czwartek, kwietnia 30, 2020

#188 "W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania" - Hanna Hippler

#188 "W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania" - Hanna Hippler
Życie każdego dnia ucieka nam między palcami. Czas pędzi jak szalony i często w tym zabieganiu gubimy to, co najważniejsze. Czasami zdarza się, że trudne niespodziewane wydarzenie stawia nas do pionu. Taka lekcja pokory, która brutalnie sprowadza nas na ziemię. Warto się zatrzymać i wsłuchać w głos serca. Nauczyć się delektować każdą chwilą i żyć uważniej. Znaleźć złoty środek...

Czy można być szczęśliwym, gdy życie poddaje nas nieustannie próbom?



Zosia, główna bohaterka książki Hanny Hippler, żyła na krawędzi - w ciągłym pośpiechu i poddenerwowaniu, bez chwili wytchnienia. Wypadek, choć niegroźny, podziałał na nią jak zimny prysznic. Zosia postanowiła zwolnić i znaleźć w końcu czas dla siebie. Przestać zagłuszać trudne myśli i uczucia. A ponieważ spokój najłatwiej odnajdywała zawsze w górach, wybór był prosty - Małe Ciche położone w cieniu majestatycznych Tatr. I właśnie tam los stawia na jej drodze kobietę i mężczyznę. Każdy z nich zmaga się z przeciwnościami - chorobą, żałobą, uzależnieniem od alkoholu. Ich poranione serca pełne są smutku, ale też miłości i nadziei. Wspólne spotkania Zosi, Leona i Doroty obfitują w poruszające rozmowy o szczęściu, cierpieniu, rodzinie, wierze oraz tym, co w życiu najcenniejsze. Czy Małe Ciche przyniesie im upragniony spokój i ukojenie? A może stanie się początkiem czegoś nowego?

"Bo nasze serce jest w stanie bardzo dużo znieść..."

"W poszukiwaniu złotego środka. Spotkania" to zeszłoroczny debiut Hanny Hippler, która postanowiła spełnić swoje literackie marzenie. Czytelnicy otrzymali mądrą i dojrzałą historię opowiedzianą ciepłym szeptem, który otula spokojem i przynosi nadzieję. Muszę przyznać, że dawno nie miałam już w rękach takiej książki - refleksyjnej i bardzo życiowej. Hanna Hippler podejmuje w niej wiele trudnych kwestii związanych m.in. z żałobą po śmierci ukochanej osoby, samotnością i potrzebą bliskości, cierpieniem i chorobą. Co ważne opowiada o nich z dużą szczerością i wrażliwością. Często miałam wrażenie, że słowa trafiają prosto do mojego serca i poruszają w nim najczulsze struny. W książce znajdziemy wiele rozważań dotyczących wiary, przyrody, przemijania i międzyludzkich relacji. A wszystko to w nieco filozoficznym ujęciu, ale bez wyświechtanych frazesów i banalnych stwierdzeń. Książka Hanny Hippler zaskoczyła mnie pozytywnie swoją dojrzałością oraz wieloma trafnymi spostrzeżeniami na temat życia. Wzruszyła mnie i skłoniła do przemyśleń, a nawet do nostalgicznej podróży w przeszłość. I nie mogłam wymarzyć sobie lepszego miejsca akcji. Uwielbiam Tatry i podobnie jak Zosia to właśnie na górskich szlakach odnajduję spokój. Góry potrafią ukoić ból i pomagają odnaleźć w sobie wewnętrzną siłę. Hanna Hipler wspaniale wykorzystała ten motyw w książce. Wspólnie z bohaterami przemierzamy szlaki, zaglądamy do małych kościołów i poznajemy życiowe historie przy kawie i kawałku ciasta. Niemal słyszałam szemranie potoku, szum jodeł i chrzęst kamieni, a czasami też górską ciszę, która pozwala zajrzeć w głąb serca i uporządkować myśli. To była dla mnie wyjątkowa podróż. Jeżeli również kochacie Tatry, książka Hanny Hippler to strzał w dziesiątkę.

Spotkania, które zmieniają życie...

"W poszukiwaniu złotego środka" to książka po prostu o życiu - jego codziennych blaskach i cieniach, a także o ludzkich ścieżkach, które niespodziewanie się krzyżują. Dla mnie to również opowieść o szukaniu równowagi między samotnością i bliskością oraz o sztuce uważnego patrzenia na świat. Historia Zosi, Leona i Doroty pokazuje, jak ważne jest poczucie wewnętrznego spokoju i życie w zgodzie z samym sobą. Hanna Hippler pięknie opowiada o przemijaniu, tęsknocie, miłości i drugich szansach. Widać wyraźnie, że książka została napisana z sercem. Czuć to z każdą kolejną przeczytaną stroną. Mimo smutnej i refleksyjnej tematyki przynosi ze sobą nadzieję, ogrzewa i otula dobrym słowem. Przemówiła do mnie na wielu różnych poziomach i zostawiła w sercu ślad. Sądzę, że znalazłam w niej cząstkę siebie. Książka "W poszukiwaniu złotego środka" to kawałek wartościowej literatury. Cieszę się, że mogłam ją poznać. Czytanie takich debiutów to prawdziwa przyjemność.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Fabryka Dygresji.


Data wydania: 15 lipca 2019
Wydawnictwo: Fabryka Dygresji
Liczba stron: 254

wtorek, kwietnia 28, 2020

#187 "Siostra Słońca" - Lucinda Riley

#187 "Siostra Słońca" - Lucinda Riley
Sześć sióstr. Każda z nich jest inna. Każda urodziła się w innej części świata. Nazwane na cześć mitycznych Plejad i adoptowane przez tajemniczego Pa Salta, trafiły do pięknego zamku nad Jeziorem Genewskim. Po śmierci przybranego ojca ruszają w świat, by odkryć przeszłość i budować przyszłość.



Lucinda Riley od wielu lat należy do grona moich ulubionych autorek literatury obyczajowej. I choć przeczytałam już kilkanaście jej powieści, nigdy jeszcze nie odczułam znudzenia. Jak to możliwe? Lucinda ma wyjątkowy talent do tworzenia misternych opowieści utkanych z wielu różnych elementów. Jej książki stanowią zawsze barwną mieszankę wątków historycznych, kulturowych, romantycznych i obyczajowych. Nie bez znaczenia są również wybierane przez nią motywy i lokalizacje. Lucinda potrafi poruszyć ważne kwestie z dużą wrażliwością oraz dbałością o detale i poziom merytoryczny. Jej powieści zachwycają lekkością pióra i stanowią wspaniałą literacką podróż, zarówno pod względem historycznym, jak i geograficznym. Sądzę, że saga o Siedmiu Siostrach to jej najważniejszy projekt stworzony z dużym rozmachem, wymagający odpowiednich umiejętności pisarskich oraz bardzo dobrego przygotowania. I jedno i drugie jest w tej serii książek wyraźnie widoczne. Nic dziwnego zatem, że "Siedem Sióstr" cieszy się tak dużą popularnością. Niestety wygląda na to, że powoli zbliżamy się do końca (choć kto wie ;). "Siostra Słońca", która 15 kwietnia miała swoją polską premierę, to szósta część sagi. Tym razem poznajemy bliżej Elektrę, najmłodszą z sióstr adoptowanych przez Pa Salta. Jeżeli kiedykolwiek miałam obawy przed lekturą książki Lucindy Riley, to właśnie w tym momencie ;) O ile pozostałe siostry w mgnieniu oka zdobyły moje serce, o tyle Elektra zawsze wzbudzała we mnie mieszane odczucia. Zastanawiałam się zatem, jak ta sytuacja wpłynie na mój odbiór "Siostry Słońca". Zresztą sama autorka w wywiadzie stwierdziła, że tworzenie historii Elektry stanowiło dla niej spore wyzwanie. Jedno jest pewne - Elektra to bardzo złożona postać i ma najbardziej skomplikowany charakter spośród wszystkich sióstr. Dlaczego? Co się za tym kryje? Musicie koniecznie przekonać się sami :)

Rok 2008. Może się wydawać, że Elektra ma wszystko - jest sławną i bogatą modelką o wyjątkowej urodzie. Nieustannie balansuje jednak na krawędzi, a narkotyki i alkohol stopniowo przejmują nad nią kontrolę. Po śmierci adopcyjnego ojca Elektra pogrąża się w chaosie - czuje złość, poczucie winy oraz wstyd. I tak bardzo doskwiera jej samotność... Kiedy stoi już niemal nad przepaścią, otrzymuje tajemniczy list od kobiety, która twierdzi, że jest jej babką. Eletra broni się przed poznaniem swojego pochodzenia i nie zamierza wcale oglądać się w przeszłość. Czy zaprzepaściła już szansę na szczęście? Czy odnajdzie właściwą drogę?

Rok 1939. Cecily opuszcza Nowy Jork i jedzie do Kenii, by leczyć złamane serce. Jej matka chrzestna wprowadza ją do dekadenckiego towarzystwa, ale to pewien farmer utrzymujący bliskie kontakty z Masajami sprawia, że Cecily postanawia zostać w Afryce.

"Bo czasem, aby iść naprzód, najpierw trzeba zagłębić się w labirynt przeszłości"

Lucinda Riley przyzwyczaiła swoich czytelników do pewnego określonego schematu. "Siostra Słońca" nie stanowi wyjątku - ma podobną konstrukcję i tak jak w przypadku pozostałych części serii fabuła prowadzona jest w dwóch liniach czasowych. Autorka potrafi umiejętnie przeplatać ze sobą przeszłość i teraźniejszość, tworząc spójną i wielowątkową opowieść. Pomijając tytułowe siostry, bohaterkami z dawnych czasów zawsze są kobiety - z pozoru kruche, ale często odważne i silne wewnętrznie. Cecily i Elektra reprezentują dwa różne pokolenia, które dzieli wiele lat. Ich życiowa sytuacja wygląda inaczej, m.in. z uwagi na realia i oczekiwania społeczne, z którymi przyszło im się zmierzyć. Ale te dwie z pozoru zupełnie różne kobiety łączy bez wątpienia jedno - pragnienie znalezienia własnej drogi i związana z tym konieczność podejmowania trudnych decyzji. Wiodącym motywem książki jest sytuacja czarnej ludności w USA i brytyjskich koloniach w pierwszej połowie XX wieku oraz sytuacja Afroamerykanów w latach współczesnych. Lucinda Riley porusza kwestie związane z uprzedzeniami i segregacją rasową oraz nierównym dostępem m.in. do edukacji i opieki medycznej ze względu na kolor skóry. Na kartach powieści znajdziemy także fragmenty dotyczące przemocy, ubóstwa, AIDS oraz uzależnienia od narkotyków. Można więc stwierdzić, że "Siostra Słońca" świeci nieco większym blaskiem niż pozostałe części serii właśnie z uwagi na "kaliber" podejmowanej tematyki. Lucinda Riley umiejętnie wplata w fabułę elementy historyczne i społeczno-kulturowe, co sprawia, że powieść ma bogate i fascynujące tło. Zawsze bardzo doceniam ten aspekt twórczości Lucindy. Jej książki poszerzają horyzonty i skłaniają do refleksji. "Siostra Słońca" to kolejny przykład wartościowej literatury obyczajowej. I w tym miejscu muszę także wspomnieć o walorach podróżniczych ;) Tym razem autorka zabiera czytelników do zatłoczonego i kosmopolitycznego Nowego Jorku oraz do upalnej i egzotycznej Kenii. Opisy Afryki, szczególnie te dotyczące przyrody, są bardzo plastyczne i zdecydowanie działają na wyobraźnię. Właściwie wcale mnie to nie dziwi - Lucinda przygotowując się do napisania "Siostry Słońca", odwiedziła Afrykę osobiście. Wspaniale było móc przeczytać o realiach życia w Kenii, relacjach z miejscową ludnością oraz o pięknej, ale też niebezpiecznej przyrodzie. Lucinda po raz kolejny zachwyca swoimi pisarskimi umiejętnościami.

"- Twój pierwszy zachód słońca. Czyż nie jest widowiskowy?
- Rzeczywiście - szepnęła dziewczyna, patrząc, jak słońce, zniżając się po długim dniu, zabarwia niebo pomarańczowymi smugami i czerwienią. Chór cykad brzmiał coraz mocniej, gorące powietrze aż wibrowało od tych dźwięków"

Historia Cecily znacznie bardziej zaangażowała mnie emocjonalnie. Lucinda stworzyła interesującą postać, która stopniowo przechodzi przemianę - pod wpływem przeciwności losu i dramatycznych wydarzeń dojrzewa i odważnie podejmuje decyzje w zgodzie z własnymi przekonaniami (i często wbrew ówczesnym konwenansom oraz uprzedzeniom). Jej opowieść ma w sobie wiele smutku, samotności i nostalgii, porusza serce i skłania do przemyśleń. Z kolei poznając lepiej Elektrę, mamy okazję dowiedzieć się, przed czym ucieka i co kryje się za jej uzależnieniem od narkotyków i alkoholu. Ten aspekt książki to bolesna i wyboista droga przez zakamarki poranionego serca, które pragnie miłości i akceptacji. Myślę, że po przeczytaniu "Siostry Słońca" wielu czytelników, podobnie jak ja, spojrzy na Elektrę bardziej przychylnym okiem :)

Bo przeszłość jest kluczem do teraźniejszości...

Nowa książka Lucindy Riley ma wszystko to, co składa się na dobrą opowieść - wielowątkową i ciekawą fabułę, dopracowane i barwne tło, skomplikowane postaci oraz sporą dawkę emocji. Sądzę, że miłośnicy twórczości autorki będą zadowoleni. Lucinda ma coraz lepszy warsztat pisarski i wyraźnie widać, że rozwija skrzydła (zresztą wystarczy spojrzeć na gabaryty "Siostry Słońca" ;). Powieść czyta się jednym tchem z dużym zainteresowaniem. Lucinda Riley stworzyła opowieść o rodzicielskiej miłości w czasach uprzedzeń rasowych, poświęceniu, samotności i trudnych wyborach podejmowanych w zgodzie z własnymi przekonaniami. O potrzebie bycia kochanym, dokliwych ranach z przeszłości i próbie odnalezienia swojego miejsca w świecie. O pomocnej dłoni, wewnętrznej sile i iskierce nadziei w najtrudniejszych momenentach. Pięknie napisana, nastrojowa i barwna powieść. Serdecznie polecam.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Tytuł oryginalny: The Sun Sister
Tłumaczenie: Anna Esden-Tempska
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Seria: Siedem Sióstr (tom 6)
Liczba stron: 672

niedziela, kwietnia 26, 2020

Literackie ABC - alfabet Lucindy Riley

Literackie ABC - alfabet Lucindy Riley
Dziś w ramach cyklu Literackie ABC przygotowałam dla was kilka faktów i ciekawostek dotyczących Lucindy Riley.


Lucinda Riley to pisarka, której książki wielokrotnie gościły na listach bestsellerów „New York Timesa” i „Sunday Timesa”. Zostały przetłumaczone na ponad 30 języków i wydane w 38 krajach w liczbie przeszło 15 milionów egzemplarzy. Obecnie Lucinda pracuje nad kolejnymi tomami z serii "Siedem Sióstr".

Foto. Facebookowy profil autorki

Aktorstwo - autorka często w wywiadach wspomina, że aktorstwo ma we krwi - jej matka była aktorką, babcia śpiewaczką operową, a wuj szefem oświetleniowców w Operze Królewskiej w Covent Garden. Lucinda w wieku 14 lat rozpoczęła naukę w szkole tańca i aktorstwa;

Balet - Lucinda pobierała w dzieciństwie lekcje baletu;

Choroba - gdy miała dwadzieścia trzy lata zdiagnozowano u niej wirusa Epsteina Barra - choroba przykuła ją do łóżka. Napisała wtedy swoją pierwszą książkę "Lovers and Players";

Dyktafon - Lucinda tworzy swoje książki "na głos" - snuje opowieści ustnie i zapisuje je na dyktafonie;

Empire State of Mind Alicii Keys - jedna z jej ulubionych piosenek;

Francis Scott Fitzgerald - Lucinda twierdzi, że książki tego pisarza mogłaby czytać na okrągło;

Gra na pianinie - tej umiejętności chciałaby się kiedyś nauczyć;

Heathcliff z "Wichrowych Wzgórz" Emily Brontë - ulubiony fikcyjny bohater Lucindy;

Irlandia - tam właśnie urodziła się w 1971 roku Lucinda (pierwsze sześć lat życia spędziła w małej wiosce Drumbeg);

Język polski - pierwszą książką Lucindy przetłumaczoną na język polski jest "Dziewczyna na klifie" (2013 rok);

Kariera telewizyjna - autorka występowała w serialu BBC "Historia poszukiwaczy skarbów" oraz w programie rozrywkowym "Auf Wiedersehen, Pet";

Literacki dorobek - Lucinda jest autorką dwudziestu trzech powieści;

Motto - "Nigdy się nie poddawaj" to życiowe motto Lucindy;

Natura - autorka twierdzi, że najlepsze pomysły przychodzą jej do głowy na łonie natury;

Optymizm - Lucinda ma w sobie sporo optymizmu i pozytywnie patrzy na świat;

Podróże - jedna z pasji autorki, co znajduje odzwierciedlenie w jej twórczości;

Rodzina - Lucinda jest żoną i matką - ma męża Stephena i czworo dzieci;

Siedem Sióstr - słynny cykl powieściowy opowiadający historię adoptowanych dziewcząt nazwanych imionami mitycznych Plejad - pomysł pojawił się w głowie autorki, gdy pewnej sylwestrowej nocy wpatrywała się w niebo;

Teatr - Lucinda przez siedem lat profesjonalnie grała w teatrze;

Ulubiona siostra - w wywiadach Lucinda często wspomina, że spośród bohaterek serii "Siedem Sióstr" najbliższa jej sercu jest Tiggy - tytułowa "Siostra Księżyca";

Wino - autorka lubi różowe prowansalskie wino;

Zachody słońca - Lucinda uwielbia je oglądać, szczególnie wtedy, gdy przebywa w swoim domu we Francji; 

Życie Pi - jedna z jej ulubionych książek.


Co sądzicie? Coś was zaskoczyło? :)

piątek, kwietnia 24, 2020

#186 "W kolorze wrzosu" - Karolina Wilczyńska

#186 "W kolorze wrzosu" - Karolina Wilczyńska
Kwiaty wrzosu kojarzą się nam głównie z jesiennym czasem. Stanowią piękną ozdobę wnętrz oraz ogrodów. Roślina ta ma bogatą symbolikę, która zmienia się w zależności od kultury i miejsca na mapie świata. Celtowie uważali, że wrzos włożony pod poduszkę sprowadza prorocze sny. Z kolei mieszkańcy Szkocji wierzyli, że kwiat ten noszony w kieszeniach lub torbach zapewnia ochronę przed złymi rzeczami i negatywną energią. Niektórzy sądzą, że wrzosy rosną w miejscach, w których nigdy nie przelano krwi. Dla jednych kwiat ten oznacza pomyślność, a dla innych wręcz przeciwnie - pech. Powszechnym negatywnym przesądem jest przekonanie, że wrzos przechowywany w domu sprowadza na domowników nieszczęście, a nawet śmierć. We współczesnym języku kwiatów roślina ta stanowi symbol niezależności. Idealnie nadaje się zatem na prezent dla bliskiej osoby, którą darzymy szacunkiem oraz dla kogoś, kto jest dla nas bardzo ważny. A jaką rolę odgrywa wrzos w nowej książce Karoliny Wilczyńskiej?

Powrót na ulicę Kwiatową czyli z wizytą u Danuty, Julii, Kai i Norberta



"W kolorze wrzosu" to siódmy tom serii zatytułowanej "Rok na Kwiatowej" (jednocześnie stanowi on trzecią część drugiego sezonu). Karolina Wilczyńska jest autorką powieści obyczajowych, m.in. bestsellerowej sagi "Stacja Jagodno". Doskonale pamiętam, jak w zeszłym roku zachwyciła mnie świąteczna książka autorki, dlatego z dużym optymizmem zabrałam się kilka dni temu za lekturę nowej powieści (wyposażona we wrzosowy kubek z herbatą:) Co ważne ta książka została tak umiejętnie napisana, że nie wymagała ode mnie znajomości poprzednich części serii, a to oznacza, że może po nią sięgnąć każdy, nie tylko miłośnik "Roku na Kwiatowej". Czy Karolinie Wilczyńskiej udało się sprawić, by w moim sercu zagościł wrzosowy kolor?

Międzyludzkie relacje często bywają skomplikowane i nie zawsze układają się tak, jakbyśmy tego chcieli. Zwykle przypominają sinusoidę lepszych i gorszych momentów, uskrzydlających wzlotów i bolesnych upadków. Dotyczy to szczególnie relacji rodzice-dziecko, która wzraz z upływającym czasem nieustannie się zmienia. Przekonała się o tym Danuta, jedna z głównych bohaterów książki Karoliny Wilczyńskiej. To ambitna pani adwokat, która lubi mieć życie pod kontrolą. Przez lata robiła wszystko, by móc zapewnić synowi jak najlepsze dzieciństwo. I miała nadzieję, że Michał pójdzie w jej ślady i wybierze podobną ścieżkę zawodową. Tymczasem zbliża się matura, a więź matki i syna zostaje poddana próbie. Michał stara się wyrwać spod nadmiernej kontroli, a Danuta czuje się tak, jakby poniosła wychowawczą porażkę. Ale czego tak naprawdę się obawia? Może samotności i "pustego gniazda"? Jedno jest pewne - los będzie rzucał Danucie kłody pod nogi, również na polu zawodowym...

"Chcesz wiedzieć, co u mnie słychać? To może po kolei..."

"W kolorze wrzosu" to ponowne spotkanie z przyjaciółmi z bloku przy ulicy Kwiatowej. Tym razem opowieść koncentruje się przede wszystkim na losach Danuty i jej syna Michała, ale mamy też okazję zajrzeć do bohaterów poznanych w poprzednich częściach serii - do Julii, Kai oraz Norberta. Książka Karoliny Wilczyńskiej zaskoczyła mnie dość nietypowym stylem narracji. Autorka oddaje głos każdemu z czwórki bohaterów, a czytelnik przyjmuje niejako rolę przyjaciela, który z uwagą i empatią przysłuchuje się ich zwierzeniom (momentami naprawdę tak właśnie się czułam). Muszę przyznać, że do tej pory nie spotkałam się jeszcze z taką formą narracji, więc było to dla mnie dość ciekawe doświadczenie. Czytelnik ma okazję spojrzeć na te same wydarzenia z czterech różnych punktów widzenia, a to z kolei pozwala dokładniej przyjrzeć się motywom działania poszczególnych bohaterów. Ten zabieg narracyjny doskonale pokazuje, jak zupełnie inaczej możemy interpretować zdarzenia i zachowania oraz jak różne są nasze oczekiwania i wewnętrzne przekonania. Świetnym przykładem jest Danuta - na pierwszy rzut oka wydaje się osobą władczą, powściągliwą, nieznoszącą sprzeciwu, pewną siebie i mało empatyczną. Tymczasem okazuje się, że pod płaszczem nadmiernej kontroli skrywa wiele lęków i nieprzepracowanych jeszcze bolesnych wspomnień. Nasze życie oraz ludzie, których spotykamy na swojej drodze nie są czarno-biali i powinniśmy zawsze o tym pamiętać.

"W końcu po każdym deszczu kiedyś wychodzi słońce, a po jesieni nastaje wiosna. Trzeba tylko poczekać"

Książkę Karoliny Wilczyńskiej pochłonęłam w jeden dzień i nabrałam ochoty na więcej. Autorka potrafi z wrażliwością i empatią poruszać nawet najtrudniejsze tematy. Stworzeni przez nią bohaterowie szybko stają się bliscy. Sądzę, że to zasługa sporej dawki życiowego realizmu, który jest obecny na kartach książki. Nie znajdziemy w niej sztucznie wykreowanych problemów oraz zapierających dech w piersi superbohaterów. Mieszkańcy Kwiatowej są tacy jak my - popełniają błędy, skrywają w sercu obawy, bywają przemęczeni i rozdrażnieni, a czasem potrzebują po prostu dobrego słowa i uśmiechu. Karolina Wilczyńska jest bystrą obserwatorką ludzkich zachowań i potrafi zbudować postaci z bogatym światem wewnętrznym. Dzięki temu mamy okazję wybrać się w podróż po zakamarkach serc i przekonać się, jakie emocje skrywają się za zasłoną codziennego zabiegania.

Bo nasze życie nigdy nie było i nigdy nie będzie idealne...

Karolina Wilczyńska stworzyła ciepłą, życiową i słodko-gorzką opowieść, która skłania do refleksji i jest niczym spotkanie z dobrym przyjacielem. To świetnie napisana powieść o wkraczaniu w dorosłość, szukaniu swojej życiowej drogi i trudnych decyzjach. O skomplikowanych ludzkich relacjach, skutkach nadmiernej kontroli i rodzicielskich oczekiwań, o znaczeniu rozmowy, wsparcia, przyjaźni i rodziny. O zwyczajnym życiu, które bywa zmienne i kapryśne, ale gdy zamyka przed nami jedne drzwi, to otwiera inne. Książka Karoliny Wilczyńskiej pozwoliła mi przez chwilę pożyć życiem jej bohaterów. To była bardzo udana odskocznia od codzienności. Polubiłam mieszkańców Kwiatowej i z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie💜



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 15 kwietnia 2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria: Rok na Kwiatowej. Sezon 2
Liczba stron: 312

środa, kwietnia 22, 2020

#185 "Blizna" - Auður Ava Ólafsdóttir /przedpremierowo/

#185 "Blizna" - Auður Ava Ólafsdóttir /przedpremierowo/
Wyobraź sobie, że jesteś mężczyzną i dochodzisz do wniosku, że twoje niemal pięćdziesięcioletnie życie to seria rozczarowań i pomyłek. Żona odchodzi i zostawia cię samego, dorosła już córka ma własne sprawy, a twoja matka powoli zbliża się do kresu. Potrafisz zreperować szafki kuchenne, położyć kafelki i naprawić cieknący kran, ale nie jesteś w stanie załatać dziur w swoim poranionym sercu i złożyć w całość życia pękającego na milion kawałeczków. Twoje ciało i dusza pełne są blizn - śladów przeszłości, łez i ludzkich zmagań, które niczym milczący świadek nie pozwalają zapomnieć. W tej szarej codzienności gubisz gdzieś sens...

"Czy świat za mną zatęskni? Nie.
Czy świat beze mnie będzie uboższy? Nie.
Czy świat da sobie radę beze mnie? Tak.
Czy świat jest lepszy teraz, kiedy się na nim zjawiłem? Nie.
Co zrobiłem, aby go poprawić? Nic."

Taka refleksja pojawiła się w głowie Jonasa, głównego bohatera książki "Blizna" islandzkiej pisarki Auður Avy Ólafsdóttir. Powieść została uhonorowana Nagrodą Rady Nordyckiej i Islandzką Nagrodą Literacką. W polskim przekładzie trafi ona do rąk czytelników już 6 maja jako kolejna publikacja z Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich Wydawnictwa Poznańskiego. I to jest taki tytuł, który zdecydowanie warto mieć na uwadze. "Blizna" zdobyła moje czytelnicze serce przede wszystkim swoim wyjątkowym klimatem - melancholijnym i smutnym. Poruszyła mnie również do głębi dojrzałość literacka autorki. Bo "Blizna" to po prostu wymarzona uczta dla miłośnika książek i kawałek doskonałej prozy, którą czytelnik może się powoli delektować. Powieść Auður Avy Ólafsdóttir zostawia w sercu ślad.


Jonas dryfuje na falach codziennej beznadziei i właściwie sam już nie wie, dokąd zmierza. Pewnego dnia postanawia odejść z tego świata. Sprząta dom, zostawia pożegnalny list i z torbą pełną narzędzi wyrusza w podróż do zniszczonego wojną kraju (pragnie oszczędzić córce traumatycznego widoku). Tam w hotelu Silence poznaje ludzi, którzy przeżyli piekło konfliktu zbrojnego. Jonas przekonuje się, że rany mogą się zagoić i że istnieją blizny, z którymi trudniej żyć, ale jest to możliwe...

Bilet w jedną stronę?

"Blizna" to fascynujące studium człowieka znajdującego się w kryzysie egzystencjalnym i poddającego w wątpliwość sens istnienia. Auður Ava Ólafsdóttir zabiera czytelników w podróż przez mroczne zakamarki ludzkiego serca pełnego blizn i kreśli przejmujący portret samotności, przemijania i kruchości. Jonas nie potrafi poskładać w całość swojego życia - stracił zupełnie poczucie sensu. Uznał więc, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest śmierć. Ale czy rzeczywiście tak łatwo rozstać się z życiem? Od tego momentu Jonas nieustannie balansuje na krawędzi. Autorka wspaniale oddała w powieści klimat tego rozdarcia między życiem a śmiercią. Zresztą psychologiczna głębia to jedna z ogromnych zalet "Blizny". Jonas jako narrator książki jest dość powściągliwy i pozornie opowiada z dystansem i spokojem. Jednocześnie ta relacja ma w sobie tak wiele różnych emocji i chwyta za serce prostotą, intymnością i trafnością spostrzeżeń. Możliwe, że to cecha charakterystyczna literatury krajów nordyckich (nie jestem tutaj ekspertem;). Ale właśnie ten spokój i prostota podszyte tym, co niewypowiedziane wyjątkowo urzekły mnie podczas lektury.

Nadzieja zbudowana na ruinach...

Jonas uzbrojony w wiertarkę, dokonując drobnych napraw w zniszczonym wojną mieście, leczy również swoje rany. Auður Ava Ólafsdóttir w interesujący sposób połączyła ze sobą głównego bohatera oraz powojenną rzeczywistość. Wyraźnie widać między nimi analogię i symboliczny wymiar. Fragmenty dotyczące wspomnień i destrukcyjnych skutków wojny zarówno w wymiarze społecznym jak i indywidualnym osobiście bardzo mnie poruszyły. "Blizna" skłania do refleksji nad ludzką krzywdą i cierpieniem. To powieść jednocześnie oszczędna w słowach i bogata znaczeniowo. Między wierszami skrywa wiele istotnych, niewypowiedzianych kwestii. Czytając "Bliznę", możemy rozwinąć interpretacyjne skrzydła.

"Świat nie będzie lepszy od tego, że masz rolkę taśmy klejącej"



Auður Ava Ólafsdóttir bez wątpienia ma talent - potrafi zbudować literacką rzeczywistość z okruchów codzienności. "Blizna" to trochę taki zoom na detale - drobiazgi, które składają się na nasze życie. W historii stworzonej przez autorkę każdy szczegół ma znaczenie. Zachwycił mnie sposób, w jaki Auður Ava Ólafsdóttir nadaje głębię zwykłym przedmiotom, m.in. wspomnianej już wiertarce. W "Bliźnie" codzienność doskonale współgra z życiem człowieka. Opowieść o Jonasie jest niczym wyostrzony filtr. Autorka przedstawia złożoność uczuć i z czułością oraz wrażliwością dokonuje ich subtelnej analizy. Z dużą przyjemnością zatopiłam się w jej prozie. To mieszanka humoru, smutku, nadziei i rozpaczy z poetyckim akcentem.

"Jedyny sposób, żeby przetrwać, to udawać, że żyje się normalnym życiem"

"Blizna" to uniwersalna historia ludzkiej samotności i kryzysu egzystencjalnego. Auður Ava Ólafsdóttir stworzyła opowieść o poszukiwaniu sensu istnienia, pragnieniu bycia potrzebnym, małych i dużych bliznach oraz o  względności pojęcia ludzkiego szczęścia i dramatu. Ta książka oprócz smutku i melancholii ma w sobie również coś pokrzepiającego - małą iskierkę nadziei na uzdrowienie. Proza Auður Avy Ólafsdóttir to dla mnie wspaniałe odkrycie. Czytajcie, naprawdę warto. Doskonały przykład wartościowej literatury.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskie.



Tytuł oryginalny: Ör
Tłumaczenie: Jacek Godek
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 6 maja 2020
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Liczba stron: 215

poniedziałek, kwietnia 20, 2020

#184 "Misa Mocy. Przewodnik po kuchni zmieniającej świat" - Ewa Ługowska /przedpremierowo/

#184 "Misa Mocy. Przewodnik po kuchni zmieniającej świat" - Ewa Ługowska /przedpremierowo/
Czy kuchnia może zmieniać świat? Na czym polega świadoma konsumpcja? Czy ekologia może być również obecna w naszej własnej kuchni? Jak wprowadzić pozytywne zmiany w żywieniu, zakupach oraz wykorzystywaniu i przechowywaniu produktów? Jakie korzyści, nie tylko zdrowotne, przynosi kuchnia roślinna?


Odpowiedzi na te pytania i znacznie więcej znajdziemy w książce "Misa Mocy", która 6 maja trafi do rąk czytelników. Jej autorka, Ewa Ługowska, jest trenerką zdrowej kuchni oraz prowadzi warsztaty kulinarne kierowane do osób na diecie bezglutenowej i wegańskiej. Przypuszczam też, że wielu z was kojarzy jej słynnego bloga. Książka "Misa Mocy. Przewodnik po kuchni zmieniającej świat" to pięknie wydany poradnik dla wszystkich tych, którzy pragną zatroszczyć się o losy Ziemi. Czy nasza kuchnia może być ekologiczna? Jak najbardziej. Ewa Ługowska dzieli się praktycznymi wskazówkami na temat świadomego planowania zakupów, przechowywania żywności, kreatywnego wykorzystywania produktów w duchu zero waste czyli bez marnowania i wyrzucania resztek, a także opowiada, jak wyhodować własne warzywa i owoce (jest nawet kalendarz sezonowości). Przeczytamy również, dlaczego warto ograniczyć spożywanie mięsa oraz jakie są alternatywy dla plastikowych jednorazówek i butelek. Jeżeli tak jak ja lubicie roślinną kuchnię, z pewnością będziecie zadowoleni - w książce znajdziemy ponad 70 przepisów na potrawy bez mięsa i nabiału, które można przygotować na bazie sezonowych i lokalnych produktów.

Bo każde działanie ma znaczenie i nawet drobne zmiany w codziennym życiu mogą być początkiem pięknej przygody

Publikacja Ewy Ługowskiej ma wiele zalet. Po pierwsze roślinny i ekologiczny motyw przewodni, który sprawia, że prezentowane treści współgrają ze sobą i razem tworzą spójną całość. Po drugie edukacyjny i praktyczny charakter - wskazówki autorki są konkretne, proste, zrozumiałe i z łatwością można je wcielić w życie. Co ważne wyraźnie widać też stopniowanie trudności - część porad jest idealna dla nieco bardziej leniwych czytelników ;), inne z kolei świetnie sprawdzą się w przypadku zapalonych miłośników ekologii i wegetarianizmu. Po trzecie przepisy na potrawy, do przygotowania których nie trzeba być Gordonem Ramsay'em ani Nigellą Lawson ;) Coraz częściej wykorzystuję elementy kuchni roślinnej, ale prawda jest taka, że moje umiejętności kulinarne wciąż nie powalają na kolana. Gdy wśród składników widzę np. syrop z agawy albo nasiona konopne to ogarnia mnie lekki dygot ;) Nie chodzi wcale o to, że te produkty nie są do zdobycia, ale zdecydowanie bardziej wolę wykorzystywać to, co mam pod ręką. I przepisy Ewy Ługowskiej właśnie takie są. W większości bazują na warzywach i owocach, które dobrze znamy i które mamy w swojej kuchni, a także na kaszach, roślinach strączkowych, orzechach i podstawowych przyprawach. Czyli wszystko w duchu zero waste, co jest zgodne z myślą przewodnią książki. I choć sama nie jestem wegetarianką, to muszę przyznać, że z roku na rok coraz bardziej kocham potrawy roślinne. Zauważyłam też, że większa ilość warzyw i owoców dobrze wpływa na moje samopoczucie. Lubię pasty warzywne (np. z jarmużu, suszonych pomidorów i z awokado), zupy kremy, faszerowane warzywa, sałatki, zapiekanki i kotlety warzywne. W książce Ewy Ługowskiej sporo jest właśnie takich przepisów. Część z nich zdążyłam już wypróbować, a kilka wprowadziłam na stałe do mojego menu, m.in. pasztet z pestek dyni, pastę z pieczonego buraka i czosnku oraz zupę krem z natki marchewki. Przepisy w książce zostały wzbogacone kolorowymi i pysznie wyglądającymi fotografiami. Dla mnie, czyli typowego wzrokowca, to duży plus. Lubię widzieć wizualizację potrawy, którą zamierzam przygotować - wiem wtedy, czego mogę się spodziewać ;)



"Misa Mocy" nie jest typową książką kulinarną - to połączenie poradnika i przykładowych przepisów utrzymane w klimacie ekologicznym i wegetariańskim. Publikacja została pięknie wydana. Znajdziemy w niej wiele praktycznych wskazówek oraz prostych i zdrowych przepisów, które może wypróbować każdy z nas. Sądzę, że ta książka jest w stanie zainspirować i zachęcić do bardziej świadomego spojrzenia na to, co jemy i w jaki sposób organizujemy naszą domową kuchnię. Warto zwrócić uwagę na ten tytuł. Polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.
 



Data wydania: 6 maja 2020
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 240

sobota, kwietnia 18, 2020

#183 "Sieć Alice" - Kate Quinn

#183 "Sieć Alice" - Kate Quinn
Niektóre z nich pragnęły wesprzeć ojczyznę w potrzebie i spełnić swój patriotyczny obowiązek. Inne z kolei podejmowały ryzykowną grę dla osobistych korzyści, a czasami ich główną motywacją była chęć zemsty. Bywały niezwykle skuteczne w zdobywaniu cennych informacji. Z urokiem i sprytem wodziły wroga za nos i często wychodziły obronną ręką nawet z największych opresji. Ich wrodzona intuicja, uroda i seksapil stanowiły dodatkowy atut, który wzbudzał ukrytą zazdrość wśród przełożonych i kolegów, głównie mężczyzn. Kobiety-szpiedzy, bo o nich właśnie mowa, odegrały istotną rolę w wielu dwudziestowiecznych konfliktach zbrojnych. Mata Hari, holenderska tancerka i słynna agentka rozstrzelana przez Francuzów w 1917 roku. Elsbeth Schragmüller czyli "Fraulein Doktor" - Niemka, której działalność umożliwiła Niemcom użycie po raz pierwszy gazu bojowego przeciwko aliantom w bitwie pod Ypres. Krystyna Skarbek, polska agentka brytyjskiej tajnej służby SOE, której informacje wywiadowcze pomogły Churchillowi w ustaleniu przewidywanego terminu niemieckiej inwazji na ZSRR w czasie drugiej wojny światowej. Louise de Bettignies, agentka brytyjskiego wywiadu, która podczas Wielkiej Wojny stworzyła we Francji jedną z najskuteczniejszych siatek wywiadowczych. To zaledwie klika przykładów - ten ostatni zainspirował Kate Quinn do stworzenia powieści historycznej o odważnych i zaradnych kobietach, które działając w ukryciu wpływały na losy świata. Nie powstrzymała ich nawet wizja tortur, rozstrzelania lub śmierci na szubienicy. "Sieć Alice" to kwietniowa premiera Wydawnictwa Mando i kawałek wspaniale napisanej wojennej prozy.

Dwie wojny, dwie kobiety i jedna tajemnica...


1947, Wielka Brytania. Młoda Amerykanka Charlie przybywa do Europy na polecenie rodziców. W Szwajcarii ma pozbyć się "małego kłopotu" i uniknąć obyczajowego skandalu. Tak naprawdę dziewczyna marzy jednak o odnalezieniu ukochanej kuzynki Rose, która zaginęła podczas wojennej zawieruchy. Ślady prowadzą do małej francuskiej restauracji skrywającej ponurą tajemnicę…

1915, Francja. Eve Gardiner zostaje zwerbowana do brytyjskiej jednostki wywiadowczej i po krótkim szkoleniu otrzymuje nową tożsamość i ważne zadanie – ma zatrudnić się w lokalnej restauracji i zdobyć cenne informacje. Niestety szybko okazuje się, że aby utrzymać stanowisko musi nawiązać romans z niemieckim kolaborantem. Do tego zobowiązuje ją przysięga sieci Alice – organizacji kobiet szpiegów ukrywających się pod pseudonimami kwiatów. Cena, jaką Eve zapłaci za swoją misję, będzie bardzo wysoka. A okazja do zemsty pojawi się dopiero trzydzieści lat później…

Literacka podróż w czasie

"Sieć Alice" to książka, której akcja rozgrywa się w dwóch liniach czasowych - w latach pierwszej wojny światowej oraz tuż po zakończeniu drugiej - w roku 1947. Łączy je postać Evy Gardiner. Co ciekawe, początkowo trudno wyobrazić sobie, że odważna, ale też trochę niepewna dziewczyna z 1915 i ekscentryczna kobieta nadużywająca alkoholu z 1947 roku to ta sama osoba. Z każdą kolejną stroną Kate Quinn odkrywa jednak przed czytelnikiem jej burzliwą historię, która w pewnym momencie zatacza koło i uderza w nią ze zdwojoną siłą. Autorka umiejętnie połączyła ze sobą przeszłość i teraźniejszość, tworząc zaskakującą i pełną tajemnic opowieść, którą poznawałam z dużym zainteresowaniem. Warto wspomnieć, że powieść Kate Quinn wyróżnia realizm i bardzo plastyczna proza. Autorka wspaniale oddała charakter ówczesnych czasów i to jest coś, co ma dla mnie ogromne znaczenie w przypadku powieści historycznych. Opisywane sceny przesuwają się przed oczami niczym kadry z filmu. Na kartach książki znajdziemy wiele akcentów z codziennego życia. Zachwyciła mnie dbałość o szczegóły i sposób budowania postaci odpowiadający ówczesnym realiom. Fakt, że wiele elementów powieści zostało opartych na prawdziwych wydarzeniach, nadaje tej publikacji wyjątkowego charakteru.

Odwaga, spryt, przyjaźń i szpiegostwo czyli siatka Alice i jej kwiaty

Powieść Kate Quinn to przede wszystkim opowieść o spotkaniu kobiet, które różniło wiele - wiek, pochodzenie, wykształcenie, życiowe doświadczenia - ale łączyła odwaga, wewnętrzna siła, gotowość do poświęceń w imię wyznawanych wartości, spryt, umiejętność maskowania emocji oraz zdolność szybkiego podejmowania decyzji. Lili, Violette i Marguerite czyli Lilia, Fiołek i Stokrotka to kwiaty brytyjskiego wywiadu, które zdobywały i przekazywały niezwykle istotne informacje. Cieszę się, że Kate Quinn uczyniła szpiegostwo kobiet głównym motywem przewodnim swojej książki i opowiedziała o tym wciąż mało popularnym zagadnieniu. Czytając "Sieć Alice" możemy zerknąć za kulisy i przekonać się, z jakimi trudnościami i dylematami, również moralnymi, musiały mierzyć się kobiety pracujące w agencji wywiadowczej oraz jakie wykorzystywały metody do pozyskiwania tajnych wiadomości. Z kart książki wyłania się obraz trudnej przyjaźni wystawionej na próbę. Fabuła pełna jest dramatycznych wyborów, wątpliwości, momentów ekscytacji, nadziei i sukcesu oraz rozczarowań, wyrzutów sumienia i bezsilnej złości. Ta książka bardzo dobrze pokazuje, jak cienka bywa granica między życiem i śmiercią. Kate Quinn stworzyła wyraziste postaci z bogatym światem wewnętrznym i sporym bagażem doświadczeń. Wśród nich znajdziemy też mężczyzn, co pozwala spojrzeć na wojenną rzeczywistość z różnych punktów widzenia. "Sieć Alice" to wieloaspektowa powieść poruszająca wiele istotnych kwestii.

Gdy przeszłość i teraźniejszość zderzają się ze sobą z hukiem...

Pewnie zauważyliście, że na hasło powieść historyczna zaczynam z wielkim entuzjazmem przebierać nogami. Książka Kate Quinn należy do publikacji, o których mogę opowiadać godzinami z dużą przyjemnością. Właściwie nie spodziewałam się, że aż tak przypadnie mi do gustu. Tymczasem okazało się, że to jedna z bardziej fascynujących powieści historycznych, jakie kiedykolwiek miałam okazję czytać. Kate Quinn zafundowała mi wyjątkową podróż w czasie i jestem pełna podziwu dla jej talentu i umiejętności pisarskich. Potrafiła z wielu detali utkać misterną opowieść, która trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. Wiem, że w recenzjach książek często używa się takiego określenia, ale w tym przypadku nie ma w nim ani grama przesady. Autorka świetnie kontrolowała przebieg fabuły, powoli odkrywając poszczególne elementy układanki. Po czym poznać dobrą powieść historyczną? Sądzę, że kluczem do sukcesu jest uzyskanie równowagi między prawdą a fikcją literacką. I Kate Quinn z pewnością udało się znaleźć złoty środek. W powieści znajdziemy dramatyczne zwroty akcji, miłość, zdradę, poświęcenie, stratę oraz różne oblicza ludzkich tragedii i wojennej traumy.

"Sieć Alice" to intrygująca i rewelacyjnie napisana opowieść o kobietach zagubionych pośród wojennej zawieruchy, o podążaniu za duchami przeszłości, poczuciu winy i ciężarze niewyjaśnionych spraw. O destrukcyjnym wpływie trudnych wojennych doświadczeń, kobiecej odwadze i bolesnej stracie. Ten tytuł zdecydowanie wyróżnia się na tle innych powieści historycznych. Intrygująca fabuła, wyraziści bohaterowie, cały wachlarz emocji, fantastyczna proza Kate Quinn oraz burzliwe wojenne lata w tle czyli przepis na literacki sukces. Gorąco polecam, warto przeczytać.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Mando.


Tytuł oryginalny: The Alice Network
Tłumaczenie: Nina Dzierżawska
Wydawnictwo: Mando
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Liczba stron: 544

piątek, kwietnia 17, 2020

Literackie ABC - alfabet Jojo Moyes

Literackie ABC - alfabet Jojo Moyes
Dziś w ramach nowego blogowego cyklu mam dla was alfabet Jojo Moyes czyli garść ciekawostek na temat autorki :)


Jojo Moyes to jedna z najpopularniejszych na świecie autorek powieści dla kobiet. Jej książki regularnie zdobywają szczyty list bestsellerów i wydawane są w 39 krajach. Jej najbardziej popularna powieść, „Zanim się pojawiłeś”, sprzedała się w ilości ponad pół miliona egzemplarzy i została przetłumaczona na 31 języków. Doczekała się również filmowej adaptacji z Emily Clarke i Samem Claflinem w rolach głównych.
 

Foto. Amrei-Marie (Wikimedia Commons)

Artyści - matka Jojo - Elizabeth, to ilustratorka, ojciec - James - rzeźbiarz i właściciel firmy transportującej dzieła sztuki;

Bombardier - imię jej pierwszego konia, którego kupiła za własne zarobione pieniądze mając 14 lat;

Charles Arthur - jej mąż, dziennikarz i pisarz (autor książki "Digital Wars");

Dziennikarstwo - Jojo przez dziesięć lat pracowała dla „The Independent”, a obecnie pisze artykuły dla „The Daily Telegraph”;

Essex - Jojo wraz z mężem i dziećmi mieszka na farmie w Saffron Walden w hrabstwie Essex;

Fotel do masażu - kupiła go, gdy jej powieści znalazły się na pierwszym miejscu listy bestsellerów :)

Gry - Jojo Moyes uwielbia grać w scrabble z przyjaciółmi;

Hong Kong - tam przez rok pracowała jako dziennikarka w South China Morning Post;

Imiona - właściwie nazywa się Pauline Sara Jo Moyes;

Jedynaczka - Jojo nie ma rodzeństwa;

Kate Atkinson - jedna z ulubionych pisarek Jojo, autorka powieści "Za obrazami w muzeum";

Londyn - w tym mieście 4 sierpnia 1969 roku urodziła się Jojo;

Matka - Jojo jest matką trojga dzieci: Saskia (21), Harry (18) i Lockie (14);

Nanook - imię jej psa (pirenejski pies górski);

Odrzucone - trzy pierwsze książki, które napisała, zostały odrzucone przez wydawców;

Piętnaście - tyle książek liczy jej dotychczasowy dorobek literacki;

Rozwód - jej rodzice rozstali się, gdy miała 12 lat;

Sheltering Rain - jej literacki debiut w 2002 roku;

Telefonistka - by opłacić szkolne czesne oraz czynsz, Jojo pracowała jako barmanka, kelnerka, opiekunka do dzieci oraz telefonistka;

Uniwersytet Londyński - Jojo jest absolwentką socjologii;

Wielka nagroda - tytuł jednej z ulubionych książek Jojo Moyes autorstwa Enid Bagnold;

Zanim się pojawiłeś - pierwszy film na podstawie książki Moyes, autorka napisała do niego scenariusz.


Co sądzicie? Coś was zaskoczyło? :)

czwartek, kwietnia 16, 2020

#182 "Trzydzieści kopert" - Ewa Mielczarek

#182 "Trzydzieści kopert" - Ewa Mielczarek
"Robert, cholera. Popatrz na mnie! Tak ma wyglądać moje życie? Nic z moich planów i marzeń nie zostało zrealizowane. Miałam mieć dom, męża, jakieś dzieci i psa. A w rzeczywistości? Nadal mieszkam z rodzicami, jestem sama, nie znoszę swojej roboty. Jestem skończonym nieudacznikiem" - tak właśnie w obliczu zbliżającej się 30. podsumowała swoje życie Hanna Mika, główna bohaterka powieści "Trzydzieści kopert". Cóż... Trzydzieste urodziny często uznawane są za symboliczną granicę między młodością a dorosłością. Otacza je wyjątkowa, nieco magiczna aura. Liczba ta sprzyja również tworzeniu życiowego bilansu zysków i strat. Zaczynamy konfrontować swoje marzenia i plany z rzeczywistością i efekt tych działań nie zawsze bywa zadowalający. Przed 30. mieliśmy przecież zrobić tak wiele - skończyć szkołę i studia, zwiedzić świat, znaleźć wymarzoną pracę, założyć rodzinę, kupić samochód... Lista może być bardzo długa, ale życie często pisze nam zupełnie inne scenariusze. Ale to nie oznacza wcale, że na zmiany jest zbyt późno...


"Trzydzieści kopert" to literacki debiut Ewy Mielczarek, która o napisaniu książki marzyła odkąd skończyła osiem lat. Zbliżająca się trzydziestka skłoniła ją do realizacji tego marzenia. I wspaniale się składa, ponieważ czytelnicy otrzymali szansę poznania ciepłej i uroczej historii, która inspiruje i przynosi ze sobą ogromną dawkę motywacji.

Trzydzieści kopert na trzydzieste urodziny

Hania myśli o sobie, że jest życiowym nieudacznikiem. Wciąż mieszka z rodzicami, nie znosi swojej pracy i nadal nie spotkała drugiej połówki. Ma wrażenie, że utknęła w martwym punkcie i nie zrealizowała swoich marzeń. Zbliżające się 30. urodziny uświadamiają Hani, jak bardzo jej obecne życie różni się od tego, co dla siebie zaplanowała. Zamiast czuć radość i satysfakcję, ogarnia ją zniechęcenie i rozczarowanie. Z pomocą przychodzi Robert, przyjaciel, który jest z nią niemal przez całe życie. Hania otrzymuje od niego wyjątkowy prezent - pudełko z trzydziestoma kopertami. W każdej z nich znajduje się jedno zadanie do wykonania. Spróbuj swoich sił w karaoke, zrób sobie tatuaż, spędź noc pod gwiazdami... - to tylko kilka przykładów. Hania postanawia zaryzykować i wkrótce okazuje się, że w kopertach odkryje coś więcej - szczęście, spełnienie i miłość.

"Spełniajcie swoje marzenia. Działajcie. Ryzykujcie. Bądźcie szczęśliwi"

Hania to taka postać, z którą czytelnik może z łatwością nawiązać nić porozumienia. Opowieść stworzona przez Ewę Mielczarek ma uniwersalny charakter i sądzę, że wiele osób w okolicy 30. roku życia miewa podobne wątpliwości. Bywamy rozczarowani dorosłością i przytłacza nas codzienność, z której trudno się wyrwać. I są jeszcze oczekiwania społeczne - gorset, w który inni ludzie próbują nas za wszelką cenę wpasować. Hania często czuje się gorsza, a jej poczucie wartości szybuje dramatycznie w dół. "Trzydzieści kopert" to urocza, ale jednocześnie bardzo życiowa i bliska sercu opowieść. Nie znajdziemy w niej nadmiaru lukru i nierealnych zwrotów akcji. Całość jest wyważona -  dostarcza nam wzlotów i upadków w odpowiednich proporcjach. Bohaterowie też nie są idealni, mają swoje słabości, popełniają błędy i podejmują niewłaściwe decyzje. Czasami narzekają, mają dwie lewe ręce i bywają leniwi. Ta życiowa normalność stanowi sporą zaletę powieści (podobnie jak naturalne i zabawne dialogi).

Bo zawsze trzeba w siebie wierzyć

Musicie wiedzieć, że pomysł trzydziestu kopert na trzydzieste urodziny bardzo przypadł mi do gustu. Hania otrzymała wspaniałą motywację do zmian. Czasami potrzebujemy właśnie takiego małego impulsu, by odkryć w sobie ogromne pokłady wewnętrznej siły. Jeżeli tak jak Hania znaleźliście się w podobnym momencie, książka Ewy Mielczarek może być niczym pomocna dłoń - przynosi nadzieję, zaraża optymizmem oraz inspiruje do działania. Zresztą już sama autorka stanowi wspaniały przykład w myśl zasady "marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia" - napisała i wydała książkę, realizując swoje marzenie.

"Hania lubiła te chwile. Poświęcała je na nadrabianie lektur, które cały czas pojawiały się na jej liście książek do przeczytania. Nie potrafiła tego okiełznać. Im więcej książek przeczytała, tym większa rosła sterta pozycji do przeczytania. Sięgała po nie nałogowo"
(chyba mamy z Hanią sporo wspólnego ;)

Kubek kakao? Ciepły koc? Kawałek sernika? Jeżeli potrzebujecie czegoś na poprawę nastroju - sięgnijcie po książkę Ewy Mielczarek. Ta ciepła i urocza historia ogrzała moje serce lepiej niż wiosenne promienie słońca. I wcale nie żartuję ;) Pochłonęłam ją w jeden dzień, a po przeczytaniu ostatniej strony miałam mokre oczy i szeroki uśmiech na twarzy. "Trzydzieści kopert" to słodko-gorzka opowieść o małych i dużych zmianach, które pomagają spojrzeć na życie z właściwej perspektywy. O szczęściu, które często czeka tuż za rogiem i o marzeniach, po które trzeba odważnie sięgać. O szukaniu własnej ścieżki i odkrywaniu siebie na nowo, o pięknej przyjaźni, która dodaje skrzydeł i stanowi bezpieczne schronienie oraz o miłości, która zawsze znajdzie właściwą drogę. Udany debiut napisany z sercem, pomysłem i potencjałem na kolejne historie❤



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Fabryka Dygresji.



Data wydania: 15 kwietnia 2019
Wydawnictwo: Fabryka Dygresji
Liczba stron: 222

środa, kwietnia 15, 2020

#181 "Sztuka sięgania gwiazd" - Chiara Parenti

#181 "Sztuka sięgania gwiazd" - Chiara Parenti
Czym jest szczęśliwe życie? Dla każdego z nas oznacza to coś innego. Dla jednych szczęśliwe życie to podróżowanie oraz poznawanie nowych miejsc, smaków i ludzi. Dla innych - dom na przedmieściu, rodzina i dzieci. Niektórzy marzą o spełnianiu zawodowych marzeń albo po prostu o zdrowym i spokojnym życiu. Czy istnieje zatem jedna, słuszna droga do szczęścia?

"Boję się, bo nauczono mnie strachu"
"Wiesz, co pomyślałam wcześniej, kiedy przynosiłam ci sałatę? Że te cztery marne liście są jak twoje życie! Życie "bez"! Bez błędów, bez zachwytów, bez zdziwienia i bez smaku!" - takie słowa usłyszała pewnego dnia od swojej przyjaciółki Sole, gdy po raz kolejny odmówiła wyjazdu do Paryża. Sole to młoda Włoszka, która boi się samolotów, podróży, wind i ruchomych schodów. Nie czuje się dobrze w gronie nieznajomych i zwykle trzyma się z boku. Pracuje w supermarkecie, a w wolnych chwilach czyta "Dumę i uprzedzenie" Jane Austen. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Sole jest szczęśliwa - ma swoją "przystań" - miejsce, które kocha i w którym czuje się bezpiecznie. Ale czy w rzeczywistości nie odgrywa jedynie roli obserwatorki zamiast aktywnie uczestniczyć w swoim życiu?


Niespodziewana śmierć najlepszej przyjaciółki jest dla Sole niczym trzęsienie ziemi. Dziewczyna czuje się tak, jakby ktoś wyrwał jej serce. Otumaniona bólem próbuje poskładać na nowo swoją na pozór bezpieczną codzienność. Dręczą ją wyrzuty sumenia na wspomnienie kłótni ze Stellą. Ale przyjaciółka przed powrotem do Paryża i tragiczną śmiercią pozostawiła Sole wyjątkowy prezent - bilet na skok ze spadochronem i wzruszający list pełen pokrzepiających słów. "Wstań i biegnij po to, czego pragniesz, porzucając strach. Żyj, dopóki jesteś żywa! I świeć najjaśniej, jak możesz! Z miłością większą niż całe niebo" - Stella pragnęła, by Sole zmierzyła się ze swoimi lękami i zaczęła naprawdę żyć. I tak powstała lista lęków obejmująca sto punktów. Przejechać się kolejką górską, wziąć do ręki tarantulę, wybrać się w podróż samolotem, pocałować kogoś, wystąpić publicznie, dorosnąć, być sobą... Sole postanawia zmierzyć się z tym, co zawsze ją przerażało. Na jej drodze pojawi się dawny przyjaciel i pewien czarujący artysta. Czy Sole odważy się na miłość, której boi się bardziej niż skoku na bungee?

"Jedynym sposobem na pokonanie strachu jest stawienie mu czoła"

Kto z nas nigdy nie czuł lęku? Boimy się wielu rzeczy, choć czasami próbujemy zepchnąć niepokój w najdalsze zakamarki umysłu. Zapominamy, że przecież mamy w sobie wystarczająco dużo siły, by móc stawić czoła wszelkim obawom. "Sztuka sięgania gwiazd" to bardzo inspirująca historia, która sprawi, że inaczej spojrzymy na otaczający nas świat i własne lęki. Chiara Parenti zabiera czytelników w emocjonalną podróż po zakamarkach ludzkiego serca i pokazuje, jak wiele życie jest w stanie nam zaoferować. Odniosłam wrażenie, że "Sztuka sięgania gwiazd" jest w pewnym sensie pochwalnym poematem właśnie na cześć życia, przyjaźni i miłości. Nie ulega wątpliwości, że ta książka ma w sobie ogromne pokłady ciepła i nadziei. Historia Sole utrzymana jest w pozytywnym i humorystycznym klimacie, ale jednocześnie porusza najczulsze struny serca. Ta powieść stanowi dla mnie miłe zaskoczenie - dawno już nie pochłonęłam żadnej książki z tak dużym entuzjazmem. "Sztuka sięgania gwiazd" pełna jest jasnych punktów. Bohaterowie wzbudzający sympatię, ciekawie poprowadzona i trzymająca w napięciu fabuła, uroczy i wzruszający klimat, lekkie pióro autorki - to tylko kilka przykładów. Już od pierwszych stron poczułam nić porozumienia z Sole. Przypuszczam, że mamy kilka wspólnych cech;) Chiara Parenti stworzyła bardzo życiową postać pełną zalet i wad. Z dużym zaangażowaniem obserwowałam jej zmagania oraz wewnętrzną przemianę. Akcja książki rozgrywa się w nadmorskiej miejscowości w środkowych Włoszech oraz w Paryżu. Autorka wspaniale oddała charakter tych miejsc, pisząc o nich z dużą wrażliwością. Przewracając kolejne strony, widziałam oczami wyobraźni słońce, błękitne niebo, urocze lokalne restauracje, czułam morską bryzę i smak czekoladowych lodów. "Sztuka sięgania gwiazd" po prostu tętni życiem.

"To prawda, jesteśmy gwiezdnym pyłem. Ale ten pył nie pochodzi z nieba, tylko z nas samych. Składa się z odwagi, siły i determinacji: mamy go w środku i może nas poprowadzić na szczyt świata"



Chiara Parenti stworzyła piękną i wzruszającą historię żałoby po stracie ukochanej osoby połączoną z wyboistą drogą do odkrywania siebie i swojego miejsca w świecie. To emocjonalny rollercoaster bólu, żalu, lęku, rozczarowań, nadziei, szczęścia i miłości. "Sztuka sięgania gwiazd" jest jedną z tych książek, które świecą wewnętrznym światłem oraz pozostawiają czytelnika z uśmiechem na twarzy, mokrymi oczami i ciepłem w sercu. Tak wiele różnych uczuć towarzyszyło mi podczas lektury. Autorka umiejętnie połączyła ze sobą szczęśliwe i bolesne fragmenty i opowiedziała o nich z dużą czułością oraz wrażliwością.
"Sztuka sięgania gwiazd" to słodko-gorzka opowieść o kruchości istnienia, delektowaniu się każdą chwilą i czerpaniu z życia pełnymi garściami tak, by nie marnować ani sekundy. O pokonywaniu lęków i słabości oraz odważnym sięganiu po marzenia. O prawdziwej przyjaźni - szczerej, czasami bolesnej, ale dodającej skrzydeł. O szukaniu swojej życiowej drogi oraz trudnych doświadczeniach, które czynią nas silniejszymi. Powieść Chiary Parenti zachwyci wrażliwe serca. Przeczytałam jednym tchem i wspaniale spędziłam czas. Serdecznie polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.

 


Tytuł oryginalny: Per lanciarsi dalle stelle
Tłumaczenie: Anna Osmólska-Mętrak
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 15 kwietnia 2020
Liczba stron: 400

poniedziałek, kwietnia 13, 2020

#180 "Łzy wojny" - Wilbur Smith i David Churchill

#180 "Łzy wojny" - Wilbur Smith i David Churchill
Czy prawdziwa miłość jest w stanie pokonać wszelkie przeciwności losu? Większość z nas czytając romantyczne historie, marzy o szczęśliwym zakończeniu, ale droga do niego bywa kręta i wyboista. A już z pewnością wówczas, gdy uczucie rozkwita w samym środku burzliwych i tragicznych wydarzeń. Przekonali się o tym bohaterowie książki Wilbura Smitha, brytyjskiego pisarza urodzonego w Rodezji Północnej i mieszkającego w RPA. Autor ma w swoim literackim dorobku czterdzieści pięć powieści - akcja większości z nich rozgrywa się w Afryce. Książka "Łzy wojny" napisana wspólnie z Davidem Churchillem trafiła do rąk polskich czytelników 25 marca nakładem Wydawnictwa Albatros. Znając moje zamiłowanie do powieści historycznych, możecie łatwo wyobrazić sobie entuzjazm, który ogarnął mnie, gdy tylko przeczytałam opis zamieszczony na okładce. Miłość i druga wojna światowa, a w tle m.in. słoneczna Afryka - to zabrzmiało naprawdę dobrze. Twórczość Wilbura Smitha była dla mnie wielkim znakiem zapytania - nigdy jeszcze nie miałam w rękach żadnej z jego książek. Wygląda jednak na to, że sporo mnie ominęło... Autor stworzył sagę rodzinną opowiadającą o losach kolejnych pokoleń Courtneyów. "Łzy wojny" to piętnasta część serii. Na szczęście okazało się, że można czytać ją bez znajomości poprzednich tomów. Zdradzę wam jednak w sekrecie, że mam wielką ochotę poznać również pozostałe części.


Szczęśliwe dzieciństwo ośmioletniej Saffron, spadkobierczyni majątku Courtneyów, zostaje brutalnie przerwane przez rodzinną tragedię, która zmusza dziewczynkę, by dorosła znacznie szybciej niż wynikałoby to z jej metryki. Lata mijają, a nieodparta ciekawość świata i nieustające pragnienie przygód prowadzi ją do Anglii. Saffron chce spełniać marzenia, ale nad Europą zaczynają gromadzić się czarne chmury. Druga wojna światowa zbliża się wielkimi krokami...

Młody Gerhard von Meerbach, spadkobierca fortuny przemysłowej i pilot niemieckiego Luftwaffe, stara się pozostać wierny swoim zasadom w coraz bardziej okrutnym świecie. Hitler zyskuje zwolenników - wśród nich znajduje się również starszy brat Gerharda. Wizja nadchodzącej wojny zaczyna przesłaniać przyszłość, a sytuacja Żydów pogarsza się z każdym dniem. Gerhard zbliża się do kręgów władzy, ale w głębi serca nie popiera nazistowskiej ideologii.

Drogi Saffron i Gerharda niespodziewanie krzyżują się ze sobą. To spotkanie na zawsze ich odmieni. Czy miłość okaże się silniejsza niż lojalność wobec ojczyzny?

Świat u progu wojennej pożogi

"Łzy wojny" Wilbura Smitha to powieść wielowątkowa i niebanalna, zarówno pod względem poruszanej tematyki, jak i z uwagi na wybierane przez autora lokalizacje. Fabuła zachwyciła mnie swoim panoramicznym charakterem oraz przygodowym klimatem. Wspólnie z autorem wybieramy się w niezwykłą literacką podróż przez gorącą i słoneczną Kenię, barwne ulice Johannesburga, pełen zgiełku Kair, deszczowe i snobistyczne zakarmarki Londynu, duszny Berlin, malownicze bawarskie miasteczka i zaśnieżone szwajcarskie St. Moriz. "Łzy wojny" to multikulturowa mieszanka tętniąca życiem, pełna zapachów, kolorów i smaków. Wilbur Smith w fascynujący sposób przedstawia dwudziestowiczną Afrykę odmalowując ówczesną sytuację polityczno-społeczną. Obok barwnych opisów przyrody znajdziemy też fragmenty dotyczące codziennego życia, tradycji oraz skomplikowanych relacji między rdzennymi Afrykanami a białymi mieszkańcami. Wilbur Smith między wierszami porusza kwestie dotyczące uprzedzeń rasowych oraz sytuacji kobiet. "Łzy wojny" to niezwykle pojemna historia rozgrywająca się na przestrzeni kilkudziesięciu lat, między pierwszą a drugą wojną światową. Autor płynnie przechodzi od pozornego spokoju do napięcia ogarniającego świat w 1939 roku. Od momentu wybuchu drugiej wojny akcja przyspiesza i wzbija w powietrze tumany literackiego kurzu - są gwałtowne i nieoczekiwane zwroty, strzelaniny, szantaż i szpiegostwo. Strony ekspresowo przelatywały mi między palcami i właściwie muszę przyznać, że ta historia wciągnęła mnie bez reszty. Z pozoru napisana dość spokojnym tonem, przyniosła mi sporo emocji. Sądzę, że Wilbur Smith stworzył naprawdę udaną mieszankę wątków przygodowych, historycznych i romantycznych w odpowiednich proporcjach.

Miłość, która nie miała prawa się zdarzyć...

Losy Saffron i Gerharda krzyżują się niespodziewanie pewnego dnia na szwajcarskim stoku narciarskim. Pierwsze spotkanie staje się początkiem namiętnego uczucia. Już samo osadzenie wątku romantycznego w czasach drugiej wojny światowej nadaje mu zwykle dramatycznego charakteru. Wilbur Smith postanowił pójść o krok dalej - główni bohaterowie stoją po dwóch stronach barykady. Gerhard to niemiecki pilot Luftwaffe, Saffron - Angielka zwerbowana do SOE (brytyjskiej tajnej agencji rządowej). Sytuację komplikuje dodatkowo trudna przeszłość ich rodzin (Meerbachowie i Courtneyowie znaleźli się niegdyś na wojennej ścieżce). "Łzy wojny" to opowieść o trudnym wyborze między miłością a lojalnością wobec ojczyzny i rodziny. Warto w tym miejscu wspomnieć, że wątek miłosny nie dominuje w powieści, a stanowi jedynie ciekawe dopełnienie fabuły. Historia Saffron i Gerharda pozbawiona jest melodramatyzmu oraz ckliwości, więc nie należy spodziewać się potoku łez ;) Mam romantyczną duszę i lubię nieco bardziej rozbudowane wątki miłosne, ale "Łzy wojny" to powieść utrzymana w przygodowym klimacie, więc wybaczam ;) Książkę Wilbura Smitha wyróżniają wyraziści bohaterowie, szczególnie dotyczy to Saffron - inteligentnej i silnej wewnętrznie młodej kobiety, która potrafi doskonale jeździć konno, prowadzić samochód i strzelać z pistoletu. Nie boi się ryzyka i odważnie podąża za marzeniami. Autor stworzył postać interesującą pod względem charakteru - taką, której losy śledzi się z zapartym tchem. Nawet Gerhard wypada przy Saffron trochę blado ;) Książkowi bohaterowie przeżywają wzloty i upadki, doświadczają bolesnych strat i rozczarowań, ale też szczęśliwych i wzruszających momentów. Ich życie to emocjonalny rollercoaster pełen namiętności, zdrad i trudnych wyborów. Bez wątpienia sprawili, że powieść Smitha czytałam z dużym zainteresowaniem.

Gdy zbliża się czas próby... Czy miłość przetrwa?

Powieść "Łzy wojny" zachwyca swoim panoramicznym i wieloaspektowym spojrzeniem oraz multikulturową atmosferą. Zabiera czytelników w fascynującą literacką podróż po zakątkach Europy i Afryki. A ponieważ utrzymana jest w przygodowym klimacie, trzyma w napięciu i zapewnia ciekawe zwroty akcji. Wilbur Smith z wielu elementów utkał misterną opowieść osadzoną głównie w burzliwych latach wojny. To słodko-gorzka opowieść o rodzinnych relacjach, bolesnych stratach i drugich szansach. O miłości, która nie powinna się zdarzyć, lojalności wobec ojczyzny i cienkiej granicy między odwagą a brawurą. Książka pokazuje, że serce rzadko chce słuchać rozumu, a przeszłość zawsze znajdzie drogę do teraźniejszości. Satysfakcjonująca lektura. Mam wielką nadzieję, że dalsze losy Saffron i Gerharda doczekają się polskiego tłumaczenia. Warto przeczytać.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Tytuł oryginalny: War Cry
Tłumaczenie: Paweł Korombel
Seria: Saga rodu Courtneyów (cześć 15)
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 25 marca 2020
Liczba stron: 480
Copyright © kate in bookland , Blogger