środa, stycznia 27, 2021

#307 "Moje życie pełne cudów" - Zuzana Růžičková i Wendy Holden

#307 "Moje życie pełne cudów" - Zuzana Růžičková i Wendy Holden

"Johannowi Sebastianowi Bachowi, którego muzyka przypomina nam, że istnieje jeszcze piękno w świecie" - tak zadedykowała swoją książkę Zuzana Růžičková, światowej sławy czeska klawesynistka oraz interpretatorka muzyki klasycznej i barokowej. Jej życie zostało naznaczone nie tylko pasją i muzycznym talentem, ale też wojenną traumą i komunistycznym reżimem. Gdy w 1945 roku powróciła do kraju i rodzinnego Pilzna, uświadomiła sobie boleśnie, że jej dawne życie przestało istnieć. Straciła niemal wszystko, ale właśnie wtedy to muzyka po raz kolejny ją ocaliła. Jak sama twierdzi, "muzyka była dla mnie przejawem wrażliwości - wrażliwości, którą niemal zatraciłam, a w odbudowanie jej włożyłam bardzo ciężką pracę. Muzyka była moim głosem protestu. Bach pomógł mi przetrwać wszelkie życiowe znoje. Zawdzięczam mu życie. Bach niesie ład pośród chaosu. To piękno rozpraszające brzydotę". W cieniu traumatycznych wspomnień z pobytu w trzech obozach koncentracyjnych i obozie pracy przymusowej Zuzana próbowała wrócić do normalności. Nagrała ponad sto albumów, koncertowała na całym świecie i została cenioną wykładowczynią Akademii Praskiej. Zmarła w 2017 roku w wieku dziewięćdziesięciu lat. Dzięki jej współpracy z Wendy Holden, brytyjską pisarką, dziennikarką i korespondentką wojenną, na księgarskie półki trafiła książka "Moje życie pełne cudów" ("One Hundred Miracles") - biograficzna opowieść o muzyce, miłości i przetrwaniu upamiętnieniająca niezwykłą życiową drogę Zuzany. Wendy Holden, na podstawie wywiadów, wspomnień i archiwalnych dokumentów, a także wielogodzinnych rozmów z bohaterką, krewnymi, przyjaciółmi i muzykami, stworzyła poruszającą i skrupulatną biografię, a tym samym spełniła ostatnie życzenie Zuzany, która pragnęła przekazać światu, że nawet w obliczu ogromnego cierpienia i przeciwności losu, można wieść dobre życie - uleczyły ją muzyka oraz miłość męża i matki.

Wojna czyli brutalnie przerwane dzieciństwo i mały skrawek papieru z ulubionym fragmentem utworu Bacha, który stał się talizmanem...

Książka "Moje życie pełne cudów" charakteryzuje się spokojną, zrównoważoną i autentyczną narracją w klimacie literatury faktu - bez sztucznie podkręcanego dramatyzmu i grania na emocjach czytelnika, co jest dość często spotykane w przypadku beletrystycznych opowieści z czasów wojny. Widać wyraźnie, że Wendy Holden wykonała solidną pracę. "Moje życie pełne cudów" to bardzo dobrze napisana pod względem literackim książka, ale jednocześnie nie odbiegająca od swojej biograficznej formy. Istotny jest sposób narracji - pierwszoosobowy - Wendy Holden oddaje głos samej Zuzanie i to właśnie ona przemawia do czytelnika. Całość nabiera dzięki temu bardziej osobistego i intymnego wymiaru. Choć okładka sugeruje, że wiodącym motywem opowieści są przeżycia wojenne Zuzany, w rzeczywistości ta publikacja ma znacznie szerszy i pełniejszy kontekst, w równym stopniu koncentrując się również na dzieciństwie bohaterki i okresie powojennym spędzonym w Czechosłowacji. Fragmenty poświęcone karierze muzycznej oraz zwykłym codziennym zmaganiom w komunistycznym kraju, jakim po zakończeniu II wojny światowej stała się Czechosłowacja, okazały się bardzo interesujące - sądzę, że ta część przypadnie do gustu miłośnikom historii. We wspomnieniach Zuzany pojawiają się ważne wydarzenia takie jak Praska Wiosna oraz interwencja wojsk Układu Warszawskiego z 1968 roku, a także codzienność - skomplikowana mieszanka rozczarowania, złości i rezygnacji oraz nadziei i walki o lepszą przyszłość. Przewracając kolejne strony, widzimy, jak wiele siły musiała znaleźć w sobie Zuzana, by móc kontynuować realizację muzycznych marzeń, często balansując na granicy koniecznych ustępstw wobec reżimu, a pozostawaniu wierną wyznawanym wartościom i ideałom. Wendy Holden odchodzi w książce od typowego, chronologiczego układu treści - przeplata poszczególne linie czasowe, co dobrze oddaje charakter życia Zuzany przed i po traumatycznych wojennych przejściach. 

"Zuzana pokazała nam, że pomimo wojny, Holocaustu i totalitaryzmu komunistycznego człowiek może przeżyć życie w poczuciu zadowolenia i spełnienia"

"Moje życie pełne cudów" to głębokie i poruszające świadectwo skomplikowanych ludzkich losów - cierpienia, krzywdy i strat, ale też nadziei, miłości, wiary i wewnętrznej siły. Piękną i znaczącą rolę w życiu Zuzany odegrała muzyka. Wspaniale poznać historię talentu i pasji, które mają nawet moc ocalenia - dodają siły i odwagi w najtrudniejszych momentach. Zuzana jest przykładem kobiety, która dzięki muzyce nieustannie się odradzała  - podnosiła z kolan po najbardziej druzgocących życiowych ciosach. Jej inspirująca historia to nie tylko głos ocalonej z Holocaustu, ale też obraz tragizmu i krzywdy, który poprzez sztukę przekształcił się w dzieło zwycięstwa i odwagi. We wspomnieniach Zuzany obecne są wszystkie emocje, często również te najtrudniejsze. Bo "Moje życie pełne cudów" to nie tylko biografia, ale też wzruszająca podróż przez zakamarki serca i pamięci. Tożsamość, rodzinne dziedzictwo, zderzenie nienawiści z bezinteresownym dobrem, poświęcenie, wiara, miłość, przebaczenie, strata - to wszystko i znacznie więcej znajdziemy na kartach książki.

"Nie szukam zemsty, nie czuję nienawiści, bo one ranią głównie tego, kto nienawidzi"

Wendy Holden podarowała nam prawdziwą opowieść o miłości, nadziei, muzyce i przetrwaniu. O wojennej gehennie, ocaleniu i próbie odbudowy utraconego życia. O poczuciu winy, które towarzyszy ocalonym, wewnętrznym świetle, talencie i marzeniach, których nie były w stanie zniszczyć nawet nienawiść i zło. Książka Zuzany Růžičkovej i Wendy Holden za sprawą swojej wrażliwości i muzycznych motywów przemówiła do mojego serca. To wartościowy przykład literatury faktu oraz złożonej i inspirującej ludzkiej historii, którą warto poznać. Nie chciałam zdradzać wam żadnych szczegółów z życia Zuzany - najlepiej wsłuchać się w jej głos i odkryć je samemu. Serdecznie polecam.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont.



Tytuł oryginalny: One Hundred Miracles
Tłumaczenie: Ewa Borówka
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Data wydania: 13 stycznia 2020
Liczba stron: 400


poniedziałek, stycznia 25, 2021

#306 "Stoicyzm uliczny" - Marcin Fabjański /przedpremierowo/

#306 "Stoicyzm uliczny" - Marcin Fabjański /przedpremierowo/

Dla niektórych z nas filozofia to śmiertelnie nudna i nieatrakcyjna dyscyplina naukowa pasująca znacznie bardziej do akademickich murów niż zwykłego codziennego życia. Kojarzy się ona przede wszystkim z wiedzą teoretyczną i w powszechnym przekonaniu jawi się jako zbiór abstrakcyjnych pojęć i przemyśleń, które przeciętnemu śmiertelnikowi trudno zrozumieć, a co dopiero wykorzystać w praktyce. Ale czy rzeczywiście tak właśnie jest? A może filozofia ma znaczenie bardziej pragmatyczny wymiar? Może korzystamy z niej na co dzień nawet o tym nie wiedząc? W zeszłym roku na księgarskie półki trafiła książka "Uwolnij się! Dobre życie według siedmiu filozofów-terapeutów" Marcina Fabjańskiego, założyciela szkoły filozoficznej we Włoszech. Autor przedstawia w niej filozofię w terapeutycznym ujęciu, udowadniając, że nauka ta może być cennym narzędziem służącym poprawie naszego funkcjonowania. Jeżeli zachwyciła was ta publikacja i macie ochotę na więcej, z pewnością ucieszy was wiadomość o kolejnej książce Fabjańskiego. "Stoicyzm uliczny" to drugie i odświeżone wydanie poradnika z 2010 roku. Tym razem autor zabiera nas w podróż do świata stoików nazywanych "najskuteczniejszymi lekarzami ludzkich dusz" i pokazuje, jak, korzystając z ich filozoficznego dorobku, oswoić myśli, przestać się bać i odnaleźć dzięki temu receptę na szczęście.

I znowu nie mogę spać - nocna gonitwa myśli to mój dobry przyjaciel. Reprymenda od szefa, rodzinna kłótnia, oddalająca się wizja awansu, ciągły pośpiech i natłok obowiązków. I jeszcze ten ból głowy. Pewnie jutro stanie się coś złego - to nieuniknione. Druga w nocy i na pewno już nie zasnę... - brzmi znajomo? Nasze życie często przypomina ciągłą walkę z przeciwnościami. I choć nie mamy całkowitej kontroli nad tym, co nam się przytrafia, to od nas zależy, w jaki sposób reagujmy na życiowe sytuacje. Mówi się, że myślenie ma ogromną moc - potrafi przynieść nam spokój i szczęście lub destrukcję i cierpienie. Trudno się z tym nie zgodzić. Wierzę, że od sposobu, w jaki myślimy o wydarzeniach, innych ludziach i o nas samych, w dużym stopniu zależy nasza wewnętrzna równowaga. Wielu z nas nosi jednak w głowie krytyka - zamartwiamy się w nieskończoność, wyolbrzymiamy porażki, akcentujemy wady i złe strony, a tym samym unieszczęśliwiamy się jeszcze bardziej. Gdy spotykają nas trudności i przykre sytuacje, autodestrukcyjne myśli tylko pogarszają nasz nastrój. Jak zatem świadomie kreować sposób myślenia? Jak zapanować nad bałaganem w głowie i wykorzystać myśli na naszą korzyść? I tutaj właśnie według Marcina Fabjańskiego przyda się filozofia.

"Jeśli ta książka zachęci kogoś do lektury dzieł stoików - spełni swoją rolę. Bo samo ich czytanie pomaga żyć"

"Stoicyzm uliczny" to wprowadzenie do stoickiej filozofii w praktyce - czterdzieści pięć typowych życiowych sytuacji, w których według autora "cierpimy bardziej niż trzeba, bo poddajemy się tyranii niezdrowych myśli" (np. odrzucone zaloty, w przedziale z obcymi, korek, strata pieniędzy, zepsuta winda, u cioci na imieninach). Każda z nich opatrzona jest cytatem jednego ze stoików - Seneki, Marka Aureliusza lub Epikteta - a także krótkim objaśnieniem oraz wskazówkami autora na "oswojenie sytuacji". Dodatkowo na końcu książki znajdziemy rozdział zatytułowany "Wprowadzenie do stoicyzmu dla zaawansowanych". Choć autor nakreśla nam w pewnym stopniu założenia stoicyzmu, warto wiedzieć, że całość ma bardzo praktyczny wymiar. Ta publikacja nie jest podręcznikiem stoicyzmu, lecz poradnikiem - opisane zostały w niej techniki, których stosowanie w codziennym życiu sprzyja budowaniu stoickiej postawy. Lekko, trafnie i z humorem - tak właśnie określiłabym pióro autora (jego cięty dowcip i przenikliwe spostrzeżenia dotyczące ludzkiej natury nieraz wywołały na mojej twarzy uśmiech:). Książka ma przejrzystą strukturę, a kolejne rozdziały czyta się ekspresowo (i chyba nawet trochę żałuję, że nie są one nieco bardziej rozwinięte pod względem treści). Przypadł mi do gustu szczególnie przystępny i nowoczesny sposób powiązania codziennych stresujących sytuacji ze stoicką filozofią. "Stoicyzm uliczny" pozwala spojrzeć na zwykłe życie z nieco odmiennego punktu widzenia, co z kolei skłania do refleksji nad naszą postawą i sposobem myślenia. I sądzę, że to właśnie zwrócenie uwagi na moc myślenia stanowi największą zaletę tej publikacji. Zachęca ona do dalszych refleksji i wprowadzenia zmian służących poprawie jakości życia psychicznego. A to wszystko w duchu stoicyzmu :) Może i nie wszystkie interpretacje przekonały mnie do siebie, ale w pełni zgadzam się z głównym przekazem książki - pozytywne myślenie i nastawienie do życia, akceptacja, wewnętrzny spokój, harmonia, prostota i uważność to elementy, które są w stanie uwolnić nas od lęku i frustracji oraz przynieść nam szczęście. Warto popracować nad sposobem reagowania na życiowe wydarzenia, a stoicyzm wydaje się całkiem trafionym pomysłem.

"Stoicyzm uliczny" to ciekawa propozycja czytelnicza dla miłośników filozofii, osób interesujących się refleksyjną stroną życia i wszystkich tych, którzy chcieliby nauczyć się "oswajać myśli" w trudnych codziennych sytuacjach. To również dobra książka na obecne, niełatwe czasy - miesiące zmartwień, smutku, niepewności i rozdrażnienia. Jeżeli zastanawiacie się, czy filozofia może być przydatna w praktycznym życiu, "Stoicyzm uliczny" dostarczy wam odpowiedzi. I może nawet ktoś z was zostanie współczesnym stoikiem :)




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.



Data wydania: 10 lutego 2021
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 272 (egzemplarz recenzencki) 

niedziela, stycznia 24, 2021

Książkowe nowości - luty 2021

Książkowe nowości - luty 2021

Dziś zapraszam was na subiektywny przegląd lutowych nowości wydawniczych. Na horyzoncie widać sporo interesujących zapowiedzi, szczególnie z kategorii literatury faktu. Jesteście ciekawi? No to zaczynamy :)

Literatura faktu

"Życie na naszej planecie. Moja historia, wasza przyszłość" - David Attenborough, Wydawnictwo Poznańskie, premiera 10 lutego.

"David Attenborough to najsłynniejszy przyrodnik świata, legendarny dokumentalista i jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów w telewizji. Swoją karierę rozpoczynał wraz z narodzinami brytyjskiej stacji BBC. Dzięki jego programom mogliśmy dotrzeć w najdalsze zakątki na Ziemi, dotąd nieodkryte przez człowieka; poznać zwierzęta, których nigdy byśmy nie spotkali. Świat, w którym żyjemy, zmienił się nie do poznania na jego oczach. Był świadkiem tego, jak człowiek niszczy swój dom. Postępująca zagłada bioróżnorodności planety jest prawdziwą tragedią naszych czasów, a jej dowody są wszędzie. Możemy to zmienić, jeśli zaczniemy działać teraz. David Attenborough jest właściwą osobą, która może wskazać nam drogę" (źródło: opis wydawcy)

"Szwajcaria. Podróż przez raj wymyślony" - Agnieszka Kamińska, Wydawnictwo Poznańskie, premiera 10 lutego.

"Etykieta światowej prymuski przylgnęła do Szwajcarii niczym przekonanie, że po alpejskich łąkach naprawdę hasają fioletowe krowy. Tu bez obaw można zostawić na ulicy niezapięty rower czy napić się wody prosto z ulicznej fontanny. Kiedyś „szwajcarskość” reklamowała produkty wysokiej jakości, dziś to zbiór walorów, takich jak punktualność, innowacyjność czy bezpieczeństwo. Ilość pozytywnych skojarzeń, jakie budzi Szwajcaria, nie dziwi, lecz warto je zweryfikować. Autorka przemierza alpejskie szlaki, trasy kolejowe oraz wybrukowane uliczki helweckich miast. Odkrywa przed nami ten raj wymyślony; państwo, którego nie ma, choć według legendy zaczęło się… na łące" (źródło: opis wydawcy)

"I (nie) żyli długo i szczęśliwie. Najgorsze rozstania w historii" - Jennifer Wright, Wydawnictwo Poznańskie, premiera 10 lutego.

"Jeśli właśnie ocierasz łzy po rozstaniu i siedzisz w rozciągniętym dresie na kanapie z pudełkiem lodów/piwem w ręku, pamiętaj, że mogło być gorzej. Nie ucinasz głowy swojemu/swojej eks, nie kastrujesz przypadkowych ludzi, nie zaczynasz nowego życia z lalką erotyczną, nie zamykasz nikogo w lodowym pałacu. W przeciwieństwie do wielu bohaterów tej książki. Jennifer Wright, autorka bestsellera Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości, tym razem prowadzi nas przez historie najgorszych związków i rozstań. Bohaterowie tej książki naprawdę nie żyli długo i szczęśliwie" (źródło: opis wydawcy)

"Pogranicze wszystkiego. Podróże po Wołyniu" - Natalia Bryżko-Zapór, Wydawnictwo Czarne, premiera 3 lutego.

"Wyjazdy zarobkowe na Zachód – legalne i nielegalne – to codzienność mieszkańców Wołynia. Z ich punktu widzenia wymarzonym Zachodem jest Polska, tymczasem Polacy mają z Wołyniem przede wszystkim ponure skojarzenia. A przecież od tragicznych wydarzeń minęło już ponad siedemdziesiąt lat, narodziły się kolejne pokolenia i – mówiąc najzupełniej banalnie – życie toczy się dalej. Życie, o którym wiemy zdecydowanie za mało. Natalia Bryżko-Zapór prowadzi nas więc przez Wołyń dzisiejszy i przeszły. Wołyń arian i współczesnych protestantów, Wołyń przemytników papierosów i emigrantów, Wołyń żyjący w cieniu Donbasu i krwawej historii, Wołyń urzekających  krajobrazów i lasów zdewastowanych przez rabusiów bursztynu, Wołyń Ukraińców, Żydów i Polaków. Wreszcie Wołyń przedwiecznych bogów, boginek i upiorów. Pogranicze wszystkiego to przewodnik po krainie położonej tuż za miedzą, na ukraińskim brzegu Bugu, żyjącej własnym życiem i poszukującej, trochę po omacku, nowej tożsamości" (źródło: opis wydawcy)

"Miła robótka" - Ewa Stusińska, Wydawnictwo Czarne, premiera 10 lutego.

"Gdy z początkiem lat dziewięćdziesiątych szeroko otwarły się w Polsce wrota kapitalizmu, do szarej rzeczywistości wdarła się zachodnia frywolność i kolorowa obietnica seksualnego spełnienia. Zniknęła cenzura, lecz nikt nie wyjaśnił, co wolno, a czego nie wypada, ani gdzie przebiega granica między erotyką a pornografią. VHS-y, sekstelefony, erotyczne anonse. Pornoimperia i pierwsze sex-shopy. Choć nowych form przeżywania seksualności pojawiło się wiele, doświadczenie całego pokolenia nie wystarczyło, by filmy, zdjęcia i literatura porno stały się jawną częścią polskiej kultury. Zabrakło odwagi, byśmy jako społeczeństwo przyznali, że pornografia jest elementem naszego życia. A jednak bawiliśmy się dobrze. Miła robótka Ewy Stusińskiej to nietuzinkowa kronika czasów przełomu. Czasów, gdy pod ladą każdej wypożyczalni ukrywano segregator pełen wytartych okładek filmów porno, w słuchawce po wykręceniu 0-700 kusiły ponętne głosy, w domach kultury przy ptysiu i paluszkach organizowano pokazy erotyków, a pozornie niewinne „pani pozna pana” wyczytane w dziale ogłoszeń było zaproszeniem do eksploracji nowych obszarów seksualnej wolności" (źródło: opis wydawcy)

"Łukaszenka. Niedoszły car Rosji" - Małgorzata Nocuń i Andrzej Brzeziecki, Wydawnictwo Czarne, premiera 17 lutego.

"Autorzy przedstawiają biografię „białoruskiego cara” – od biednego wiejskiego chłopca, który pnie się po szczeblach politycznej kariery, do prezydenta, który po dwudziestu pięciu latach urzędowania słyszy od tłumu na ulicach Mińska: „Odejdź!”. Skrupulatnie analizują także relacje Białorusi z Rosją i z Polską, opowiadają o Galinie Rodionowej – żonie Łukaszenki, od lat żyjącej w wiosce, do której nikt nie ma dostępu, i przyglądają się białoruskiemu społeczeństwu – pełnemu sprzeczności, ale też energii pchającej je do zmiany, która kiedyś wydawała się niemożliwa" (źródło: opis wydawcy)

"Amerykańskie lato. Depesze z ulic Chicago" - Alex Kotlowitz, Wydawnictwo Czarne, premiera 24 lutego.

"Dziennikarz Alex Kotlowitz postanowił opisać chicagowskie lato 2013 roku. Chociaż jak na tamtejsze standardy był to okres stosunkowo spokojny, statystyki i tak przerażają: od kul zginęły sto siedemdziesiąt dwie osoby, a niemal siedmiokrotnie więcej zostało rannych. Do większości aktów przemocy doszło w biednych częściach miasta, bo to właśnie tam, wśród opuszczonych i zrozpaczonych, agresja wydaje się jedyną strategią przetrwania. Kotlowitz opowiada historię epidemii przemocy i równie wielkiej epidemii strachu. Rozmawia z młodymi członkami gangów, byłymi więźniami, policjantami, aktywistami i matkami w żałobie. Prowadzi nas przez świat, w którym czas wyznaczają lata odsiadki i liczba odniesionych ran, a wszystkich bohaterów łączy cicha nadzieja na lepsze jutro. Amerykańskie lato to hołd złożony ofiarom ulicznej przemocy i wyznanie miłości miastu targanemu bólem i bezprawiem" (źródło: opis wydawcy)

"Amerykańska księżniczka. Prawdziwa historia Kopciuszka" - Annejet van der Zijl, Wydawnictwo Znak Horyzont, premiera 10 lutego.

"Pięć małżeństw. Dwójka dzieci. Miliony na koncie Jak córka bankiera z małego miasta zdobyła fortunę i została księżniczką? Wyrwała się z prowincjonalnego miasteczka, zdobyła uznanie amerykańskiej socjety i została księżniczką ratującą holenderską rodzinę królewską przed wyginięciem. Brzmi jak bajka albo scenariusz komedii romantycznej? A jednak takie było życie Allene Tew. Kobiety, która mieszkając w Stanach Zjednoczonych, uzyskała książęcy tytuł, a dzięki kolejnym małżeństwom zdobywała niezależność w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Historia o Kopciuszku nie zawsze musi być bajką. Podobnie jak życie u boku księcia. A pieniądze, chociaż szczęścia nie dają, mogą być przepustką do wolności i życia na własnych zasadach" (źródło: opis wydawcy)

"Życie średniowiecznego rycerza" - Francis Gies, Wydawnictwo Znak Horyzont, premiera 24 lutego.

"Czy na zwycięstwie w turnieju rycerskim można było zarobić? Jak miał się rycerski etos do prawdziwego życia? Czy rycerskie przygody były równie barwne jak te opisywane w eposach? Czy rycerze byli wierni damom swoich serc? I czy każdy z nich miał swój zamek? Frances Gies, współautorka bestsellerowej serii o życiu w średniowieczu, tym razem zabiera nas w fascynującą podróż do wieków średnich, aby bliżej poznać życie rycerza – najbardziej kultowej postaci tej epoki. Przeprowadzi nas od historii pierwszych rycerzy, przez członków zakonów krzyżowych, aż po schyłek tej formacji" (źródło: opis wydawcy)

Literatura piękna

"Trzynasta opowieść" - Diane Setterfield, Wydawnictwo Albatros, 
premiera 10 lutego.

"Posiadłość Angelfield to dziś jedynie zgliszcza, ruina, o której mało kto pamięta. Ale dawniej ta podupadła dziś rezydencja była okazałym domem zamożnej i ekscentrycznej rodziny – przebiegłej manipulatorki Isabelle, jej porywczego brata Charliego i dzikich, nieokiełznanych bliźniaczek, Emmeline i Adeline. Do dziś Angelfield, choć niewiele już z niego zostało, skrywa przerażający sekret… Czy młoda biografka Margaret Lea zdoła odkryć tajemnicę tej wspaniałej niegdyś posiadłości i zamieszkujących ją pokoleń jednego rodu oraz mroczny związek łączący domostwo ze sławną autorką bestsellerów Vidą Winter?Opowieść o tragicznych losach rodziny naznaczonej śmiercią i szaleństwem, o miłości na skraju nienawiści, o bolesnej, nieuniknionej stracie i o rozpaczy, której nie leczy upływ czasu" (źródło: opis wydawcy)

"Psy pociągowe" - Filip Zawada, Wydawnictwo Znak, premiera 10 lutego.

"Każdego dnia rozpoczyna się kolejna podróż. Pociągom jest wszystko jedno, czy jadą do przodu, czy do tyłu. Wiozą zakonnice z kieszeniami habitów pełnymi cukierków, studentów pogrążonych w nerwowej nauce, zapracowanych biznesmenów i tarasujących przejścia kiboli. Ciągną w swych wagonach historie sukcesów i porażek, miłości i zgryzoty. Stają pośrodku niczego na długie, leniwe godziny lub mkną przed siebie, niebezpiecznie kołysząc się na boki. Nawet jeśli z opóźnieniem, zawsze docierają do celu. Ponad sto kolejnych stacji rozpoczyna wciąż nowe opowieści. Bardzo osobiste, a o każdym z nas. "Psy pociągowe" Filipa Zawady to relacja z twojego życia. Wsiadasz?" (źródło: opis wydawcy)

"Szalej" - Monika Drzazgowska, Wydawnictwo Literackie, premiera 17 lutego.

"Debiut, w którym możesz odkryć własną historię. Czterdzieści lat opisane z perspektywy dwunastu przełomowych dni. Zofia przychodzi na świat w surowej rzeczywistości pod koniec lat 70. w jednej z kaszubskich wsi. Wychowywana w obliczu licznych zakazów i wyrzeczeń, będzie żyć tak, jak oczekują od niej inni. Chłodne relacje, nieufność wobec otoczenia i nakładane przez samą siebie ograniczenia sprawią, że rzadko kiedy czuje się w pełni szczęśliwa. Szalej jest nie tylko opowieścią o jednej bohaterce – to biografia wszystkich kobiet boleśnie doświadczonych przez los, mierzących się z surową krytyką otoczenia i zmagających się z poczuciem niedowartościowania. A jeśli postępowanie zgodnie z własnymi przekonaniami i dopuszczenie do głosu głęboko skrywanych pragnień wcale nie jest niemożliwe? Czy cztery dekady wystarczą, by nabrać odwagi do życia?" (źródło: opis wydawcy)

Powieść historyczna

"Światło i mrok. Trylogia Lwowska. Tom 2" - Julia Wtulich, Wydawnictwo Lira, premiera 8 lutego.

"Lwów, początek XX wieku. Czy młoda hrabianka przechytrzy wszystkich i ucieknie sprzed ołtarza? Dalsze losy niepokornej arystokratki Anny Lipińskiej i upartego pułkownika Michała Dukajskiego. Dziewczyna nie ma zamiaru  poddawać się woli narzeczonego. Przegrywa jednak tę bitwę z przystojnym oficerem i przyjmuje jego oświadczyny, ale cicha wojna nadal trwa… Myśli Anny zajmuje nie tylko uprzykrzanie życia Michałowi, ale przede wszystkim chęć doprowadzenia do małżeństwa brata i przyjaciółki. Czy Anna zrealizuje swoje zamiary? A może los znowu pokrzyżuje jej plany i będzie musiała zawrzeć pakt z diabłem? Zderzenie dwóch silnych osobowości i dwóch różnych światów – tu musi zaiskrzyć!" (źródło: opis wydawcy)

"Błękit" - Nancy Bilyeau, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, premiera 4 lutego.

"Miłość, pasja i intrygi w czasach porcelanowej gorączki. Anglia, rok 1758. Trwa szaleństwo na punkcie porcelany. Ludzi ogarnęła gorączka "białego złota” - jedni zbijają majątek, inni tracą go bezpowrotnie. Wytwórnie prześcigają się w pomysłach, byle tylko zaistnieć, zachwycić i wyróżnić się na tle pozostałych. Cel uświęca środki. Genevieve Planché, młoda Angielka z hugenockiej rodziny, dostaje posadę zdobnika porcelany w jednej z fabryk. Nie jest to dla niej szczyt marzeń - nade wszystko pragnie zostać prawdziwą artystką, malować obrazy. Marzy o wyjeździe do Wenecji, gdzie mogłaby doskonalić swój talent i pasję, niestety nie ma środków na podróż, a poza tym nikt nie bierze na poważnie jej wielkich ambicji, mając je za dziewczyńskie fanaberie. W tamtych czasach w świecie sztuki prym wiodą mężczyźni. Los jednak stawia na drodze dziewczyny sir Gabriela Courtenaya, tajemniczego dżentelmena, który obiecuje pomoc w zamian za przysługę: Genevieve ma wytropić pewnego alchemika i wykraść mu przepis na kolor inny niż wszystkie… Czy kobieta podoła temu zadaniu? Kim naprawdę jest sir Gabriel i co go łączy z madame de Pompadour, metresą Ludwika XV i patronką najważniejszej fabryki porcelany w Europie? Wkrótce się okaże, że szpiegowska misja Genevieve to dopiero początek wielkiej przygody" (źródło: opis wydawcy)

Literatura obyczajowa

"Sekret mojego męża" - Liane Moriarty, Wydawnictwo Znak, 
premiera 10 lutego.

"Dla mojej żony, Cecilii Fitzpatrick. Otworzyć wyłącznie w przypadku mojej śmierci - ten dziwny list od męża Cecilia znalazła przypadkiem. Leżał gdzieś na strychu wetknięty w stertę dokumentów. Otwierać, nie otwierać? Po co John-Paul go napisał? Co w nim było? Cecilia, oddana żona i matka, zawsze starała się postępować słusznie. Czy ma prawo grzebać w przeszłości męża, skoro on żyje i ma się dobrze? Ale tajemnic nie można skrywać w nieskończoność, a prawda – nawet ta najtrudniejsza – sama domaga się ujawnienia. Niewyjaśniona historia sprzed lat wstrząśnie życiem nie tylko Cecilii, lecz także dwóch innych kobiet i na zawsze zwiąże ze sobą ich losy. Przeszłość nigdy nie umiera. Kłamstwa, przemilczenia i sekrety potrafią zniszczyć nawet z pozoru idealne życie. Jednak czy powinniśmy je za wszelką cenę odkrywać? (źródło: opis wydawcy)

"Nikt ci nie uwierzy" - Magda Knedler, Wydawnictwo Mando,
 premiera 10 lutego.

"Dörte jest dziedziczką fortuny, mieszka w pałacu i wkrótce będzie niezależna. Dopóki nie osiągnie pełnoletności, musi jednak prosić o każdy grosz. Jej młodsza kuzynka ma dopiero dwanaście lat, ale już wie, że świat może być naprawdę ponurym miejscem. Matka dziewczyny ponownie wychodzi za mąż, a czarujący ojczym szybko objawia swoją prawdziwą naturę. Teraz każdy dzień to nieustanny koszmar, w który przecież i tak nikt nie uwierzy. Bo w świecie rządzonym przez mężczyzn kobiety muszą być posłuszne.

Oparta na faktach opowieść o tragedii wykorzystanych kobiet, opresyjnym systemie prawnym i krzywdzących stereotypach. Historia sprzed wieku, a książka wciąż tak bardzo aktualna. Tak potrzebna" (źródło: opis wydawcy)


"Wymruczane szczęście" - Joanna Szarańska.
Wydawnictwo Czwarta Strona, premiera 10 lutego.

"Zabawna opowieść o tym, że w miłości wszystkie chwyty są dozwolone. Nawet w miłości… do kota! Emilia, matka niesfornych bliźniąt, próbuje stanąć na nogi po rozwodzie. Decyduje się przyjąć propozycję kuzyna, który oferuje dach nad głową i pracę. Gdy w wyniku szalonych pomysłów bliźniaków, traci posadę, pomocną dłoń wyciąga do niej ekscentryczna staruszka. Dzięki jej wstawiennictwu Emilia trafia do domu gburowatego pisarza i jego charakternej… kotki! Współpraca przebiega dość burzliwie, szczególnie gdy między pracodawcą a Emilią zaczyna działać chemia… Kiedy kotka znika, pierwszymi podejrzanymi są bliźniaki… Czy to na pewno właściwy trop?" (źródło: opis wydawcy)

"Jednym gestem" - Lidia Liszewska i Robert Kornacki.
Wydawnictwo Czwarta Strona, premiera 10 lutego.

"Czasem jednym gestem można wyrazić więcej niż za pomocą wielu słów. Drogi Edyty i Jacka się rozeszły. Ona wróciła do swojego życia w Warszawie, rozwija karierę pisarską i chyba jest gotowa na kolejne uczucie. On został w rodzinnym miasteczku i niespodziewanie w jego życiu pojawia się inna kobieta. Choć związek Edyty i Jacka się skończył, pozostały wspomnienia: spacery nad Bałtykiem, długie rozmowy na każdy temat czy pocałunki skradzione o poranku. Trudno zapomnieć chwile pełne miłości, zwłaszcza że wystarczy tak niewiele, aby odzyskać dawne szczęście. Czy nieodebrane połączenie może zmienić bieg zdarzeń? A może Edyta i Jacek nie byli sobie pisani? Jak wybrać pomiędzy tęsknotą za przeszłością a pragnieniem miłości?" (źródło: opis wydawcy)

"Luna" - Gabriela Gargaś.
Wydawnictwo Czwarta Strona, premiera 24 lutego.

"Luna ma w sobie coś z żywiołu. Gdy się śmieje, świat śmieje się wraz z nią. A gdy kocha, to całym sercem. Latając, czuje się wolna. I choć wciąż ściga ją wspomnienie przeszłości, wierzy, że wypełniając swoją misję w przestworzach, zagłuszy czarne myśli. Daniel musi być silny. W jego zawodzie chwila zawahania może oznaczać czyjąś śmierć. Tajemniczy samotnik nie wie, czym jest strach. Przy Lunie dowie się, czym jest miłość. Połączy ich gorący romans. Rozdzielą setki kilometrów i mężczyzna, który potrafi walczyć o swoje. Czy krótki, ale bardzo intensywny związek przetrwa tak ciężką próbę? Szalona miłość, spontaniczne wybory i żar, który może zranić. Gabriela Gargaś odważnie opowiada o emocjach silniejszych niż rozsądek" (źródło: opis wydawcy)

Poradnik/Rozwój osobisty

"Stoicyzm uliczny. Jak oswajać trudne sytuacje" - Marcin Fabjański, Wydawnictwo Znak Literanova, premiera 10 lutego.

"Myśl jak stoicy – oswój własne myśli i przestań się bać. Budzisz się w środku nocy. Problemy w pracy. W domu awantura. I ten ból głowy, już trzeci raz w tym tygodniu – a jeśli to rak? Myśli zaczynają galopować. Wiesz, że do rana nie uśniesz. Chyba że… zrozumiesz, że możesz to powstrzymać! Jak właściwie spojrzeć na rzeczy i złapać dystans? Już dziś wprowadź strategię stoików, najskuteczniejszych lekarzy ludzkich dusz! Seneka, Marek Aureliusz i Epiktet udowadniają, że recepta na stoicki spokój jest zaskakująco prosta. W stresujących sytuacjach – od stłuczki na parkingu przez bolesny zabieg dentystyczny po rozmowę z szefem – naucz się myśleć jak stoik i zobacz, że stoicyzm to nie tylko filozoficzna teoria, ale też świetna codzienna praktyka, która poprawi jakość twojego życia.

Marcin Fabjański, praktykujący stoik, założyciel szkoły filozoficznej we Włoszech, wykładowca Uniwersytetu Śląskiego, autor bestsellera "Uwolnij się! Dobre życie według siedmiu filozofów-terapeutów", w przystępny i nowoczesny sposób pokazuje, jak zacząć dobrze myśleć. Bo nasze szczęście i spokój zależą od tego, jak myślimy. Jedyny poradnik stoickiej filozofii, którego potrzebujesz, aby zacząć żyć bez lęku!" (źródło: opis wydawcy)


Co sądzicie? Któryś tytuł zwrócił waszą uwagę? :)

piątek, stycznia 22, 2021

#305 W kilku słowach - "Śnieg" - Orhan Pamuk

#305 W kilku słowach - "Śnieg" - Orhan Pamuk

"Życie - poza chwilami, kiedy człowiek czuł miłość i szczęście - było jedynie ciągiem nieistotnych zdarzeń"

Turecki pisarz i laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury Orhan Pamuk nazwał niegdyś "Śnieg" swoją pierwszą i ostatnią powieścią polityczną. Akcja tej książki rozgrywa się na początku lat 90. w Kars, odległym i zrujnowanym mieście we wschodniej Anatolii, słynącym bardziej ze spektakularnie okropnej pogody niż z reliktów armeńskiej cywilizacji i rosyjskich rządów cesarskich. Śnieg, po turecku "kar", pada w nim nieustannie - okrywa bielą ulice, domy, bezdrzewne równiny, zamek, rzekę i bulwary miasta. W tej powieści Kars jest odcięty od świata, a także w pewnym stopniu od normalnej rzeczywistości literackiej. "Śnieg" porusza wiele ważnych dla Turcji i Bliskiego Wschodu kwestii dotyczących m.in. konfliktu między państwem świeckim a islamskim, biedy, bezrobocia i roli modernizującej się armii. Pamuk opowiada historię przemocy i napięć między politycznymi islamistami, żołnierzami, świeckimi oraz kurdyjskimi i tureckimi nacjonalistami. Głównym bohaterem jest poeta Kerim Alakusoglu, który po wielu latach emigracji politycznej we Frankfurcie wraca do Stambułu, aby wziąć udział w pogrzebie matki. Wkrótce stambulska gazeta zleca mu napisanie artykułu o wyborach samorządowych i zbadanie kolejnych przypadków samobójstw kobiet i dziewcząt - w roli dziennikarza Kerim udaje się więc do przykrytego śniegiem Karsu - miasta rozdartego między przeszłością i teraźniejszością oraz mozaiki ormiańskich, rosyjskich i osmańskich wpływów.


Spotkanie z twórczością Pamuka ma dla mnie często słodko-gorzki smak. Fabuła jego książek bywa nużąca i mało atrakcyjna, ale piękny styl pisania i bogactwo metafor rekompensują mi te drobne niedogodności ;) W prozie Pamuka obecna jest fascynująca dla mnie mieszanka melancholii, smutku i tęsknoty. Zachwyca mnie również sugestywność i liryczność opisów oraz złożoność postaci. W "Śniegu" Pamuk tworzy portret zagubionego poety, a w tle umiejętnie zagłębia się w kwestie polityki oraz narodowej i religijnej tożsamości - bada tematy związane z osmańskim dziedzictwem i groźbą islamskiego fundamentalizmu oraz przepychanki między bogatymi i biednymi, racjonalizmem i szaleństwem. Książka zaczyna się dość powoli, w nieco sennym klimacie, ale z czasem nabiera rozpędu. W moim odczuciu, "Śnieg" to wymagająca lektura, z której czytaniem nie należy się spieszyć. Z uwagi na swój wielowątkowy i polityczny charakter bywa trudna w odbiorze, ale potrafi zachwycić, przede wszystkim intymną, melancholijną i metaforyczną prozą charakterystyczną dla Orhana Pamuka. Z pewnością będę kontynuować tę turecką podróż - na oku mam kolejną powieść autora oraz marcową zapowiedź Wydawnictwa Poznańskiego - "Bękart ze Stambułu" Elif Shafak :)


Czytaliście jakąś książkę Pamuka albo innego tureckiego pisarza/pisarki?




Tytuł oryginalny: Kar
Tłumaczenie: Anna Polat
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 10 grudnia 2015
Liczba stron: 554


środa, stycznia 20, 2021

#304 "Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu" - Julita Mańczak i dr Jakub Małecki

#304 "Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu" - Julita Mańczak i dr Jakub Małecki

Może zastanawiacie się czasami, o co tyle szumu z tym klimatem. Gazy cieplarniane, topienie lodowców, wzrost średniej temperatury - brzmi jak kilka wyświechtanych frazesów, bo słyszymy je nieustannie i odmieniamy przez wszystkie przypadki. Ale czy naprawdę wiemy, co oznaczają? Czy rzeczywiście mamy świadomość, jakie konsekwencje niesie globalne ocieplenie nie tylko dla Ziemi, ale też dla każdego z nas?

Kiedy w 1784 roku James Watt opatentował zmodyfikowaną wersję maszyny parowej, dając tym samym początek rewolucji przemysłowej, nikt nie przypuszczał, że stanie się to również początkiem powodowanych przez człowieka zmian klimatycznych. Od tamtego czasu emisja dwutlenku węgla do atmosfery zwiększyła się wielokrotnie i wciąż rośnie. Już aktualny wzrost średniej globalnej temperatury o mniej więcej 1°C przynosi namacalne skutki: pożary lasów na Syberii, podnoszący się poziom wód w morzach i oceanach oraz częste fale upałów w Europie. Skutkiem globalnego ocieplenia jest również topnienie i cofanie się lodowców. Co jakiś czas możemy przeczytać i zobaczyć zdjęcia, na których ogromne lodowe fragmenty odrywają się i wpadają do oceanu. Dlaczego zjawisko topnienia lodowców jest tak istotne? Jakie znaczenie dla klimatu naszej planety mają te lodowe obszary?

W książce "Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu" Julita Mańczak, publicystka i redaktor naczelna magazynu "TUU", rozmawia podczas wspólnej wyprawy za koło podbiegunowe z doktorem Jakubem Małeckim, glacjologiem pracującym na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, m.in. o złożoności lodowcowego świata. Autorzy zabierają nas na Spitsbergen - największą wyspę Norwegii położoną w archipelagu Svalbard na Morzu Arktycznym, na której naukowcy badają życie, zachowanie i stan zdrowia lodowych gigantów. Do rozmowy autorzy zaprosili też gości - Aleksandrę Kardaś, fizyczkę atmosfery, Piotra Pustelnika, himalaistę oraz zdobywcę Korony Himalajów i Karakorum, doktor Julię Brigham-Grette, przewodniczącą Komitetu Badań Polarnych USA oraz profesora Jona Ove Hagena, eksperta w dziedzinie lodowców na Svalbardzie. W rezultacie powstał fascynujący reportaż nie tylko na temat lodu, lodowców, wody i zmian klimatu, ale też przyszłości naszej planety. Ta publikacja odpowiada na najbardziej zaciekłe pytania i pozwala lepiej zrozumieć świat, w którym żyjemy.

Jak wygląda codzienność na arktycznym pustkowiu? Gdzie znajduje się najbardziej na północ wysunięte miasto? Dlaczego mamy w ogóle przejmować się zmianami klimatu? Jak powstają lodowce? Czy wkrótce możemy zostać odcięci od niektórych szczytów górskich? Co stanie się, gdy globalna temperatura wzrośnie o więcej niż 2 stopnie? Dlaczego to właśnie woda jest synonimem życia? Czy lodowce mogą przestać istnieć?

Książka "Początek końca?" to jedna ze styczniowych nowości wydawniczych, na którą czekałam najbardziej. Wszelkie kwestie dotyczące zmian klimatu są dla mnie nie tylko ważne, ale też fascynujące - możemy dowiedzieć się naprawdę wiele na temat naszej planety. W tej publikacji znajdziemy całą masę ciekawostek oraz interesujących i trafnych spostrzeżeń. Nie przypuszczałam, że o lodzie i lodowcach będę czytać z tak dużym zainteresowaniem. Co ważne, wszystkie te informacje przedstawione są w kontekście zmian klimatu, dzięki czemu zyskujemy nową perspektywę. Sporą zaletą książki jest jej przystępna i lekka forma - stanowi zbiór wywiadów opublikowanych w postaci pytań i odpowiedzi. Przemyślany dobór ekspertów pozwala czytelnikowi poznać różne punkty widzenia i spojrzeć na poruszane kwestie w szerszym, pełniejszym kontekście. "Początek końca?" to udane połączenie wiedzy z wielu dziedzin, m.in. fizyki, biologii, chemii, geografii, glacjologii, historii, a nawet astronomii i podróży. Wszystkie pytania i odpowiedzi są jak małe puzzle, które wspólnie tworzą jeden obrazek. Czuć w nich wyraźnie pasję, wiedzę i doświadczenie rozmówców. Ta książka wspaniale opisuje i wyjaśnia procesy zachodzące na naszej planecie, z uwzględnieniem ich przyczyn i skutków. Dowiemy się m.in., dlaczego kolor lodu jest ważny, jak wykonywane są pomiary, czym różnią się lodowce w Arktyce i w Antarktyce, a nawet dlaczego lodowce śpiewają. Z każdą kolejną przeczytaną stroną uświadamiamy sobie, że lodowce nie są jedynie ogromnymi bryłami zamarzniętej wody uśpionymi gdzieś daleko poza naszym wzrokiem. I to odkrycie zmienia nasz sposób postrzegania ich roli i znaczenia w życiu człowieka i planety. Nagle zaczynamy zdawać sobie sprawę, jak złożonym systemem jest Ziemia - wszystko ma w nim swój przyczynowo-skutkowy porządek. "Początek końca?" to publikacja, która nie tylko dostarcza wiedzy, ale też sprzyja refleksji, podkreślając, że Ziemia jest naszym domem i wspólnym dobrem - musimy o nią dbać dla siebie i przyszłych pokoleń.

"Bo nasza przyszłość zapisana jest w lodzie"

"Początek końca? Rozmowy o lodzie i zmianie klimatu" to wartościowa, ważna i przystępnie napisana książka. Świetnym uzupełnieniem tekstu są fotografie, ryciny, słowniczek pojęć oraz eksperyment myślowy przedstawiający wizję naszej przyszłości ("Co może się stać, jeśli nie spowolnimy ocieplenia klimatu?"). Dużo mówi się teraz o ekologii, zmianach klimatycznych oraz wpływie działalności człowieka na środowisko i naszą planetę. Ale to wciąż zaledwie kropla w morzu. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej, poszerzyć horyzonty i zyskać nowy punkt widzenia - sięgnijcie po książkę Julity Mańczak i Jakuba Małeckiego. Ta publikacja nie tylko wiele wyjaśnia, ale też stanowi świetny przykład fascynującej literatury faktu, którą czyta się jednym tchem. Serdecznie polecam.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.


Data wydania: 13 stycznia 2020
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 304

wtorek, stycznia 19, 2021

#303 "Urszula. Matki i córki" - Izabela M. Krasińska

#303 "Urszula. Matki i córki" - Izabela M. Krasińska

Dla wielu z nas dom rodzinny to najważniejsze miejsce na ziemi. Wiążą się z nim piękne wspomnienia z dzieciństwa, ciepło, poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanym. Mimo upływających lat z sentymentem wracamy do niego myślami - do ludzi bliskich naszemu sercu, bo to właśnie oni tworzą dom. Dom z dzieciństwa zostawia w nas trwały ślad, wpływając tym samym w pewnym stopniu na przyszłość. Niestety nie każdy dom jest dla dziecka miejscem miłości, bezpieczeństwa i akceptacji - bywa natomiast synonimem lęku, osamotnienia, krzywdy i cierpienia. Przekonała się o tym Urszula - teraz już dorosła kobieta, ale wciąż walcząca z demonami przeszłości, główna bohaterka trzeciej części rodzinnej sagi zatytułowanej "Matki i córki". Jej dzieciństwo nigdy nie było szczęśliwe i beztroskie - dni naznaczone chorobą alkoholową ojca, matczyną biernością i brakiem troski, biedą, przemocą, lękiem i wstydem już na dobre odcisnęły w jej sercu piętno. Dorosła Urszula wciąż żyje w cieniu bolesnych wspomnień małej Uli i, by uchronić się przed cierpieniem, często ucieka w samotność, sądząc, że tylko w ten sposób może w końcu zaznać odrobiny spokoju. Wkrótce jednak na jej drodze pojawia się Szymon, młody mężczyzna, w którym Ula dostrzega ciepło - coś za czym w głębi serca od dawna tęskni. Czy zdecyduje się zaufać? Czy rodzące się uczucie może pomóc zabliźnić rany z przeszłości? I czy dźwigając na barkach błędy rodziców, można stworzyć szczęśliwy dom?

Przeszłość, która kładzie się cieniem na życiu kolejnych pokoleń...

Przyznam, że po przeczytaniu zeszłorocznej "Wandy" byłam bardzo ciekawa kontynuacji. Seria "Matki i córki" ujęła mnie swoim życiowym realizmem oraz słodko-gorzkim klimatem różnym od wielu powieści obyczajowych obecnych na rynku wydawniczym. Bohaterkami są kobiety zmagające się z rodzinnym dziedzictwem - pragną wieść zupełnie inne życie, a mimo to często powielają błędy swoich matek. Historia Urszuli poruszyła mnie najbardziej spośród wszystkich trzech, m.in. za sprawą przenikliwego portretu psychologicznego głównej bohaterki. Izabela M. Krasińska z dużą wrażliwością odmalowuje dzieciństwo i dorosłe życie Urszuli w kontekście jej trudnych rodzinnych doświadczeń oraz bolesnych wspomnień. Jako dziecko ojca alkoholika mała Ula nieustannie musiała mierzyć się odrzuceniem, poczuciem wstydu, permanentnym stresem i lękiem. W rezultacie w dorosłe życie wkroczyła ze sporym bagażem przykrych przeżyć i emocjonalnych ran, a także syndromem DDA czyli  Dorosłych Dzieci Alkoholików. Izabela M. Krasińska wspaniale przedstawiła w książce jej wewnętrzne zmagania, m.in. niskie poczucie własnej wartości, lęk przed odtrąceniem oraz trudności z budowaniem i utrzymywaniem związków partnerskich. Cenię powieści obyczajowe, które podejmują istotne kwestie i zwiększają społeczną świadomość. Książka Izabeli M. Krasińskiej bez wątpienia jest jedną z nich. Warto zwrócić uwagę, że w powieści autorka przeplata ze sobą dwie linie czasowe - dzieciństwo i dorosłość głównej bohaterki. W mojej opinii to ogromna zaleta - mamy szansę zobaczyć wyraźnie, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na teraźniejszość oraz jak rodzinne relacje i poszczególne sytuacje ukształtowały Ulę - jej sposób postrzegania siebie i innych. Otrzymujemy dwie perspektywy, które łączą się w jeden, spójny obraz - zagubionej kobiety szukającej swojej drogi do szczęścia. Cieszy mnie, że mimo sporej dawki smutku, w tej historii nie brakuje nadziei. Urszula, choć wiele przeszła, wciąż nie rezygnuje i walczy o lepszą przyszłość.

"Odebrano jej jedno z najważniejszych i najradośniejszych doświadczeń w życiu. To tak, jakby układała puzzle ze świadomością, że nigdy nie uda jej się skompletować wszystkich części. Ibraz wydawał się czytelny, ale liczne dziury po brakujących okienkach go zafałszowały" 

"Urszula" to książka pełna emocji. Potrafi wzruszyć, zasmucić i wywołać na twarzy uśmiech. Czytelnik z łatwością angażuje się emocjonalnie i współodczuwa przeżycia bohaterki, z każdą kolejną stroną poznając coraz lepiej ją i motywy, którymi się kieruje. "Urszula" to pięknie napisana oraz opowiedziana szczerym i autentycznym głosem opowieść o szukaniu swojej własnej drogi. O życiu w cieniu bolesnych wspomnień, skutkach braku rodzinnego ciepła i próbie wyzwolenia się z toksycznych relacji. O stopniowym leczeniu ran i otwieraniu się na miłość. Książka Izabeli M. Krasińskiej uświadamia, jak ciężkie brzemię może dźwigać każdy z nas - czasami już od najwcześniejszych lat. Serdecznie polecam całą sagę "Matki i córki" - to idealna propozycja czytelnicza dla miłośniczek życiowych, słodko-gorzkich powieści obyczajowych.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona.



Data wydania: 13 stycznia 2021
Seria: Matki i córki (część trzecia)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 320


piątek, stycznia 15, 2021

#302 "Homo sapiens i jego geny" - Johannes Krause i Thomas Trappe /patronat medialny/

#302 "Homo sapiens i jego geny" - Johannes Krause i Thomas Trappe /patronat medialny/

Po naszych pradawnych przodkach pozostało całkiem sporo - przede wszystkim kości, ale też narzędzia, przedmioty codziennego użytku, ozdoby oraz wytwory sztuki - i co ważne, wraz z postępem naukowym i rozwojem metod badawczych, dostarczają nam one coraz więcej wiedzy na temat początków ludzkości. Gdy w 1974 roku grupa badaczy, w skład której weszli Donald Johanson, Maurice Taieb, Yves Coppens i Tim White, odnalazła w dolinie rzeki Auasz w północnej Etiopii szkielet żeńskiego osobnika sprzed 3,2 miliona lat, możliwe stało się określenie pochodzenia człowieka. Bez wątpienia było to jedno z ważniejszych odkryć naukowych i do dziś stanowi jeden z największych sukcesów archeologicznych. Lucy, która swoją nazwę zawdzięcza piosence "Lucy in the Sky with Diamonds" zespołu The Beatles, ulubionego przeboju jej odkrywców, została uznana za pierwszą damę w dziejach paleoantropologii. Od tego czasu zmieniło się jednak wiele. Odkrycie i udoskonalenie technik sekwencjonowania DNA przyniosły ze sobą zupełnie nowe możliwości.

"Rzut oka na materiał genetyczny starych kości to dla archeogenetyka podróż wehikułem czasu"

Od australopiteka, przez homo habilis, homo erectus i neandertalczyka, aż po homo sapiens czyli bułka z masłem? Niezupełnie :) Mogłoby się wydawać, że istnieje prosta linia, w której jeden gatunek człowieka ewoluuje w kolejny. Tymczasem dzięki nowym odkryciom wiemy już, że wcale tak nie jest - nasze drzewo genealogiczne ma wiele gałęzi. A o czym jeszcze opowiadają geny? Czy ludzie o "czysto" europejskich korzeniach istnieją? A może wszyscy pochodzimy z Afryki i jesteśmy jedną wielką genetyczną rodziną? Co wiemy, na temat naszego migracyjnego dziedzictwa? W książce "Homo sapiens i jego geny" Johannes Krause, specjalista archeogenetyki i dyrektor Instytutu Nauk o Historii Ludzkości im. Maxa Plancka w Jenie, oraz Thomas Trappe, dziennikarz naukowy, zabierają nas w fascynującą podróż do lat prehistorii i opowiadają, jak staliśmy się Europejczykami, którymi jesteśmy dziś.

Bo migracja i ruchy migracyjne wcale nie są zjawiskami współczesności...

Czy wiecie, że szlak bałkański ma bogatą 40 000-letnią historię? W książce "Homo sapiens i jego geny" autorzy nie tylko przybliżają nam historię ewolucji człowieka i podstawy archoegenetyki, ale omawiają również wielkie fale migracyjne przytaczające się przez Europę i resztę świata od pradawnych czasów. Dowiemy się m.in. dlaczego pierwsi Europejczycy byli ciemnoskórzy i dlaczego nie można wyznaczyć genetycznych granic państw i narodowości. Ta książka zawiera informacje o tym, kto w latach prehistorii migrował, z jakiego powodu, jak często i jakie niosło to ze sobą konsekwencje. Wspaniałym uzupełnieniem są zdjęcia i mapy poglądowe ilustrujące czas i przebieg tras. Autorzy przedstawiają również pokrótce początek i rozwój języków indoeuropejskich oraz omawiają kwestie związane z rozprzestrzenianiem się w latach prehistorycznych chorób zakaźnych takich jak dżuma, kiła i gruźlica. "Homo sapiens i jego geny" to spora dawka wiedzy i ciekawostek zaprezentowanych w przystępny sposób.

Co sprawia, że jesteśmy ludźmi? Skąd pochodzimy? I jak staliśmy się tymi, kim jesteśmy obecnie? Czy z każdej pradawnej kości można wyodrębnić DNA? Kim jest mitochondrialna Ewa? Dlaczego Karol Wielki może z powodzeniem być przodkiem większości Europejczyków? Jaki wpływ na prehistoryczne wędrówki miał klimat? I jaki jest związek między przenoszeniem chorób zakaźnych a migracjami ludności?

Johannes Krause odpowiada na te pytania, wykorzystując swoją wiedzę i doświadczenie oraz powołując się na najnowsze wyniki badań, również te, w których opracowanie miał swój osobisty wkład. "Homo sapiens i jego geny" to udane połączenie wiedzy naukowej i ciekawej narracji - duet naukowca i dziennikarza sprawdził się w tym przypadku naprawdę świetnie. Z wielu różnych elementów powstała opowieść rzucająca świeże spojrzenie na początki człowieka i jego migracyjną przeszłość. W tej książce nie znajdziemy nudnych i ciągnących się w nieskończoność naukowych rozważań, suchych faktów ani skomplikowanej terminologii. Jest merytorycznie, ale jednocześnie lekko i błyskotliwie. Nie brakuje też zaskakujących i nietypowych ciekawostek - część z nich wywołuje na twarzy zdziwienie, a niektóre uśmiech :) Całość wydaje się bardzo dobrze zrównoważona. I wcale nie czujemy, że czytamy o tajemniczo brzmiącej archeogenetyce, ale odkrywamy rzeczy nam bliskie (choć czasowo tak bardzo odległe:).

"Archeogenetyka umożliwia „czytanie z fragmentów szkieletu” i odnajdywanie relacji, o których nie wiedzieli nawet ci, do których te kości należały. Ludzkie resztki, niektóre zagrzebane w ziemi przez wiele dziesiątek tysięcy lat, stały się w ten sposób cennymi posłańcami z przeszłości. Tkwią w nich zapisane historie naszych przodków, które przedstawiliśmy w niniejszej książce - niektóre w ogóle po raz pierwszy"

Książkę Johannesa Krausego i Thomasa Trappego z przyjemnością objęłam patronatem medialnym. Już sama tematyka zaintrygowała mnie na tyle mocno, że chciałam dowiedzieć się więcej. Zwykle ze zwiększonym zainteresowaniem spoglądamy na starożytne cywilizacje - Summerów, Egipcjan, Greków i Rzymian. Tymczasem w publikacji "Homo sapiens i jego geny" autorzy udowadniają, że czasy prehistoryczne też mogą fascynować. A co ważne, wiedza o tym okresie pomaga lepiej zrozumieć współczesność, m.in. w kontekście naszego pochodzenia, genetyki i migracji. Książka zachęca również do dalszych samodzielnych poszukiwań - moja wyszukiwarka google nieustannie zapełniała się różnymi pojęciami. Po tej lekturze z pewnością spojrzymy na nasze prehistoryczne początki z większą świadomością. "Homo sapiens i jego geny" to po prostu opowieść o człowieku, czyli o każdym z nas i między innymi dlatego jest tak bardzo interesująca. I co tu dużo mówić - gorąco polecam. Świetny przykład wartościowej literatury popularnonaukowej. Idealna propozycja dla miłośników historii i archeologii oraz wszystkich osób ciekawych świata - poszerza horyzonty.





Za możliwość objęcia książki patronem medialnym dziękuję Wydawnictwu Bez Fikcji.




Tytuł oryginalny: Die Reise unserer Gene. Eine Geschichte über uns und unsere Vorfahren
Tłumaczenie: Magdalena Kaczmarek
Wydawnictwo: Bez Fikcji
Data wydania: 20 stycznia 2021
Liczba stron: 273


piątek, stycznia 15, 2021

#301 W kilku słowach - "Dzieci Aspergera. Medycyna na usługach III Rzeszy" - Edith Sheffer

#301 W kilku słowach - "Dzieci Aspergera. Medycyna na usługach III Rzeszy" - Edith Sheffer

Zgodnie z założeniami państwa narodowosocjalistycznego każdy musiał czuć i zachowywać się jak część kolektywu. Dzieci, które w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej (i przyłączonej do niej Austrii) nie spełniały określonych norm (m.in. w ocenie psychiatrów) mogły zostać z łatwością wyeliminowane. A ponieważ granice między kategoriami rzekomego nieprzystosowania i wad były nieostre, a wizja czystej rasy rosła w siłę, nie potrzeba było wcale wiele, by móc posłać dziecko na śmierć. 


"aspołeczne", "niereformowalne", "niegodne", "nie najlepiej rokujące genetycznie", "nieustannie niezainteresowane", "niepełnowartościowe rasowo"...

W 1940 roku w Wiedniu otwarto Spiegelgrund - oficjalnie zakład opiekuńczo-wychowawczy i szpital dla dzieci i młodzieży z zaburzeniami psychicznymi oraz niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie, nieoficjalnie - fabrykę cierpienia, przemocy i śmierci, w której pozbawiono życia blisko 800 ludzkich istnień. Z kliniką i nazistowskim programem dziecięcej eugeniki powiązana jest postać Hansa Aspergera - wiedeńskiego psychiatry, którego nazwisko zostało niegdyś użyte w terminologii na określenie całościowego zaburzenia rozwoju mieszczącego się w spektrum autyzmu (Zespół Aspergera). W książce "Dzieci Aspergera" Edith Sheffer bierze pod lupę nie tylko działalność Aspergera, ale również odmalowuje szeroki kontekst - pisze o narodowosocjalistycznej psychiatrii dziecięcej, czystości rasy, programie eugeniki i okolicznościach polityczno-społecznych, które doprowadziły do przekształcenia systemu opieki w machinę do przemocy i zabijania. Publikacja, choć ma pewne drobne wady, jest rzeczowa, skrupulatna i poruszająca, m.in. w aspekcie emocjonalnym (duże wrażenie zrobiły na mnie autentyczne relacje byłych pacjentów szpitala Spiegelgrund - skala zła i okrucieństwa szokuje, tym bardziej że mowa tutaj o dzieciach). Skłania też do refleksji, bo to smutna i bolesna lekcja bezwzględności i przemocy, przedmiotowego traktowania drugiego człowieka, szkodliwego przekonania o wyższości jednych nad innymi oraz prawa do decydowania, "które życie jest niewarte życia". Książka godna polecenia - by wiedzieć i pamiętać.




Tytuł oryginalny: Asperger's Children: The Origins of Autism in Nazi Vienna
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Wydawnictwo: Poznańskie
Data wydania: 4 września 2019
Liczba stron: 432


poniedziałek, stycznia 11, 2021

#300 W kilku słowach - "Zbieranie kości" - Jesmyn Ward

#300 W kilku słowach - "Zbieranie kości" - Jesmyn Ward
"Zbieranie kości" Jesmyn Ward to zdobywca National Book Award 2011 oraz rozgrywająca się na kilka dni przed uderzeniem huraganu Katrina poruszająca opowieść o biednej czarnoskórej rodzinie mieszkającej w fikcyjnym miasteczku Bois Sauvage w stanie Missisipi. Autorka umiejętnie zestawia życie czternastoletniej Esch, jej braci i owdowiałego ojca z potężną siłą tworzącą się w Zatoce Meksykańskiej - jednym z najbardziej śmiercionośnych huraganów w historii USA. "Zbieranie kości" to zbliżenie na zwykłą codzienność - skomplikowane relacje rodzinne, biedę, dyskryminację, nieplanowaną ciążę i alkoholizm - która nawet w obliczu większego zagrożenia nie schodzi na dalszy plan. I choć prywatny świat Esch rozpada się na kawałki na długo przed uderzeniem Katriny, wkrótce okazuje się, że los przygotował dla niej kolejną ciężką próbę - walkę o życie.


Książka Jesmyn Ward to kawałek hipnotyzującej prozy podszytej lękiem i niepewnością, która silnie działa na wyobraźnię i pozostawia po sobie słodko-gorzki smak. Autorka zachwyca stylem pisania, a czytelnik z łatwością angażuje się emocjonalnie - przeżywa każdy piękny, bolesny i niewygodny moment fabuły. W "Zbieraniu kości" słychać autentyczny głos czarnej społeczności amerykańskiego Południa - rzeczywistości, w której wychowała się pochodząca z Missisipi Jesmyn Ward. Autorka podarowała nam opowieść o rodzinnych więziach poddanych ciężkiej próbie, o ludziach stojących w obliczu wyzwania i o tym, jak współpracują, by móc pokonać przeciwności. O przyspieszonym dorastaniu, stracie i różnych odcieniach szarości. O rozpaczy i zagubieniu, ale też o ludzkiej solidarności, miłości i nadziei. Pięknie napisana książka. I cieszę się bardzo, że przede mną kolejne spotkanie z Ward - na półce czeka już "Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie".

Znacie książki autorki? Która amerykańska powieść zapadła wam w pamięć? 

niedziela, stycznia 10, 2021

#299 W kilku słowach - "Kot, który spadł z nieba" - Takashi Hiraide

#299 W kilku słowach - "Kot, który spadł z nieba" - Takashi Hiraide
"Jak to możliwe, że ktoś, kto tak głęboko wniknął do naszego domu i serca, nadal jest tylko gościem"

Pewnego dnia w mieszkaniu japońskiego małżeństwa pojawia się biała i urocza kotka Chibi, która niepostrzeżenie staje się ważną częścią ich życia - jej barwna osobowość przynosi im sporo radości.


Wrażliwość ukryta w słowach...

"Kot, który spadł z nieba" to jedna z tych książek, które przemawiają do nas ciepłym szeptem, zmuszając do spojrzenia w głąb własnego serca. Dawno już nie czytałam tak intymnej prozy - jej siła tkwi w trafnych, filozoficznych obserwacjach oraz w lirycznych opisach nautury i zwykłej codzienności. Autor na zaledwie 142 stronach stworzył łagodną opowieść o dwóch emocjonalnie oddalonych od siebie osobach przytłoczonych monotonią życia i o małych cudach, które mają moc otwierania ludzkich serc na piękno świata. Takashi Hiraide, kreśląc subtelne portrety psychologiczne, ukazuje zawiłości ludzkiego istnienia i przypomina, że piękno tkwi w doświadczaniu z pozoru mało istotnych chwil. Promienie słońca tańczące na zakurzonym parkiecie, pierwsze płatki śniegu wirujące za oknem, słodki zapach kwitnących kwiatów... Książka Hiraidego to lekcja życiowej uważności - gdy nauczymy się obserwować, dostrzeżemy niezwykłe rzeczy w zwykłej codzienności. I muszę przyznać, że coraz bardziej fascynuje mnie japońska proza - jej refleksyjność, subtelność i liryczność przy jednoczesnej słownej oszczędności. Każda opowieść, którą do tej pory poznałam, skrywa w sobie słodko-gorzką mieszankę życiowej mądrości, którą należy stopniowo odkrywać. I tak jest również z książką Hiraidego. "Kot, który spadł z nieba" to opowieść o przemijaniu, cykliczności życia, przeznaczeniu, stracie, poczuciu przynależności i kruchości życia. Bardzo dobra książka dla wrażliwych czytelników, którzy szukają spokojnej, refleksyjnej i poetyckiej lektury. Zostawia w sercu ślad.




Tytuł oryginalny: 猫の客
Tłumaczenie: Katarzyna Sonnenberg
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Cykl: Seria z Żurawiem
Data wydania: 7 listopada 2016
Liczba stron: 144

środa, stycznia 06, 2021

#298 "Inward. Podróż w głąb siebie" - Yung Pueblo /przedpremierowo/

#298 "Inward. Podróż w głąb siebie" - Yung Pueblo /przedpremierowo/

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jak często oszukujemy samych siebie? Uciszamy to, czego nie chcemy słuchać. Zakładamy maski i odgrywamy role, chcąc spełnić oczekiwania innych. Nie myślimy o sobie dobrze - krytykujemy wygląd, podważamy własne decyzje, nie wybaczamy błędów, wyolbrzymiamy porażki, umniejszając jednocześnie sukcesy. Uważamy często, że o naszej wartości decyduje to, co myślą i mówią o nas inni ludzie. Pielęgnujemy w sobie złość i złe wspomnienia oraz rozpamiętujemy w nieskończoność porażki. Czy można lepiej o siebie zadbać, również w sferze emocji i życia wewnętrznego? Czy nasze szczęście rzeczywistoście zależy od nas samych? Jak odnaleźć spokój w codziennym chaosie? Czy warto być szczerym z samym sobą? I czy wewnętrzne uzdrowienie oraz self-love to klucz do szczęścia i harmonii?


"zamknąłem oczy,
żeby spojrzeć w głąb siebie,
i znalazłem wszechświat
czekający na odkrycie"

"Inward. Podróż w głąb siebie" to pięknie wydany zbiór poezji - wierszy i krótkich esejów o rozwoju osobistym, miłości do samego siebie i innych, procesie samouzdrawiania, akceptacji i wybaczeniu - który pomaga nam zajrzeć w głąb własnego serca i odbyć podróż do naszego wnętrza. Autorem jest Yung Pueblo - za tym pseudonimem kryje się Diego Perez, ekwadorski poeta i mówca motywacyjny praktykujący medytację. Yung Pueblo oznacza "młodzi ludzie" i odnosi się do doświadczeń autora jako aktywisty, jego ekwadorskich korzeni oraz przeświadczenia o dużym potencjale młodego pokolenia. Pisząc i przemawiając, Diego Perez wspiera proces uzdrawiania jednostki – wierzy, że kiedy ludzie leczą własne rany oraz budują wewnętrzny spokój, szczęście i harmonię, przyczyniają się tym samym do tworzenia bardziej pokojowego świata. Warto wspomnieć, że Wydawnictwo Znak przygotowało wydanie dwujęzyczne (polsko-angielskie), a ilustracje wykonała Adela Podgórska.

"jeśli jesteś
daleko
od siebie,
jak możesz
być kiedykolwiek
blisko kogoś innego?"

Bo droga do odkrywania i pokochania siebie wcale nie jest prosta...

Yung Pueblo proponuje nam wyjątkową duchową podróż. Publikacja składa się z pięciu części - oddalenie; zespolenie; intermedium; miłość do siebie; zrozumienie - które układają się w ścieżkę samopoznania i samouzdrawiania, co wydaje się dość ciekawym i oryginalnym pomysłem. Każda z nich jest dobrze zdefiniowana i łatwa do zidentyfikowania. Charakterystyczną cechą twórczości Yung Puebla (część utworów możemy spotkać m.in. w mediach społecznościowych) jest oszczędny styl i kompozycja. Jego wiersze przybierają postać krótkich, często pojedynczych zwrotek zawieszonych w próżni białej kartki o szerokich marginesach, co bez wątpienia zwiększa moc przekazu. Ta świadomie zaplanowana pustka zachęca też, by wypełnić ją własnymi przemyśleniami i refleksjami. Spora przestronność i brak presji to duże zalety publikacji, podobnie zresztą jak uniwersalność i ponadczasowość. Yung Pueblo podejmuje kwestie związane z odpuszczaniem i akceptacją przeszłości, wdzięcznością, oczekiwaniami, transformacją po traumie, miłością własną oraz pozostawianiem miejsca na rozwój osobisty. Sądzę, że ta książka uświadamia przede wszystkim, że nasze życiowe doświadczenia, nawet te najtrudniejsze i najbardziej bolesne, nie stanowią jedynie balastu i brzemienia - są siłą, którą posiadamy i którą możemy w odpowiedni sposób wykorzystać. Teksty autora zwiększają uważność i zachęcają, by wsłuchać się w swoje wewnętrzne przeżycia i emocje. Przeczytamy też o tym, jak ważna jest akceptacja siebie, pielęgnowanie cierpliwości oraz wdzięczności za to, co mamy. Yung Pueblo zachęca nas do zebrania odwagi, której potrzebujemy, aby stawić czoła nawet najtrudniejszym emocjom lub okolicznościom. Czy "Inward" to rzeczywiście poezja? A może bardziej zbiór refleksyjnych myśli, afirmacji i mantr? Czy wiersze nie są zbyt banalne? A może w prostocie kryje się ich urok i moc? Sądzę, że twórczość autora trudno zamknąć w konkretnych ramach. Lepiej porzucić etykiety i po prostu podążyć za tym, czym Yung Pueblo chce się z nami podzielić. W jego tekstach wyraźnie pobrzmiewa echo medytacji - każdy wiersz dobrze sprawdza się jako mantra. Znajdziemy też kilka powtórzeń, co akurat dobrze wpisuje się w ten afirmacyjny wydźwięk. Przyznam szczerze, że choć rzadko sięgam po podobne publikacje, w poetyckich słowach autora znalazłam coś, co mnie poruszyło. Nie jest łatwo pisać o książkach takich jak "Inward" - często przemawiają do nas w bardzo intymny sposób, wywołując wiele osobistych przemyśleń - w zależności od naszej wrażliwości i życiowych doświadczeń - mocniej lub słabiej. Ale jedno jest pewne - nie można autorowi odmówić życiowej mądrości. W książce znalazłam sporo refleksyjnych i trafnych myśli, z którymi można się utożsamiać. Część z nich zapadła mi w pamięć, do niektórych będę chętnie wracać.

"Inward" to autorefleksyjna publikacja z uniwersalnym przekazem, ale bazująca na osobistych przeżyciach autora (Yung Pueblo zmienił swoje życie dzięki medytacji i chce, abyśmy wiedzieli, że my też możemy). Potrafi poruszyć serce, wprowadzić w melancholijny nastrój, przynieść spokój, ciepło i nadzieję oraz zainspirować, m.in. do wsłuchania się w swoje emocje i przeżycia. W tekstach autora czuć wrażliwość i pozytywny przekaz. "Inward" może świetnie sprawdzić się w sytuacji, gdy potrzebujemy podnoszących na duchu myśli i słów. To taka lekcja uważności na wyciągnięcie ręki oraz zachęta do lepszego zrozumienia i pracy nad samym sobą. W rezultacie otrzymaliśmy pięknie i oryginalnie wydaną oraz subtelnie zilustrowaną publikację pełną trafnych spostrzeżeń skłaniających do refleksji. Zaznaczyłam sporo fragmentów i z pewnością będę do nich chętnie wracać.




Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak.



Tytuł oryginalny: Inward
Tłumaczenie: Józef Antoński
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 13 stycznia 2021
Oprawa: twarda
Liczba stron: 464

poniedziałek, stycznia 04, 2021

#297 "Wróbel w getcie" - Kristy Cambron /przedpremierowo/

#297 "Wróbel w getcie" - Kristy Cambron /przedpremierowo/
"The last, the very last,
So richly, brightly, dazzlingly yellow. 
(...) Only I never saw another butterfly.
That butterfly was the last one.
Butterflies don't live in here,
In the ghetto"

Zagłada widziana oczami dziecka

Ten fragment wiersza napisanego przez Pavela Friedmanna w 1942 roku pochodzi z książki I Never Saw Another Butterfly - zbioru dzieł sztuki i poezji opracowanego po drugiej wojnie światowej przez Hanę Volavková, czeską historyczkę sztuki oraz dyrektorkę Muzeum Żydowskiego w Pradze. Rysunki i zapiski powstawały w latach 1942-1944 na tajnych zajęciach plastycznych prowadzonych przez austriackiego artystę i pedagoga Friedla Dicker-Brandeisa. Tworzyły je żydowskie dzieci i nastolatki przetrzymywane w getcie i obozie koncentracyjnym Theresienstadt w miejscowości Terezin położonej na terenie okupowanych Czech. I właśnie to poruszające świadectwo smutku, cierpienia i tęsknoty, ale też nadziei w czasach największego mroku - publikacja pełna prac małych artystów (akwareli, rysunków, kolaży oraz wierszy) - stało się inspiracją dla kolejnej książki Kristy Cambron, amerykańskiej autorki powieści historycznych. "Wróbel w getcie" to po części kontynuacja "Motyla i skrzypiec" - ponowne spotkanie z Serą i Williamem w czasach współczesnych oraz nowa opowieść rozgrywająca się w latach drugiej wojny światowej. Te dwie książki wspólnie tworzą cykl zatytułowany Ukryte arcydzieło - w każdej z nich sztuka odgrywa ważną rolę. Kristy Cambron, która z wykształcenia jest historykiem sztuki, snując opowieść z dużą wrażliwością, empatią i przenikliwością, wprowadza czytelników w świat ludzkiej potrzeby tworzenia i siły ekspresji obecnych nawet w najtrudniejszych czasach. Sztuka przynosiła nadzieję, odganiała lęk i pomagała przetrwać, a także stanowiła przejaw walki o zachowanie godności i człowieczeństwa. W tym wymiarze powieści Kristy Cambron zyskują szczególny, inspirujący przekaz. Możliwe, że pamiętacie, jak duże wrażenie zrobiła na mnie książka "Motyl i skrzypce". Oprócz zachwycającej prozy, muzycznych motywów i dobrze zbudowanego tła historycznego, moje serce zdobyły subtelność, wrażliwość i nadzieja obecne na kartach książki. Kristy Cambron pięknie pisze o uczuciach i wewnętrznych przeżyciach bohaterów. Potrafi też misternie utkać opowieść z wielu różnych detali, co nadaje całości wyjątkową głębię. I nie inaczej jest w przypadku "Wróbla w getcie". Sądzę, że miłośnicy powieści historycznych pokochają tę opowieść równie mocno.

Gdy Kaja Makovsky dowiaduje się, że niemiecki terror dociera do Pragi, opuszcza Wielką Brytanię, żeby ratować swoją żydowską rodzinę. Kiedy jest już u celu, ucieczka okazuje się niemożliwa, a piekło wojny staje się jej bolesną codziennością. Kobieta trafia do getta w Terezinie, gdzie poznaje dziewczynkę, która niespodziewanie odmieni jej życie.

Kilkadziesiąt lat później Sera i William Hanoverowie w trakcie bajkowego ślubu zostają brutalnie rozdzieleni – mężczyzna zostaje oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił, a teraz grozi mu dziesięć lat więzienia. Sera postanawia zrobić wszystko, aby uratować swojego męża i ich wspólną przyszłość.

Książka Kristy Cambron to dwie przeplatające się linie czasowe - przeszłość i teraźniejszość, które z pozoru łączy tylko jeden tajemniczy wisiorek. Z czasem jednak czytelnik odkrywa coraz więcej powiązań i analogii, również wtedy, gdy porównuje postawy kobiecych bohaterek. Mimo że współczesny wątek Sery i Williama okazał się jeszcze bardziej interesujący niż w poprzedniej części, to właśnie dramatyczne wojenne losy Kai sprawiły, że kompulsywnie przewracałam kolejne strony. Trzeba jednak w tym miejscu przyznać, że autorka z wielu różnych elementów umiejętnie stworzyła harmonijną całość - przejścia między przeszłością a teraźniejszością są płynne, co, biorąc pod uwagę spokojną i słoneczną Kalifornię z jednej strony, a ogarniętą wojną Europę z drugiej strony, nie wydaje się wcale łatwe. Książkę "Wróbel w getcie" wyróżnia dobrze zbudowane tło historyczne. Poznając losy Kai, trafiamy do okupowanej Pragi, bombardowanego Londynu oraz do getta w Terezinie. Choć Kristy Cambron nie wnika zbyt głęboko w detale, zawsze udaje jej się oddać charakter ówczesnych czasów. Jest wielu pisarzy, m.in. Wilbur Smith czy Charlotte Link, którzy przy tworzeniu powieści historycznych dużą wagę przywiązują do tła polityczno-społecznego. Wplatają też w fabułę ważne wydarzenia historyczne. Natomiast Kristy Cambron koncentruje się bardziej na indywidualnych losach - emocjonalnym aspekcie. Potrafi silnie osadzić fabułę w ówczesnych realiach, jednocześnie nadając jej głębi i subtelności, m.in. za sprawą symboliki i lirycznej prozy.

Bo iskierka nadziei, jak płomień świecy w ciemnym pokoju, jest w stanie podtrzymać duszę i uchronić ją przed upadkiem

W książce Cambron znajdziemy wiele wzruszających momentów. Ujął mnie sposób, w jaki autorka przedstawia przeżycia bohaterów oraz międzyludzkie relacje. Wątek miłosny z łatwością porusza serce, ale co najważniejsze nie jest przesłodzony i nie dominuje w fabule. Choć w powieści pojawia się sporo interesujących postaci, również drugoplanowych, to bez wątpienia najbardziej intryguje Kaja - głównie za sprawą talentu, wrażliwości i wewnętrznej siły. Jej życiową podróż i ciężką próbę, której została poddana, śledzi się z dużym zainteresowaniem od pierwszej aż do ostatniej strony. Kristy Cambron posiada umiejętność tworzenia pięknych i emocjonalnych opowieści. Bardzo polubiłam jej pióro. Choć "Wróbel w getcie" często łamie serce, nigdy nie traci swojego pokrzepiającego przekazu - wiary, nadziei i miłości, które nawet w najtrudniejszych chwilach są w stanie rozświetlić mrok. Wątek dzieci przebywających w getcie i ich obozowej sztuki jest szczególnie poruszający, zwłaszcza w kontekście wspomnianej już książki I Never Saw Another Butterfly. Spośród 15 000 najmłodszych wysłanych do Terezina w latach 1942–1944 wojnę przeżyło mniej niż 100. Większość z nich zginęła na skutek głodu i chorób, a także w transportach śmierci i w obozach zagłady m.in. w Auschwitz-Birkenau. To nie jest powszechnie znany fakt. Zresztą nie wszyscy wiedzą też o obozowej sztuce. A sztuka pozostawiona przez ofiary wojny i Holocaustu to głos pamięci, prawdy i nadziei - głos, który przemawia wyjątkowo mocno. Dlatego też doceniam książki, które rzucają światło na te najtrudniejsze i najbardziej bolesne chwile w historii świata, nawet jeżeli to tylko beletrystyka, a nie literatura faktu. Opowieść o Kai i dzieciach, dla których prowadziła w getcie zajęcia plastyczne to bez wątpienia najbardziej poruszający fragment fabuły.

"Wojna ją odmieniła. W niczym nie przypominała teraz dziewczyny, którą niegdyś była"

"Wróbel w getcie" to pięknie napisana opowieść o niezwykłej sile nadziei, miłości i wiary w najmroczniejszych czasach. O dobroci serca i życzliwości, które stanowią przeciwwagę dla zła i nienawiści. O poczuciu odpowiedzialności za drugiego człowieka, gotowości do poświęceń w imię wyznawanych wartości, a także o tym, jak duży wpływ możemy mieć na życie innych ludzi. Kristy Cambron stworzyła kolejną powieść, którą czyta się jednym tchem. Serdecznie polecam.



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak.




Tytuł oryginalny: Sparrow In Terezin
Tłumaczenie: Aleksandra Gietka-Ostrowska
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 27 stycznia 2020
Liczba stron: 384

Copyright © kate in bookland , Blogger