorii naukowych, więc Matt Brady nie miał łatwego zadania;) Który rozdział czytałam z największym zainteresowaniem? Zdecydowanie ten poświęcony mechanizmom pamięci i snu. Łatwo zachwycić się i uświadomić sobie, jak niezwykłym organem jest ludzki mózg. A wiemy o nim jeszcze tak niewiele :)

Książka Matta Brady'ego jest bardzo przyjemna w odbiorze. Choć oparta na zabawnym i dość specyficznym serialu, nie traci swojego popularnonaukowego charakteru. Znajdziemy w niej sporo wiedzy, ciekawostek oraz interesujących pomysłów i przykładów. "Nienaukowy przewodnik po świecie nauki" stanowi świetną propozycję czytelniczą zarówno dla fanów serialu jak i miłośników nauki, a także osób ciekawych świata. Sądzę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Takie książki sprawiają, że mam ochotę częściej sięgać po literaturę popularnonaukową. Zdecydowanie warto❤

PS Słyszałam, że serial jest "przezabawny i odjechany" ;D Z pewnością to sprawdzę, tym bardziej, że zapowiadany jest już czwarty sezon:)



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.




Tytuł oryginalny: The Science of Rick and Morty. What Earth' Stupidest Show Can Teach Us About Quantum Physics, Biological Hacking and Everything Else in Our Universe
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Data wydania: 16 października 2019
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 384

poniedziałek, października 21, 2019

#100 "Jej wysokość gęś" - Jacek Karczewski

#100 "Jej wysokość gęś" - Jacek Karczewski

Ptaki. Wyposażone przez naturę w dzioby, pióra i skrzydła potrafią wzbić się wysoko w powietrze i latać. Wspaniała umiejętność, prawda? I może się wydawać, że są tak bardzo różne od ludzi. Ale czy na pewno? Ptaki podobnie jak my rozmawiają ze sobą i łączą się w pary. Potrafią pięknie śpiewać, są matkami i ojcami. Bywają towarzyskie i łagodne, a czasami wolą samotność, jak niektórzy z nas. Choć ptaki nieustannie towarzyszą nam na co dzień, często widzimy je i słyszymy w lasach oraz parkach, to nie zawsze doceniamy ich obecność. Czy potrafimy rozróżnić poszczególne gatunki? A może to dla nas czarna magia?;) Bez względu na to, czy jesteście zapalonymi ornitologami, wielkimi miłośnikami ptaków, czy też zupełnymi żółtodziobami, wybierzcie się w podróż do świata skrzydlatych stworzeń wspólnie z Jackiem Karczewskim - członkiem stowarzyszenia Ptaki Polskie. Kilka dni temu, 16 października, swoją premierę miała książka "Jej wysokość gęś" wydana nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Bardzo cieszę się, że miałam możliwość zapoznania się z nią nieco wcześniej, ponieważ już teraz mogę wam ją z całego serca polecać. To ciekawa i rzetelna publikacja uzupełniona pięknymi fotografiami. I ja tu się nie zachwycić? "Jej wysokość gęś" skradnie wiele serc :)

Na początku muszę z bólem serca przyznać, że jestem ptasim ignorantem (a właściwie byłam zanim w moich rękach nie znalazła się ta książka ;) Znacznie lepiej wychodzi mi rozpoznawanie ptaków na książkowych ilustracjach, niż w ich naturalnym środowisku. Mój ptasi repertuar też nie robi zbyt dużego wrażenia. Czy to oznacza zatem, że książka Jacka Karczewskiego nie jest dla mnie odpowiednią publikacją? Absolutnie nie - "Jej wysokość gęś" to strzał w dziesiątkę! Ta książka zupełnie nie przypomina nudnych, naukowych książek, podczas czytania których ziewamy niemal przez cały czas, a pochłonięcie kolejnej strony wymaga nadludzkiego wysiłku ;) Nie znajdziemy w niej monotonnych fragmentów pełnych liczb, skomplikowanych definicji i abstrakcyjnych opisów, które czasami wydają się tak bardzo oderwane od zwykłej codzienności. Jacek Karczewski stworzył coś zupełnie innego. "Jej wysokość gęś" to po prostu wspaniała opowieść o ptakach, naturze i czasami też o ludziach. Autor obserwuje ptaki i opisuje ich losy tworząc fascynującą historię. I niech was nie zmyli tytuł - to nie jest książka tylko o gęsiach. Znajdziemy w niej również mewy, szpaki, sójki, kaczki, łabędzie, maskonury i duuużo więcej.

"Opowiadając o nich, starałem się robić to tak, jak opowiada się o znajomych: co robią, gdzie żyją, co się im przydarza. Bo ptaki to nasi znajomi"

Czy ptaki mają swój body language? Dlaczego mewa bywa ptasim czarnym charakterem? Czy ptaki potrafią stepować? Które ptaki nazywane są klaunami mórz? Czym gęś zasłużyła sobie na miano "jej wysokości"? Czy morskie ptaki wiążą się w pary na całe życie?


Książka "Jej wysokość gęś" składa się z pięciu rozdziałów: Święte wyspy, Muzyka pochodzi od ptaków, Lecąc z łabędziami, Mine Metsa!, Jej wysokość gęś. Wspomniane rozdziały podzielone są z kolei na mniejsze grupy zagadnień takie jak: Oko w oko z kormoranem, Mewy śpią, można ruszać, O małe piórko, Romans wszechczasów, Na początku była Gęś. Wspólnie z autorem wybierzemy się w podróż na angielskie wyspy Farne Islands stanowiące istny ptasi raj. Udamy się również na rozlewiska Biebrzy i te znajdujące się przy ujściu Wisły. Poznamy sporą garść ptasich ciekawostek umiejętnie wplecionych w opowieść autora. Dowiemy się między innymi, ile małych rybek potrafi na raz nieść w dziobie maskonur i dlaczego zimą mewy siadają nie na lodzie, a na plecach łabędzi. Poczytamy też trochę o sprycie mew (czy wiecie, że mewa potrafi ukraść hamburgera z ręki swojej ofiary, a także frytki, gofry czy paczki chipsów? ;) oraz o wykuwaniu ptasiej dziupli, co może zajmować nawet trzy tygodnie i wcale nie jest najłatwiejsze. Na około 400 stronach znajdziemy zatem sporo ciekawych zagadnień.

"Dobrze zorganizowany pan szpak znajduje też czas na śpiewanie. Sadowi się na swoim podium, choćby na dachu budki lęgowej, i śpiewa tak, że aż mu się pióra trzęsą i falują. Głowa do góry. Ogon w dół. Luzacko opuszczone skrzydła. I co tchu miksuje i śpiewa swoją szpaczą odę do życia. Śpieeewaaa..."

Taki sposób prowadzenia narracji w nieco "gawędziarskim" stylu, z humorem i pasją, stanowi w mojej ocenie największą zaletę książki. "Jej wysokość gęś" jest pasjonującą publikacją napisaną przez prawdziwego miłośnika ptaków. Entuzjazm obecny na jej stronach z łatwością udziela się czytelnikowi. Jacek Karczewski ma nie tylko ogromną wiedzę i zmysł bystrego obserwatora ptasich zachowań, ale też talent do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami z innymi. "Jej wysokość gęś" czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem. To była dla mnie doskonała rozrywka i co ważne, wielokrotnie podczas czytania kolejnych stron, nie mogłam wyjść ze zdumienia, jak niesamowita jest natura - różnorodna i tak bardzo przemyślana (umiejętności adaptacyjne są zadziwiające!). To książka, która doskonale przypomina nam, jak piękny jest otaczający świat, inspiruje i zachęca, by zachwycić się ptakami i spojrzeć na nie nieco innym okiem. To taka trampolina do własnych poszukiwań i pogłębiania wiedzy.

"Jeśli jest jakiś ptak, do którego ma się ochotę podejść i przytulić, to jest to właśnie maskonur"

Nie mam wątpliwości, że "Jej wysokość gęś" to zdecydowanie najlepsza książka o ptakach (i w ogóle o zwierzętach), jaką kiedykolwiek czytałam i z całego serca polecam ją każdemu - zarówno laikowi, jak i bardziej zaawansowanemu czytelnikowi :) To po prostu świetna publikacja dla osób ciekawych świata. Szczerze polecam.



Za egzemplarz do recenzji (i piękny kalendarz) serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.



Data wydania: 16 października 2019
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 416

piątek, października 18, 2019

#99 "O chłopcu, który ujarzmił wiatr" - William Kamkwamba, Bryan Mealer

#99 "O chłopcu, który ujarzmił wiatr" - William Kamkwamba, Bryan Mealer

Podobno najlepsze historie pisze samo życie... Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki "O chłopcu, który ujarzmił wiatr" i po zapoznaniu się z jej opisem, nie zastanawiałam się ani chwili - prawdziwe historie osób, które nie poddały się mimo przeciwności losu zawsze czytam z dużym zainteresowaniem. Nasze życie bywa trudne i bolesne, jednak są wśród nas wspaniali wojownicy, którzy nigdy nie rezygnują ze swoich wielkich i małych marzeń. Takie opowieści są niezwykle inspirujące - dodają nam skrzydeł. Pierwsze polskie tłumaczenie tej książki pojawiło się w 2010 roku. I zastanawiam się, jak to możliwe, że nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. A byłaby to z pewnością wielka strata, ponieważ historia Williama Kamkwamby zdecydowanie warta jest poznania. Od kilku miesięcy na Netflixie możemy również oglądać film stworzony na podstawie książki z Chiwetelem Ejioforem i Maxwellem Simbą w rolach głównych.

"O chłopcu, który ujarzmił wiatr" to prawdziwa historia Williama Kamkwamby - nastolatka z małej, afrykańskiej wioski. Jest on narratorem i jednocześnie głównym bohaterem książki. Wspólnie z Williamem wybierzemy się do Malawi - małego państwa położonego w południowo-wschodniej Afryce, które ze względu na swoich mieszkańców bywa nazywane "ciepłym sercem Afryki". Tam w niewielkiej wiosce rodzina Kamkwamba uprawiała kukurydzę. Czternastoletni William ciężko pracował i marzył o zdobyciu wykształcenia. Niestety w 2001 roku kraj nawiedziła susza, a ponieważ gospodarka niemal w całości opiera się na rolnictwie, łatwo wyobrazić sobie, jakie były jej konsekwencje. Klęska głodu spowodowała, że mieszkańcy Malawi przez wiele miesięcy musieli walczyć o przetrwanie. Na skutek utraty plonów i braku pieniędzy William został zmuszony, by porzucić szkołę. Na szczęście nie zrezygnował ze swoich marzeń - w bibliotece wpadł na wyjątkowy pomysł - postanowił zbudować wiatrak. Niezwykła maszyna skonstruowana z części znalezionych na złomowisku pozwoliła mu doprowadzić prąd oraz umożliwiła nawadnianie pól, odpędzając tym samym widmo głodu. William stał się "chłopcem, który ujarzmił wiatr"...

"Ty i ja jesteśmy w tej samej beznadziejnej sytuacji. Mam nadzieję, że Bóg ma dla nas plan"

Największym atutem tej książki jest fakt, że nie stanowi ona fikcji literackiej. Wydarzenia poznajemy z perspektywy głównego bohatera, wspólnie z nim przeżywamy wzloty i upadki, cieszymy się z sukcesów i czujemy gorycz rozczarowań. William był chłopcem zdolnym i pomysłowym, jednak los przez długi czas mu nie sprzyjał. W tak trudnych okolicznościach łatwo było stracić nadzieję i porzucić plany, a jednak marzenia chłopca z małej afrykańskiej wioski pewnego dnia się spełniły. Ta historia ma w sobie duże pokłady nadziei oraz skłania do przemyśleń na temat fundamentalnych wartości takich jak miłość, przyjaźń, wiara i dobro. Pokazuje, że kreatywność, nauka i ciężka praca potrafią zmieniać świat. W swojej książce William doskonale opisał również warunki życia oraz nastroje panujące wśród mieszkańców Malawi. Jego historia rozgrywająca się na tle dramatycznych wydarzeń otwiera oczy na trudną sytuację wielu afrykańskich państw, w których bieda, głód i choroby wciąż stanowią istotny problem.

"Nie zniechęcaj się i nie poddawaj tylko dlatego, że to trudne"

Książka "O chłopcu, który ujarzmił wiatr" to triumf marzeń, kreatywności i wewnętrznej siły oraz piękny hołd dla rodziny i przyjaciół, którzy wspierali Williama w drodze do sukcesu. Prosta, inspirująca, wartościowa i trafiająca do serca. O nieprzewidywalnym losie, który może odmienić się nawet w najtrudniejszym życiowym momencie. Warto przeczytać. Polecam zarówno dla nieco młodszych jak i starszych czytelników.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Edgard.


Tytuł oryginalny: The Boy Who Harnessed The Wind
Tłumaczenie: Katarzyna Iwańska
Wydawnictwo: Edgard
Data wydania: 25 września 2019
Liczba stron: 296

czwartek, października 17, 2019

#98 "Maszyny takie jak ja" - Ian McEwan

#98 "Maszyny takie jak ja" - Ian McEwan

Co czyni nas ludźmi? Inteligencja? Moralność? Uczucia? Czy robot może być bardziej ludzki niż człowiek? Jak daleko posuniętej lojalności może oczekiwać człowiek od robota, którego sam kupił? Czy robot może być równoprawnym partnerem człowieka? I czy wyłączenie lub zniszczenie robota może być porównywalne z morderstwem?

Z takimi wątpliwościami musiał zmierzyć się Charlie, główny bohater nowej książki brytyjskiego pisarza Iana McEwana.

"Chcieliśmy uciec przed własną śmiertelnością, stawić czoło boskości albo nawet zastąpić ją idealną jaźnią. Mieliśmy zamiar stworzyć ulepszoną, nowocześniejszą wersję samych siebie i pogratulować sobie własnej wynalazczości i maestrii"

Ian McEwan to jeden z ważniejszych współczesnych powieściopisarzy, laureat prestiżowych nagród Man Booker Prize, Shakespeare Prize i Jerusalem Prize for the Freedom of the Individual in Society oraz autor kilkunastu książek, m.in. "Pokuty", "Dziecka w czasie" czy "Amsterdamu". Polskie tłumaczenie jego nowej powieści zatytułowanej "Maszyny takie jak ja" pojawiło się na rynku wydawniczym 2 października. Jaką tym razem odsłonę talentu McEwana możemy zobaczyć? Autor za pomocą ciekawej fabuły rozgrywającej się na tle ważnych wydarzeń, zabiera nas w podróż przez zawiłości sztucznej inteligencji i moralności. W charakterystyczny dla siebie sposób dotyka tym samym istotnych problemów współczesnego świata - postępu technologicznego i związanych z nim możliwości, zagrożeń i lęków.

"Maszyny takie jak ja" to mieszanka wątków science fiction, romantycznych, obyczajowych i historycznych. McEwan zabiera nas do Anglii lat 80. XX w., ale nie są to czasy, które dobrze znamy z własnych wspomnień, artykułów, zdjęć czy książek, lecz świat alternatywny - Brytyjczycy przegrywają wojnę o Falklandy, John F. Kennedy przeżywa zamach, słynny matematyk i kryptolog Alan Turning wciąż żyje, a Internet, social media i samoprowadzące się samochody to zwykłe elementy codzienności. Dzięki badaniom nad sztuczną inteligencją, szczęśliwi przedstawiciele społeczeństwa mogą sprawić sobie wyjątkowy prezent - robota, który do złudzenia przypomina człowieka.

"Chociaż nie oddychał, po lewej stronie klatki piersiowej z satysfakcją zauważyłem regularny puls, miarowy i spokojny. Nie musiał pompować krwi do organizmu, lecz ta sytuacja budziła podziw. Łatwo było uwierzyć w te oznaki życia. Ciepła skóra, ustępujące pod naciskiem twarde mięśnie - rozum mówił mi, że to plastik lub coś podobnego, lecz dotyk stwierdzał, że to ludzkie ciało"

"Maszyny takie jak ja" to historia trójkąta - on, ona i... robot. Charlie jest trzydziestoletnim mężczyzną, którego fascynuje technologia. Zarabia pieniądze na giełdzie, często z marnym skutkiem. Pewnego dnia otrzymuje spadek i postanawia kupić za niego robota. W pierwszej edycji na rynku pojawia się dwadzieścia pięć prototypów - dwanaście o imieniu Adam i trzynaście o imieniu Ewa. Charliemu przypada robot-mężczyzna. Wraz ze swoją dziewczyną Mirandą programuje Adama dostosowując go do swoich potrzeb. Robot ma wiele zalet - potrafi sprzątać, grać na giełdzie, dyskutować o literaturze, a nawet tworzyć wiersze, ale też jedną poważną wadę - nie umie kłamać. Niestety z czasem zaczyna wymykać się spod kontroli, wprowadzając liczne komplikacje w relacjach Charliego i Mirandy. Wkrótce na jaw wychodzi bolesny sekret Mirandy, co stawia wszystkich wobec poważnego moralnego dylematu...

Wspominałam już wielokrotnie, że moje spotkania z twórczością McEwana nie zawsze kończą się zachwytem. Są książki, które wiele lat temu bardzo przypadły mi do gustu (m.in. "Dziecko w czasie" czy "Pokuta"), ale są też takie, które nie wzbudziły mojego entuzjazmu. Proza McEwana jest dość specyficzna. Mimo to doceniam zawsze jego inteligentny i błyskotliwy styl pisania. Książki tego brytyjskiego autora to taka "słowna uczta", bogata w genialne spostrzeżenia i porównania. "Maszyny takie jak ja" okazały się bardzo satysfakcjonującą lekturą. Ian McEwan z niezwykłą wnikliwością pochyla się w niej nad zawiłościami sztucznej inteligencji. To interesujący wgląd w ludzki umysł i moralność, a właściwie jej dwuznaczność. McEwan w ciekawy sposób przedstawił relacje między człowiekiem a robotem. Choć zaczynając lekturę, obawiałam się, że będzie w niej zbyt dużo elementów science fiction, okazało się, że Ian McEwan zadbał, aby fabuła została wyraźnie osadzona w rzeczywistości. W książce znajdziemy między innymi kwestie dotyczące przemocy wobec kobiet, zaniedbań rodzicielskich, miłości oraz przyjaźni. Autor "nie odlatuje" zbyt daleko w swoich technologicznych wizjach, co sprawia, że opisywaną rzeczywistość łatwo sobie wyobrazić. Właściwie taki scenariusz wydaje się całkiem możliwy, a nawet prawdopodobny. Adam jest robotem niemal doskonałym - wygląda jak człowiek, odczuwa, myśli, a na dodatek można go dostosować do własnych potrzeb. Wspaniały partner, przyjaciel, a nawet i kochanek. Co zatem może pójść źle? W książce McEwana roboty, choć perfekcyjnie zaprogramowane, nie potrafią poradzić sobie w niedoskonałym świecie człowieka pełnym kłamstwa i fałszu. Odczuwają frustrację i przygnębienie - nie są w stanie odnaleźć szczęścia. Również ludzie mają z nimi problem. Roboty są jak lustra, w których ludzie mogą zobaczyć swoje własne słabości i niedoskonałości, własną nieidealną naturę. To otwiera oczy i staje się źródłem lęku, poczucia winy i dyskomfortu psychicznego. Robot może być bowiem bardziej ludzki niż człowiek... McEwan odkrywa najgłębsze lęki współczesnego człowieka i czyni to z charakterystycznym dla swojej twórczości mrocznym humorem. Wydaje się, że historia Charliego, Mirandy i Adama dotyczy nas znacznie bardziej, niż może się wydawać.

"Siedziała przed nami jedyna w swoim rodzaju zabawka, spełniony sen wielu pokoleń, triumf humanizmu - bądź też jego anioł zagłady"

W książce przewijają się tematy związane z sytuacją polityczną, ekonomiczną i społeczną oraz ich wpływem na życie zwykłych ludzi takich jak główni bohaterowie książki. Autor odmalowuje przed czytelnikiem wizję świata pełnego niedoskonałości i konfiktów. To smutny obraz, który przywodzi na myśl drogę człowieka do samozagłady. Sądzę, że momentami te fragmenty mogą wydać się niektórym nieco nużące, ale nie ulega wątpliwości, że dopełniają historię Charliego, Mirandy oraz Adama i tworzą dla niej interesujące ramy.

"Maszyny takie jak ja" to opowieść o lojalności, zaufaniu, zazdrości i interpretacji zasad moralnych. O postrzeganiu sprawiedliwości, kłamstwie i wewnętrznych rozterkach. Skłania do refleksji nad ludzką naturą i postępem technologicznym. Pełna jest dwuznaczności, wątpliwości oraz pytań, które wymykają się ze stron i domagają odpowiedzi. McEwan miał ciekawy pomysł na fabułę i stworzył wielowymiarowych bohaterów. Całość zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Historia z każdym kolejnym rozdziałem nabierała rozpędu. Autor zachwycił mnie swoim inteligentnym i błyskotliwym stylem pisania, dzięki czemu z przyjemnością chłonęłam każde słowo. Nie ulega wątpliwości, że ma talent. Być może to kwestia poruszonej w książce tematyki, a może elokwencji autora, w każdym razie tę powieść czytałam z dużym zainteresowaniem. To publikacja warta uwagi.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Tytuł oryginalny: Machines Like Me
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2 października 2019
Liczba stron: 352

środa, października 16, 2019

#97 "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" - Aleksandra Michta-Juntunen

#97 "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" - Aleksandra Michta-Juntunen

Gdy kilka dni temu w moich rękach znalazła się październikowa zapowiedź Wydawnictwa Poznańskiego, podróżniczą cząstkę mojej osobowości ogarnęła wielka ekscytacja. I nie ma w tym absolutnie żadnej przesady. Książki już od wielu lat zajmują pierwsze miejsce na liście moich zainteresowań. Kocham je ogromnie i to już raczej nigdy się nie zmieni. Ale są jeszcze podróże, które też podbiły moje serce. Lubię poznawać nowe miejsca i smaki, odmienną kulturę i zwyczaje. Przyglądając się jednak liście moich podróżniczych kierunków, można z łatwością zauważyć, że jestem ciepłolubnym stworzeniem - miejsca kojarzące się z zimnem i śniegiem nigdy nie wydawały mi się na tyle atrakcyjne, żebym chciała je odwiedzić (mimo że w moich marzeniach regularnie pojawia się zorza polarna;) Książka Aleksandry Michty-Juntunen zachwyciła mnie jednak tak bardzo, że zaczęłam myśleć o Finlandii (i Skandynawii) w nieco inny sposób. Z czym kojarzył mi się ten kraj? Tak naprawdę nie wiedziałam wcześniej o Finlandii zbyt wiele - śnieg, lasy, zorza polarna, jeziora i renifery. Wiem, to dość stereotypowe. Czytałam też trochę o samych Helsinkach, jednak w mojej wyobraźni Finlandia pojawiała się głównie w kontekście przyrody. A przecież ten kraj to także jego mieszkańcy, zwyczaje, kuchnia, kultura i znacznie więcej. I nagle okazuje się, że Finlandia też może mnie zachwycić. I zachwyciła :)

"Już na początku zdradzę wam jeden sekret - Finlandia jest normalna, zwyczajna ze swoimi problemami, wzlotami i upadkami, wcale nie jest tak zimna i nieprzystępna, jak by mogło się wydawać"

W niezwykłą podróż do Finlandii możemy wybrać się wspólnie z Aleksandrą Michtą-Juntunen - autorką bloga Fińskie Smaki, podróżniczką i mieszkanką Helsinek od ponad dekady. Już dziś, 16 października, na księgarskie półki trafi książka "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki". To zdecydowanie jedna z tych premier, na które warto czekać z niecierpliwością.

Lubię książki podróżnicze, które potrafią mnie zaciekawić i zachwycić. Takie, które dobrze oddają charakter opisywanych miejsc i sprawiają, że siedząc w wygodnym fotelu przenoszę się nawet na drugi koniec świata. Cenię książki rzetelne i napisane w błyskotliwym stylu z wieloma trafnymi spostrzeżeniami. I właśnie taka jest "Finlandia" Aleksandry Michty-Juntunen. 

Finlandia to kraina białego puchu i tysięcy jezior, zjawiskowej zorzy polarnej, ciszy i spokoju, niespiesznie spacerujących reniferów, borówek, jagód i malin moroszek. To państwo tradycyjnego żytniego chleba, domków letniskowych, sauny, salmiakki i sisu. To kraj kontrastów, ekorozwiązań i pragmatyzmu. Brzmi ciekawie? A to zaledwie mały wycinek tego, co może zaoferować nam Finlandia.

Ile słów oznaczających śnieg istnieje w języku fińskim? Dlaczego używanie imienia rozmówcy bezpośrednio podczas rozmowy może być uznane za niegrzeczne i natarczywe? Dlaczego w wielu blokach mieszkalnych drzwi i okna nie mają klamek? Czy Finlandia i Skandynawia to jedno i to samo? Dlaczego niektórzy turyści dostają gęsiej skórki na widok mämmi - wielkanocnego przysmaku?


Książka "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" została podzielona na dziesięć rozdziałów takich jak: Społeczeństwo Finlandii - krótka charakterystyka, Sisu czyli modus vivendi i modus operandi Finów, Finowie - styl życia i zwyczaje, Salmiakki, mämmi i inne przysmaki, czyli słów kilka o kuchni fińskiej. Autorka zabiera nas do fińskiego świata, w którym możemy z przyjemnością zatopić się na długie godziny. Dowiemy się, czym jest sisu - nieodłączny element fińskiej tożsamości oraz dlaczego Finowie czasami żartują, mówiąc, że "potrafią milczeć we wszystkich językach". Przeczytamy, czym jest fińskie "pudełko wyprawkowe" dla noworodków oraz na czym polega Święto Śpiocha. Autorka opowiada nam o fińskich weselach i nietypowych sportach (słyszeliście o Mistrzostwach Świata w Noszeniu Żon?;), a także trochę o fińskim rynku pracy oraz systemie edukacji. W jednym z rozdziałów Aleksandra Michta-Juntunen dzieli się z czytelnikami wybranymi przez siebie przepisami kuchni fińskiej. Na około 300 stronach znajdziemy zatem wiele fascynujących zagadnień.

"Finlandia to naprawdę znacznie więcej niż Helsinki i Rovaniemi. To wspaniałe parki narodowe, naskalne malowidła, tysiące domków letniskowych i saun nad jeziorami, to również wędkowanie oraz wędrówki w blasku niezachodzącego słońca"

Książka "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" to barwna i ciekawa opowieść o Finlandii widzianej oczami autorki. Zawsze bardzo cenię relacje osób, które już od wielu lat mieszkają w danym kraju i patrzą na niego nie tylko z perspektywy turysty i obcokrajowca. Aleksandra Michta-Juntunen odmalowuje przede wszystkim współczesny obraz Finlandii, ale z uwzględnieniem tych elementów z przeszłości, które w istotny sposób wpłynęły na jej dzisiejszy kształt. W książce znajdziemy wiele informacji i ciekawostek o charakterze popularnonaukowym, a także sporo osobistych spostrzeżeń i przemyśleń. Aleksandra Michta-Juntunen znalazła pod tym względem złoty środek, co sprawia, że "Finlandia" ma bardzo dobre proporcje. Jej książka jest pełna praktycznych wskazówek oraz interesujących odniesień do codziennego życia w Finlandii. Fascynująca, ale bez idealizowania. Autorka mierzy się również ze sterotypowym obrazem Finlandii, jaki często roztaczają przed nami agencje reklamowe i biura podróży. Tworzy w książce wizję Finlandii takiej, jaka jest w rzeczywistości - kraju o wielu twarzach, różnorodnego, ze swoimi wadami i zaletami.

Czytając rozdział o sposobach komunikacji, fińskiej ciszy i małomówności przyszło mi na myśl, że chyba mam z Finami coś wspólnego ;) Autorka w bardzo ciekawy i lekki sposób dzieli się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami na temat usposobienia i charakteru Finów, ich mentalności i stylu życia. Przykłady, na które powołuje się Aleksandra Michta-Juntunen są życiowe i trafione w punkt. Muszę przyznać, że właśnie te fragmenty poświęcone mieszkańcom czytałam z największym zainteresowaniem (podrozdział o osobliwych zwyczajach sprawił, że uśmiech nie schodził mi z twarzy;)

Można powiedzieć, że "Finlandia" stanowi takie małe kompendium o wszystkim po trochu - jest różnorodnie i ciekawie. To przekrojowe spojrzenie bardzo przypadło mi do gustu. Kwestie poruszone w książce skłaniają do samodzielnych poszukiwań - z dużym zainteresowaniem wpisywałam w google kolejne pojęcia związane z geografią, przyrodą, kulturą i kuchnią fińską oraz oglądałam zdjęcia przedstawiające ten ciekawy kraj.

Na koniec muszę koniecznie wspomnieć o wydaniu książki - ma solidną, twardą oprawę, piękne i żywe kolory, niebieskie akcenty i rewelacyjne zdjęcia, które doskonale uzupełniają i urozmaicają tekst. Kilka miesięcy temu byłam pod dużym wrażeniem oprawy graficznej książki "Bułgaria. Złoto i rakija". W przypadku "Finlandii" jest podobnie. Tak właśnie powinny wyglądać książki podróżnicze :) Sądzę, że ta seria świetnie sprawdzi się jako prezent dla miłośników podróży i literatury.

Dzięki książce Aleksandry Michty-Juntunen Finlandia stała mi się znacznie bliższa. I dowiedziałam się tak wiele. Błyskotliwe pióro autorki sprawia, że czytanie tej książki to wspaniała rozrywka. Jestem przekonana, że dla "Finlandii" niejedna osoba zarwie noc, ponieważ trudno tak po prostu zgasić światło i odłożyć fascynującą książkę na nocny stolik. Rewelacyjna publikacja, którą gorąco polecam. Wybierzcie się w podróż do Finlandii z Aleksandrą Michtą-Juntunen. Naprawdę warto!💙


Za egzemplarz do recenzji (i wspaniałą przesyłkę) serdecznie dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.



Data wydania: 16 października 2019
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 320

sobota, października 12, 2019

#96 "Dni wypełnione słońcem" - Malwina Ferenz

#96 "Dni wypełnione słońcem" - Malwina Ferenz

Nie sposób nie zauważyć, że ostatnio trafiam na wspaniałe książki. Jednak wiele razy zastanawiałam się już, kiedy przyjdzie moment, gdy ktoś wciśnie na mojej czytelniczej playliście przycisk z napisem stop... I wiecie co? Dobra passa trwa nadal :) Kilka dni temu przeczytałam nową książkę Malwiny Ferenz. I to było moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. Wspominaliście, że to dobry wybór, ale kochani, "Dni wypełnione słońcem" to prawdziwa perełka. Wrocław, przytulna kawiarnia i rewelacyjne opowieści - nie mogło być lepiej👌 Tak więc czytając tę recenzję musicie przygotować się na wiele ochów i achów. Mam nadzieję, że udzieli się wam mój entuzjazm :)

Czy macie swoją ulubioną kawiarnię? Miejsce, w którym można wypić pyszną kawę, zjeść smakowity kawałek ciasta i zrelaksować się po ciężkim dniu? Poplotkować z przyjaciółką lub spędzić czas z drugą połówką? Albo wpaść do niej tylko na chwilę, w biegu, w drodze do pracy? Lubię bardziej kameralne kawiarnie w stylu retro niż te współczesne. Czuć w nich ducha dawnych lat, są przytulne i mają wyjątkową atmosferę. W takich miejscach ulubiona kawa lub gorąca czekolada smakują wyjątkowo dobrze. Malwina Ferenz w swojej nowej książce ponownie zabiera nas do Neon Cafe - uroczej, wrocławskiej kawiarni. A tam oprócz aromatycznej kawy otrzymamy również kilka niezwykłych opowieści. Przytulna atmosfera Neon Cafe zachęca bowiem do wizyt, wspomnień i zwierzeń. Przybywających gości wita młody mężczyzna - barman, który nie tylko realizuje zamówienia, ale także wysłuchuje ludzkich historii - smutnych i radosnych, słodkich i gorzkich. I co ciekawe ma pewien dar - potrafi doskonale odczytywać potrzeby swoich klientów. Wydaje się, jakby czytał w myślach... Kawa przygotowana w wiekowej kawiarce? Proszę bardzo. Tost z serem i pieczarkami? Gotowe. Bieszczadzki absynt? Nie ma problemu. Cóż... Sama chętnie wybrałabym się do takiej kawiarni. Ciekawe co wylądowałoby na moim 
stoliku ;D

"Czasami trzeba opowiedzieć jakąś historię, żeby się zakończyła. Żeby klamra czasu się domknęła. Inaczej historia w człowieku trwa i trwa. Dopiero kiedy opowieść wybrzmi, następuje jej definitywny koniec. Rozdział się zamyka"

"Dni wypełnione słońcem" to zbiór pięciu wyjątkowych historii. Filiżanka włoskiej kawy doda odwagi pewnej starszej pani, by móc po latach milczenia opowiedzieć, jak tango uratowało jej życie. Wspólnie z Jadwigą Kochanowską cofniemy wskazówki zegara do lat 40. XX wieku, gdy świat ogarnięty był wojną. Wówczas mając zaledwie szesnaście lat została zesłanana do Kazachstanu. Tam w niezwykle ciężkich warunkach musiała walczyć o przetrwanie. Te słodko-gorzkie wspomnienia powrócą do niej podczas wizyty w Neon Cafe. Wydarzenia z przeszłości przywoła również kolejny gość - zabiegany tata bliźniaczek, który opowie nam, jak na bieszczadzkich szlakach znalazł miłość swojego życia. A zanim stanęli na ślubnym kobiercu musieli poradzić sobie z serią niefortunnych i dość zabawnych zdarzeń. Poznamy informatyka, który pewnego dnia wyłamał się ze swojej codziennej rutyny i zrobił coś zaskakującego. A to z kolei okazało się niezwykle cenną życiową lekcją. Jest też starszy urzędnik świętujący wyjątkowy dzień oraz młody mężczyzna, który ma wszystko oprócz szczęścia. Więcej wam już nie zdradzę. Musicie sami sięgnąć po książkę Malwiny Ferenz :)

"Dlatego trzeba umieć właściwie żyć. Bo ludzie mogą rozczarować, ale własne życie nie powinno"


Jak dla mnie jedno słowo - rewelacja. Każdą z tych historii czytałam z przyjemnością i dużym zainteresowaniem. Każda z nich ma w sobie coś wyjątkowego. Niektóre mnie wzruszyły, inne rozbawiły do łez. Malwina Ferenz ma naprawdę świetne pióro - lekkie i błyskotliwe. Potrafi wyczarować słowami wyjątkowy klimat oraz stworzyć barwne i plastyczne opisy. Czytając kolejne strony miałam wrażenie, że niemal spaceruję uliczkami Wrocławia. Mogłam chłonąć jego magiczną atmosferę, a gdy zamykałam oczy, pod powiekami przesuwały mi się obrazy miejskiego życia - ulicznego gwaru, urokliwych kamieniczek i fascynujących zakamarków. To była dla mnie fantastyczna podróż, tym bardziej, że Wrocław jest miastem, do którego zawsze chętnie wracam. A sama kawiarnia... czułam się tak, jakbym siedziała przy jednym ze stolików i z uwagą przysłuchiwała się tym wszystkim opowieściom. Bohaterowie stworzeni przez autorkę są tacy jak my - mają swoje wady i zalety, słabości i mocne strony, kochają, tęsknią i przeżywają trudne momenty. Malwina Ferenz swoim stylem pisania zapewnia czytelnikowi doskonałą rozrywkę - jest refleksyjnie, zabawnie i wzruszająco. Odrobina ciepłej ironii sprawia z kolei, że kąciki ust często wędrują do góry, a zdarzają się też i gwałtowniejsze wybuchy śmiechu.

Poplątane ludzkie ścieżki krzyżują się w przytulnej kawiarni - ten pomysł bardzo przypadł mi do gustu. Opowieści, które znalazły się w książce są bardzo życiowe i skłaniają do refleksji. Pokazują, że każdy z nas ma swoją własną historię, której warto wysłuchać. I że zdarzają się takie momenty w życiu, gdy potrzebujemy szczerej rozmowy z drugim człowiekiem - chwili na zwierzenia i podzielenie się swoimi troskami. "Dni wypełnione słońcem" to taka książka o ludziach i dla ludzi. Właśnie oni odgrywają w niej pierwsze skrzypce. Malwina Ferenz pisząc w sposób lekki i z humorem wspaniale wyeksponowała to, co najważniejsze - miłość, przyjaźń, wzajemny szacunek, dobre słowo i bezinteresowna pomoc. Pokazała jak zbawienny wpływ może mieć rozmowa. Często dzięki niej mamy szansę spojrzeć z dystansem na trudności, których doświadczamy. I każdy z nas potrzebuje takiej chwili, by móc zatrzymać się, odetchnąć i pomyśleć nad swoim życiem.

"Dni wypełnione słońcem" to książka refleksyjna i z ważnym przekazem. O bolesnych wspomnieniach, codziennym zabieganiu oraz dążeniu do szczęścia. Zaskoczyła mnie pozytywnie. Przygotujcie sobie filiżankę kawy i zajrzyjcie do Neon Cafe. Naprawdę warto❤


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Data wydania: 2 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 304

środa, października 09, 2019

#95 "Księga Arona" - Jim Shepard

#95 "Księga Arona" - Jim Shepard

Napisanie książki z narracją prowadzoną z perspektywy dziecka nie należy do najłatwiejszych. Przypuszczam, że może sprawić autorowi sporo kłopotów. To taki spacer po linie nad przepaścią. Istnieje ryzyko, że sposób narracji okaże się zbyt poważny i górnolotny, nieprzystający do wieku dziecka. Ale może się też zdarzyć sytuacja odwrotna - książka będzie "spłycona" i wtedy też wrażenie autentyczności znacząco spadnie. Jak zatem znaleźć złoty środek? W przypadku książki Jima Sheparda sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Autor porusza w niej bowiem niezwykle trudną i bolesną tematykę holocaustu. "Księga Arona", która swoją premierę miała 18 września, to opis wojennej rzeczywistości widzianej oczami ośmioletniego żydowskiego chłopca. Jego forma zdecydowanie bardziej przypomina dziennik niż dramatyczną i pełną emocji powieść. I to jest coś, co należy mieć na uwadze podczas wyboru tej lektury, by móc uniknąć rozczarowania spowodowanego konkretnymi oczekiwaniami. "Księga Arona" stanowi ciekawą propozycję czytelniczą dla osób interesujących się tematyką drugiej wojny światowej. Jim Shepard zadbał, by jego książka jak najwierniej oddawała ducha tych trudnych czasów.

Aron ma zaledwie osiem lat, gdy wraz z rodziną trafia do warszawskiego getta. Wspólnie z nim krok po kroku odkrywamy trudy wojennej codzienności. Po śmierci młodszego brata Aron coraz więcej czasu spędza na ulicy próbując pomóc swojej rodzinie przetrwać. Poznaje też Lutka, który wprowadza go w świat ulicznego życia i rządzące nim prawa. Wspólnie z kilkoma innymi dziećmi tworzy coś w rodzaju gangu - zdobywa i przemyca jedzenie, handluje na czarnym rynku, czasami też kradnie.Tymczasem warunki w gettcie dramatycznie pogarszają się z każdym dniem. Epidemie tyfusa i gruźlicy zbierają śmiertelne żniwo nie oszczędzając również rodziny Arona. Chłopiec coraz częściej musi podejmować trudne decyzje. Gdy traci bliskich, pogrąża się w rozpaczy i obojętności. Wkrótce trafia do sierocińca pod opiekę Janusza Korczaka, który na nowo budzi w nim człowieczeństwo.

"Dziecko ma prawo do szacunku. Dziecko ma prawo do rozwoju. Dziecko ma prawo do bycia soba. Dziecko ma prawo do smutku. Dziecko ma prawo do nauki. I wreszcie, dziecko ma prawo do popełniania błędów"

W książce Sheparda Aron uchyla nam drzwi do swojego świata szczegółowo opisując codzienność, życie rodzinne oraz relacje z rówieśnikami. Dzieli się swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniami, które, podobnie jak on sam, dorastają z każdym mijającym dniem. Tworzy obraz ponurej, brutalnej i niebezpiecznej wojennej rzeczywistości, w której liczył się spryt i zaradność, a głód, choroby i niepewność były stałym elementem ludzkiej egzystencji. Jim Shepard wykonał doskonałą pracę. Wyraźnie widać, jak wiele wysiłku włożył w przygotowanie tekstu. Bardzo dobrze opisał warunki życia panujące w getcie oraz problemy i zmartwienia jego mieszkańców. Zarysowane przez niego tło tworzy interesujące ramy dla historii Arona. Podczas czytania z łatwością można wyobrazić sobie, jak wyglądało ówczesne życie w getcie - opisy są bardzo realistyczne. I uważam, że to ogromna zaleta tej książki.


Początkowo dość "sprawozdawczy" i pozbawiony emocji sposób narracji nie pozwolił mi w pełni zaangażować się w tę historię. Często tekst bardziej przypominał książkę z gatunku non-fiction niż powieść historyczną. Przypuszczam jednak, że to celowy zabieg autora. Aron jest chłopcem sprawiającym kłopoty i doświadczającym wielu trudności m.in. z nauką oraz nawiązywaniem kontaktów z innymi. Jego relacja początkowo bywa chaotyczna. Wydaje się, że nie do końca rozumie jeszcze uczucia własne i innych, dlatego też koncentruje się na opisywaniu otoczenia i codziennego funkcjonowania. Taka narracja wydaje się nieco pozbawiona głębi. Sytuacja zmienia się dopiero w momencie, gdy Aron trafia pod opiekę Janusza Korczaka, lekarza i pedagoga. Postać "Starego Doktora" to zdecydowanie jeden z najciekawszych elementów tej powieści. Autor z dużą wnikliwością odmalował sytuację, w której znalazł się Korczak i dzieci będące pod jego opieką. To poruszający obraz poświęcenia, dobroci i bezinteresowności, ale też wewenętrznych rozterek i bezradności. I sądzę, że właśnie w części poświęconej Korczakowi powieść Sheparda ożywa i najbardziej trafia do serca czytelnika. Głód, choroby, smutek i samotność, mimo starań Korczaka, były stałym elementem codziennego życia mieszkańców sierocińca. Bardzo trudno czytać o cierpieniu najmłodszych. Te fragmenty powieści silnie przemawiają do czytelnika, wywołują smutek, złość i współczucie. Autor zagląda do serc opisywanych postaci, a tworzone przez niego tło nabiera wyjątkowego realizmu i autentyczności. Sam Janusz Korczak został ukazany jako człowiek o wielkim sercu, szanujący innych ludzi, mądry i gotowy do poświęceń, ale jednocześnie podupadający na zdrowiu, bezsilny i przytłoczony sytuacją, w której się znalazł. Był dla dzieci ostoją i dawał im poczucie bezpieczeństwa w świecie cierpienia, śmierci i zła. Czytając kolejne strony książki obserwujemy dobroczynny wpływ Korczaka na głównego bohatera - Aron mimo traumatycznych przeżyć powoli wychodzi z emocjonalnego odrętwienia, a jego serce ponownie zaczyna odczuwać.

Książka Sheparda ma wiele zalet - jest pięknie wydana, ma interesującą fabułę i wielowymiarowego bohatera, którego dramatyczne losy możemy śledzić. Autor unika w niej sentymentalizmu i dramatyzmu zastępując je autentycznością i realizmem. "Księga Arona" ma uniwersalny i ponadczasowy charakter. Dotyka fundamentalnych wartości człowieczeństwa - miłości, poświęcenia i moralności. To ważna i cenna publikacja rzucająca światło na trudną sytuację, w której podczas wojny znalazły się dzieci. Warto przeczytać.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.


Tytuł oryginalny: The Book of Aron
Tłumaczenie: Zofia Szachnowska-Olesiejuk
Data wydania: 18 września 2019
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 328

poniedziałek, października 07, 2019

#94 "Ciebie szukam" - Anna Kasiuk

#94 "Ciebie szukam" - Anna Kasiuk

Czym byłoby życie bez miłości? Czasami może się wydawać, że miłość obdarowuje szczęściem wszystkich wokół i tylko nas omija szerokim łukiem. Czy robimy coś źle? Mamy pecha? A może po prostu brakuje nam odwagi, żeby po nią sięgnąć. Albo boimy się zmian i rewolucji w naszym poukładanym życiu. Przed szansą na miłość stanęła główna bohaterka powieści "Ciebie szukam". Musiała również podjąć ryzyko i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rzeczywiście chce walczyć o to uczucie...

W swojej nowej książce Anna Kasiuk zabiera nas do urokliwego Kazimierza Dolnego. Poznajemy Martę, trzydziestosiedmioletnią kobietę, której całe życie związane jest z tym malowniczym miastem położonym nad Wisłą. Dla Marty rodzina zawsze była najważniejsza. Gdy po wielu latach odeszła od męża, artysty uzależnionego od alkoholu, swoją całą miłość przeniosła na nastoletnią córkę i mały sklep z pamiątkami odziedziczony po rodzicach. Z czasem do jej spokojnego życia wkradła się rutyna. Trudne relacje z dorastającą córką i poczucie osamotnienia zaczęły doskwierać Marcie coraz bardziej. Po wielu nieudanych randkach udało się - pustkę w jej sercu wypełniło rozkwitające uczucie do Mikołaja - młodego mężczyzny i właściciela Pijalni Czekolady. I gdy już wydaje się, że Marta znalazła wymarzonego partnera, Mikołaj niespodziewanie znika bez śladu. Jego miejsce chętnie zająłby ktoś inny... Marcie trudno jednak zapomnieć o tajemniczym Rosjaninie z niebezpieczną przeszłością. Do Kazimierza powraca też jej siostra, z którą nie rozmawiała od wielu lat. Czy Marta odmieni swoje życie i będzie szczęśliwa? Co zrobi, gdy ona i jej bliscy znajdą się w niebezpieczeństwie? Czy miłość do Mikołaja okaże się silniejsza?

Książka Anny Kasiuk to bardzo umiejętne połączenie powieści obyczajowej, romansu i wątku kryminalnego w wersji light. Początkowo może się wydawać, że fabuła koncentruje się przede wszystkim wokół życia uczuciowego głównej bohaterki. I po części tak rzeczywiście jest. Anna Kasiuk wzbogaciła jednak historię Marty o wiele istotnych kwestii takich jak problemy rodzicielskie, uzależnienie od alkoholu, zdrada małżeńska oraz skomplikowane relacje rodzinne. W tej książce znajdziemy zatem znacznie więcej niż tylko romantyczne porywy serca. Anna Kasiuk z dużą lekkością splata ze sobą poszczególne wątki tworząc opowieść pełną emocji i zwrotów akcji.

"Nigdy nie przestawaj walczyć o siebie"

Marta jest taką postacią, która szybko wzbudza sympatię. Jej życiowe rozterki stają się nam bliskie. Przez wiele lat żyła z myślą o innych - mężu i córce, a zapominała o własnych potrzebach. Z dużym zainteresowaniem obserwowałam jej przemianę - od nieco biernej i niepewnej do silnej wewnętrznie kobiety gotowej bronić swoich marzeń o szczęściu i miłości. Marta dla ukochanego mężczyzny nie wahała się podjąć największego ryzyka. Anna Kasiuk bez wątpienia stworzyła ciekawą i wielowymiarową postać, która nadaje książce wyjątkowego charakteru. I chyba każda z nas ma w sobie taką siłę, tylko tak często o tym zapominamy...


Historia Marty i Mikołaja to mieszanka radości i smutku, ciągłych pożegnań i powrotów, miłosnych uniesień i pięknych chwil, wątpliwości i lęków. Czytelnik angażuje się emocjonalnie w ich relację, razem z nimi przeżywa wzloty i upadki, kibicuje im i życzy jak najlepiej. Marzy o happy endzie jak w filmie romantycznym. Czy tak się rzeczywiście stanie? O tym musicie przekonać się sami.

"Nie bójmy się podejmować wyzwań, które uczynią nas szczęśliwymi. O to chodzi w teatrze, którym jest nasze życie"

Książka Anny Kasiuk zaintrygowała mnie już od pierwszych stron. Fabuła dość szybko obrała interesujący kierunek, co sprawiło, że powieść pochłonęłam w ekspresowym tempie. Towarzyszyły mi radość, smutek i refleksja. To zdecydowanie nie jest banalna i cukierkowa historia. Znajdziemy w niej samotność, trudne życiowe decyzje, skomplikowaną przeszłość, stratę, tęsknotę i rozczarowania. Anna Kasiuk stworzyła bardzo życiową, słodko-gorzką historię o wewnętrznej sile i odwadze, potrzebie czułości i akceptacji. O życiowych rozterkach i niepowodzeniach, drugich szansach, znaczeniu miłości oraz śmiałym dążeniu do szczęścia. To jedna z tych opowieści, które przynoszą nadzieję na dobre zmiany.

"Ciebie szukam" to świetna propozycja czytelnicza dla romantycznych dusz oraz fanów powieści obyczajowych z miłością w tle. Ma czytelnikom wiele do zaoferowania. Wspaniale spędziłam czas❤


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Data wydania: 4 września 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 432
Copyright © kate in bookland , Blogger