niedziela, maja 31, 2020

#202 "Wyszczekana miłość" - Joanna Szarańska

#202 "Wyszczekana miłość" - Joanna Szarańska
Czy miłość może być wyszczekana? Oczywiście, tym bardziej gdy swoje cztery łapki przyłoży do niej mały i uroczy piesek. Nie od dziś wiadomo, że znalezienie drugiej połówki wcale nie jest łatwe. Okazuje się jednak, że pies nie tylko bywa najlepszym przyjacielem człowieka, ale również bardzo sprytną swatką działającą lepiej niż wszystkie biura matrymonialne i Tindery razem wzięte. Przekonali się o tym Piotr i Alicja, główni bohaterowie nowej książki Joanny Szarańskiej.


"Suczka westchnęła i położyła się na parkiecie z cierpiętniczą miną. Łebek ułożyła na przednich łapkach i świdrowała mężczyznę spojrzeniem koralikowych oczu. Po upływie trzech minut z entuzjazmem zerwała się na równe nogi i nie oglądając się na Cielesza, pognała do przedpokoju. Pedro z ciężkim westchnieniem podniósł się z kanapy. - Jak ty to robisz, Terpentyno? Masz w zadku minutnik? - mruknął. Suczka szczeknęła. - Uznam to za potwierdzenie - powiedział Pedro, sięgając po smycz"

Czy zwróciliście uwagę, jak często psie motywy pojawiają się w literaturze obyczajowej i romansach? Zazwyczaj ich głównym zadaniem jest wyciśnięcie z nas hektolitrów wody. Trudno powstrzymać wzruszenie - psie historie z łatwością chwytają za serce. Bardzo dobrze wspominam "Anioła stróża" Nicholasa Sparksa oraz książkę W. Bruce'a Camerona "Był sobie pies". Jednak muszę przyznać, że nie miałam do tej pory w rękach żadnej polskiej powieści obyczajowej z psim motywem. Dlatego gdy zobaczyłam zapowiedź nowej książki Joanny Szarańskiej z uroczym psim pyszczkiem na okładce, wiedziałam, że muszę ją poznać. W zeszłym roku autorka zachwyciła mnie swoim lekkim piórem i świetnym poczuciem humoru przy okazji lektury świątecznej książki "Choinka cała w śniegu". W przypadku "Wyszczekanej miłości" to właśnie humor stanowi słowo-klucz. Historia stworzona przez Joannę Szarańską jest zabawna, błyskotliwa, ciepła i pełna dobrej energii. To jedna z tych książek, które potrafią rozgonić czarne chmury. Jeżeli potrzebujecie odskoczni od codzienności i dobrej czytelniczej rozrywki, "Wyszczekana miłość" to strzał w dziesiątkę.

Co może być trudnego w opiece nad małą psią damą, która lubi przytulanie, szynkę bez konserwantów i lekko podgrzane parówki cielęce?

Piotr ma ostatnio strasznego pecha. Pewnego dnia traci pracę i mieszkanie. Zdesperowany decyduje się na odważny krok - przeprowadza się do nieco ekscentrycznej ciotki. Na czas jej wyjazdu do sanatorium podejmuje się opieki nad małym pieskiem. Terpentyna, ulubienica ciotki, to urocze stworzenie, ale głowę Piotra zaprząta płeć piękna... Gdy suczka niespodziewanie znika, a ciotka zapowiada wcześniejszy powrót z Ciechocinka, mężczyzna musi szybko odnaleźć niesfornego czworonoga. Tymczasem na horyzoncie pojawia się pewna rudowłosa artystka. Czy Piotr odnajdzie Terpentynę?

"Szukając zagubionego czworonoga, można wpaść na trop... miłości"

Książka Joanny Szarańskiej rozbawiła mnie do łez swoimi zabawnymi dialogami i świetnym humorem sytuacyjnym (szczególnie mam tutaj na myśli jedną z randkowych przygód Alicji;).  Właściwie uśmiech w ogóle nie schodził z mojej twarzy. Cieszę się, że powstają książki, które potrafią w mgnieniu oka poprawić nastrój i tak dobrze spełniają swoją rozrywkową funkcję. Gorszy dzień? Złe samopoczucie? Zmęczenie? Po "Wyszczekaną miłość" sięgnęłam właśnie w takim momencie i nie mogłam trafić lepiej. Ta książka po prostu uratowała mój fatalnie rozpoczęty dzień. Proza Joanny Szarańskiej jest płynna, błyskotliwa i lekka jak piórko. Psi motyw stanowi serce powieści - Terpentyna to wyjątkowo urocze stworzenie i jestem przekonana, że pokochacie ją już po przeczytaniu zaledwie kilku pierwszych stron. Realizm tej psiej postaci jest zachwycający - Terpentyna ożywa na kartach książki. Sądzę, że Joanna Szarańska bardzo dobrze oddała jej charakter. Czuć tutaj wyraźnie miłość autorki do czworonożnych przyjaciół. Co ważne, ta z pozoru lekka i zabawna powieść o psich przygodach i damsko-męskich perypetiach skrywa w sobie ważny przekaz. Między wersami przeczytamy o pięknej przyjaźni człowieka i psa, potrzebie miłości i czułości, trudnych decyzjach i drugich szansach. Przekonamy się również, jak wspaniałym lekiem na samotność i smutek może być czworonożne stworzenie. Joanna Szarańska stworzyła opowieść o nieprzewidywalnym losie i szczęśliwych zbiegach okoliczności, które potrafią odmienić nasze życie. O nadziei, której nigdy nie należy tracić oraz miłości, która często pojawia się w naszym życiu niespodziewanie. Wspaniale spędziłam czas w towarzystwie Terpentyny. "Wyszczekana miłość" jest zabawna, lekka, czasami romantyczna, momentami wzruszająca. Nawet teraz, gdy piszę te słowa, mam na twarzy szeroki uśmiech. Bardzo polubiłam humor Joanny Szarańskiej i pozytywny klimat, który stworzyła w książce. Jeżeli potrzebujecie historii, która was rozbawi, otuli i ogrzeje - serdecznie polecam "Wyszczekaną miłość". Czytanie takich książek to przyjemność.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 20 maja 2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 328

czwartek, maja 28, 2020

#201 "Podziemia. W głąb czasu" - Robert Macfarlane /przedpremierowo/

#201 "Podziemia. W głąb czasu" - Robert Macfarlane /przedpremierowo/
Często zwracamy nasze oczy ku niebu - utożsamiamy je z wolnością, przestrzenią i swobodą. Przemierzając górskie szlaki, zachwycamy się przyrodą oraz majestatem szczytów. Z dużym zainteresowaniem obserwujemy gwiazdy - czujemy się wtedy częścią wszechświata i uświadamiamy sobie, jak wiele tajemnic skrywa. Ale czy z podobnym entuzjazmem i fascynacją spoglądamy w dół? Czy tam również szukamy odpowiedzi na pytania dotyczące przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości? W książce "Podziemia. W głąb czasu" Robert Macfarlane zabiera czytelników w niezwykłą podróż do świata, który ukryty jest pod naszymi stopami. Wspólnie z autorem będziemy nie tylko eksplorować ciemne miejsca ukryte pod powierzchnią ziemi, ale również zagłębiać się w czas, który w podziemiach płynie zupełnie inaczej. Robert Macfarlane to brytyjski pisarz, autor literatury podróżniczej i przyrodniczej, w Polsce znany z publikacji "Szlaki. Opowieści o wędrówkach" oraz "Góry. Stan umysłu". Jak twierdzi, jego książki stanowią odpowiedź na próby rozwikłania zagadki - związku między krajobrazem a ludzkim sercem. Publikacja o podziemiach powstawała niemal przez dekadę. W rezultacie czytelnicy otrzymali fascynującą i dopracowaną opowieść, która poszerza horyzonty, skłania do refleksji nad relacją człowieka z przyrodą oraz przedstawia czas w zupełnie innym wymiarze, w porównaniu do którego nasza zwykła codzienna skala (godziny, minuty, sekundy) wydaje się śmieszna i dziecinna.


Niczym podróż do Hadesu...

Podziemia od wieków nie cieszą się dobrą sławą. Kojarzone są głównie z mrokiem, brudem, uwięzieniem, śmiertelnością oraz ciężką pracą. Często wzbudzają niechęć i lęk oraz wywołują klaustrofobię. W starożytności podróże do świata umarłych wiązały się z pragnieniem odzyskania czegoś utraconego (np. ukochanej osoby - wystarczy wspomnieć słynny mit o Orfeuszu i Eurydyce). Robert Macfarlane rozpatruje podziemia w trzech wymiarach - jako schronienie (by w ziemi ukryć to, co jest nam drogie - ciała, bogactwa, wspomnienia), jako plon (by wydobywać surowce i dostarczać wiedzę) oraz jako miejsce służące do ukrycia tego, czego nie chcemy widzieć (odpady, trucizny, sekrety). W książce "Podziemia" wspólnie z autorem zaglądamy do brytyjskich kurhanów, przemierzamy podziemne jaskinie, poznajemy ciemne korytarze paryskich katakumb oraz wybieramy się na grenlandzkie lodowce i norweskie fiordy. Robert Macfarlane udowadnia, że ciemność może być jak światło - wskazywać kierunek i przynosić odpowiedzi. Pokazuje nam, że paradoksalnie to właśnie w głębokim mroku możemy dostrzec znacznie więcej.

Paryskie katakumby [źródło: wikimedia common]

"Co takiego zobaczyłem w ciemnościach? Ruchome cienie wielu przeszłości, zdarzeń nieukładających się w sekwencję, namalowanych czubkiem palca linii przez czas, z dala od rozświetlonego nieba, w głębinach niezgłębionej jaskini. To miejsce pochłaniało ludzi, którzy przekraczali jego próg - tak samo, jak pochłonęło mnie, kolejną osobę, która w jego cieniach poszukiwała sensu i tworzyła znaczenia"

Książka Macfarlane'a wyróżnia się wyjątkową plastycznością i intensywnością. Autor posiada imponującą zdolność do opisywania świata przyrody oraz emocji i przeżyć, które pojawiają się podczas kontaktu z naturą. Macfarlane wspaniale dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami i refleksjami. Dostrzega w przyrodzie piękno i metafizyczność oraz traktuje ją z dużym szacunkiem - jak świadka wielomilionowej historii zmieniającego się świata. Potrafi przybliżyć wrażenia związane z przestrzenią - dłoń odbitą na skale w jaskini, źrenice reagujące na światło i ciemność, smak słonego pyłu na języku. Ten rodzaj barwnej i czułej prozy nieustannie mnie zachwycał. Czytanie fragmentów, w których przeciskał się przez wąskie podziemne korytarze, mroziło moje serce i odbierało oddech. Niemal czułam opisywany przez niego klaustrofobiczny klimat. Ale przewracając kolejne strony książki doświadczałam również momentów zachwytu, zdziwienia, nieoczekiwanej radości oraz głębokiej refleksji. Macfarlane w "Podziemiach" wytycza niejako mentalną ścieżkę do naszych umysłów, pokazując, jak ślady, które odciskamy w przyrodzie, kształtują naszą przeszłość oraz wpływają na przyszłość. Autor umiejętnie zestawia ze sobą piękno natury oraz niszczący wpływ człowieka na ekosystem. Przeczytamy o złożach metanu, które wyciekają przez szczeliny w topniejącej wiecznej zmarzlinie, o nieużywanej bazie rakietowej z czasów zimnej wojny, która wyłoniła się spod lodu na Grenlandii oraz o radioaktywnych odpadach przechowywanych głęboko pod powierzchnią ziemi. Książka "Podziemia" zmusza czytelnika do zastanowienia się nad jakością naszego życia i staje się punktem wyjścia do dyskusji na temat istotnych zagadnień współczesnego świata. Co po sobie pozostawimy dla przyszłych pokoleń? Czy jesteśmy dobrymi przodkami? Dzięki publikacji Macfarlane'a mamy okazję lepiej zrozumieć podziemny świat i zmierzyć się z tym, co nieustannie spychamy na margines - gorzką prawdą o naszej lekkomyślności i ekologicznej ignorancji. Musimy pamiętać, że to, co skrzętnie ukrywamy pod ziemią, może kiedyś uderzyć w nas ze zdwojoną siłą...

"Lód pamięta. Przechowuje informacje, do tego przez miliony lat albo dłużej. Pamięta pożary lasów i wzrost poziomu mórz. Pamięta i opowiada - mówi nam, że żyjemy na kapryśnej planecie, gdzie sytuacja potrafi się szybko zmieniać i błyskawicznie odwracać"

Sięgając po książkę Macfarlane'a, zastanawiałam się, co interesującego można napisać o podziemiach ;) To doskonale pokazuje, jak niewiele wiemy o tym, co kryje się pod naszymi stopami. Autor nie opisuje jedynie kopalni, jaskiń i gleby pełnej skomplikowanych systemów korzennych. Jego publikacja to coś znacznie więcej - fascynujące fakty i ciekawostki, niebanalne podróże i osobiste przemyślenia oraz absolutnie przepiękna proza, która pobudza zmysły, ożywa i rozkwita na kartach książki. Naprawdę nie przypuszczałam, że można stworzyć tak rewelacyjną publikację na temat podziemnego świata. Bo książka Macfarlane'a to błyskotliwa i wieloaspektowa mieszanka historii naturalnej, geologii, poezji, podróży i przyrody zaprezentowana z uwzględnieniem zagadnień upływającego czasu oraz ekologii. Jestem przekonana, że po lekturze "Podziemi", podobnie jak ja, zupełnie inaczej spojrzycie na to, co znajduje się pod waszymi stopami. Idealna propozycja czytelnicza dla osób ciekawych świata. Polecam.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskie.


Tytuł oryginalny: Underland. A Deep Time Journey
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 3 czerwca 2020
Liczba stron: 520

czwartek, maja 28, 2020

Katarzyna Kobylarczyk laureatką 11. edycji Nagrody im. Kapuścińskiego za Reportaż Literacki

Katarzyna Kobylarczyk laureatką 11. edycji Nagrody im. Kapuścińskiego za Reportaż Literacki
Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki to polska coroczna nagroda literacka przyznawana od 2010 roku, ustanowiona przez władze Warszawy i przy wsparciu Gazety Wyborczej. Przyznawana jest autorowi najlepszego reportażu literackiego wydanego po polsku w Polsce w danym roku oraz autorowi najlepszego przekładu reportażu literackiego na język polski.

Wczoraj, 27 maja, Jury 11. Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego w składzie: Piotr Mitzner (przewodniczący), William R. Brand, Julia Fiedorczuk, Abel A. Murcia Soriano, Katarzyna Surmiak-Domka oraz Bożena Dudko wybrało najlepszy reportaż literacki 2020. Laureatką została Katarzyna Kobylarczyk, autorka reportażu "Strup. Hiszpania rozdrapuje rany".

"Katarzyna Kobylarczyk stworzyła uniwersalną opowieść o determinacji w poszukiwaniu prawdy i leczeniu zbiorowej pamięci. ‘Strup’ to fascynująca lektura, gdzie koszmar przelata się z groteską, a rzeczywistość odsłania swój metaforyczny wymiar, dowód na to, że posługując się wyłącznie faktami można tworzyć literaturę piękną" - tak przyznanie nagrody uzasadnił Abel Mauricia Sorano, członek jury.


Osiemdziesiąt lat po zakończeniu wojny domowej Hiszpania wciąż nie wie, co zrobić z ciałami ofiar. Musiało minąć ćwierć wieku od śmierci generała Francisco Franco, by rodziny odważyły się szukać swoich zamordowanych bliskich. Szukają ich nadal: w przydrożnych rowach, zasypanych studniach, na polach, w płytkich zbiorowych grobach. W ciągu ostatnich kilkunastu lat hiszpańskie organizacje pozarządowe otwarły siedemset czterdzieści anonimowych mogił. Ekshumowały ponad dziewięć tysięcy ciał cywilów zamordowanych przez nacjonalistów. Nikt tak naprawdę nie wie, ile jeszcze jest takich grobów. Są we wszystkich regionach kraju, kości leżą w nich do dziś. „Strup” to opowieść o kraju, który w imię przyszłości miał zapomnieć o swoich upiorach, ale mu się to nie udało. O Fausto, który nie godzi się na to, by jego ojciec spoczywał obok swojego mordercy, o Emilio, który chciał tylko odnaleźć dziadka, a przypadkiem wywołał lawinę, i o Josetxo, bratanku Pierwszego, Który Oddał Życie. Katarzyna Kobylarczyk przemierza Hiszpanię szlakiem umarłych, zamordowanych, zaginionych. Męczenników i bohaterów. Ofiar i zbrodniarzy. Rodzin, które chcą szukać, i tych, które nie chcą rozdrapywać starych ran.  
(źródło: opis wydawcy)

Katarzyna Kobylarczyk to urodzona w Krakowie reporterka i pisarka, autorka książek "Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty" oraz "Baśnie z bloku cudów. Reportaże nowohuckie". Publikowała w m.in. Dzienniku Polskim, Gazecie Wyborczej, Tygodniku Powszechnym oraz National Geographic Traveler. W latach 2012-2016 współpracowała z Małopolskim Instytutem Kultury i była autorką książek publikowanych w ramach Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego. Jest laureatką nagrody Zielonej Gruszki (2004) oraz nagrody Za różnorodnością, przeciw dyskryminacji (2006).

Wśród finalistów 11. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki (obok książki Katarzyny Kobylarczyk) znalazły się cztery publikacje:

◾27 śmierci Toby’ego Obeda - Joanna Gierak-Onoszko, Dowody na Istnienie;

◾Dobry wilk. Tragedia w szwedzkim zoo - Lars Berge, tłum. Irena Kowadło-Przedmojska, Wydawnictwo Czarne;

◾Punkt Zerowy - Artem Czech, tłum. Marek S. Zadura, Warsztaty Kultury w Lublinie;

◾Bestia. O ludziach, którzy nikogo nie obchodzą - Óscar Martínez, tłum. Tomasz Pindel, Post Factum Sonia Draga.



wtorek, maja 26, 2020

Dzień Matki - zestawienie książek z motywem macierzyństwa

Dzień Matki - zestawienie książek z motywem macierzyństwa

Dziś wyjątkowe święto w kalendarzu - Dzień Matki. Z tej okazji przejrzałam domową biblioteczkę i wybrałam ulubione książki z motywem macierzyństwa (większość z nich to przykłady z literatury obyczajowej). Zapraszam :)



Krucha jak lód - Jodi Picoult
Rodzice oczekujący narodzin dziecka mają tylko jedno życzenie: żeby było zdrowe. Nie musi być idealne. Charlotte i Sean O’Keefe – małżeństwo z kilkuletnim stażem – także wybraliby zdrowie dla swojego dziecka. Niestety, kiedy na świat przychodzi ich młodsza córka Willow, okazuje się, że cierpi na rzadką chorobę genetyczną objawiającą się niezwykłą łamliwością kości. Ich życie staje się pasmem bezsennych nocy, rosnących długów, współczujących spojrzeń innych rodziców i, co może najgorsze, nieustannego rozpamiętywania: co by było gdyby? Gdyby o chorobie Willow było wiadomo odpowiednio wcześnie? Gdyby urodziła się zdrowa? Ciążę Charlotte prowadziła jej najlepsza przyjaciółka – Piper. Po jednym z niewinnych upadków Willow, który kończy się złamaniem obu kości udowych, Charlotte i Sean szukają pomocy u prawnika. Ten doradza im wytoczenie Piper procesu o błąd w sztuce lekarskiej… Wygranie sprawy gwarantowałoby rodzinie odszkodowanie, a co za tym idzie, lepszą opiekę nad córką. Jest tylko jedno ale – matka musi przyznać, że usunęłaby ciążę, gdyby wiedziała o chorobie córki. Czy zdecyduje się na taki krok? Jak wiele poświęci z miłości do dziecka? (źródło: opis wydawcy)

W naszym domu - Jodi Picoult
Kiedy twoje dziecko nie jest w stanie spojrzeć ci w oczy, czy oznacza to, że jest winne najgorszej zbrodni? Nastoletni Jacob Hunt cierpi na zespół Aspergera, czyli łagodną postać autyzmu. Nie umie czytać sygnałów społecznych ani wyrażać swoich myśli i uczuć. Na pierwszy rzut oka to zupełnie normalny, inteligentny i elokwentny chłopak, jednak każde odstępstwo od codziennej rutyny, każda zmiana w ustalonym porządku dnia może wytrącić go z równowagi. Nieważne, czy chodzi o zbyt jasne światło, dotyk obcej osoby, szelest zgniatanego papieru, pomarańczowy kolor, czy nieodpowiednią konsystencję płatków śniadaniowych z mlekiem – Jacob potrafi wpaść w furię z byle powodu. Ma też, jak wielu młodych ludzi z zespołem Aspergera, obsesyjne zamiłowanie do jednej, specjalistycznej dziedziny – w jego przypadku jest to analiza kryminalistyczna. Chłopak pojawia się w miejscach, gdzie policja prowadzi śledztwo, instruuje detektywów, co należy robić… a do tego najczęściej ma rację. Gdy policja znajduje zwłoki jego prywatnej instruktorki umiejętności społecznych, Jacob sam staje się obiektem zainteresowania detektywów. Wszystkie charakterystyczne cechy zespołu Aspergera: unikanie kontaktu wzrokowego, impulsywność, dystans fizyczny, w oczach policjantów mogą być równoznaczne z przyznaniem się do winy. Jacob niespodziewanie zostaje oskarżony o morderstwo. (źródło: opis wydawcy)

       

Szansa na życie - Diane Chamberlain
Ile jest w stanie zrobić matka, by ochronić własne dziecko? Jedynym marzeniem ośmioletniej Sophie Donohue jest być jak inne dziewczynki. Jej matka Janine z ociąganiem zgadza się, by córka razem z zastępem zuchów pojechała na dwudniowy biwak. Dziewczynka z wyjazdu nie wraca. Wbrew swym pragnieniom Sophie nie jest jednak zwykłą ośmiolatką. Cierpi na rzadką chorobę, a Janine, podejmując ostatnią próbę uratowania jej życia, wpisała córkę na eksperymentalną terapię, pomimo ostrych sprzeciwów swoich rodziców i byłego męża. Bez leku Sophie długo nie przetrwa; matczyna intuicja podpowiada Janine, że jej córka żyje, ale czasu jest niewiele. Głęboko w lasach Wirginii toczy się inny dramat. Sophie znajduje schronienie w chacie Zoe, która walczy o uratowanie własnej córki, skazanej za morderstwo. Dręczona wyrzutami sumienia, że nie poświęcała Marti czasu, kiedy ta była mała, bo bez reszty zajmowała się własną karierą aktorską, teraz przygotowała plan ucieczki córki z więzienia, któremu poważnie zagraża pojawienie się Sophie. Obie matki, Zoe i Janine, z wielką determinacją dążą do uratowania swych córek, ale może się to udać tylko jednej z nich.  (źródło: opis wydawcy)

Cień matki - Diane Chamberlain
Sekrety rodziny O’Neill wychodzą na jaw, a prawda przynosi nadzieję, która rozświetla cienie przeszłości. Annie O’Neill była kochającą matką i żoną. Wszyscy mieszkańcy Kiss River kochali ją za wielkie serce. Annie posiadała jednak pewną mroczną tajemnicę, która ujrzała światło dzienne dopiero wiele lat po jej tragicznej śmierci. Lacey O’Neill, córka Annie, przez dwanaście lat we wszystkim naśladowała matkę. Aż wstrząsająca prawda, którą w końcu ją poznała, zachwiała fundamentami jej życia. Kolejnym ciosem była śmierć bliskiej przyjaciółki z dzieciństwa. Zgodnie z ostatnią wolą zmarłej Lacey została prawną opiekunką jedenastoletniej Mackenzie, córki Jessiki. Teraz, chcąc nie chcąc, musi odnaleźć się w roli matki. Skomplikowane życie uczuciowe Lacey oraz dwóch mężczyzn zabiegających o jej względy na pewno nie ułatwiają zadania. Tym bardziej, że Mackenzie niczego nie zamierza jej tego ułatwić, ani tym bardziej swojemu ojcu, którego poznała dzięki nowej opiekunce. Tymczasem morderca Annie za dobre sprawowanie wkrótce wyjdzie na wolność. O’Neillowie i całe Kiss River postanawiają do tego nie dopuścić. Najtrudniejsze wyzwanie czeka Lacey. To ona będzie musiała zmierzyć się z przeszłością i wybrać pomiędzy zemstą i przebaczeniem, lękiem i miłością.    (źródło: opis wydawcy)

Wyśniłam cię, córeczko - Diane Chamberlain
Kiedy Carly Sears, młoda wdowa po żołnierzu, który zginął w Wietnamie, dowiaduje się, że jej nienarodzona córeczka cierpi na nieuleczalną wadę serca, przeżywa załamanie. Jest rok 1970, lekarze nie są w stanie pomóc dziecku. Szwagier Carly, fizyk o tajemniczej przeszłości, zdradza jednak, że być może istnieje sposób, by uratować maleństwo. To burzy jej dotychczasowy świat. Będzie musiała odnaleźć w sobie niezwykłą siłę i odwagę, o których istnienie nawet się nie podejrzewała, zaryzykować życiem, porzucić to, co bliskie sercu i dobrze znane. A wszystko to z miłości do nienarodzonego dziecka. "Wyśniłam cię, córeczko" to przekraczająca granice gatunków opowieść o walce, jaką musi stoczyć młoda matka, by ratować życie nienarodzonego jeszcze dziecka i rodzinę.   (źródło: opis wydawcy)

Bardzo lubię książki Jodi Picoult i Diane Chamberlain - każda z nich potrafi w wyjątkowy sposób przedstawić blaski i cienie macierzyństwa. Ich powieści wywołują zawsze emocjonalne tsunami i są dopracowane w aspektach psychologicznym i społecznym. Z całego serca polecam.


Dzień, w którym cię straciłam - Fionnuala Kearney
Życie Jess zmienia się na zawsze, kiedy otrzymuje najgorsze wieści, jakie może dostać matka. Jej córka Anna zaginęła w lawinie podczas jazdy na nartach. Mimo wielkiego żalu i cierpienia Jess musi znaleźć w sobie siłę, by zaopiekować się pięcioletnią wnuczką Rose i żyć dalej. Kiedy kobieta wyczekuje wieści o zaginionej córce, powoli zaczyna odkrywać sekretne życie Anny. Jess musi zmierzyć się z jej trudną przeszłością i poznać tajemnicę, która na zawsze odmieni jej życie.   (źródło: opis wydawcy)

Matki i córki - Ałbena Grabowska
Prababka, babka, matka i córka zmagają się z przeszłością. Maria podążyła za mężem zesłańcem na Sybir. Sabina była więźniarką obozu koncentracyjnego Ravensbrück, przebywała na bloku, gdzie dokonywano eksperymentów medycznych na kobietach. Magdalena straciła ukochanego i samotnie wychowywała córkę w PRL-u. Lila żyje z piętnem dziecka niekochanego i uwikłanego w tajemnice. Każda z nich mierzy się z macierzyństwem w innych okolicznościach i dla każdej jest to doświadczenie przełomowe. W domu bez mężczyzn kłębią się sekrety, niewyjaśnione historie opowiadane przez żywych i martwych. Pod wpływem tych opowieści najmłodsza z bohaterek zastanawia się, jakie dziedzictwo przekaże swoim dzieciom. Próbuje poznać przeszłość, ale co chwilę natrafia na mur niedopowiedzeń, kłamstw i przeinaczeń. Czy wystarczy oswoić własną historię, żeby przezwyciężyć strach przed bliskością? Cztery kobiety, których losy przeplatają się z historią XX wieku. Cztery naznaczone traumą matki. Cztery córki, które borykają się z rodzinną historią i próbują odkryć własne korzenie.  (źródło: opis wydawcy)

  

Aniela; Wanda (saga Matki i córki) - Izabela M. Krasińska
Aniela miała trudne dzieciństwo i nie zaznała wiele miłości. Gdy spotyka Adama, decyduje się związać z nim swoją przyszłość. Razem próbują ułożyć życie swojej rodziny w trudnych, wojennych czasach. Gdy życie stawia przed Anielą kolejne wyzwania, kobieta zmuszona jest znaleźć w sobie siłę, która pozwoli jej pokonać przeszkody i przezwyciężyć wszystkie problemy. Czy Aniela zapewni szczęśliwą przyszłość sobie i swojej rodzinie? Jak potoczą się jej dalsze losy w okrutnej rzeczywistości?

Wanda ma jedno marzenie – chce zostać pisarką. Po śmierci ukochanej babci decyduje się rozpocząć naukę w mieście, aby rozwijać swój talent. Droga do celu jest długa i kręta, a nieprzychylność nauczycieli i złośliwości kolegów sprawiają, że młodej dziewczynie coraz trudniej uwierzyć w siebie. A to dopiero początek zmagań… Czy pierwsza miłość może stać się antidotum? Gdy rozsądek ustąpi miejsca uczuciom, Wanda przekona się, że nie wszystko w życiu można zaplanować. Trudne wybory, bolesne rozczarowania i miłość, która daje nadzieję na bezpieczne jutro.  (źródło: opis wydawcy)
Link do recenzji


Żółty krokus - Laila Ibrahim
Chwilę po przyjściu na świat Lisbeth zostaje zabrana matce i przekazana zniewolonej, młodej mamce, Mattie, odseparowanej od własnego nowo narodzonego syna. Chociaż Lisbeth wiedzie uprzywilejowane życie, w towarzystwie przytłaczającej matki i oziębłego ojca, który kolekcjonuje niewolników, czuje tylko samotność. Z upływem czasu Mattie staje się dla niej bardziej jak rodzina niż biologiczni krewni, a wizyty Lisbeth w niewolniczych kwaterach – oraz poznawanie ich pełnej życia społeczności – zbliża je do siebie jeszcze bardziej. Jednak czy dwie kobiety z tak odmiennych światów mogą stworzyć nierozerwalną więź bez konsekwencji? (źródło: opis wydawcy)
Link do recenzji

Kochając syna - Lisa Genova
Jak to jest kiedy synek nigdy nie patrzy Ci w oczy? Jeśli nie przytula się tak jak inne dzieci, i nieprzytomnie krzyczy, kiedy chcesz aby już wracał do domu i zszedł z huśtawki? Jak to jest kiedy tracisz dziecko? Jak to jest kiedy kochany mąż odchodzi do innej kobiety? Jak to jest, kiedy gubisz gdzieś po drodze, między śniadaniem a odbieraniem dzieci ze szkoły, swoje marzenia? Jak to się dzieje? Dlaczego? Po co? Dwie kobiety, różne problemy, wielka samotność. Wyspa Nantucket smagana wiatrem, zapomniana. W tym surowym krajobrazie obie stawiają czoło swoim demonom. Los sprawia, że się spotkają, ich przyjaźń zdarza się jak bezcenny dar. Dzięki sobie nawzajem, trochę przypadkiem, poznają odpowiedzi na stawiane nieprzerwanie pytania. Niesamowita, wzruszająca i mądra powieść. O tym, czym jest autyzm, o samotności i odnajdywaniu sensu w życiu. Na końcu świata, na skraju wytrzymałości, mimo wszystko.  (źródło: opis wydawcy)
Link do recenzji

Na ratunek - Nicholas Sparks
Denise Holton samotnie wychowuje czteroletniego Kyle'a. Chłopiec cierpi na zaburzenia mowy, ale źródło choroby nie jest znane. Denise spędza całe dnie, ucząc syna mówić, wieczorami pracuje jako kelnerka. Pewnego dnia podczas burzy samochód, którym jadą, wpada w poślizg i rozbija się na drzewie. Matka traci przytomność, a zdezorientowany malec wysiada z auta i gubi się w lesie. Tam odnajduje go strażak, Taylor McAden. Dramatyczna przygoda zbliża do siebie Denise i Taylora, a zamknięty w sobie Kyle wyraźne odżywa. Po kilku miesiącach zaczynają się jednak problemy... (źródło: opis wydawcy)

Światło między oceanami - M.L. Stedman
Rok 1920. Tom Sherbourne, inżynier z Sydney, wciąż nie może się uporać ze wspomnieniami z Wielkiej Wojny. Posada latarnika na oddalonej o 100 mil od wybrzeży Australii niezamieszkanej wysepce Janus Rock i kochająca żona Isabel, która decyduje się dzielić z nim samotność, stopniowo przynoszą mu spokój i pozwalają pokonać upiory przeszłości. Los wystawia ich jednak na ciężką próbę. Po dwóch poronieniach i wydaniu na świat martwego chłopca, Isabel dowiaduje się, że nie będzie mogła mieć dzieci, i popada w depresję. Wówczas zdarza się cud: do brzegu wyspy przybija łódź ze zwłokami mężczyzny i płaczącym niemowlęciem. Ulegając namowom żony, kierując się głosem serca, a nie zasadami moralnymi, Tom podejmuje decyzję, której konsekwencje położą się cieniem na życiu wielu ludzi...   (źródło: opis wydawcy)
Link do recenzji

Krysia. Mała książka wielkich spraw - Michalina Grzesiak
To nie jest przewodnik, który poprowadzi was przez gąszcz rodzicielskich wyzwań. Z tej książki niczego się nie nauczycie. Nie znajdziecie tu żadnego tutorialu, który odwiedzie was od popełniania błędów. No serio, to nie tu. Tu notorycznie coś się paprze. Ta książka pokazuje świat oczami dziecka, a widzenie i rozumienie u pięciolatki to jakby wyższy stopień wtajemniczenia. To jest sztuka. Tak nie oceniać, nie kategoryzować i nie nienawidzić. Jest w nas, dorosłych, poczucie, że mamy niekontrolowaną władzę nad młodszymi. Przeświadczenie, że wolno nam przelewać w ich głowy dokonania i porażki, wiary i niewierności, chęci i niechęci, lubienia i nielubienia. Niepopsuty człowiek, kiedy tylko dopuścisz go do głosu, opowie ci o pomaganiu nieznajomemu na dziale z lizakami i tęsknocie za „umarniętą” mamą, chociaż mama jeszcze nigdzie się nie wybiera. Przekona świat, że chłopcy mogą malować paznokcie na czerwono i zakładać sukienki z tiulem. Wskaże też palcem najsubtelniejsze sposoby wyznawania miłości każdemu, kto tylko zechce go posłuchać.  (źródło: opis wydawcy)
Link do recenzji
Zimowy ogród - Kristin Hannah
Czasem wystarczy otworzyć drzwi do przeszłości matki, aby odnaleźć swoją przyszłość. Meredith i Nina Whitson są tak różne, jak tylko różne mogą być siostry. Jedna została w domu, zajmuje się dziećmi i rodzinną firmą; druga wyruszyła w świat i została słynną fotoreporterką. Kiedy ukochany ojciec ciężko zachoruje, obie siostry wraz nieakceptującą córek Anyą Whitson znajdą się przy nim. Nawet w tak ciężkich chwilach, matka jest wobec nich zimna i obojętna. Ojciec przed śmiercią wymusza na niej obietnicę: żona ma opowiedzieć córkom bajkę, którą zaczęła wiele lat temu i nigdy nie skończyła. Tym razem ma dokończyć. Opowieść, którą usłyszą od matki, okaże się zaskakująca. Jest to historia wielkiej, wieloletniej miłości, która zaczęła się w mroźnym Leningradzie czasów drugiej wojny światowej, a finał znajdzie na współczesnej Alasce. Nina wręcz obsesyjnie chce poznać prawdę i to ona zmusza matkę i siostrę do wyprawy w przeszłość. Na jaw wyjdą sekrety które wstrząsną całą rodziną.  (źródło: opis wydawcy)
Link do recenzji

Portret rodzinny - Jenna Blum
Anna Schlemmer przez pięćdziesiąt lat odmawiała rozmowy o swoim życiu w Niemczech w czasie trwania Drugiej Wojny Światowej. Jej córka, Trudy, miała zaledwie trzy lata, gdy razem z matką zostały ocalone przez amerykańskiego żołnierza, z którym zamieszkały w Minnesocie. Jedynym dowodem przeszłości jest stara fotografia: rodzinny portret Anny, jej córki i nazistowskiego porucznika z obozu koncentracyjnego Buchenwald. Dręczona swoim pochodzeniem, Trudy – pracująca jako profesor historii niemieckiej – zaczyna grzebać w przeszłości, aż w końcu odkrywa dramatyczną i rozdzierającą serce prawdę o życiu jej matki.  (źródło: opis wydawcy)
Link do recenzji

Małe cuda - Heather Gudenkauf
Ellen Morre jest pracownikiem społecznym. Widziała już straszne rzeczy. Najgorsze krzywdy jakie jeden człowiek może uczynić drugiemu człowiekowi. Na co dzień Ellen jest obrońcą nękanych i krzywdzonych dzieci. W życiu prywatnym to szczęśliwa i spełniona żona i matka trójki dzieci. Ale pewnego słonecznego dnia moment nieuwagi sprawia, że kobieta prawie traci kogoś, kogo najmocniej kocha. Drobny błąd niesie za sobą konsekwencje, których Ellen nie spodziewałaby się nawet w najgorszych koszmarach. Kobieta wpada w pułapkę systemu, któremu służy od lat. Dziesięcioletnia Jenny Briard po tym jak odeszła jej matka, mieszka z ojcem, który nie radzi sobie z codziennością. Nieustannie zmieniają miejsce zamieszkania. Pewnego dnia na skutek zbiegu okoliczności dziewczynka, z kilkoma dolarami w kieszeni, gubi się i musi sobie radzić sama. Drogi Ellen i Jenny przecinają się. Żadna z nich nie spodziewa się jak bardzo mogą sobie nawzajem pomóc. Niezwykła opowieść o macierzyństwie, odpowiedzialności i sprawiedliwości. O tym, jak łatwo z własnej winy możemy utracić kogoś, kogo kochamy najmocniej. I o tym, jak przypadkowa więź z drugim człowiekiem, mały cud, może dać nam nadzieję i siłę do walki o odzyskanie ukochanej osoby.  (źródło: opis wydawcy)

Mam na imię Lucy - Elizabeth Strout
Lucy Barton, dojrzałą kobietę, pisarkę wychowującą dwójkę dzieci, podczas przedłużającego się pobytu w szpitalu odwiedza niewidziana od lat matka. Niewinne rozmowy o ludziach z przeszłości otwierają furtkę do bolesnych wspomnień: biedy, wykluczenia i rodzinnych tajemnic. W oszczędnej narracji Strout buduje kruchą nić porozumienia pomiędzy kobietami, dla których ta niespodziewana pięciodniowa wizyta staje się najintymniejszym momentem ich relacji. Strout misternie konstruuje, wydawać by się mogło, uporządkowany świat, który na naszych oczach się rozpada. Nie znajdujemy w tym jednak dramatu, lecz cichą akceptację i zrozumienie dla ludzkich słabości.  (źródło: opis wydawcy)

Położna z Auschwitz - Magda Knedler
Do KL Auschwitz trafia kolejny transport więźniarek. Wśród nich jest położna z Łodzi, która na własną prośbę zaczyna pracę w nieludzkich warunkach: bez wody, podstawowych narzędzi medycznych i leków. Porody przyjmuje na piecu przykrytym starą derką. Wielokrotnie ryzykuje życie, przeciwstawiając się rozkazom bezwzględnego Josepha Mengele. Robi wszystko, by chronić dzieci przed okrutnymi eksperymentami. Wspiera młode matki, którym siłą odebrano niemowlęta i wysłano je do Rzeszy. Albo na śmierć… Opowieść inspirowana bohaterskim losem Stanisławy Leszczyńskiej. Polska położna odebrała w Auschwitz ponad 3 000 porodów, podczas których nie umarło żadne dziecko, żadna kobieta.  (źródło: opis wydawcy)

Kołysanka z Auschwitz - Mario Escobar
Niemcy, 1943 rok. Helene Hannemann budzi swoje dzieci, aby zaczęły szykować się do szkoły. Jej mąż Johann niedawno stracił pracę i nie ma szans na nową ze względu na swoje romskie pochodzenie. Jednak zanim rodzina Hannemann rozpocznie kolejny dzień, ich codzienność przerywają mundurowi wysłani przez SS. Johann razem z pięciorgiem dzieci mają zostać zesłani do Auschwitz, ponieważ w ich żyłach płynie romska krew. Helene jest czystej krwi Niemką i może zostać, a mimo to dobrowolnie postanawia opuścić dom razem z najbliższymi. Wszyscy trafiają do nazistowskiego obozu koncentracyjnego. Johann zostaje oddzielony od reszty rodziny, a Helene jako wyszkolona pielęgniarka zostaje wyznaczona przez doktora Mengele do prowadzenia obozowego przedszkola. Nie ma złudzeń co do brutalnych zamiarów tego człowieka. Chce jednak dać tym małym niewinnym istotom choć cząstkę nadziei oraz poczucie normalności.  (źródło: opis wydawcy)
Link do recenzji


Matka odchodzi - Tadeusz Różewicz
Tomik poetycki wydany w 1999, za który autor otrzymał nagrodę Nike w 2000. Jest szkicem wspomnieniowym, ukazującym relację między synem a matką. Składa się z przemyśleń, wierszy (także tych dawniejszych, sprzed ok. 30 lat) autora dotyczących jego matki Stefanii. Opisuje jej pobyt w szpitalu (1957) i śmierć na chorobę nowotworową. Zawiera także wiele fotografii rodzinnych, zapiski jego brata i matki.  (źródło: opis wydawcy)

Matki. Niezwykła historia macierzyństwa - Sarah Knott
Oto fascynująca opowieść o roli matki na przestrzeni wieków. Sarah Knott zaskakuje i ożywia przeszłość, kolejne odkrycia zestawiając w szokującym kontraście z teraźniejszością. To intymny, liryczny, a jednocześnie bardzo dogłębny obraz macierzyństwa. Począć, poronić, poczuć pierwsze ruchy płodu, nosić pod sercem, urodzić. A potem: przewijać, karmić, usypiać, nie dosypiać, dbać, dawać sobie przerywać, chodzić tam i z powrotem. One właśnie – czasowniki – najlepiej podsumowują instynktowną nieustanność macierzyństwa, kobiecej więzi z dzieckiem. Zadając odważne pytania i analizując najbardziej przyziemne doświadczenia, autorka poszukuje uniwersalnej prawdy o byciu matką. (źródło: opis wydawcy)

poniedziałek, maja 25, 2020

#200 "Ktoś tu kłamie" - Jenny Blackhurst

#200 "Ktoś tu kłamie" - Jenny Blackhurst
"Nikt nie spodziewał się posta na Facebooku, jednak ledwie kilka minut po tym, jak się pojawił, wszyscy go przeczytali i każdy miał coś do powiedzenia. Dobre wieści szybko się rozchodzą, a te złe? Usain Bolt to przy nich ślimak - i to one doprowadziły do skandalu w Severn Oaks"
Tak właśnie zaczyna się nowa książka Jenny Blackhurst, brytyjskiej autorki thrillerów psychologicznych. "Ktoś tu kłamie" to piąta publikacja w jej literackim dorobku. Powieści Blackhurst cenione są przede wszystkim za głębię psychologiczną, trzymającą w napięciu fabułę, niespodziewane zwroty akcji i zaskakujące zakończenia. Wpisują się one również doskonale w modny ostatnio nurt "domestic noir", a zatem książki, w których groza i tajemnica narastają wokół grupy ludzi (rodziny, przyjaciół, sąsiadów) - niebezpieczeństwo czai się w ich najbliższym otoczeniu. Co prawda nie sięgam po thrillery zbyt często, ale najbardziej lubię właśnie te psychologiczne, które nie szokują opisami zbrodni i przemocy, ale pozwalają zajrzeć w mroczne zakamarki ludzkiego umysłu. I takie są książki Jenny Blackhurst - dzięki temu doskonale wpasowują się w mój czytelniczy gust. Odniosłam wrażenie, że "Ktoś tu kłamie" to taka mroczniejsza wersja "Gotowych na wszystko" albo "Wielkich kłamstwek". Mamy na pozór wzorowych mieszkańców ekskluzywnych przedmieści, którzy dobrze się znają. Ale czy na pewno?


Rok temu podczas halloweenowego przyjęcia na zamkniętym osiedlu Severn Oaks dochodzi do tragicznego zdarzenia - śmierć ponosi Erica Spencer, jedna z mieszkanek i lokalna aktywistka. Policja stwierdza, że doszło do niefortunnego wypadku i zamyka sprawę. Mała społeczność Severn Oaks oddycha z ulgą i próbuje wrócić do normalności. Do sieci trafia jednak seria podcastów zatytułowanych "Prawda o Erice", w których anonimowy autor ujawnia systematycznie kolejne szczegóły rzekomego wypadku. Pojawiają się podejrzenia, że ktoś pomógł Erice umrzeć. Ciemne chmury zbierają się nad głowami sześciu osób, które uczestniczyły w feralnym przyjęciu. Ich społeczny prestiż szybuje w dół, a na jaw zaczynają wychodzić wzajemne pretensje i rodzinne sekrety. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy jedna z podejrzanych osób znika w tajemniczych okolicznościach. Co wydarzyło się na przyjęciu? Czy Erica została zamordowana? Kto spośród mieszkańców Severn Oaks mija się z prawdą?

Gdy cios przychodzi z najmniej oczekiwanej strony...

Nowa książka Jenny Blackhurst ma fantastyczny klimat - gęsty, dwuznaczny, pełen pozorów i niejasności. Opisana przez nią mała społeczność Severn Oaks szybko przestaje być urocza i sympatyczna, a staje się klaustrofobiczna i toksyczna. Z każdą kolejną stroną pogłębiają się rysy - mnożą raniące plotki, fałszywe pomówienia i wzajemne oskarżenia. Jenny Blackhurst w interesujący sposób pokazuje, jak działają mechanizmy w zamkniętych grupach w momencie, gdy pojawi się coś, co zaburza pozorne poczucie bezpieczeństwa. Autorka przygląda się swoim książkowym bohaterom jak przez szkło powiększające, umiejętnie odsłaniając ich wady i słabości. Czytelnik stopniowo zagłębia się w świat wewnętrzny postaci oraz poznaje motywy ich postępowania. Obserwujemy nie podstępnych morderców, a zwykłych ludzi, którzy popełniają błędy i schodzą na niewłaściwe ścieżki. W książce Blackhurst sporo jest trudnych uczuć oraz skomplikowanych relacji podszytych ukrytą zazdrością, obłudą, brakiem pewności siebie, kłamstwem oraz grą pozorów. Wydaje się, że bohaterowie nie mają złych intencji, ale łatwo ulegają emocjom. Właściwie nigdy nie zadali sobie trudu, by naprawdę dobrze się poznać. Czy to, co o sobie wiedzą, stanowi jedynie pozory? Ten thriller świetnie pokazuje, że zło i niebezpieczeństwo mogą czaić się blisko nas, wśród osób, którym ufamy. Zaletą książki jest również możliwość spojrzenia na opisywane wydarzenia z różnych punktów widzenia. Jenny Blackhurst po raz kolejny zachwyciła mnie głębią psychologiczną. Sądzę, że jest świetną obserwatorką ludzkich zachowań i potrafi właściwie wykorzystać tę umiejętność. Dobrze wykreowane postaci to moim zdaniem najjaśniejszy punkt książki.

Często pozory mylą...

"Ktoś tu kłamie" swoją koncepcją przypomina nieco opowieści Agathy Christie - mamy zagadkę oraz wąskie grono dobrze znanych sobie osób pozostających w bliskich relacjach i skrywających sekrety. Powiedziałabym nawet, że Jenny Blackhurst stworzyła thrillerową matrioszkę - każda ujawniona tajemnica otwiera drzwi do kolejnych niejasności. I całkiem nieźle wodziła mnie za nos od pierwszej aż do ostatniej strony, podrzucała fałszywe tropy i mylne podejrzenia. Ciekawym elementem fabuły jest internetowy podcast, który stopniowo buduje napięcie i zwiększa paranoję "szóstki z Severn Oaks". Zwraca również uwagę na popularne współcześnie zjawisko trollingu oraz destrukcyjny wpływ mediów społecznościowych, które mogą stać się narzędziem przestępstwa.

"Zdumiewające, jak wspaniałomyślnymi czyni was poczucie winy"

Jenny Blackhurst stworzyła trzymający w napięciu psychologiczny thriller oraz mroczną historię przyjaźni i miłości, zemsty, zazdrości, ukrytych sekretów oraz życia budowanego na kłamstwie. Autorka stopniowo odsłania prawdziwe twarze mieszkańców Severn Oaks i prowadzi czytelników do zaskakującego finału. Jeżeli lubicie thrillery w wersji light z dobrze rozbudowanym wątkiem psychologicznym, nowa książka Jenny Blackhurst powinna przypaść wam do gustu. Intrygujące postaci, ciekawie poprowadzona fabuła i dużo zwrotów akcji - takie elementy znajdziemy w thrillerze "Ktoś tu kłamie". Jak dla mnie świetna czytelnicza rozrywka z dreszczykiem :) Polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Tytuł oryginalny: Someone is lying
Tłumaczenie: Maria Gębicka-Frąc
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 6 maja 2020
Liczba stron: 384

sobota, maja 23, 2020

#199 "Wszystkie nasze dni" - Natalia Sońska

#199 "Wszystkie nasze dni" - Natalia Sońska
Ślub powinien być spełnieniem marzeń i jednym z najpiękniejszy dni naszego życia. Cudownym i szczęśliwym momentem, który zapamiętamy na zawsze - wspomnienia o nim będziemy przechowywać w sercu jak najcenniejszy skarb. Jak wiemy, życie potrafi jednak zaskakiwać i czasami nie wszystko wygląda tak, jak byśmy sobie życzyli. Czy nadchodzący wielkimi krokami ślub może stać się przyczyną bezsennych nocy? Ucieczka sprzed ołtarza, potknięcie o suknię podczas ceremonii, zagubione obrączki, podarty welon, znikający tort, kaprysy pogody... Czarna lista wydaje się nie mieć końca - wizja potencjalnych wpadek często wywołuje szybsze bicie serca i skurcze żołądka u przyszłych małżonków (szczególnie u płci pięknej, choć nie jest to regułą ;) Aby zapanować nad przedślubnym stresem i ogarnąć chaos przygotowań, coraz więcej par zwraca się o pomoc do konsultantów ślubnych. I właśnie za kulisy tej pracy możemy zerknąć dzięki Ninie - głównej bohaterce nowej książki Natalii Sońskiej. Ślubne klimaty to przewodni motyw powieści "Wszystkie nasze dni". Jeżeli zachwyciła was okładka, gwarantuję, że historia, którą skrywa, jest jeszcze wspanialsza.


Natalię Sońską kojarzyłam do tej pory głównie za sprawą przepysznej serii "Jagodowa miłość". Odniosłam wrażenie, że tym razem autorka podarowała czytelnikom nieco inną książkę - bardziej romantyczną, subtelną i uczuciową. Czytając "Wszystkie nasze dni", z łatwością pozwoliłam otulić się ciepłej historii z miłością w tle - zatopiłam się w niej bez pamięci. I dopiero ostatnia strona przywróciła mnie do rzeczywistości. Nawet nie wiecie, jak żałowałam, że ta opowieść dobiegła końca. Wzruszenie to coś, czego zdecydowanie możecie się spodziewać. Biorąc pod uwagę te wszystkie zachwyty, chyba wcale was nie zdziwię, gdy powiem, że to jedna z lepszych polskich powieści obyczajowych, jakie miałam okazję kiedykolwiek czytać.

Nina jest konsultantką ślubną i z dużym zaangażowaniem prowadzi własną firmę. Czuje się spełniona zawodowo - robi to, co kocha, ale jednocześnie żyje w ciągłym zabieganiu, pochłonięta pracą i obowiązkami. U jej boku trwa wierny narzeczony. Mateusz coraz częściej zaczyna jednak sugerować, że warto byłoby wziąć ślub. Kobieta marzy o tym wyjątkowym dniu, ale sprawy organizacyjne wyraźnie wzbudzają u niej przerażenie. Nie bez powodu mówi się przecież, że szewc bez butów chodzi... Pracoholizm Niny i dziwne zachowanie Mateusza sprawiają, że nad głowami pary zbierają się czarne chmury. Tymczasem sezon weselny trwa w najlepsze, a na horyzoncie pojawia się dawna miłość Niny. Czy prawdą jest, że jeśli ktoś kocha, to zawsze poczeka?

Bo w codziennym zabieganiu łatwo stracić z oczu to, co najważniejsze...

"Wszystkie nasze dni" to bardzo sprawnie i umiejętnie poprowadzona historia. I choć domyślałam się, w jakim kierunku zmierza fabuła, wciąż czułam nutkę niepewności. W efekcie pędziłam przez kolejne strony z prędkością światła, bo koniecznie chciałam wiedzieć, jak zakończą się miłosne perypetie Niny (i czy będzie upragniony happy end;). Opowieść, którą stworzyła Natalia Sońska nie jest skomplikowana oraz sztucznie udramatyzowana - i w tym cały jej urok. Wszystkie elementy, m.in. postaci, dialogi, opisy, są naturalne i bardzo życiowe. "Wszystkie nasze dni" to urywki z codziennego życia, na które składają się praca, miłość, przyjaźń, sukcesy, porażki, radości i smutki. Nina łatwo wzbudza sympatię czytelnika. Sądzę, że posiada wiele cech charakteru, które możemy dostrzec u siebie. Zresztą sama historia jest bardzo aktualna i doskonale koresponduje z naszymi współczesnymi zmaganiami. Natalia Sońska na przykładzie Niny porusza kwestie dotyczące m.in. szukania swojej ścieżki zawodowej oraz rozwijania kariery, łączenia życia zawodowego i prywatnego, dążenia do znalezienia równowagi między pracą a domem. Nina jest pracoholiczką i dużo serca wkłada w rozwijanie własnej firmy. I choć kocha to, co robi, nie są jej obce wątpliwości, obawy oraz chęć nadmiernej kontroli. Traci na tym jej życie osobiste i druga połówka, która czuje się spychana na margines. A "Wszystkie nasze dni" to również spojrzenie przez lupę na relacje damsko-męskie oraz blaski i cienie życia w związku. Nina i Mateusz muszą zmierzyć się z własnymi oczekiwaniami, ale też zazdrością i prozą codzienności. Z dużym zaangażowaniem śledziłam ich zmagania pełne wzlotów i upadków. I muszę przyznać, że ogromną radość sprawiało mi zaglądanie za kulisy ślubnego biznesu. Natalia Sońska w ciekawy sposób powiązała ten motyw z fabułą.

"Nina zrozumiała, że z pozoru prozaiczne życie, przepełnione pracą, obowiązkami i nierzadko rutyną, było najpiękniejszą bajką"

Książka Natalii Sońskiej ma w sobie magię - mimo trudności, których doświadczają bohaterowie, zachwyca przede wszystkim swoim ciepłym i romantycznym klimatem. Przynosi ze sobą uśmiech, wzruszenie, łyżkę słodyczy i szczyptę goryczy. Natalia Sońska stworzyła opowieść o miłości, przyjaźni i zaufaniu wystawionym na próbę. O blaskach i cieniach wspólnego życia, pięknych marzeniach w zderzeniu z prozą codzienności oraz szukaniu złotego środka między pracą a domem. "Wszystkie nasze dni" to pięknie napisana powieść, która otula wrażliwe serce i rozjaśnia dzień. Właśnie taka odsłona Natalii Sońskiej zachwyca mnie najbardziej. Jestem przekonana, że historia Niny i Mateusza trafi do wielu serc. Serdecznie polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 20 maja 2020
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 328

sobota, maja 23, 2020

#198 "Lista, która zmieniła moje życie" - Olivia Beirne

#198 "Lista, która zmieniła moje życie" - Olivia Beirne
Jaka powinna być dobra komedia romantyczna? Zabawna, ciepła i urocza? Kiedy sięgam po książkę należącą do tego gatunku, właśnie tych trzech elementów oczekuję najbardziej. I znalazłam je w majowej nowości Wydawnictwa Albatros. "Lista, która zmieniła moje życie" to niebanalna historia miłosna utrzymana nieco w klimacie znanej i lubianej Bridget Jones. Książka ta stanowi literacki debiut Olivii Beirne, pisarki mieszkającej w Londynie, autorki powieści, opowiadań i sztuk teatralnych. I co tu dużo mówić, debiut bardzo udany. Ta komedia romantyczna z łatwością skradła moje serce.


Georgia to dwudziestosześcioletnia singielka i asystentka rysowniczki. Kocha wino, programy reality show i siedzenie na kanapie po pracy. Nie znosi sprawdzania swojego konta bankowego, chodzenia na randki oraz aktywności, do których wymagany jest sportowy stanik. Brakuje jej wiary we własne możliwości, nie lubi zmian i nigdy nie podejmuje żadnego ryzyka - w przeciwieństwie do swojej pięknej i odważnej starszej siostry. Pewnego dnia Amy otrzymuje druzgocącą diagnozę lekarską i wie już, że nie zdoła odhaczyć wszystkiego ze swojej "Listy Rzeczy Do Zrobienia Przed Trzydziestką". Prosi więc Georgię o pomoc. Lista staje się początkiem wyjątkowej podróży, również w głąb własnego serca. Georgia ma zaledwie kilka miesięcy, by wykonać wszystkie zadania z listy. Czy będzie na tyle odważna, by dla swojej siostry zaryzykować wszystko? Czy jej życie ulegnie zmianie?

Od Tindera, przez bieganie, skok na spadochronie i jedzenie curry, aż po pieczenie idealnego biszkoptu czyli lista, która zmienia życie...

Olivia Beirne miała fantastyczny pomysł na fabułę. Co prawda motyw listy z zadaniami do wykonania ostatnio dość często pojawia się w literaturze, ale sądzę, że autorka umiejętnie wykorzystała jego potencjał. Wybór narracji pierwszoosobowej okazał się strzałem w dziesiątkę - czytelnik z łatwością daje się porwać w przezabawny i szczery świat wewnętrzny głównej bohaterki. Jej przemyślenia wywoływały na mojej twarzy uśmiech. Często chichotałam jak szalona. Zresztą trudno się temu dziwić - powieść Olivii Beirne ma w sobie ogromne pokłady dobrego humoru i pozytywnej energii. Autorka stworzyła zabawne dialogi i monologi, a także wiele śmiesznych sytuacji. "Lista, która zmieniła moje życie" bardzo dobrze spełnia zatem swoją komediową i rozrywkową funkcję. Co ważne, jest przy tym ciepła, urocza i inspirująca. Główna bohaterka przypomina nieco młodszą i współczesną wersję Bridget Jones albo Lou Clark z serii książek Jojo Moyes. Podobnie jak one, często ma pecha i pakuje się w kłopoty, brakuje jej pewności siebie, bywa roztrzepana i mówi szybciej niż myśli ;) Jednocześnie próbuje znaleźć swoje miejsce w świecie, co wcale nie jest takie proste. Georgia wzbudza sympatię już od pierwszych stron, co sprawia, że czytelnik śledzi jej perypetie z zapartym tchem i dużym emocjonalnym zaangażowaniem. Olivia Beirne wykreowała również barwne postaci drugoplanowe, które idealnie dopełniają i urozmaicają fabułę.

Wszyscy mamy plany i marzenia na przyszłość. Ale czy mamy też wystarczającą ilość czasu...?

"Lista, która zmieniła moje życie" nie jest jedynie uroczym romansem, w który czytelnik wsiąka jak gąbka. Autorka znalazła złoty środek między lekkim, beztroskim i zabawnym klimatem a nieco poważniejszą tematyką. Dzięki temu "Lista, która zmieniła moje życie" ma czytelnikom do zaoferowania znacznie więcej. Z pozoru lekka i banalna historia skrywa w sobie wiele wartościowych treści dotyczących m.in. choroby, lęku, niepełnosprawności, rodzinnego wsparcia i siostrzanej miłości. Olivia Beirne stworzyła inspirującą opowieść o pokonywaniu słabości i odkrywaniu w sobie wewnętrznej siły oraz o odważnym opuszczaniu strefy komfortu i korzystaniu z życiowych możliwość. Georgia odbywa na kartach książki wyjątkową podróż - dojrzewa i uczy się, jak żyć naprawdę. Autorka pięknie ukazała siłę siostrzanej więzi w obliczu choroby i smutku. Powieść Olivii Beirne pokazuje, jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dla tych, których kochamy.

"Czasami życie wywraca się do góry nogami, a ty po prostu musisz iść naprzód"

"Lista, która zmieniła moje życie" to błyskotliwa i przewrotna mieszanka romansu, śmiechu oraz wzruszeń - wszystko doskonale wyważone. Olivia Beirne podarowała czytelnikom słodko-gorzką opowieść o miłości, nadziei i odważnym stawianiu czoła przeciwnościom losu. Ta komedia romantyczna zdecydowanie zasługuje na słowa uznania. Jedna z zabawniejszych, jakie ostatnio miałam okazję czytać. Jeżeli szukacie czegoś naprawdę dobrego, sięgnijcie po książkę Olivii Beirne. Bawiłam się doskonale. Czytanie takich komedii romantycznych to prawdziwa przyjemność. Polecam.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros.


Tytuł oryginalny: The List That Changed My Life
Tłumaczenie: Xenia Wiśniewska
Data wydania: 20 maja 2020
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Mała Czarna
Liczba stron: 352

czwartek, maja 21, 2020

#197 "Pudło. Opowieści z polskich więzień" - Nina Olszewska

#197 "Pudło. Opowieści z polskich więzień" - Nina Olszewska
Budynek z wysokim murem otoczony drutem kolczastym. W środku labirynt zakratowanych korytarzy i cele, w których toczy się życie, zupełnie inne niż to, które znamy na co dzień. W Polsce znajduje się około 120 zakładów karnych i aresztów śledczych. W ich murach czas niejako zatrzymał się dla około 71 000 osadzonych. Ich świat skurczył się do niewielkich rozmiarów, na kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. Podobno część więźniów po odbyciu wyroku, wkrótce wraca do więzienia. Czy trudno wyjść na prostą? Jak wygląda więzienna codzienność? Jak funkcjonuje i co czuje człowiek, który żyje w warunkach ograniczonej wolności?


Dla wielu osób więzienia są jak białe plamy na mapie - wiemy, że istnieją, ale zwykle nie zagłębiamy się w szczegóły. Często przechowujemy w głowach zupełnie nierealny obraz tego miejsca - tworzymy go na podstawie filmów, plotek oraz prasowych doniesień. Reportaż Niny Olszewskiej odkrywa przed nami prawdziwe, ale przede wszystkim ludzkie oblicze polskiego więziennictwa. Autorka, oddając głos osadzonym, stworzyła szczery i poruszający portret odsiadki z perspektywy więźniów. "Pudło. Opowieści z polskich więzień" to przemyślany i bardzo dobrze napisany reportaż, który poszerza horyzonty, skłania do refleksji i nie pozostawia czytelnika obojętnym. I pomyśleć tylko, że mamy w rękach debiut literacki. Nina Olszewska jest córką funkcjonariusza więziennego i sądzę, że ten fakt przemawia na korzyść publikacji - już od pierwszych stron czuć wyraźnie, że autorka wykonała doskonałą pracę.

- Najpierw przechodzi się przez bramę, która strasznie trzeszczy. To trzeszczenie zapamiętuje się do końca życia - mówi Robert. Adam, z zawodu introligator, w więzieniu jest bibliotekarzem. Marcin twierdzi, że w więzieniu trzeba przywdziać maskę twardziela, bo najsłabsze ogniwa są szybko wyłapywane. Krystian chce zrobić maturę, potem studia, pracować w Monarze i pomagać uzależnionym. Tomkowi w 2013 roku urodził się syn - w tym samym roku trafił do więzienia. Jerzy pierwszą noc po wyjściu z więzienia spędził na klatce schodowej.

Książka Niny Olszewskiej zwraca uwagę swoją ciekawą konstrukcją - każdy rozdział rozpoczyna się innym paragrafem kodeksu - mamy zatem konfrontację strony formalnej i oficjalnej z prawdziwą więzienną rzeczywistością. Czytając "Pudło" możemy dowiedzieć się, jak wyglądają warunki mieszkalne w więzieniu (m.in. liczebność cel, wyposażenie), dostęp do opieki zdrowotnej, kwestie żywieniowe i finansowe. Przeczytamy, jak wyglądają widzenia oraz praca w więzieniu (czasami również poza zakładem karnym), a także jak kształtują się relacje między współwięźniami a funkcjonariuszami służby więziennej, psychologami i wychowawcami. Autorka, odwiedzając wiele zakładów karnych, zadbała o różnorodność i odpowiedni dobór rozmówców. Są wśród nich więźniowie starsi i młodsi, tacy którzy siedzą pierwszy raz i tacy, którzy do więzienia trafili już kolejny raz. Są kawalerowie, a także mężowie i ojcowie. Historia każdego z nich jest inna, podobnie jak światopogląd, stosunek do odbywanej kary i oczekiwania względem kolejnych lat. Osadzeni dzielą się z autorką swoimi przemyśleniami, wspomnieniami i planami na przyszłość. Opowiadają o etapach wchodzenia w więzienną rzeczywistość, swojej rodzinie, trudnych emocjach, wierze, wadach i zaletach systemu. To bardzo intymne i życiowe opowieści, które pozwalają spojrzeć na więźniów z bardziej ludzkiej, a nie przedmiotowej i stereotypowej strony. Co ważne Nina Olszewska nie ocenia, nie ingeruje w wypowiedzi i nie narzuca swojego zdania, lecz uważnie słucha, z wrażliwością i taktem. Sądzę, że to bardzo istotny aspekt publikacji. "Pudło" nie koncentruje się na wyrokach (w większości nie zostają one ujawnione w tekście), lecz na człowieku. W tej opowieści jest sporo miejsca na emocje, przeżycia i refleksje. Autorka nie stworzyła kroniki kryminalnej, która szokuje swoimi sztucznie wykreowanymi sensacyjnymi smaczkami. "Pudło" to obraz realny, bez straszenia, dramatyzmu i niepotrzebnych upiększeń. Doskonale pokazuje, jak skomplikowany bywa człowiek oraz jego życiowe ścieżki. Niektóre opisy wywołują dysonans i ambiwalentne uczucia - bo zdajemy sobie sprawę, że wśród rozmówców są też mordercy. Cenię książki, które odsłaniają kulisy mniej znanego nam świata, podejmują trudną tematykę i poszerzają horyzonty. "Pudło" właśnie takie jest. Zostaje w naszej głowie długo po przeczytaniu ostatniej strony.

"Duże męskie ręce skręcają kwiaty z bibuły. Dziergają ośmiorniczki z włóczki. Zbijają karmniki dla ptaków. Cuda robią te ręce, w których wcześniej był nóż czy siekiera"

"Pudło. Opowieści z polskich więzień" to publikacja, która pokazuje, że nasze życie nie jest czarno-białe - ma w sobie wiele odcieni szarości. Nina Olszewska skruszyła mur i rzuciła światło na człowieka, a nie jedynie na więźnia. Z wielu różnych historii utkała spójny tekst, który zabiera czytelników w trudną i poruszającą podróż. Ten reportaż bez dwóch zdań daje do myślenia. Stanowi kawałek rzetelnej, mądrej i dojrzałej literatury faktu, który czyta się jednym tchem. Na koniec warto wspomnieć o fantastycznych zdjęciach Piotra Kochańskiego, które możemy znaleźć w książce - doskonałe dopełnienie tekstu. Seria reporterska Wydawnictwa Poznańskiego reklamowana jest jako "rzeczywistość, która wciąga bardziej niż fikcja" - i dokładnie tak jest w przypadku "Pudła" Niny Olszewskiej. Czytajcie, serdecznie polecam.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskie.


Data wydania: 20 maja 2020
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 248

wtorek, maja 19, 2020

#196 "Faworyty" - Manuela Gretkowska

#196 "Faworyty" - Manuela Gretkowska
Manuela Gretkowska, polska pisarka, felietonistka, scenarzystka filmowa i działaczka społeczna, w swojej nowej książce zabiera czytelników w podróż do XVIII-wiecznej Warszawy na dwór Stanisława Augusta Poniatowskiego, ukazując niejako schyłek samodzielnej Polski przez pryzmat królewskiej alkowy. Wydawać by się mogło, że główne role w tej śmiałej obyczajowo powieści odgrywają król i jego trzy metresy - Elisabeth Lubomirska i Izabela Czartoryska - kuzynki Poniatowskiego, oraz Magdalena Sapieha, która urodziła mu córkę. W rzeczywistości jednak pierwsze skrzypce grają w niej miłość, seks i władza.

"Bo królewska metresa nie nosi oficjalnego tytułu. Przebija wszystkie szykiem i urodą"



Pewna siebie, inteligentna i najbardziej doświadczona Elisabeth. Czuła, melancholijna i smutna Magdalena. Młoda i naiwna Izabela. Każda z nich potrafiła owinąć sobie króla wokół palca, wykorzystując przywileje królewskiej faworyty. Bo bycie metresą władcy oznaczało kuszący awans w towarzyskiej hierarchii. Lubomirska, Czartoryska oraz Sapieha miały mężów - uważano, że dla nich to też nobilitacja - mogli przecież nadać swoje nazwisko ewentualnemu królewskiemu potomkowi. O romansach i sypialnianych ekscesach Poniatowskiego do dziś krążą legendy. Ówczesne czasy zapisały się zresztą w historii jako nadzwyczaj swawolne i odważne obyczajowo. Z książki Gretkowskiej wyłania się obraz króla "Antosia" - natchnionego kochanka i uczestnika wyuzdanych biesiad, a jednocześnie słabego i nieudolnego polityka zapatrzonego w Rosję i ukochaną carycę. Podobno miał temperament, ale był też bardzo niestały w uczuciach. Nie wszystkie jego kochanki z wysoko podniesionym czołem znosiły odsunięcie od łoża. W takiej atmosferze nie sposób było uniknąć konfliktów. "Faworyty" to również szokujący urywek dworskiego życia pełnego intryg i walki o wpływy. Ziołowe kąpiele, które chroniły rzekomo przed chorobą francuską, odrażający fetor unoszący się w powietrzu, którego źródłem była ogromna góra miejskich nieczystości zwana Górą Gnojną, usta pomalowane szminką zawierającą rtęć i ogromne źrenice zakropione belladonną, białe peruki i białe twarze przyozdobione tonami pudru czyli najbardziej obrzydliwe oblicze społeczeństwa żyjącego w osiemnastowiecznej Warszawie - wizja moralnego upadku, braku higieny, nierówności społecznych i umiłowania władzy. To wszystko znajdziemy właśnie w książce Gretkowskiej. Jest dużo seksu i... jeszcze więcej seksu. Magnackie piekiełko na wyciągnięcie ręki. I chyba nic dziwnego, że nasza Rzeczpospolita dokonała wtedy żywota - takie myśli przychodzą do głowy podczas lektury "Faworyt". 

Sypialniane igraszki króla Antosia i wielka polityka w tle

Przyznam szczerze, że decydując się na recenzowanie tej książki, nie miałam pojęcia kim jest Manuela Gretkowska. Nigdy wcześniej w moich rękach nie znalazła się żadna publikacja autorki. Gdybym wiedziała z jakiego stylu pisania słynie, mogłabym chociaż psychicznie przygotować się na to, co czekało na mnie w "Faworytach" ;) Bardzo lubię historię i zazwyczaj czytanie o codziennym, prywatnym życiu władców wzbudza moje zwiększone zainteresowanie. Wybór "Faworyt" wydawał się zatem słusznym krokiem. Ale książka Manueli Gretkowskiej nie jest zwykłą powieścią historyczną. To szokująca, odważna, często wręcz wulgarna i obsceniczna proza, która może niejednego czytelnika wprawić w zakłopotanie. Czy taki właśnie jest jej cel? Tego nie wiem, ale z pewnością "Faworyty" będą wyzwaniem dla bardziej wrażliwych miłośników książek. Dla mnie były, głównie za sprawą języka, którego nie spotyka się w literaturze na co dzień. Przedzierając się jednak przez gąszcz słów, których cytować tutaj nie wypada, dotarłam do prozy intrygującej i błyskotliwej. "Faworyty" wzbudziły u mnie dość ambiwalentne uczucia. Ignorując duży erotyczny ładunek i bezpruderyjne opisy, z łatwością dałam się porwać opowieści o trzech kobietach, dla których grube warstwy białego pudru na twarzy stanowiły maskę - szczęścia, spełnienia i pewności siebie. Tymczasem w środku często bywały egzaltowane i zagubione, albo jak Lubomirska - do bólu pragmatyczne. Czego szukały w królewskim łożu? Władzy, czułości, przyjemności, akceptacji? "Faworyty" to miłosne uniesienia i bolesne rozczarowania - walka nie na noże i słowa, lecz na spryt i wdzięki. Jest zazdrość, seks, biesiady, orgie, kłótnie i dworskie intrygi. A wszystko to w cieniu polityki i państwa zmierzającego do upadku. I jedno muszę Gretkowskiej przyznać - bardzo dobrze oddała w książce lekkość osiemnastowiecznych obyczajów i odsłoniła bez litości najgorsze wady ówczesnego społeczeństwa m.in. brak higieny i umiłowanie życiowych uciech. "Faworyty" wymykają się z ram - szokują, intrygują, czasami obrzydzają, a czasami zachwycają. Gretkowska zderza ze sobą niewinność i grzeczność, piękno i brzydotę, sacrum i profanum. Momentami opowieść staje się groteskowa i satyryczna jak jej bohaterowie uwikłani w erotyczny teatr pozorów. Prawdziwa jazda bez trzymanki, bez żadnych zahamowań i zażenowania.

"Faworyty" to mocna i pikantna powieść pokazująca, jak niewiele dzieli człowieka od upadku. Autorka stworzyła opowieść o pogoni za władzą, bogactwem i pozycją społeczną, które odbierają rozum i serce. O przekraczaniu moralnych granic, utracie kontroli i ludzkich popędach. O kobiecym zagubieniu i życiu pozorami w sztucznie wykreowanym świecie. Książka Gretkowskiej nie jest dla każdego - jednych zachwyci, innych zniesmaczy. Ale bez dwóch zdań "Faworyty" stanowią barwną historyczną podróż w czasie oraz interesujący portret dworskiej polityki okraszony smaczkami z królewskiej alkowy. Dla mnie nowe literackie doświadczenie. Warto przekonać się samemu.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.
 


Data wydania: 20 maja 2020
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 320
Copyright © kate in bookland , Blogger