piątek, listopada 29, 2019

#122 "Miasto cudów" - Eduardo Mendoza

#122 "Miasto cudów" - Eduardo Mendoza
Miesiąc temu, 30 października, z okazji premiery nowej książki hiszpańskiego pisarza Eduarda Mendozy ukazało się kolejne wydanie "Miasta cudów", najsłynniejszej powieści autora z 1986 roku. Graficzna interpretacja na okładce jest naprawdę fascynująca i muszę przyznać, że zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Sądzę, że ta "nowa szata" wspaniale pasuje do treści książki. W "Mieście cudów" Mendoza zabiera czytelników w przeszłość, do Barcelony stojącej u progu nadciągających zmian.


Rok 1887. Do Barcelony przybywa Onufry Bouvila - pochodzący ze wsi nastolatek marzący o wspaniałym życiu w wielkim mieście. Zatrzymuje się w pensjonacie, który trudno byłoby określić mianem "elegancki". Mając w kieszeni pieniądze tylko na kolejny tydzień, Onufry udaje się na poszukiwanie pracy i zderza boleśnie z barcelońską rzeczywistością. Miasto przygotowuje się do Wystawy Światowej i zaskakuje głównego bohatera zarówno swoim pięknem jak i brzydotą. Onufry pragnie jak najszybciej i za wszelką cenę wzbogacić się. Od roznosiciela anarchistycznych ulotek, przez sprzedawcę mikstury na porost włosów i handlarza nieruchomości aż po bogactwo i wpływy - życie Onufrego przechodzi spektakularną przemianę, ale on sam staje się człowiekiem bezwzględnym i nieczułym. Na jego drodze, zgodnie z usłyszaną niegdyś przepowiednią, pojawiają się trzy kobiety - jedna z nich daje mu bogactwo, druga dzieci, a trzecia prawdziwą miłość. Wspólnie z głównym bohaterem zmienia się również tytułowe miasto cudów. Napędzana wizją postępu technologicznego i naukowego Barcelona przechodzi transformację niemal w każdej dziedzinie, co główny bohater doskonale wykorzystuje.

Barceloński Nikodem Dyzma czyli Onufry w drodze do bogactwa...

"Miasto cudów" to powieść, w której fikcja i rzeczywistość nieustannie się przenikają. Eduardo Mendoza przedstawia nam obraz Barcelony zamkniętej w ramy - od 1887 do 1929, a zatem obejmuje czas między dwiema Światowymi Wystawami, które odbyły się w mieście. Można nawet stwierdzić, że to w pewnym sensie kronika. Opisy miasta stworzone przez autora są bardzo dokładne i realistyczne. Czytelnik wspólnie z głównym bohaterem zagłębia się w labirynt uliczek i poznaje różne oblicza katalońskiej stolicy. A ówczesna Barcelona to miasto kontrastów - pięknych pałaców oraz cuchnących podziemi. Mendoza stworzył obraz wielowymiarowego miejskiego życia, w którym przewijają się całe rzesze barwnych postaci, szlachetnych i podłych, biednych i bogatych, radykalnych i liberalnych. Onufry to interesujący bohater wzbudzający mieszane uczucia, często negatywne. Początkowo naiwny i zagubiony, z czasem coraz bardziej przebiegły - człowiek bez skrupułów, który doskonale rozwinął umiejętność adaptacji do zmieniających się warunków. Co ciekawe Barcelona ewoluuje analogicznie do przemian bohatera i wyraźnie widać między nimi silną zależność. W książce znajdziemy wiele różnych kwestii dotyczących m.in. walki klasowej, anarchizmu, autonomii katalońskiej, świata mafii i kina oraz nierówności społecznych.


W labiryncie uliczek...

Do Barcelony już od wielu lat mam słabość i zawsze czytam o niej z ogromną przyjemnością. W książce Mendozy nie brakuje interesujących ciekawostek oraz nawiązań historycznych, geograficznych, politycznych i kulturowych dotyczących miasta z przełomu XIX i XX wieku. Często miałam wrażenie, że spaceruję ulicami wspólnie z głównym bohaterem i naprawdę czułam barcelońską atmosferę. Co ważne, w ujęciu Mendozy Barcelona jest dynamiczna i wielowymiarowa, ma różne oblicza - bywa subtelna, elegancka i nowoczesna, ale też frywolna, mroczna i zacofana. Eduardo Mendoza nie idzie na skróty. Sądzę, że właśnie ten aspekt jego powieści zachwycił mnie najbardziej. 

Miasto o wielu twarzach...

"Miasto cudów" to książka ambitna i obszerna, o dużych walorach literackich, ale również specyficzna, więc może wzbudzać skrajne odczucia. Składa się przede wszystkim z opisów, często przybiera gawędziarski ton, co jednych zachwyci, a innych zniechęci. Momentami historia głównego bohatera schodzi na dalszy plan i można powiedzieć nawet, że to Barcelona odgrywa w tej powieści kluczową rolę. Na uznanie zasługuje styl pisania autora - to proza inteligentna i błyskotliwa, z nutką ironii i sarkazmu, która wymaga refleksji oraz skupienia. Nie wszystkie treści czytelnik otrzymuje "na tacy" i to w dużej mierze od niego samego zależy, jak wiele zyska czytając kolejne strony. Biorąc pod uwagę fabułę, bardziej do gustu przypadła mi książka "Król przyjmuje", której recenzję możecie również znaleźć tutaj na blogu. "Miasto cudów" zachwyciło mnie jednak barwnymi i realistycznymi opisami katalońskiej stolicy oraz rewelacyjnie nakreślonym tłem historyczno-społecznym. To była dla mnie ciekawa, literacka podróż i w przyszłości będę chętnie sięgać po kolejne książki autora. Miłośnicy hiszpańskiej literatury oraz Barcelony powinni być zadowoleni, ponieważ "Miasto cudów" może zaoferować naprawdę wiele. To publikacja godna uwagi i przykład literatury z wyższej półki👌



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.





Tytuł oryginalny: La ciudad de los prodigios
Tłumaczenie: Anna Sawicka
Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 464

piątek, listopada 29, 2019

#121 "Kamienica pod śniegiem" Dorota Kassjanowicz

#121 "Kamienica pod śniegiem" Dorota Kassjanowicz
"Świąteczno-noworoczne cuda czasem się zdarzają. Ale niektórym trzeba pomóc..."


Jakiś czas temu w moich rękach znalazła się polska powieść obyczajowa w pięknej, zimowej okładce. Patrząc na nią, miałam ochotę ułożyć się wygodnie w fotelu z kubkiem kakao i zatopić w lekturze. Chyba trochę tęsknię za śniegiem ;) Pomysł okazał się doskonały - ta książka jest stworzona dla takich długich, "puchatych" wieczorów. "Kamienica pod śniegiem" Doroty Kassjanowicz to historia jej mieszkańców - poplątane ludzkie ścieżki krzyżują się wzajemnie w pewnej warszawskiej kamienicy. Narracja prowadzona jest z kilku różnych punktów widzenia, co nadaje powieści barwny i mozaikowy charakter. Ten sposób budowania fabuły przypomina mi nieco książki "Choinka cała w śniegu" Joanny Szarańskiej oraz "Dni wypełnione słońcem" Malwiny Ferenz (z wielu historii powstaje jedna opowieść), co bardzo przypadło mi do gustu. Dorota Kassjanowicz umiejętnie przeplata ze sobą ścieżki mieszkańców kamienicy aż do zaskakującego finału w sylwestrowy wieczór. Zakończenie jak z bajki, ale więcej nie zdradzę - musicie przekonać się sami ;)

"Kamienica pod śniegiem" to świąteczno-noworoczna opowieść, która rozgrzewa serce. W książce poznajemy Bognę - artystkę, która musi podjąć ważną decyzję i wybrać między kilkoma adoratorami. Co podpowie jej serce? W kamienicy spotkamy również Alicję - młodą pielęgniarkę i nieśmiałą poetkę, której dokucza samotność, Olafa i Mateusza - ojca i syna, z żalem i tęsknotą w sercu, a także młodych duchem starszych państwo, zabieganą żonę i matkę, niewiernego męża oraz pewnego tajemniczego kuriera. W powieści Doroty Kassjanowicz na czytelników czeka cała rewia interesujących postaci. Niektóre z nich pokochamy, inne wręcz przeciwnie, ale jedno jest pewne - wspólnie tworzą niezwykle barwną mieszankę.

Czy naszym życiem rządzi przeznaczenie? Czy złamane serce może znowu kochać? Czy okazane dobro potrafi zmienić czyjeś życie?

"Kamienica pod śniegiem" to książka, w której pierwsze skrzypce odgrywają ludzie oraz ich uczucia - często trudne, bolesne i skomplikowane. Dorota Kassjanowicz stworzyła opowieść o wybaczeniu, dawaniu drugich szans, nadziei na miłość i szczęście, ale również o samotności, skrywanych urazach, smutku i anonimowości w dużym mieście. Ten refleksyjny charakter towarzyszy czytelnikowi od pierwszej aż do ostatniej strony i sądzę, że każdy z nas może odnaleźć w książce autorki coś dla siebie. Choć nie wszystkie wątki podbiły moje serce, jedna opowieść wyjątkowo zapadła mi w pamięć, wzruszyła mnie i skłoniła do przemyśleń - Alicja pracując w szpitalu jako pielęgniarka w okresie świąteczno-noworocznym spotkała na oddziale wiele starszych osób, samotnych i opuszczonych, a jednej z nich zaproponowała wspólne spędzenie sylwestra w swoim mieszkaniu. Taki przejaw serca zmieniający życie. Myślałam o tej historii jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Dorota Kassjanowicz wyeksponowała to, co w naszym życiu jest najważniejsze - dobre słowo, miły gest, obecność drugiego człowieka, miłość i przyjaźń. Nabierają one szczególnego znaczenia w okresie świąt Bożego Narodzenia.


"Kamienica pod śniegiem" została napisana płynnym i przyjemnym stylem. I choć początkowo miałam trudności z zaangażowaniem się w fabułę, z każdą kolejną stroną moje zainteresowanie wzrastało - historie stworzone przez autorkę nabierają barw i coraz lepiej łączą się ze sobą. "Kamienica pod śniegiem" to książka przynosząca nadzieję i z ważnym przekazem. Pokazuje, jak istotna jest obecność drugiego człowieka i jak drobne gesty zmieniają świat na lepszy. Gdy otworzymy nasze serca, dostrzeżemy znacznie więcej... O cudach, których możemy doświadczyć w najmniej spodziewanych momentach. Miło spędziłam czas i sądzę, że to dobra propozycja czytelnicza dla fanów powieści obyczajowych na zbliżające się grudniowe wieczory👌


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Wielka Litera.


Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 496

poniedziałek, listopada 25, 2019

#120 "Chłopiec, kret, lis i koń" - Charlie Mackesy

#120 "Chłopiec, kret, lis i koń" - Charlie Mackesy

"Więc proszę, rozwiń skrzydła i podążaj za swoimi marzeniami. To dziełko jest jednym z moich. Liczę, że Ci się spodoba. Pozdrawiam Cię serdecznie. I dziękuję"
Charlie

Charlie Mackesy to brytyjski artysta, który podarował nam absolutnie wyjątkową książkę. "Chłopiec, kret, lis i koń" to mądra, błyskotliwa i pięknie ilustrowana historia, która wzrusza, zachwyca, uczy, przynosi nadzieję i trafia prosto do serc czytelników. To jedna z tych publikacji, do których wraca się wielokrotnie z dużą przyjemnością - są jak skarb, drogowskaz oraz iskierka rozświetlająca mrok w trudnych, życiowych momentach.

" - Kim chciałbyś być, kiedy dorośniesz?
- Kimś dobrym - odparł chłopiec"


W swojej książce Charlie Mackesy zabiera nas w podróż - odbywamy ją w towarzystwie czterech przyjaciół. Chłopiec, kret, lis i koń lubią spędzać ze sobą czas, wspierają się i dzielą przemyśleniami na temat życia i tego, co jest w nim ważne. Każdy z nich jest inny i podobnie jak my mają też swoje słabości i lęki. Ich wędrówka odbywa się podczas wiosny - pory roku, która bywa nieprzewidywalna jak nasze życie. Na kartach książki znajdziemy fragmenty rozmów - to uniwersalna lekcja życia zaklęta w słowach i obrazach - o bezwarunkowej miłości, dobroci, prawdziwej przyjaźni, podążaniu za marzeniami, odwadze i zaufaniu. Przeczytamy również o samotności, wybaczeniu, pokonywaniu słabości i radzeniu sobie z przeciwnościami. Charlie Mackesy inspiruje i przynosi nadzieję. Ta książka otula i ogrzewa serce, daje siłę, wzrusza i skłania do refleksji. Jest jak pomocna dłoń gotowa wesprzeć w trudnych momentach i przypomina, że każdy z nas zasługuje na miłość i daje światu coś, czego nie daje nikt inny. Przemawia uniwersalnym językiem na temat wartości, które nas łączą i nadają sens naszemu istnieniu. Niesamowite jak wiele emocji autor ukrył w tak niewielu słowach. Prosty, ale głęboki przekaz to ogromna siła tej książki. Przewracając kolejne strony czułam wzruszenie, a w sercu ciepło i wdzięczność. "Chłopiec, kret, lis i koń" to wyjątkowy kawałek sztuki - połączenie słowa i obrazu, które z łatwością dociera do ludzkich serc. W rysunkach Charliego jest coś pokrzepiającego - skrywają w sobie głębszy przekaz i przemawiają do czytelnika bardziej niż słowa. Niektóre czarno-białe, inne kolorowe, ale zawsze eleganckie i zachwycające. Wielokrotnie oglądałam je z dużym zainteresowaniem i sądzę, że stanowią wspaniałe dopełnienie zaprezentowanej opowieści. Charlie Mackesy doskonale wykorzystał swój talent.

"Zawsze pamiętaj, że twoja obecność dużo znaczy, że jesteś ważny i kochany"


"Chłopiec, kret, lis i koń" to pięknie wydana książka - w twardej oprawie, na grubym, eleganckim papierze i z granatowym, materiałowym grzbietem. Zachwyci czytelników w każdym wieku i świetnie sprawdzi się na prezent. To publikacja, która została wręcz stworzona, by dzielić się nią z tymi, których kochamy. Pokochałam ją i będę do niej często wracać. Świat potrzebuje takich książek. My ich potrzebujemy, żeby przypomnieć sobie, co w życiu jest ważne. Ta książka zostawia w sercu ślad. Serdecznie polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.




Tytuł oryginalny: The Boy, the Mole, the Fox and the Horse
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Data wydania: 13 listopada 2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 128

poniedziałek, listopada 25, 2019

#119 "Choinka cała w śniegu" - Joanna Szarańska

#119 "Choinka cała w śniegu" - Joanna Szarańska
Coś na poprawę nastroju? Proszę bardzo :) Książka Joanny Szarańskiej sprawdza się sto razy lepiej niż kawałek sernika, kakao z piankami czy lampka wina. Istny killer na ponure myśli. Zaufajcie, sprawdziłam na sobie, a miałam wtedy naprawdę o k r o p n y dzień.

"I znów święta zawitały na ulicę Weissa. Poranek wstał rześki, pogodny!"


"Choinka cała w śniegu" to trzecia część świątecznej serii "Cztery płatki śniegu". Joanna Szarańska ponownie zabiera czytelników na ulicę Weissa, gdzie w jednym bloku mieszkają ludzie, których ścieżki nieustannie się krzyżują, m.in. za sprawą pani Michalskiej - dozorczyni, która służy dobrą radą oraz wsparciem. W czterech ścianach mieszkań przy ulicy Weissa kryją się zwykłe - niezwykłe historie, a ich mieszkańcy są sobie bliscy jak rodzina. Powoli zbliża się Boże Narodzenie. Czy mieszkańcy zgromadzą się na wigilijnym spotkaniu? Wydaje się, że wszystkich ogarnęła przedświąteczna gorączka, a w takim zamieszaniu trudno znaleźć wolną chwilę... Marzena jest mamą 24 godziny na dobę i cały swój czas poświęca nowonarodzonemu dziecku, Anna przygotowuje się do przeprowadzki, Zuza wariuje na punkcie Instagrama i świątecznego wyzwania fotograficznego, a Monika złamała nogę i została uziemiona tuż przed świętami. Kochani mężczyźni, urocze potomstwo i "wspierające" teściowe wcale nie ułatwiają zadania. Czy w tej sytuacji święta na Weissa w ogóle dojdą do skutku? Czy mieszkańcy zwolnią i odkryją, co tak naprawdę jest ważne?

Jaka szkoda, że nie czytałam dwóch poprzednich części - "Choinka cała w śniegu" okazała się lekką, zabawną i wzruszającą opowieścią. Na szczęście Joanna Szarańska zadbała, aby można ją było czytać również bez znajomości "Czterech płatków śniegu" oraz "Anioła na śniegu", więc dość szybko odnalazłam się w klimacie bloku przy ulicy Weissa. Nigdy wcześniej nie miałam w rękach żadnej książki Joanny Szarańskiej, ale już od pierwszej przeczytanej strony pokochałam jej dowcipny i błyskotliwy styl pisania. Perypetie mieszkańców wielokrotnie wywoływały na mojej twarzy uśmiech, nie obyło się także bez małych i dużych chichotów. Ta historia ma w sobie ogromne pokłady pozytywnej energii. Na gorączkowy, przedświąteczny okres możemy spojrzeć z dystansem, a pod pozorną lekkością znajdziemy istotny przekaz. Joanna Szarańska świetnie wyeksponowała to, co podczas świąt jest najważniejsze. I wcale nie są to wypolerowane na błysk sztućce, umyte okna, pierniczki o doskonałym kształcie czy stylowo ubrana choinka, lecz ludzie - wspólne chwile spędzone razem, uśmiech, dobre słowo, pomocna dłoń. I choć to moja piąta zimowo - świąteczna książka przeczytana w tym roku, dopiero ona rzeczywiście otuliła mnie bożonarodzeniowym klimatem - w powieści Joanny Szarańskiej naprawdę można go poczuć. Wspólnie z bohaterami będziemy lepić pierogi, ubierać choinkę, piec pierniczki oraz tworzyć świąteczne dekoracje. Przysłowiową wisienką na torcie jest opis wigilijnego wieczoru. W książce znajdziemy również chwytającą za serce historię pewnego chłopca i jego babci. Jest zatem nie tylko zabawnie, ale też refleksyjnie i wzruszająco. Na uwagę zasługują barwne dialogi oraz wyraziste postaci - jedne wzbudzają sympatię, inne nieco irytują, ale wspólnie tworzą fantastyczną, różnorodną mieszankę, która rozbawi nas do łez. Czytelnik może poznać ich słabości, plany i marzenia oraz towarzyszyć im w codziennych zmaganiach.

"Choinka cała w śniegu" to książka, która świetnie wpisuje się w przedświąteczny klimat. Została napisana z humorem i dużą wrażliwością, a dzięki osadzeniu jej w znanej nam, polskiej rzeczywistości, staje się tak bardzo bliska. Joanna Szarańska stworzyła ciepłą i mądrą opowieść o przyjaźni, miłości, wsparciu, znaczeniu rodziny oraz docenianiu zwykłej codzienności. Jest w tej książce coś pokrzepiającego - przynosi ze sobą nadzieję i wiarę w drugiego człowieka. Taka lekcja szacunku, dobra i zaufania w świątecznym wydaniu. Aż chciałoby się mieć takich sąsiadów (i dozorczynię :). "Choinka cała w śniegu" gwarantuje miło spędzony czas i pozostawia w sercu przyjemne ciepło. To lektura w sam raz na zbliżający się zimowy czas - pozwoli złapać oddech w przedświątecznym zabieganiu. Polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria: Cztery płatki śniegu (część trzecia)
Liczba stron: 368

niedziela, listopada 24, 2019

#118 "Krysia. Mała książka wielkich spraw" - Michalina Grzesiak

#118 "Krysia. Mała książka wielkich spraw" - Michalina Grzesiak

"Rysia, jak ją nazywamy pieszczotliwie w domu, jest pięcioletnią hybrydą kobiecości i łobuzerki. W mgnieniu oka z generała dywizji zmienia się w bezbronną księżniczkę rodem z bajek, jak kameleon. Głowę zdominowały nierówne, napierzone, elektryzujące się loki. Uwielbia się przytulać. Kocha kuce, konie, lalki i małe kotki"

Poznaliście już Krysię? Ta rezolutna i ciekawa świata dziewczynka skradnie wasze serca i otworzy oczy na rzeczy, o których istnieniu jako dorośli zapomnieliście wiele lat temu. Przyznaję szczerze - nie lubię poradników, szczególnie tych o wychowywaniu dzieci napisanych w moralizatorskim i wszechwiedzącym stylu zwykle przez osoby, które same nie mają z dziećmi na co dzień nic wspólnego. Ale książka Michaliny Grzesiak to zupełnie inna bajka. Prawdziwa, życiowa i tak bardzo bliska. "Krysia. Mała książka wielkich spraw" nie jest przewodnikiem na temat zawiłych ścieżek rodzicielstwa. Znajdziemy w niej urywki z codziennego życia trzydziestoletniej matki i jej dzieci - pięcioletniej Krysi i młodszego Jurka. Będzie między innymi o "szynce bez skórki, mówieniu do siebie ładnie, ludziach różowych i niebieskich, farbach plakatowych oraz trzech strojach karnawałowych, które zbudowały światopogląd", a także o tolerancji, empatii, szacunku i byciu sobą - to 240 stron uśmiechu, wzruszeń i refleksji - istna skarbnica złotych myśli, które czytelnik może chłonąć jak gąbka. Dzięki autorce spojrzymy na świat oczami pięcioletniej dziewczynki - dostrzeżemy więcej i usłyszymy więcej, bez niepotrzebnych komplikacji. To publikacja pełna dziecięcych pytań i przemyśleń. "Krysia. Mała książka wielkich spraw" została napisana lekko, z dystansem i humorem, błyskotliwie i "na luzie". Mądre myśli Krysi sprawiły nieraz, że w sercu czułam ciepło.

"Najważniejsze na świecie to jest przytulnięcie. Dobre przytulnięcie rozwiązuje wszystkie problemy"

Jeżeli jesteś rodzicem, ta książka będzie dla ciebie jak pomocna dłoń. Gdy masz wrażenie, że zawodzisz siebie i bliskich, gdy wszystko rozpada się na milion kawałków - dom wygląda jak po przejściu tornada i nachodzą cię czarne myśli o wychowawczej klęsce - ta książka przywróci na twoją twarz uśmiech i rozgoni ciemne chmury. Bo to książka o prawdziwym życiu i rodzicielstwie, a one nigdy nie są doskonałe - mają swoje blaski i cienie. Opowieść o Krysi i jej mamie ustawia do pionu, pomaga spojrzeć na wiele spraw z dystansem i uświadamia, co naprawdę jest ważne. A w natłoku codziennych spraw łatwo o tym zapomnieć. Na szczęście są dzieci - dorośli mogą się od nich tak wiele nauczyć - o uczuciach, akceptacji, pięknie otaczającego świata. Jest w nich radość, ciekawość i zachwyt, które często z upływem lat pokrywają się kurzem dorosłości. Dzieci pomagają nam je odnaleźć.

"W życiu nie trzeba nic kupować, tatusiu. W życiu trzeba spać na trawie i wywoływać zdjęcia..."



Książka Michaliny Grzesiak jest piękna w swojej prostocie. Przypomina, że najcenniejsze są krótkie chwile wspólnej radości i szczęścia - właśnie one tworzą większy obrazek. "Krysia. Mała książka wielkich spraw" to opowieść o słodko-gorzkim smaku macierzyństwa, emocjonalnym rollercoasterze bez trzymanki, o miłości, wsparciu i wdzięczności, które rozjaśniają momenty samotności oraz trudy codziennych, życiowych zmagań. Pozornie lekka i humorystyczna, ale mądra i trafiająca do serca - właśnie taka jest książka Michaliny Grzesiak. Jak dobrze, że znalazła się w moich rękach. Jestem przekonana, że pokochacie Krysię❤ Polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 248

sobota, listopada 23, 2019

#117 "Pokój motyli" - Lucinda Riley

#117 "Pokój motyli" - Lucinda Riley
Czytanie książek Lucindy Riley jest dla mnie jak otwieranie bożonarodzeniowego prezentu - na każdą z nich czekam zawsze z wielką niecierpliwością, a gdy już nadejdzie ten moment i jej nowa powieść znajdzie się w moich rękach, czuję podekscytowanie na myśl o kolejnej, literackiej podróży. Motywy, po które Lucinda sięga w swoich książkach są niebanalne, podobnie jak wybierane przez nią lokalizacje. W nowej powieści autorka zabiera czytelników do Southwold - urokliwego, nadmorskiego miasteczka położonego u wschodnich wybrzeży Anglii, a także do Londynu i Królewskich Ogrodów Botanicznych Kew. "Pokój motyli" to książka tętniąca życiem - pełna przyrodniczych nawiązań i pięknych opisów otaczającego świata. Motyle są zachwycające i majeststyczne, ale kojarzą się z kruchością - ich żywot jest bardzo krótki. Właśnie te niezwykłe owady stały się ważnym elementem historii stworzonej przez Lucindę Riley.

"Tylu ludzi jest ślepych na piękno i magię tego, co nas otacza. Ale nie ty, Posy. Ty już widzisz dużo więcej niż większość ludzi"


Dziewczynka łapiąca motyle z ukochanym ojcem...

"Pokój motyli" to wielowątkowa saga rodzinna, w której centralne miejsce zajmuje Posy Montague. Poznajemy ją jako siedemdziesięcioletnią kobietę - wdowę, matkę i babcię. Wciąż mieszka w dużej posiadłości zwanej Domem Admirała. To właśnie w nim spędziła dzieciństwo u boku matki i ojca, wychowała własne dzieci oraz stworzyła ogród będący jej radością i chlubą. Niestety z uwagi na starszy wiek i brak pieniędzy na renowację, Posy jest zmuszona rozważyć możliwość sprzedaży ukochanego domu.  Tymczasem do Londynu po latach pobytu w Australii powraca młodszy syn Posy. Poważne kłopoty dopadają też jej pierworodnego - Sam i jego rodzina toną finansowo. W tym trudnym życiowym momencie na horyzoncie pojawia się dawna miłość Posy - Freedy. Mężczyzna zdradza jej pewien sekret, który wywraca świat Posy do góry nogami. Jakie mroczne tajemnice skrywają w sobie mury Domu Admirała? Czy rodzina Posy rozsypie się na kawałki?

Lucinda Riley w charakterystycznym dla siebie stylu wykorzystuje w książce retrospekcję - umiejętnie splata przeszłość i teraźniejszość, tworząc w ten sposób misternie utkaną i wielowątkową opowieść rozgrywającą się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Podobnie jak w poprzednich książkach zachwyciło mnie bogate tło, w którym Lucinda osadziła fabułę. Nie brakuje w nim interesujących szczegółów oraz fascynujących nawiązań m.in. historycznych, artystycznych i naukowych. Opisy dotyczące miejsca akcji oraz życia mieszkańców są zawsze dopracowane i bardzo realistyczne. Lucinda bez wątpienia ma talent i potrafi pięknie pisać o zwykłych rzeczach nadając im głębię i nutkę tajemniczości. Historia Posy od samego początku podszyta jest niepewnością, a czytelnik pośród licznych niedopowiedzeń stara się odkryć prawdę. Wspaniale było towarzyszyć głównej bohaterce w jej życiowej podróży. Posy ujęła mnie swoją dziecięcą fascynacją i miłością do przyrody, silną więzią z ojcem oraz ciepłem okazywanym członkom rodziny. Na przykładzie Posy Lucinda Riley wspaniale zobrazowała, jak skomplikowane potrafią być ludzkie ścieżki i rodzinne relacje. Powszechne bywa też przekonanie, że w starszym wieku człowiek nie może już realizować marzeń i spotkać prawdziwej miłości, cieszyć się bliskością i korzystać z dni, które jeszcze mu pozostały. Tymczasem Lucinda w nowej książce pięknie pokazuje, że miłość może przyjść do nas o każdej porze życia. Jest w tym przekazie coś pokrzepiającego. Cieszę się, że Lucinda podejmuje takie tematy w swojej twórczości, a trudnych kwestii w "Pokoju motyli" jest znacznie więcej - przemoc domowa, choroba, śmierć... to tylko niektóre z nich. W książce znajdziemy wiele interesujących postaci, z własną, często trudną historią. Część z nich pokochamy, inni natomiast wzbudzą naszą niechęć. To barwna mozaika, która skłania do przemyśleń m.in. na temat rodzinnych więzi. Z kart powieści wyłania się ważne przesłanie - rodzina to nie tylko więzy krwi, ale przede wszystkim miłość - tworzą ją ludzie, którzy są sobie bliscy. Co ciekawe ten motyw możemy odnaleźć również w serii "Siedem Sióstr" (Pa Salt adoptował sześć, niespokrewnionych ze sobą dziewczynek). Fabuła książki przypadła mi do gustu, choć odniosłam wrażenie, że w "Pokoju motyli" aura tajemniczości jest nieco mniejsza niż w poprzednich książkach autorki. Z każdą kolejną stroną historia Posy "rośnie", nabiera barw i staje się coraz bardziej fascynująca. To taki emocjonalny rollercoaster, który przywołuje uśmiech na twarz oraz wzrusza. "Pokój motyli" to książka napisana piękną prozą. Im dłużej myślę o tej historii, tym bardziej ją doceniam. W powieściach Lucindy najważniejsi są ludzie, ich emocje, wewnętrzne rozterki, wspomnienia i uczucia. To wspaniałe książki i każdą z nich mogę szczerze polecić.

"Miłość działa w życiu cuda. Nawet w najbardziej ponury dzień w środku zimy może tak rozświetlić świat, wszystko wyda się równie piękne jak teraz"


"Pokój motyli" to słodko-gorzka, wielowątkowa saga rodzinna pełna tajemnic z przeszłości, bolesnych wspomnień oraz trudnych decyzji. Lucinda Riley stworzyła opowieść o wybaczeniu, kłamstwach i prawdzie, miłości, drugich szansach, stracie i próbie pogodzenia się z przeszłością. "Pokój motyli" to pięknie wydana książka, która skrywa interesujące wnętrze. Must read dla fanów twórczości Lucindy. Czytałam z przyjemnością i niecierpliwie czekam na kolejną powieść autorki. To była bardzo udana literacka przygoda. Serdecznie polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.



Tytuł oryginalny: The Butterfly Room
Tłumaczenie: Anna Esden-Tempska
Data wydania: 13 listopada 2019
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 528

wtorek, listopada 19, 2019

#116 "Gorączka świątecznej nocy" - Caroline Hulse /przedpremierowo/

#116 "Gorączka świątecznej nocy" - Caroline Hulse /przedpremierowo/
Wspólny urlop byłych i obecnych partnerów... Brzmi jak scenariusz koszmarnego filmu albo przepis na totalną katastrofę, prawda? Taki pomysł wydaje się co najmniej wątpliwy i ryzykowny ;) A dodajmy do tego święta Bożego Narodzenia, siedmioletnią dziewczynkę i jej wyimaginowanego przyjaciela królika. Czy coś takiego może się udać? Jak długo wytrzymają dorośli zanim rzucą się sobie do gardeł? ;) Święta to podobno czas magiczny - radość, miłe chwile z rodziną i wszystko wygląda pięknie... Coż, niestety bywa zupełnie inaczej.



Claire i Matt pragną spędzić święta wspólnie ze swoją córką Scarlett. Jest tylko jeden mały problem - nie są już małżeństwem. Wpadają jednak na zaskakujący pomysł. Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem zabierają córkę oraz swoich obecnych partnerów do zimowego ośrodka "Szczęśliwy Las" w North Yorkshire, który oferuje całą masę przeróżnych świątecznych rozrywek takich jak śpiewanie z elfami, trekking na kucykach, grota św. Mikołaja, łucznictwo, spa oraz minigolf. Matt i Alex oraz Claire i Patrick to przecież dorośli ludzie... Czy coś może pójść źle? Mimo obietnic szybko zaczynają pić trochę za dużo, kłócić się i zdradzać tajemnice, które nigdy nie powinny wyjść na światło dzienne. Piękny pobyt w ośrodku kończy się tragedią i pełnym przerażenia telefonem na numer alarmowy.

Idealna patchworkowa rodzina (?) i święta z piekła rodem...

"Gorączka świątecznej nocy" to błyskotliwy literacki debiut Caroline Hulse, który dostarczy nam rozrywki w zimowo-świątecznym klimacie. Autorka stworzyła opowieść pełną nieporozumień, wstydliwych tajemnic, skrywanych urazów, zazdrości i rywalizacji. W ten sposób powstała niezwykle niebezpieczna mieszanka wybuchowa, tykająca bomba zegarowa gotowa eksplodować w najbardziej zaskakującym momencie. W książce poznajemy Matta - wyluzowanego "Piotrusia Pana" ze specyficznym poczuciem humoru, jego partnerkę Alex - cierpliwą i nieco zagubioną panią naukowiec z "uśpionym" problemem alkoholowym, Claire - elegancką, uroczą i niemal perfekcyjną prawniczkę oraz jej partnera Patricka - zapalonego sportowca przygotowującego się do występu w Iron Manie. I jest jeszcze siedmioletnia Scarlett oraz jej wymyślony przyjaciel, królik Posey - wielki, fioletowy i czasami bardzo niemiły ;) Całkiem możliwe, że pojawił się w życiu Scarlett w odpowiedzi na rozwód rodziców. Ten wątek, choć momentami zabawny, skrywa w sobie głębsze znaczenie. Nie ulega wątpliwości, że barwne postaci stworzone przez autorkę dostarczają doskonałej rozrywki, a jednocześnie są tak bardzo ludzkie i bliskie, podobne do nas. Caroline Hulse w interesujący sposób, z nutką ironii i humoru, przedstawia złożoność ludzkich relacji z uwzględnieniem całej gamy typowych wad i słabości. To właśnie w takich sytuacjach często do głosu dochodzi ego, a emocje wymykają się spod kontroli. Główni bohaterowie śmieszą, czasami irytują, ale absolutnie nie można się z nimi nudzić.

"Gorączka świątecznej nocy" wciąga już od pierwszych stron - zaczyna się bowiem od dramatycznego telefonu z informacją, że jeden z głównych bohaterów został trafiony strzałą z łuku. Jak do tego doszło? Wypadek a może niezupełnie...? Każda przeczytana strona przybliża nas do rozwiązania zagadki. Muszę przyznać, że naprawdę spodobał mi się sposób, w jaki Hulse ukazała wzrastające napięcie między głównymi bohaterami. Atmosfera stopniowo gęstnieje i wyraźnie czuć, że zbliża się "wielki finał", dzięki czemu zainteresowanie czytelnika utrzymuje się stale na wysokim poziomie. Taki emocjonalny rollercoaster z rewelacyjnym zakończeniem :) I tak sobie myślę, że nie określiłabym książki Hulse jako zabawna - to prawda, znajdziemy w niej śmieszne momenty, ale nie należy ona do gatunku "lekkich i głupkowatych" powieści z humorem niskich lotów. "Gorączka świątecznej nocy" może pozytywnie zaskoczyć błyskotliwymi spostrzeżeniami na temat ludzkich zachowań i rodzinnych relacji. Należy ją jednak czytać z przymrużeniem oka ;) Przypomina mi nieco "Dziewięcioro nieznajomych" Liane Moriarty. Znajdziemy w niej dużo fantastycznych dialogów i absurdalnych sytuacji. To książka "z pazurem", którą czyta się ekspresowo z dużą przyjemnością.

"Nie ma czegoś takiego jak normalność, Posey. Każdy jest inny. Ty jesteś doskonały taki, jaki jesteś. Jesteś s o b ą. Powinieneś uwielbiać swoje do kitu stopy, bo są twoje"

"Gorączka świątecznej nocy" to świetnie napisana powieść o skomplikowanym świecie dorosłych i bardzo udane połączenie dramatu i komedii. Caroline Hulse stworzyła intrygującą i wciągającą opowieść o międzyludzkich relacjach wystawionych na próbę w gorącym, świątecznym okresie. Idealna propozycja na przedświąteczny chillout z książką :) Jeżeli szukacie czegoś błyskotliwego bez nadmiaru bożonarodzeniowego lukru, to "Gorączka świątecznej nocy" powinna przypaść wam do gustu. Wspaniale spędziłam czas. Serdecznie polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.



Tytuł oryginalny: The Adults
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Data wydania: 27 listopada 2019
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 416

sobota, listopada 16, 2019

#115 "Słuchaj głosu serca" - Natalia Sońska

#115 "Słuchaj głosu serca" - Natalia Sońska
"Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie?" - aż chciałoby się zanucić piosenkę Marka Grechuty :)


Jagna to młoda pani psycholog pracująca w katowickiej przychodni. W jej żyłach płynie góralska krew - z Zakopanego pochodzą jej mama i babcia. Jagna kocha góry całym sercem i zawsze chętnie do nich wraca. Jest singielką i wciąż czeka na mężczyznę swojego życia. Gdy na horyzoncie pojawia się Piotr - przystojny przedstawiciel medyczny, serce Jagny zaczyna szybciej bić. Czy to ten jedyny? Wspólna fascynacja przeradza się w coś więcej i tylko mama Jagny podchodzi z dystansem do nowego wybranka córki. Jagna postanawia spędzić urlop w Zakopanem, a tam po kilku dniach dołącza do niej Piotr, a także stary przyjaciel z czasów szkolnych. Czy miłość Jagny i Piotra rozkwitnie? Kto w tej bajce jest złym wilkiem, a kto uratuje niewinne serce?

Za górami, za lasami...

Tatry to zdecydowanie jeden z moich ulubionych zakątków, miejsce do którego nieustannie wzdycham i tęsknię. Góry są bliskie mojemu sercu i gdy tylko przeczytałam, że akcja książki rozgrywa się w Zakopanem, ogarnęła mnie prawdziwa euforia - szum jodeł, piękne krajobrazy, plusk wody w górskich potokach czyli ukochane Tatry w książce obyczajowej - nie mogło być lepiej. A otrzymałam jeszcze w bonusie Katowice, w których tak często bywam. Wspólnie z Jagną będziemy przemierzać górskie szlaki, zajrzymy na Rysy oraz do Doliny Pięciu Stawów Polskich, a po powrocie uraczymy się podhalańskimi przysmakami. W tej książce sporo jest zapachów, smaków i obrazów - zdecydowanie silnie oddziałuje na zmysły. Górskie opisy sprawią, że zapragniecie natychmiast spakować walizkę i odwiedzić Tatry. Natalia Sońska potrafi tworzyć plastyczne i barwne opisy - to ogromna zaleta. Akcja książki rozpoczyna się latem, więc dopiero ostatnie rozdziały wprowadzają nas w świąteczną atmosferę. A jak wiadomo Boże Narodzenie w górach jest wyjątkowo magiczne i urokliwe. Nowa książka Natalii Sońskiej ma uniwersalny charakter i świetnie sprawdzi się nie tylko w okresie zimowym.

Co podpowiada serce czyli miłość zawsze znajdzie drogę

Jagna to postać, z którą łatwo się utożsamiać - jest uczynna, pracowita i serdeczna. Marzy o znalezieniu drugiej połówki, ale jak wiemy, to nie zawsze jest takie proste. Trzymamy za nią kciuki, pragniemy, żeby była szczęśliwa. I choć to właśnie miłosne zawirowania Jagny odgrywają w książce pierwsze skrzypce, nie brakuje w niej również rodzinnego ciepła oraz przyjaźni. To piękna historia, która spodoba się romantycznym duszom. Słodka, ale z nutką goryczy - o pozorach, które potrafią być mylące i miłości, która czasami jest tuż obok nas, cicha i niepozorna.

"Dziecko, ja zawsze ci powtarzałam i powtarzać będę, idź za głosem serca, ale swojego serca. Nie zważaj na to, co mówią inni, czego od ciebie oczekują, czego dla ciebie chcą. Ty sama od siebie oczekuj, oczekuj najlepszego, a przede wszystkim tego, co pozwoli ci żyć w zgodzie z samą sobą, a nie w zgodzie z otoczeniem. A błędy... Każdy z nas je popełnia. Tylko dzięki nim wyciągamy wnioski, to na nich się przecież najwięcej uczymy"

Książka "Słuchaj głosu serca" to świetna propozycja dla miłośniczek gatunku oraz twórczości Natalii Sońskiej. Autorka stworzyła ciepłą opowieść o potrzebie miłości, dążeniu do szczęścia, życiowych rozczarowaniach oraz nadziei na lepszy czas. Sądzę, że spędzicie z tą książką miłe chwile. Wciąga, zachwyca swoim klimatycznym stylem i przywołuje na twarz uśmiech. Nie jestem pewna, czy warto po nią sięgać akurat w okresie przedświątecznym - całkiem prawdopodobne, że przypalicie sernik albo zaniedbacie domowe porządki (żart ;D). Serdecznie polecam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 304

sobota, listopada 16, 2019

#114 "Wigilijna przystań" - Sylwia Trojanowska

#114 "Wigilijna przystań" - Sylwia Trojanowska
Święta w nadbałtyckiej miejscowości? Brzmi bardzo kusząco :) Nasze polskie morze odwiedzałam zawsze w miesiącach letnich, ale w głębi serca ciągle marzę, żeby zobaczyć je również w zimowej odsłonie. A dzięki nowej książce Sylwii Trojanowskiej mogłam przynajmniej odbyć taką podróż w wyobraźni :) Dwa tygodnie temu, 30 października, do księgarni trafiły egzemplarze "Wigilijnej przystani" - powieści obyczajowej w zimowo-świątecznym klimacie. I muszę przyznać, że już sama okładka przyciąga wzrok - aż chce się od razu zatopić w lekturze. A gdy przeczytałam, że Sylwia Trojanowska zabiera czytelników do Niechorza, na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Góry i święta - takie połączenie wydaje się idealne. Ale Bałtyk i święta - właśnie na taką książkę czekałam :) 


Sylwia Trojanowska zabiera nas do nadmorskiego Niechorza przykrytego puchową, śnieżną kołderką. To właśnie tam będziemy towarzyszyć mieszkańcom w ich przedświątecznych przygotowaniach. I gdy w powietrzu oprócz morskiej bryzy będzie unosił się zapach świerku i pierników, na jaw wyjdą skrzętnie ukrywane tajemnice z przeszłości. Święta to czas przebaczenia i drugich szans. Czy wspólne spotkanie przy wigilijnym stole sprawi, że miłość zatriumfuje?

"Święta to czas bycia razem, czas przebaczenia i radości"

W "Wigilijnej przystani" Sylwia Trojanowska umiejętnie splata ze sobą kilka różnych historii. W książce poznajemy sześcioro głównych bohaterów i to właśnie z ich poplątanych życiowych ścieżek zostaje utkana ta zimowo-świąteczna opowieść. Początkowo może się wydawać, że nie mają oni ze sobą wiele wspólnego. Z czasem jednak okazuje się, że ich drogi krzyżują się wzajemnie w różnych okolicznościach, czasami dość dramatycznych. Poznajemy dwie skłócone ze sobą rodziny prowadzące w Niechorzu hotelarski biznes. Wśród bohaterów książki znalazła się również pewna para rozdzielona w przeszłości przez tragiczne wydarzenia, a może nawet klątwę... Jest również młoda żona żołnierza, kobieta prowadzącą ośrodek dla samotnych matek oraz tajemniczy latarnik, który spędza dni samotnie. Wszystkie te historie wspaniale łączą się ze sobą aż do zaskakującego i trzymającego w napięciu finału.

"Dziś nadzieja rodzi się..."

Co najbardziej przypadło mi do gustu? Zdecydowanie klimat tej powieści i to nie tylko ten świąteczny - naprawdę poczułam się tak, jakbym spędziła czas nad morzem. Autorka za pomocą słów potrafi wyczarować niezwykle plastyczne opisy, które podczas czytania przewijają się w naszej wyobraźni. Wątek związany z latarnią morską i jej latarnikiem to według mnie strzał w dziesiątkę. Wiele lat temu udało mi się odwiedzić latarnię morską w Niechorzu i czytanie o niej w książce okazało się bardzo przyjemne. Sylwia Trojanowska zadbała o świąteczną atmosferę, którą możemy poczuć coraz bardziej wraz z kolejnymi przewracanymi stronami. Ostatecznie docieramy do Wigilii i muszę wam powiedzieć, że te opisy wywołały u mnie wzruszenie - poczułam w sercu ciepło❤ Na kartach powieści znajdziemy kolędy i świąteczne piosenki, pyszny zapach wigilijnych potraw, migające, choinkowe lampki, ale również to, co podczas świąt jest najważniejsze - ciepło, radość i poczucie bliskości. Bo kochać i być kochanym to prawdziwa magia.


"Niektórzy ludzie czekają na Święta przez cały rok. Mówią, że na Boże Narodzenie dzieją się cuda, że dobro wlewa się do ludzkich serc i z serc tych się wylewa"

Książka Sylwii Trojanowskiej to bardzo udane połączenie wątków obyczajowych i romantycznych. W "Wigilijnej przystani" znajdziemy pewną tajemnicę z przeszłości, która rozdzieliła ukochanych na wiele lat i jestem przekonana, że ta historia może trafić do serc wielu czytelników. Cieszę się, że autorka nie stworzyła jedynie przyjemnej i cukierkowej świątecznej opowieści. Sylwia Trojanowska poruszyła w książce wiele istotnych, życiowych kwestii dotyczących m.in. uzależnienia, przemocy domowej oraz sąsiedzkich sporów, co nadaje "Wigilijnej przystani" słodko-gorzkiego charakteru. Książka Sylwii Trojanowskiej to pięknie napisana powieść z ważnym przekazem - o wybaczeniu, dawaniu drugich szans, znaczeniu rodziny i prawdziwej miłości, która potrafi przetrwać lata. Czytałam z przyjemnością. Serdecznie polecam.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 376

sobota, listopada 16, 2019

#113 "Trzy zimy" - Magdalena Kopeć

#113 "Trzy zimy" - Magdalena Kopeć
Dziewiętnasty wiek to epoka konwenansów, zasad i społecznego gorsetu, który potrafił krępować równie skutecznie jak ten będący elementem stroju płci pięknej. Spotkania towarzyskie i konwersacje często przypominały prawdziwe pole minowe, a odejście od obowiązujących norm, świadome lub nie, było wyraźnie niewskazane, a nawet potępiane. Małżeństwa, często aranżowane, traktowano jako coś pożądanego i właściwego. Istotne było nazwisko, majątek, reputacja, pozycja społeczna i wiele innych. A miłość? Wydaje się, że nie była w tym wszystkim najważniejsza...

Zawsze z dużą przyjemnością sięgam po książki z historią w tle. Oprócz opisu istotnych wydarzeń, interesuje mnie również, jak wyglądało codzienne życie w minionych wiekach. Do moich rąk najczęściej trafiają powieści, których akcja rozgrywa się w czasach drugiej wojny światowej. Muszę jednak przyznać, że równie fascynujący jest dla mnie wiek XIX - epoka kontrastów, konwenansów i wielu ważnych przemian. Gdy myślę o tych latach, w mojej głowie pojawiają się obrazy z książek Jane Austen. Wszyscy doskonale kojarzymy te ukradkowe spojrzenia, rumieńce na twarzy, piękne stroje, bale i... skomplikowaną grę pozorów, szczególnie w relacjach damsko-męskich. Łatwo więc wyobrazić sobie moją radość, gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki, której akcja rozgrywa się w czasach powstania styczniowego, a zatem w drugiej połowie XIX wieku. Na dodatek miejscem wydarzeń autorka uczyniła Królestwo Polskie. To prawdziwa gratka dla miłośników powieści historycznych. Kilka dni temu, 6 listopada, swoją premierę miała książka "Trzy zimy" Magdaleny Kopeć wydana nakładem Wydawnictwa Lira. Autorka zabiera nas w wyjątkową podróż w przeszłość i rzuca w wir powstańczej zawieruchy, damsko-męskich namiętności oraz codziennego życia w ziemiańskim majątku.


Marianna Sobierajska, młodsza córka patrioty i ziemianina Mikołaja Sobierajskiego, zakochuje się w rosyjskim szlachcicu Andrzeju Rohowie, który, choć wykształcony, przedsiębiorczy i uczciwy, w oczach sąsiadów uchodzi przede wszystkim za Moskala. Zaręczyny Marianny i Andrzeja zostają zerwane, ale ich drogi ponownie się krzyżują. Tymczasem wielkimi krokami zbliża się wybuch powstania styczniowego. Czy w tej wojennej zawierusze miłość Marianny i Andrzeja przetrwa? Czy otrzymają szansę na szczęście?

Jak wyglądało codzienne życie młodej kobiety w XIX wieku?

Książka Magdaleny Kopeć ma rewelacyjny klimat. Bardzo chciałam poczuć atmosferę tamtych lat i udało się - moje oczekiwania zostały spełnione z nawiązką. Autorka jest z wykształcenia historykiem, a z zawodu muzealnikiem i wspaniale wykorzystała swoją wiedzę w książce. Przede wszystkim z dokładnością odmalowała ówczesne warunki życia - rytm dnia, zajęcia poszczególnych członków rodziny, sytuację służby i pracowników ziemskich, posiłki, stroje, wygląd pomieszczeń... Miałam wrażenie, że niemal spaceruję po dworku i ogrodzie wspólnie z główną bohaterką. To ogromna zaleta tej powieści. Wydarzenia opisywane w książce zostały osadzone w trudnych czasach powstania styczniowego. Muszę przyznać, że to moja pierwsza powieść, której akcja rozgrywa się w tych latach (oprócz klasyków takich jak np. "Nad Niemnem" czy "Wierna rzeka"). Magdalena Kopeć bardzo dobrze zarysowała tło polityczno-społeczne, które tworzy interesujące ramy dla historii Marianny. W "Trzech zimach" nie brakuje nawiązań do narodowych uprzedzeń, społecznych stereotypów, sytuacji powstańców, represji oraz manifestacji patriotycznych.

Trudna miłość w cieniu dramatycznych wydarzeń, uprzedzeń i konwenansów...

"Trzy zimy" to powieść historyczna z interesującym wątkiem romantycznym. Miłość Marianny i Andrzeja wielokrotnie wystawiana jest na ciężkie próby. Ich uczucie nie spotkało się ze społeczną aprobatą głównie z uwagi na rosyjskie pochodzenie Andrzeja. Wszelkie jego zalety stawały się niewidzialne, a tylko ta jedna "wada" zdawała się go określać niemal jak posiadane nazwisko. W kontekście ówczesnych niepokojów społecznych pochodzenie miało istotne znaczenie. Relacje głównych bohaterów przypominają przepychanki serca i rozumu, dumy i namiętności. To piękna, słodko-gorzka historia, którą czytelnik śledzi z zapartym tchem. Autorka wykreowała barwne i wyraziste postaci z bogatym światem wewnętrznym. Na kartach książki obserwujemy zmiany zachodzące w osobowości Marianny. Główna bohaterka pod wpływem tragicznych wydarzeń musiała z dnia na dzień dorosnąć i zmierzyć się z wieloma trudnościami, które pojawiły się na jej drodze. Ponadto ważnym punktem powieści są niełatwe siostrzane relacje Marianny i Heleny. Ta druga stanowi jej przeciwieństwo - powściągliwa, poważna i nieco nieprzystępna. Nie ulega wątpliwości, że w książce "Trzy zimy" relacje międzyludzkie przybierają wszystkie odcienie. Ta mozaika różnych charakterów bardzo przypadła mi do gustu. Wielowątkowa fabuła dostarcza czytelnikowi gwałtownych zwrotów akcji i sądzę, że została wspaniale poprowadzona aż do ostatniej strony. "Trzy zimy" zdecydowanie sprawiają, że serce bije szybciej. W książce znajdziemy miłość, śmierć, chorobę, dramatyczne ucieczki, zrywane zaręczyny, płomienne obietnice, a wszystko to w napiętej atmosferze zbliżającego się powstania. Emocjonalne porywy gwarantowane :)

"Heleno - zaczęła Marianna prawie szeptem, najdelikatniej jak potrafiła - jak to jest kogoś kochać? (...) - To jak znaleźć cześć siebie - usłyszała w końcu. - Jakby Bóg rozdzielił jedną duszę i stworzył z niej dwoje ludzi. I później już nie potrafisz żyć sama, bo zawsze będziesz czuła, że jesteś niepełna"



"Trzy zimy" to pięknie napisana historia trudnej miłości w niespokojnych czasach. Opowieść o dorastaniu, odwadze, wewnętrznej sile oraz przywiązaniu do tradycji i rodzinnej ziemi. O dążeniu do szczęścia, skomplikowanych życiowych ścieżkach i trudnych decyzjach. Książka Magdaleny Kopeć to ciekawa propozycja czytelnicza dla miłośników dziewiętnastowiecznych romansów oraz powieści z historią w tle. Czytałam z dużym zainteresowaniem. Piękna okładka skrywa w sobie fascynujące wnętrze. I pomyśleć tylko, że to debiut literacki. Naprawdę udany 👌 Serdecznie polecam.



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lira.



Data wydania: 6 listopada 2019
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 480

wtorek, listopada 12, 2019

#112 "Szczygieł" - Donna Tartt

#112 "Szczygieł" - Donna Tartt

"Był niewielki, najmniejszy na wystawie, 
i najprostszy: żółty szczygieł na zwykłym bladym tle, przykuty do żerdzi łańcuchem zwisającym z cieniutkiej jak gałązka nóżki. To małe stworzonko zostało ukazane w sposób bezpośredni i rzeczowy, bez żadnego sentymentalizmu"

"Szczygieł", olejny obraz namalowany w 1654 roku przez Carela Fabritiusa - holenderskiego malarza epoki baroku, najzdolniejszego ucznia Rembrandta i nauczyciela Vermeera, stał się głównym punktem odniesienia i motywem przewodnim bestsellerowej książki Donny Tartt. Powieść zatytułowana "Szczygieł" trafiła na księgarskie półki w 2013 roku, a kilka miesięcy później zdobyła Nagrodę Pulitzera. Autorka poświęciła jej wiele lat swojego życia - trud się opłacił - książka została przyjęta z wielką ekscytacją i zachwytem, znacznie większym niż jej dwa poprzednie dzieła - "Tajemna historia" i "Mały przyjaciel".

"Epicka", "arcydzieło", "wybitna" - takie określenia często pojawiają się w odniesieniu do powieści Donny Tartt. Nie ulega wątpliwości, że "Szczygieł" należy do ważniejszych dzieł literatury. I z całą pewnością może zachwycić (albo przerazić swoimi sporymi gabarytami czytelników mniej zaprawionych w boju;). Prawdopodobnie w grudniu do polskich kin trafi ekranizacja z Anselem Elgortem i Nicole Kidman w rolach głównych. Z tej okazji Wydawnictwo Znak przygotowało nowe, filmowe wydanie "Szczygła", które już od dziś można spotkać w księgarniach. Prezentuje się naprawdę pięknie - ma granatowy, materiałowy grzbiet i twardą oprawę. I sądzę, że wspaniale sprawdzi się jako prezent (nic nie stoi też na przeszkodzie, by sprezentować go sobie samemu;)

Trzynastoletniego Theo Deckera poznajemy, gdy wraz z matką w deszczowy dzień zmierza do szkoły na rozmowę z dyrektorem - chłopak został przyłapany na rzekomym paleniu papierosów z kolegą. Matka Theo proponuje, by przeczekać ulewę w Metropolitan Museum of Art. Wybór okazuje się tragiczny - budynek staje się celem zamachu terrorystycznego. Na skutek wybuchu bomby śmierć ponosi wiele osób, w tym matka chłopca. Theo wychodzi z katastrofy bez szwanku, a za namową pewnego starszego, umierającego mężczyzny, postanawia wynieść ze zrujnowanych murów muzeum jeden z obrazów - Szczygła - ulubiony obraz swojej matki. Po opuszczeniu muzeum Theo zostaje wrzucony do świata dorosłych, który nie jest już miły i bezpieczny. Jego życie zamienia się w długą tułaczkę pełną pułapek i zagrożeń. Theo trafia najpierw do zamożnej rodziny swojego kolegi ze szkoły, następnie przenosi się do ojca i jego partnerki do Las Vegas, by ponownie wrócić do Nowego Jorku. W Vegas Theo zaprzyjaźnia się z Borisem, chłopcem niestroniącym od alkoholu i używek. Ich drogi splatają się ponownie w Nowym Jorku. Obraz zabrany z muzeum początkowo staje się dla Theo symbolicznym łącznikiem ze zmarłą matką, talizmanem i obsesją. Z czasem kradzież zaczyna mu jednak ciążyć coraz bardziej. Theo zostaje wplątany w nielegalny handel dziełami sztuki i uzależnia się od narkotyków. Znajdzie się w samym środku śmiertelnie niebezpiecznego, zaciskającego się kręgu.

"Jeśli za bardzo przywiązujesz się do rzeczy, to cię może zniszczyć. Tylko, jeśli naprawdę przywiązujesz się do przedmiotu, zaczyna żyć własnym życiem, prawda? I czy sens rzeczy, pięknych rzeczy, nie polega na tym, że łączą cię z jakimś głębszym pięknem? Te pierwsze doświadczenia, które szeroko otwierają ci serce i za którymi gonisz przez resztę życia lub próbujesz je w ten czy inny sposób odtworzyć?"



Donna Tartt zabiera czytelników w epicką podróż od nowojorskich, ekskluzywnych apartamentowców, przez rozpustne Las Vegas, aż po ciemne, amsterdamskie zaułki. Na kartach książki przewija się cała rewia interesujących postaci pochodzących z różnych warstw społecznych oraz jeden obraz, który staje się talizmanem i obsesją. W tle autorka odmalowuje barwny i fascynujący świat sztuki. Nie brakuje też jej ciemnej strony - wraz z głównym bohaterem schodzimy do "podziemia", w którym kwitnie nielegalny handel. Rzeczywistość stworzona przez Donnę Tartt zachwyciła mnie swoim realizmem. Wydaje się, że wszystkie elementy w tej powieści mają swoje odpowiednie miejsca i nie ma mowy o przypadku. "Szczygła" czytałam dość długo - właściwie można powiedzieć, że dawkowałam go sobie niespiesznie. Nie wynikało to jednak z jego sporych gabarytów. Sądzę, że to jedna z tych książek, które potrzebują czasu, by w pełni przemówić do czytelnika. Czytanie "Szczygła" było dla mnie jak sinusoida - od wzrastającego zainteresowania, przez krótkie momenty znużenia, aż po wielki zachwyt. W tej książce zdecydowanie przeważają spokojne, refleksyjne momenty oraz szczegółowe opisy. Zawsze z przyjemnością sięgam po literaturę z dobrze rozbudowaną warstwą psychologiczną - moja wrażliwość często nakierowuje się na problemy społeczne i emocjonalne. W "Szczygle" takich elementów znajdziemy wiele - autorka stworzyła wnikliwe studium człowieka na przestrzeni niemal piętnastu lat. Jest zatem trauma po dramatycznych wydarzeniach, narastające poczucie winy, depresja, uzależnienia od substancji psychoaktywnych oraz wewnętrzne zmagania. Ten nieco mroczny i destrukcyjny charakter powieści Donny Tartt stanowi w moim odczuciu ogromną zaletę. Theo jest postacią skomplikowaną - przechodzi wewnętrzną przemianę, błądzi, szuka swojego miejsca, targają nim sprzeczne emocje. Autorka doskonale uchwyciła zmiany zachodzące w jego osobowości. I choć niektórzy twierdzą, że ten dokładny wgląd w świat wewnętrzny Theo niepotrzebnie zwiększa rozmiary powieści, uważam jednak, że dzięki temu cała historia staje się kompletna i wielowymiarowa. "Szczygieł" jest opowieścią o ludzkiej złożoności oraz zderzeniu sztuki i piękna z prozą życia i nieprzewidywalnym losem. Theo próbuje odnaleźć w chaosie, coś co pozwoli mu utrzymać się na powierzchni. I podobnie jak szczygieł na obrazie Fabritiusa, będzie żył w pozornej wolności, skrępowany wyrzutami sumienia, bólem, udręką i własnymi słabościami. Na szczęście znajdą się ludzie, którzy pokażą mu, że na świecie istnieją też nadzieja, wiara i dobro.

"I było to coś, z czym musiałem żyć, ze smutkiem wywołanym miłością do kogoś, kogo mieć nie można..."

Donna Tartt to utalentowana powieściopisarka. "Szczygieł" został napisany piękną prozą z dużą dokładnością oraz starannością i już samo jego czytanie stanowi literacką ucztę. Mądra, refleksyjna i wyjątkowo żywa - taka właśnie jest książka Donny Tartt. To poruszająca historia samotności, przyjaźni, straty i przetrwania z nutką tajemniczości i mroku. "Szczygieł" porywa i z łatwością można zatopić się w jego świecie. W moim odczuciu to bardzo satysfakcjonująca lektura. Jedna z lepszych jakie czytałam. Polecam.

Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.





Tytuł oryginalny: The Goldfinch
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 13 listopada 2019
Liczba stron: 848

sobota, listopada 09, 2019

#111 "Szczęście przy kominku" - Gabriela Gargaś

#111 "Szczęście przy kominku" - Gabriela Gargaś
W długie jesienno-zimowe wieczory lubię sięgać po książki, które otulają słowami i zachwycają swoim refleksyjnym klimatem. Takie, które po ciężkim dniu przywołują na twarz uśmiech i sprawiają, że w sercu czujemy przyjemne ciepło. Takie, które przynoszą ze sobą nadzieję na lepsze czasy. Bo czasami po prostu potrzebujemy takiego "książkowego" lekarstwa - dla duszy. I właśnie taka jest nowa książka Gabrieli Gargaś - "czarodziejki kobiecych uczuć". "Szczęście przy kominku" to pięknie napisana, zimowo-świąteczna powieść obyczajowa, która przypomina o tym, co w życiu jest najważniejsze. 


Gdzieś wśród urokliwych uliczek, między kolorowymi kamienicami kryje się wyjątkowe miejsce... Pachnie w nim starymi książkami, kawą i ciastem. To właśnie tam rodzą się niezwykłe opowieści. W "Antykwariacie z książką i kawą" wśród opasłych tomów i przy kubku gorącej herbaty z sokiem malinowym czeka Bunia - starsza pani gotowa wesprzeć uśmiechem, dobrym słowem i radą. I gdy za oknem będzie prószył śnieg, a na choinkach będą migotać świąteczne lampki, przy stolikach w antykwariacie zasiądą okoliczni mieszkańcy. Przyjdą nie tylko na zakupy i kawę, ale również by podzielić się swoją historią - radościami, troskami i wspomnieniami. Czy wyjątkowa atmosfera antykwariatu ukoi ich serca i pomoże znaleźć właściwą drogę?

"Życie to właśnie takie momenty, chwile, okruszki radości..."

Gabriela Gargaś potrafi w niezwykły sposob pisać o zwykłym, codziennym życiu. Czaruje słowami i trafia do serc swoich czytelników. Podczas czytania towarzyszyło mi tyle różnych emocji - od smutku i wzruszenia, przez nostalgię, aż po radość i śmiech. W tej książce znajdziemy wszystko to, co tworzy dobrą powieść obyczajową. Są momenty zabawne, które wprawiają w doskonały humor oraz takie, które doprowadzają do łez. Bardzo poruszyła mnie historia Igi i jej dziadka - jednocześnie smutna i piękna, ciepła i bolesna... Wszystkie sytuacje, które zostały przedstawione w książce są niezwykle życiowe, a przez to tak nam bliskie. A pierwsze skrzypce odgrywają w nich relacje międzyludzkie i miłość - przeróżne jej odcienie. I nie jest to wcale miłość idealna, banalna i cukierkowa. Wręcz przeciwnie - nie brakuje w niej trudnych decyzji, bolesnych pożegnań i rozczarowań. To często miłość trudna, wystawiona na próby i taka, o którą trzeba walczyć z całych sił. Gabriela Gargaś stworzyła interesujących bohaterów znajdujących się na różnych życiowych etapach. Jest zatem pogubiona nieco nastolatka, starsza pani, która dla każdego ma ciepłe słowo, samotny ojciec, matka ośmioletniej dziewczynki oraz małżeństwo w kryzysie, któremu początek dały narodziny ich córki. Wspólnie z nimi przeżywamy wzloty i upadki oraz dzielimy smutki i radości. A przy okazji zastanawiamy się też nad własnym życiem. Autorka pisząc o codziennych sprawach pięknie wyeksponowała to, co najcenniejsze - miłość, rodzina, wsparcie, dobre słowo, przebaczenie. Sądzę, że te historie są też trochę o każdym z nas i możemy w nich znaleźć coś dla siebie. Jestem przekonana, że pokochacie Bunię - starszą panią prowadzącą antykwariat. Jaka to ciepła i serdeczna osoba. Zdecydowanie stanowi najjaśniejszy punkt powieści :) Książka Gabrieli Gargaś umiejętnie łączy ze sobą kilka różnych historii i muszę przyznać, że taki pomysł na fabułę bardzo przypadł mi do gustu. To takie krótkie urywki z codziennego życia tworzące spójną całość. "Szczęście przy kominku" może skraść niejedno serce :)

"Pomyśl, ile masz i ile nie doceniasz. Poukładane myśli, rodzinę, dach nad głową, wschody i zachody słońca, tęczę, która rodzi się z deszczu i promieni. Cóż to za narodziny! Ile mam, jak dziękuję za to wszystko!"



"Szczęście przy kominku" to niezwykle barwna mieszanka ludzkich historii z zimowym klimatem w tle i ważnym przekazem. O znaczeniu miłości i rodziny, poświęceniu, potrzebie bliskości i rozmowy, o trudnych relacjach rodzinnych i dążeniu do szczęścia. Tak wiele istotnych treści znajdziemy w książce Gabrieli Gargaś. To idealna lektura na zbliżający się przedświąteczny czas - jedna z tych, które czyta się w ekspresowym tempie z wielką przyjemnością. Miło spędziłam z nią czas. I jeszcze ta piękna okładka❤ Serdecznie polecam.



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.




Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 344

sobota, listopada 09, 2019

#110 "Bądź moim światłem" - Agata Przybyłek

#110 "Bądź moim światłem" - Agata Przybyłek
Czy poczucie odpowiedzialności i wierność małżeńskiej przysiędze są ważniejsze od miłości i szczęścia? Jak bardzo można poświęcić się dla drugiej osoby? Czy małżeństwo trzeba ratować za wszelką cenę? I czego należy słuchać - serca czy rozumu?

Przed takimi trudnymi wyborami stanęła główna bohaterka nowej książki Agaty Przybyłek. "Bądź moim światłem" to poruszająca opowieść w zimowo-świątecznym klimacie, która sprawi, że nasze serca zabiją mocniej. Delikatna, dojrzała, subtelna i pełna uczuć - właśnie takie słowa pojawiły się w mojej głowie po przeczytaniu ostatniej strony. Ta książka jest tak bardzo w stylu Agaty Przybyłek❤ Dołączyła do grona moich ulubionych - obok "domkowej" serii. Jestem przekonana, że zachwyci was równie mocno.


Gdy Magda wraca tramwajem do domu w pewien grudniowy wieczór, miasto niepodziewanie pogrąża się w mroku. Dochodzi do poważnej awarii prądu, na dodatek w telefonie Magdy rozładowuje się bateria. Perspektywa wieczornego spaceru z ciężkimi torbami w ręku zdecydowanie nie napawa optymizmem. Na szczęście przechodzący obok mężczyzna oferuje Magdzie pomoc. Wspólna rozmowa staje się początkiem nowej znajomości. Tymczasem w domu na Magdę czeka chory mąż, któremu przecież ślubowała "na dobre i na złe". Choć kryzys w ich małżeństwie trwa już od dłuższego czasu, Magda wciąż ma nadzieję na lepsze czasy. Spotkany mężczyzna wywraca jednak jej świat do góry nogami. Magda będzie musiała dokonać trudnego wyboru. Pozostanie lojalna wobec męża? A może otworzy swoje serce na nową miłość?

Agata Przybyłek tym razem zabiera swoich czytelników do Gdańska. Poznajemy to nadbałtyckie miasto w zimowej scenerii - będziemy spacerować po zasypanych śniegiem uliczkach, słuchać szumu fal przemierzając z bohaterami gdańską plażę, zajrzymy na bożonarodzeniowy jarmark, a nawet wybierzemy się do małego domku położonego w Borach Tucholskich. Jeżeli lubicie ogień płonący w kominku, wirujące za oknem płatki śniegu oraz rozgrzewającą herbatę z imbirem i cytryną, to z przyjemnością zatopicie się w świecie nowej książki Agaty Przybyłek. Powiedziałabym nawet, że nie jest to powieść typowo świąteczna i nie znajdziemy w niej opisów Bożego Narodzenia. Jej akcja rozgrywa się zimą w okresie przedświątecznym, jednak ma ona bardziej uniwersalny charakter. To dobra propozycja czytelnicza dla osób, które szukają zimowych akcentów, bez lukrowej, świątecznej otoczki. Z resztą w książce "Bądź moim światłem" pierwsze skrzypce odgrywają ludzie i targające nimi uczucia. A ponieważ Gdańsk darzę sporym sentymentem, ta literacka podróż sprawiła mi dużo radości.

"Mam wrażenie, że dopóki cię nie poznałem, kroczyłem w ciemności, a dzięki tobie odnalazłem światło"

Po książki Agaty Przybyłek sięgam zawsze z przyjemnością. Bardzo lubię jej lekki i subtelny styl pisania. Uważam, że potrafi pięknie pisać o uczuciach i damsko-męskich relacjach. Jej książki zawsze skrywają też w sobie głębszy przekaz - poruszają ważne, życiowe kwestie, które są nam bliskie. I nie inaczej jest w przypadku nowej powieści. "Bądź moim światłem" to historia dojrzała i poruszająca, po brzegi wypełniona przeróżnymi uczuciami, często tymi najtrudniejszymi. Los bywa bezlitosny, daje i odbiera oraz wystawia nas na ciężkie próby. Przekonali się o tym Magda i Paweł, a także Michał - spotkała ich wielka tragedia, a wszelkie marzenia i plany runęły jak domek z kart. Czułam ogromny smutek, czytając o sytuacji Pawła. Bolesne doświadczenia czasami tak bardzo nas zmieniają... Kibicowałam również Magdzie z całych sił - aby ponownie była szczęśliwa, ale szczerze mówiąc nie chciałbym znaleźć się na jej miejscu. Wybór, którego musi dokonać jest niezwykle trudny. I ktoś z pewnością ucierpi... Bardzo chciałabym przeczytać kontynuację tej historii i mam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkamy się z Magdą :)

"Ale tak to już jest z tymi zwykłymi rzeczami. Człowiek nie przywiązuje do nich zbyt dużej wagi, bo są proste, oczywiste i takie zwyczajne. Dopiero gdy ich zabraknie, uświadamia sobie, że tak naprawdę były ważne i potrzebne. A zginęły w codziennym zabieganiu"

Książka Agaty Przybyłek ma refleksyjny charakter. Stawia czytelnika wobec trudnych pytań i nie daje gotowych odpowiedzi. O historii Magdy myślałam jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Jak postąpiłabym w podobnej sytuacji? Czy podejmując decyzję, kierowałabym się tym, co podpowiadałoby mi moje serce? To książka, która naprawdę daje sporo do myślenia i jest tak bardzo życiowa i niebanalna. Bez zbędnego lukru i dramatyzmu. Dzięki temu staje się bliska i silnie przemawia do czytelnika. Znajdziemy w niej smutek, radość, bezsilność, cierpienie i nadzieję czyli to wszystko, co składa się na nasze codzienne życie.


"Bądź moim światłem" to słodko-gorzka powieść obyczajowa z nutką romantyzmu, w której spotykają się ze sobą dwie poranione dusze i rodzi się między nimi uczucie. Agata Przybyłek stworzyła poruszającą historię o trudnych wyborach, konflikcie serca i rozumu, dążeniu do szczęścia, potrzebie czułości i bliskości oraz miłości, którą trzeba pielęgnować każdego dnia. O nieprzewidywalnym losie, stracie, kruchości życia i ulotności szczęścia. Czytałam jednym tchem. Ta książka chwyta za serce, wzrusza i skłania do refleksji. Sądzę, że to wspaniała propozycja czytelnicza na długie jesienno-zimowe wieczory. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 30 października 2019
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 368
Copyright © kate in bookland , Blogger